FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Sala samobójców
Autor Wiadomość
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-04-05, 20:11   Sala samobójców

Sala samobójców
reż. Jan Komasa (Polska, 2011)

Dominik to zwyczajny chłopak. Ma wielu znajomych, najładniejszą dziewczynę w szkole, bogatych rodziców, pieniądze na ciuchy, gadżety, imprezy i pewnego dnia jeden pocałunek zmienia wszystko. "Ona" zaczepia go w sieci. Jest intrygująca, niebezpieczna, przebiegła. Wprowadza go do "Sali samobójców", miejsca, z którego nie ma ucieczki. Dominik, w pułapce własnych uczuć, wplątany w śmiertelną intrygę, straci to, co w życiu najcenniejsze… [opis dystrybutora]

No to macie kilka słów o "Sali samobójców".

Ma trochę racji Eva, która gdzieś tam na forum podejrzewała, że "Sala samobójców" może być podobna do "Bena X". Można tak przypuszczać, że być może Komasa zainspirował się ociupinkę tym holendersko- belgijskim filmem o uzależnieniu od internetu i zacieraniu się granic między życiem wirtualnym a rzeczywistym.

Ale muszę przyznać, że "Sala samobójców" nie jest wiele gorsza od "Bena X" (Ben X jest bardziej zwarty, może bardziej ciekawy i zaskakujący). Chłopaków z obu filmów różni pochodzenie - Dominik jest synem bogatych, ale bardzo skupionych na sobie rodziców, natomiast Ben ma dobry kontakt z rodzicami, lecz niestety, jest dzieckiem lekko autystycznym. Obydwoje mają podobne problemy w szkole, są wyautowanymi uczniami, Ben z powodu choroby, Dominik ze względu na status rodziców (to fatalne podwożenie i odwożenie ze szkoły do domu), także na pewne cechy osobowościowe, być może jest gejem, czyli ma już dwa powody, by czuć sie innym. Oba filmy zmierzają ku podobnemu finałowi.
A propos inpsiracji jeszcze: w jednym z wywiadów Komasa mówił, że sporym impulsem do napisania scenariusza był dla niego artykuł w "Wysokich Obcasach" (czytałam go kiedyś), o zupełnie niespodziewanym samobójstwie dziewczyny, pochodzącej z porządnej rodziny, mającej dobry kontakt z rodzicami, ktora pewnego poranka wyszła z domu do pobliskiego parku, czy lasku, żeby się zabić.

A nawiązując jeszcze do innych filmów tej tematyki, to zaczęłam też, niedawno, oglądać emitowany na Ale Kino!) film koreański "R U There", niestety, nie wytrwałam do końca, bo był potwornie nudny.

Film Komasy, natomiast, bardzo mnie wciągnął. Nie wiem, chyba mam ogromne pokłady empatii, skoro potrafiłam się wczuć w przeżycia "dziwnego" 19-latka (bo, w przypadku rodziców, jest to może mniej dziwne). Z pewnością, oprócz mojej empatii, widzę też zasługi reżysera i scenarzysty w jednym, a także aktorów, którzy stworzyli wiarygodne postaci.
Tak gdzieś do połowy nie można "Sali samobójców" wiele zarzucić. Dobre tempo, cały czas coś się dzieje, trzyma w napięciu na maksimum. Niestety akcja zaczyna siadać, gdy Dominik, pod wpływem różnych wydarzeń, całkowicie pogrąża sie w internecie, żyje drugim, wirtualnym, życiem. Ta sekwencja trąci zdecydowanie dłużyzną. Wtedy też Gierszał, zaczyna gorzej pracować, tak jakby był już zmęczony graniem na jednej, płaczliwej, nucie. Poczułam wtedy znużenie, na szczęście końcówka znowu podrywa nas na równe nogi.
Kolorystyka filmu bardzo charakterystyczna, świat blichtru mimo, że bogaty, tchnie jedną wielką szarością, domyslamy się, że chodzi o szarość mentalną. A świat gry, na odwrót, przyprawia o mdłości, pod względem kiczu, ale tak to ma być, ma być raz słodko, raz straszno, jak w bajce. Nie zabieram głosu w sprawie animacji, bo sie na tym kompletnie nie znam, ale nie powiem, żeby mnie to jakoś wielce urzekło. Zdecydowanie wolałam tę część "Sali...", ktora tyczyła realu.
Film zdecydowanie mógłby być krótszy o 20 minut, może 15, byłby jeszcze mocniejszy. Ale wiadomo, że najtrudniejsza filmowa robota, to cięcia i pozbywanie się scen. Myślę, że przy następnym filmie, Komasa będzie bardziej bezwzględny i obetnie to co trzeba. No i ta scena, jedna z ostatnich, gdy
Spoiler:
Sylwia wychodzi z domu i wyje. Dla mnie nieco przerysowana.

Jest za to kilka scen fajnych, krótkich, dowcipnych, soczystych, wiele mówiących, i wnoszących sporo świeżości: pocałunek z rzeźbą w teatrze, natychmiastowe znikanie avatarów w grze (końcówka film), rozmowa matki z psychiatrą (Kinga Preiss - taka mała rólka Kingi, a jak cieszy), rozmowa rodziców z ordynatorem szpitala, no i oczywiście walka judo, od ktorej sie wszystko zaczeło (o "uroku" internetu).
Po części rozumiem, że tematyka filmu, jego główny bohater, może być denerwująca dla młodych ludzi, którzy okres dojrzewania emocjonalnego mają tuż poza sobą, albo przeszli go bezkonfliktowo, albo mogą się wkurzać, na bohatera, bo sami tacy niedawno byli, ale nie można odmówić z tego powodu filmowi jego atutów, że jest dość dobrze zrealizowanym obrazem naszych czasów. Jest to tak na dobrą sprawę, film nie tylko o wirtualnej sali samobójców, ale i o świecie samobójców w ogóle (patrz rodzice Dominika). Ludzie wariują, tracą samokontrolę w zaspokajaniu swoich ambicji, wszelakich: zawodowych, materialnych, własnej prezencji, form wypoczynku, posiadania drugiego życia, i nie chodzi tu o życie w grze komputerowej, lecz życie intymne itd. Pędzą na zbity pysk w zdobywaniu pieniędzy, stanowisk, zaszczytów, gadżetów i kochanków. Pędząc zapominają czym jest rozmowa, dotyk, wydają sobie tylko polecenia, zdają krótkie relacje, jak minął dzień (najczęściej "bardzo dobrze", żeby nie było za dużo gadania) i tak na okrągło. W końcu zaślepieni, trafiają na jakąś ścianę i giną, albo giną ich dzieci, w sensie dosłownym, albo przenośnym.
No, to to teraz proszę o dyskusję. Ja film polecam, nie padniecie na twarz, ale myślę, że kilka momentów was poruszy. Nie jest to film o czymś, czego byśmy już nie wiedzieli, ale warto sie zastanowić, czy to że wiemy jak żyć, żeby na przykład nie byc takim jak Dominik, czy jego rodzice, znaczy, że umiemy, albo będziemy umieć, żyć, kochać, wychowywać dzieci?
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-04-09, 15:56, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-05, 20:18   

No proszę - zachęciłaś mnie do seansu i trochę uspokoiłaś co do jakości tej produkcji.

Zadam podchwytliwe pytanie - co dalej Twoim zdaniem z filmem? Słyszałam opinie, że może zostać pchnięty jako polski kandydat do Oscara...
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-04-05, 20:33   

No nie wiem, czy by miał szansę, porównując go na przykład z takim "W lepszym świecie", to obawiam się, że być może dopiero kolejny film Komasy miałby szansę. Ale kto wie, z kolei, obserwując pewne nagrody tyczące filmów amerykańskich, może, może... próbować można. Zawsze to jakaś nowinka jest, bo tak jak wspominałam, chyba mało jest tego typu produkcji, łączącej film aktorski z animacją, no i ta tematyka (internetowa) zaczyna być nośna.
 
 
smoke 
koneser



Wiek: 30
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 889
Skąd: Ziemia Obiecana
Wysłany: 2011-04-06, 15:35   

A na ile go wyceniasz? bo nie powiem, zaczął mnie ciekawić ten film i też bym się na niego wybrał.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-04-06, 21:07   

No, wybierz się. Bardzo jestem ciekawa jak ty go wycenisz. Ja daję mu 7/10 na zachętę. Dałabym więcej, gdyby nie te mankamenty o których pisałam. :)
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-08, 18:54   

DA napisał/a:
No nie wiem, czy by miał szansę, porównując go na przykład z takim "W lepszym świecie",
nawet nie o to chodzi - raczej o same wybory naszych wybierających...
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-04-08, 20:51   

Nie potrafię się ustosunkować, za mało filmów najnowszych widziałam. Ale patrząc tak oddzielnie, bez żadnych porównań - niech dają. Film na pewno będzie zrozumiany przez każdego widza na kuli ziemskiej, wreszcie! :)
 
 
Szaronka 
facebook moderator



Wiek: 25
Dołączyła: 28 Lut 2010
Posty: 166
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-04-12, 21:43   

Z Panem Komasą miałam do czynienia już wcześniej przy okazji jego etiudy Fajnie, że jesteś, która niezbyt mi się podobała.

Sala Samobócjów była bardzo reklamowana i szczerze mówiąc myślałam, że to takie dużo szumu o nic. Na szczęście miło się zaskoczyłam.
To naprawdę dobry film, w szczególności biorąc pod uwagę to, co wychodziło na polskiej scenie w ciągu ostatnich kilku lat.
Temat chwytliwy i ciekawy, głównie interesujący młodzież, która to chyba jest głównym targetem tego filmu. Wydaje mi się, że całkiem dobrze przedstawiono realia tzw. second life. Wiadomo, że Komasa posłużył się skrajnością, ale całej fabule nie zarzuciłabym tego, że jest przerysowana. Jak byłam młodsza to sama dużo siedziałam w internecie (głównie na forach), obecnie jestem administratorem młodzieżowego forum gazety Victor Junior i przekrojowo podpatruję sobie na czym polega właściwie siła zrzeszania się w internecie. W szczególności w okresie dojrzewania i kształtowania się szukamy ludzi o podobnych zainteresowaniach, inna sprawa, że nie zawsze znajdujemy ich w swoim otoczeniu. Bardzo często zdarza się, że takie internetowe grupy są przeświadczone o swojej wyższości i lepszości (co było dobrze pokazane w filmie, a przecież jego bohaterzy tak naprawdę to przeciętni ludzie i nie bez powodu ich dialogi są napisane tak banalnym językiem).

Jak już DA wspomniała, w tle mamy również zapracowanych rodziców, którzy zaspokajają jedynie materialne potrzeby syna, kompletnie zapominając o emocjonalnych. Co skutkuje pośrednio na cały dalszy bieg wydarzeń. Warto właśnie zaznaczyć, że film jest bardzo uporządkowany, przedstawione przyczyny, motywy, przebieg fascynacji, problemy, skutki. Jedno wynika z drugiego. I dobrze.

Na plus zasługuje też muzyka, ale głównie mam tu na myśli motyw muzyczny pojawiający się w barze. (Turn me on) :fingerok:

Jeśli chodzi o animacje to faktycznie całkiem zgrabnie im wyszło to połączenie. Też się specjalnie na tym nie znam i specjalnie mnie to nie urzekło do głębi, ale też i nie męczyło, więc takie eksperymenty jak najbardziej ok.
 
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-15, 21:48   

To nie jest film idealny (przydałoby się kilka cięć tu i tam), zakończenie - choć bardzo, bardzo mocne - traci na niepotrzebnym jego rozwleczeniu; a postać grana przez Gąsiorowską irytuje (szczególnie słabe kwestie wypowiadane z nieznośną teatralną manierą) - nawet jeśli to zamierzone działanie reżysera i scenarzysty, to ciut przesadzili.
Mimo wszystko z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że to jeden z najlepszych polskich filmów jakie miałam przyjemność obejrzeć w przeciągu kilku ostatnich lat. Komasa i paru innych, przywracają wiarę w to, że polskie kino jest w stanie porwać się na coś poza martyrologią dla masochistów; że to co było kiedyś, może wrócić, choć obleczone w bardziej współczesną formę.

Siłę obrazu miałam okazję sprawdzić na żywym organizmie, najbardziej chyba uodpornionym na "kulturę" - czyli na młodzieży gimnazjalnej. Pomijając to, że czułam się jak okaz muzealny (było nas kilka sztuk starszaków) - podczas niektórych scen panowała cisza jak makiem zasiał. Przysięgam, że przestawali nawet przeżuwać :hahaha: - a to już coś znaczy.


Pomimo niedoskonałości, jest w tym filmie prawdziwa potęga - po 117min obtaczania człowieka w brudach i koszmarach - świat nagle wydaje się być bardziej przyjemnym, całkiem znośnym miejscem.

A Pan, Panie Gierszał, Pan jesteś gówniarz o dzikim, nieposkromionym talencie :nakolana: i jesteś Pan k**** - nieustraszony.


9/10

Animacja jest bardzo dobra i musiała kosztować w pytę pracy - jej cukierkowatość i przerysowanie jest akuratne dla tego typu portali i gier on-line, a płynności mogłoby jej pozazdrościć niejedno dzieło z Animowaną historią Polski na czele.
  
 
 
Szaronka 
facebook moderator



Wiek: 25
Dołączyła: 28 Lut 2010
Posty: 166
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-04-15, 22:28   

Nuz, zazdroszczę, że trafiłaś akurat na taką publikę w kinie...
Ja się wpakowałam na jakąś szkolną wycieczkę (podejrzewam, że również gimnazjalną), która raczej niewiele z filmu wyniosła i w dodatku nieźle mnie irytowała swoimi głupimi uwagami, no ale cóż poradzić. :pukpuk:
 
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-15, 22:33   

Szaronka napisał/a:
Nuz, zazdroszczę, że trafiłaś akurat na taką publikę w kinie...
od odoru żarcia można było puścić pawia ale fakt - nie gadali (za głośno) i ogólnie prawie pełna kultura.

17:30 i pełna sala...
 
 
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-04-16, 22:44   

Ja chyba jednak nie zaryzykuję oglądania tego pomiędzy dziesiątkami młodzieży gimnazjalno-licealnej. :(
 
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-16, 22:47   

DA napisał/a:
Dominik ze względu na status rodziców (to fatalne podwożenie i odwożenie ze szkoły do domu), także na pewne cechy osobowościowe, być może jest gejem, czyli ma już dwa powody, by czuć sie innym.


Pozwolę sobie dodać co nieco - szkoła do której uczęszcza Dominik to szkoła prywatna; fakt, że ktoś go eskortuje jak małego księcia nikogo (w tym jego kolegów) nie dziwi - podejrzewam, że nie jest to przypadek odosobniony. Co do obyczajówki -wszystko zaczyna się od towarzyskiego samobójstwa - co innego być gejem, co innego upokorzyć się na oczach wszystkich i mieć w perspektywie rychłą konfrontację z rówieśnikami. Dodam, że była to scena wymagająca niewiarygodnej odwagi od młodziutkich aktorów (młodych widzów namacalnie zatkało) - odwagi, której jak podejrzewam - próżno by szukać u ich uznanych, starszych kolegów.

Idzie nowe. W sensie - pokolenie.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-04-17, 00:07   

Cytat:
Pozwolę sobie dodać co nieco - szkoła do której uczęszcza Dominik to szkoła prywatna; fakt, że ktoś go eskortuje jak małego księcia nikogo (w tym jego kolegów) nie dziwi - podejrzewam, że nie jest to przypadek odosobniony.

Owszem, wiem, że to była szkoła prywatna, do innej przecież Dominik nie byłby godzien uczęszczać. Podejrzewać możesz, że Dominik nie był przypadkiem odosobnionym, jesli chodzi o podwożenie ze szkoły i do szkoły przez prywatnego szofera, lecz w filmie nie było na ten temat mowy. Tylko Dominik miał tego rodzaju "przywilej" nadany mu przez rodziców.

Cytat:
Co do obyczajówki -wszystko zaczyna się od towarzyskiego samobójstwa - co innego być gejem, co innego upokorzyć się na oczach wszystkich i mieć w perspektywie rychłą konfrontację z rówieśnikami. Dodam, że była to scena wymagająca niewiarygodnej odwagi od młodziutkich aktorów (młodych widzów namacalnie zatkało) - odwagi, której jak podejrzewam - próżno by szukać u ich uznanych, starszych kolegów.

Dominik był ciągle upokarzany przez tego kolegę, z którym miał potem incydent na judo, ciągle mu posyłał całuski, patrzył na niego zalotnie itd. Nie powiesz, że fakt iż ktoś jest w środowisku szkolnym gejem uchodzi na sucho. Dominik, nie "upokorzył się" na oczach wszystkich, ów incydent, gdyby kolega był bardziej dyskretny i przyjacielski mógłby pozostać między nimi. Niestety, publiczne piętnowanie kogoś z powodu jego inności, czy jakichś niesławetnych potknięć, jest najfajjeszą zabawą dla prostaków. To przechyliło czarę goryczy, Dominik przekoanł się na 100%, że jest zupełnie sam.
A jeśli wątpisz w odwagę nieco starszych aktorów, polecam ci "Nieruchomego poruszyciela" Barczyka. :)
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-17, 01:10   

Cytat:
Dominik był ciągle upokarzany przez tego kolegę, z którym miał potem incydent na judo, ciągle mu posyłał całuski, patrzył na niego zalotnie itd
Nie zauważyłam :hmm: wszystkie tego typu scenki były związane z wybrykami, których dopuszczali się po koleżeńsku (i po pijaku) by zaimponować innym (dziewczyny także) - raczej zrzucam to na ich specyficzne poczucie humoru. Inna sprawa, że w Dominiku coś tam innego sobie grało :hahaha:
O ile pamięć mnie nie myli moi znajomi też sobie pozwalali na takie żarty (bez jęzora) - o dziwo facetom przychodziło to wcale łatwo i nikomu ujmy to nie przynosiło - wszyscy wiedzieli że żartują...

Przecież ich wcześniejsze poczynania zostały nagrane i udostępnione w sieci ;) - tylko konwencja była inna.
Co innego nie stchórzyć przed wyzwaniem zapodanym z przymrużeniem oka, a co innego zaprezentować podobne zachowanie (w bardzo intymnych i degradujących okolicznościach) na "surowo", bez okoliczności łagodzących.



DA napisał/a:
Dominik, nie "upokorzył się" na oczach wszystkich, ów incydent, gdyby kolega był bardziej dyskretny i przyjacielski mógłby pozostać między nimi.
ale nie chciał być
Może posłużyłam się zbyt dużym skrótem myślowym - po prostu pomijam możliwość "przemilczenia" incydentu jako nieistotną i nieprawdopodobną - niezgodną z zamysłem reżysera - w końcu to podstawa dla dalszego rozwoju wypadków.

DA napisał/a:
A jeśli wątpisz w odwagę nieco starszych aktorów, polecam ci "Nieruchomego poruszyciela" Barczyka.
O - ja wierzę że są chlubne wyjątki - chodzi mi jednak o tzw. nurt główny.
Chyba nie odmówisz jednak młodzieży kilku słów uznania?


DA napisał/a:
Owszem, wiem, że to była szkoła prywatna, do innej przecież Dominik nie byłby godzien uczęszczać.
:fingerok: prawda, prawda.

DA napisał/a:
podejrzewać możesz, że Dominik nie był przypadkiem odosobnionym, jeśli chodzi o podwożenie ze szkoły i do szkoły przez prywatnego szofera, lecz w filmie nie było na ten temat mowy. Tylko Dominik miał tego rodzaju "przywilej" nadany mu przez rodziców.
Mogę i podejrzewam - szczególnie, że na jego dziewczynie obecność szofera przy intymnej rozmowie nie robi wrażenia - oczywiście, może się po prostu przyzwyczaiła :hmm:
Nie sądzę. by fakt podwożenia czy korzystania z taksówki w dużym mieście, w przypadku gdy o miejscu edukacji dziecka decyduje prestiż a nie bliskość szkoły - robił na kimkolwiek wrażenie.
Rozpuszczone książęta traktują gosposie i służbę wszelaką jak powietrze.

"Mnie się wozi! Ze mną się jest cały czas!"; "Skoro Pani tu już musi pracować, będzie mi Pani mówić na Pan" (z pamięci)
:hahaha:

Ciekawi mnie co sądzisz o postaci granej przez Romę Gąsiorowską... (?)
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-04-17, 12:37   

Cytat:
Chyba nie odmówisz jednak młodzieży kilku słów uznania?

Chyba zbyt powierzchownie czytałaś mój pierwszy post film polecający: :)
Cytat:
Film Komasy, natomiast, bardzo mnie wciągnął. Nie wiem, chyba mam ogromne pokłady empatii, skoro potrafiłam się wczuć w przeżycia "dziwnego" 19-latka (bo, w przypadku rodziców, jest to może mniej dziwne). Z pewnością, oprócz mojej empatii, widzę też zasługi reżysera i scenarzysty w jednym, a także aktorów, którzy stworzyli wiarygodne postaci.

Jeśli, ja kobieta, dawno już nie nastolatka, potrafiłam się wczuć w przeżycia chłopaka 19-latka, i to takiego 19-latka, to chyba mówi samo za siebie, Gierszał się niesamowicie spisał. Nie padam jednak przed nim na kolana i nie biję czołem w posadzkę, bo tak jak napisałam wcześniej, miał trochę słabszy fragment, ten niepotrzebny, przedłużony, w którym ciągle płakał przed ekranem, gdzie widziałam już zmęczenie pracą przed kamerą, no po prostu, czułam, że gra. Ale to był tylko ten jeden, jedyny raz. Poza tym był świetny, a szczególnie w pierwszej połowie filmu.
I na pewno miał więcej szczęścia od Kościukiewicza (z którym zagrał we "Wszystko co kocham"), że zaangażował go Komasa do "Sali...", a nie Sala do "Matki...". I tu mu (Gierszałowi znaczy) Bozia wynagrodziła, tym angażem i jego wypełnieniem, brak takiej dobrej filmowej urody, jaką ma Kościukiewicz. :)
Ok, Nuz, na resztę nie odpowiadam, bo to o czym piszesz, i ja, to są nasze indywidualne odczucia, w których może i nie różnimy się tak istotnie (chodzi czasem o niuanse), nie wnoszące niczego istotnego do dyskusji o filmie, a przez internet za dużo to czasu wymaga, i bardzo precyzyjnego języka, żeby wszystko wytłumaczyć i się porozumieć, czy zrozumieć. Np. to o podwożeniu, ty myslisz, że ja myślę, że to robi na kimś wrażenie, a mnie chodzi o jedną z przyczyn, że takie książątko czuje się wyobcowane z normalnego świata, to jak się zachowuje wobec recepcjonistki, albo jak sobie nie może poradzić z dojazdem do mamusi i czeka na nią pod windą. Itd, itd, nie ma o czym mówić, tłumaczyć.

Odpowiem tylko jeszcze na pytanie:
Cytat:

Ciekawi mnie co sądzisz o postaci granej przez Romę Gąsiorowską... (?)

Chodzi ci dokładnie o postać, a nie o grę aktorki, prawda?
To jest znudzona dziewczyna, a więc bardzo niebezpieczna. Pamiętasz, co napisałam o NUDZIE w wątku "Matki Teresy od kotów" - że nuda, to jedno z większych zagrożeń dla ludzi? To z niej się biorą wszelkie głupie pomysły na zabijanie czasu, czasem doprowadzające do krzywdzenia, z zabijaniem włacznie, bliźnich (dlaczego niektórzy duzi chłopcy chadzają na wojny, patrz "Hurt Locker", bo umierają z nudów w czasie pokoju). Roma/Sylwia się nudzi, pragnie się zabawić, przeżyć jakieś emocje,najłatwiej jest wejść do internetu i robić sobie jaja z ludzi. Bardzo negatywna postać.
Co do gry Gąsiorowskiej to dochodzę do wniosku, że ona ciągle gra tak samo, może ta dykcja, sposób mówienia, tembr głosu, nie wiem, może podobieństwo postaci jakie gra w filmach - jakieś pokręcone, na pograniczu patologii, młode panienki - przez to sprawia takie wrażenie. Nie chciałabym jej skrzywdzić, wydając tego typu opinię, że gra tak samo, ale tak to odczuwam ("Zero", "Wojna polsko-ruska" - gdzie mnie najbardziej oczarowała - bo to był pierwszy raz, i teraz "Sala...").
Ale Gierszał, bezapelacyjnie, jest świetny. Zobaczymy, czy po innych filmach pozostanę przy takim samym zdaniu "Wszystko co kocham, był ok. ale przyćmił go Kościukiwicz, główną rolą, to jakby zrozumiałe).
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-17, 14:59   

Czyli widzę, że opinię o niej (zarówno postaci, jak i aktorce) masz podobną.

Co do Kościukiewicza - mam mieszane odczucia;aktor dobry, ale strasznie egzaltowany :hahaha:
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-04-18, 08:49   

A czy to nie jest za przeproszeniem taki troszkę film dziewczęcy? No wiecie "taki on słodki, taki emo, taki przystojny..." ;)
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-18, 09:37   

Prawdę powiedziawszy to z tym emo to przesada - raczej poza na parę chwil - ale widać "fajnie" w trailerach wyglądało

Film trochę histeryczny (szczególnie pod koniec - te kilka rozwleczeń doklejone na siłę, kiedy sami aktorzy już nie wiedzieli co mają ze sobą zrobić)

Do tego kilka niedogodnych scen dla obyczajowo wrażliwych. Co do reszty - ciężko powiedzieć - zobacz to się przekonasz. Warto choćby dla Gierszała jakiby "słodki nie był".
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-04-27, 19:01   

DA napisał/a:
Tak gdzieś do połowy nie można "Sali samobójców" wiele zarzucić. Dobre tempo, cały czas coś się dzieje, trzyma w napięciu na maksimum. Niestety akcja zaczyna siadać, gdy Dominik, pod wpływem różnych wydarzeń, całkowicie pogrąża sie w internecie, żyje drugim, wirtualnym, życiem. Ta sekwencja trąci zdecydowanie dłużyzną. Wtedy też Gierszał, zaczyna gorzej pracować, tak jakby był już zmęczony graniem na jednej, płaczliwej, nucie. Poczułam wtedy znużenie


Dokładnie. Pierwsza część jest znakomita i choć nie mówi nic nowego (ludzie byli, są i będą głupi, przynajmniej niektórzy), to dostarcza odpowiedniej dawki emocji i trzyma w napięciu. Rzecz cała zaczyna kuleć od momentu, gdy główny bohater zanurza się w świecie wirtualnym. I nie chodzi tylko o grę Gierszała, który zaczyna grać chwilami na fałszywej nucie
Spoiler:
(Dwa najbardziej skopane momenty, to ten w którym bohater zaczyna czytać komentarze pod nieszczęsnym filmikiem, po incydencie na lekcji judo, zaczyna się całkiem słusznie miotać, rzucać po pokoju, łóżku itd. i w tej samej chwili wyświetla mu się po raz pierwszy Sylwia - jakoś dziwnie i całkiem nienaturalnie w tym momencie spokojnieje. Drugi moment, wtedy gdy wychodzi w końcu ze swojego pokoju i zaczyna tłumaczyć rodzicom swoje internetowe zajęcia - wygląda w tej scenie zdecydowanie zbyt spokojnie, jakby nagle opadły z niego całe, dość ekstremalne przecież, emocje. Wyszedł niespodziewanie ze swojej samotni i zaczął całkiem spokojnie opowiadać o zajęciu, które tak pilnie przez cały czas ukrywał.)
, ale też jeśli chodzi o to, dokąd zaczyna zmierzać treść i przesłanie filmu. Słusznie zauważasz Nuz, że
Nuz napisał/a:
postać grana przez Gąsiorowską irytuje (szczególnie słabe kwestie wypowiadane z nieznośną teatralną manierą) - nawet jeśli to zamierzone działanie reżysera i scenarzysty, to ciut przesadzili.
, gdyż ja również nie kupuję tej postaci, wali od niej sztucznością, a już ten ryk na końcu zupełnie wykracza poza granice mojego pojmowania. Ciężko mi zrozumieć, w jaki sposób owa tytułowa Sala Samobójców ma pełnić w filmie i w życiu Dominika kluczową rolę. Wszystko, co zaczyna się dziać od momentu, gdy Dominik trafia w to miejsce staje się dla mnie trochę niejasne, a jeśli potrafię to jakoś wytłumaczyć, to niestety chyba ostatecznie z niekorzyścią dla filmu. Cała sprawa była do pewnego momentu jasna i oczywista. Dominikowi bardzo dostało się od ludzi i reszta, to całe życie internetowe, to tylko dodatek, będący naturalną konsekwencją przebytej traumy. Jak więc można wytłumaczyć rolę Sali Samobójców w filmie? Otóż, wydaje mi się, że film wyraźnie zahacza ona o rosnącą w siłę subkulturę, która z depresji i alienacji uczyniła swoje credo i traktuje jak sposób na życie. Mam na myśli oczywiście zjawisko emo, choć nie tylko. W będącej bardzo do przodu pod względem technologicznym Japonii również wykreował się pewien dość osobliwy styl życia związany z internetem, będący traktowany czasami jako choroba cywilizacyjna lub jedna z odmian depresji - hikikomori. Gdy rzeczywistość nie jest fajna, chęć ucieczki od świata i zastąpienia reala wirtualem może wydawać się kusząca. Jest to zrozumiałe. I chyba należy ostrożnie przewidywać, że zjawisko będzie zyskiwać z czasem na znaczeniu. "Sala samobójców" jest filmem o dużej wartości dydaktycznej, skierowanym głównie do młodzieży być może zafascynowanej takimi subkulturami, jak emo. To jest taki film "ku przestrodze" (podobnie jak niedawne "Galerianki", choć ten jest o wiele lepszy) i myślę, że dobrze że powstał, niech się uczą młodzi chcący uczynić z depresji życiową ideologię, że nie prowadzi to do niczego dobrego. Film jest dobry, na pewno nie nudzi i jest wyładowany intensywnymi emocjami, każdy, nie tylko młody widz powinien znaleźć w nim coś dla siebie. Cała sytuacja, w jakiej w pewnym momencie znalazł się Dominik jest straszna i jakkolwiek reżyser stara się pokazywać, że chłopak wybrał zły kierunek, to tak naprawdę trudno mu się chwilami dziwić.

DA napisał/a:
Jest to tak na dobrą sprawę, film nie tylko o wirtualnej sali samobójców, ale i o świecie samobójców w ogóle (patrz rodzice Dominika). Ludzie wariują, tracą samokontrolę w zaspokajaniu swoich ambicji, wszelakich: zawodowych, materialnych, własnej prezencji, form wypoczynku, posiadania drugiego życia, i nie chodzi tu o życie w grze komputerowej, lecz życie intymne itd. Pędzą na zbity pysk w zdobywaniu pieniędzy, stanowisk, zaszczytów, gadżetów i kochanków. Pędząc zapominają czym jest rozmowa, dotyk, wydają sobie tylko polecenia, zdają krótkie relacje, jak minął dzień (najczęściej "bardzo dobrze", żeby nie było za dużo gadania) i tak na okrągło. W końcu zaślepieni, trafiają na jakąś ścianę i giną, albo giną ich dzieci, w sensie dosłownym, albo przenośnym.


Szaronka napisał/a:
Jak już DA wspomniała, w tle mamy również zapracowanych rodziców, którzy zaspokajają jedynie materialne potrzeby syna, kompletnie zapominając o emocjonalnych. Co skutkuje pośrednio na cały dalszy bieg wydarzeń.


Z tym trudno mi się zgodzić. Oczywiście, może nie są rodzicami doskonałymi, ale też nie są takimi zupełnie złymi, a już w szczególności matka, która widać było zdolna była zrobić wszystko dla dobra Dominika (jak wykopała tą panią psychiatrę - mistrzostwo świata! :D). Praprzyczyny wszystkich dziwnych zachowań Dominika upatruję w tym, co wydarzyło się w szkole, a nie zaniedbaniu czy nieczułości ze strony rodziców.
Spoiler:
Bo jak niby mają zareagować rodzice na oświadczenie syna, że "woli chłopców". Podejrzewam, że nie będzie im łatwo. A Dominik przecież im nie powiedział "tak po prostu", tylko urządził scenę z lizaniem posągu na przyjęciu, w obecności szefów ojca z pracy. Nie wiem, jaki rodzic by w takim momencie nie zareagował choć trochę gwałtownie, tylko pogłaskał i przytulił swoją latorośl. Tak naprawdę, niewiele im można zarzucić, poza tym może, że nie wspomnieli psychiatrze o deklaracji syna. W tym momencie zachowali się naprawdę nieodpowiedzialnie, bo nieodpowiedzialność Dominika w kwestii tego, że zamiast podzielić się swoimi szkolnymi przeżyciami z najbliższymi, zaszył się na miesiące w Sali, jestem jeszcze jakoś w stanie wytłumaczyć wstydem, jaki mógł przeżywać.


Ode mnie ma 7/10 na zachętę i generalnie polecam. Mocne kino.
 
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-04-27, 21:50   

jazu napisał/a:
(jak wykopała tą panią psychiatrę - mistrzostwo świata! :D)
trochę to dziwnie wyszło...jej poprzednika wkopała PONIEWAŻ chciał z chłopakiem rozmawiać, a tą - bo nie chciała ...ale dajmy, ze przemyślał sobie to i owo ;)

A co do konkluzji - rzeczywiście rodzice wydają się być tu raczej statecznym drugim planem na który ławo zrzucić to i owo. Prawda taka, że dzieciaki żyją teraz w starszym tempie i pod ogromnym naciskiem rówieśników. Wiele się od nich wymaga, wiele oczekują od siebie - a mają te naście lat i nie ma co się czarować, na wielkopańskie "jestem indywidualistą - w dupie to mam i się nie przejmuję" ;) pozwolą sobie jak i wszyscy - kiedy trochę podrosną.

Miałam mimo wszystko fajną i jakąś taką normalniejszą młodość; ale i za naszych czasów towarzyska gafa potrafiła namieszać...

Mnie osobiście niezrozumiała wydaje się interwencja matki w wielkim finale
Spoiler:
już po śmierci Dominika
Spoiler:
nie wiem za co kobita dziękuje; nie wiem po co to robi (??) - ja na jej miejscu dyszałabym żądzą zemsty, chęcią mordu - a na pewno postarałabym się ich dopaść i pociągnąć do odpowiedzialności


jazu napisał/a:
Ciężko mi zrozumieć, w jaki sposób owa tytułowa Sala Samobójców ma pełnić w filmie i w życiu Dominika kluczową rolę.
Nie Tobie jednemu, ale fakt pozostaje faktem - dzieciaki (i nie tylko) trafiają na takie fora i się wykańczają. Żeby to zrozumieć trzeba by być jednym z nich.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-04-27, 23:34   

Nuz napisał/a:
trochę to dziwnie wyszło...jej poprzednika wkopała PONIEWAŻ chciał z chłopakiem rozmawiać, a tą - bo nie chciała ...ale dajmy, ze przemyślał sobie to i owo ;)


Pierwszego wykopali, bo chcieli szybkich wyników. Młody miał iść do szkoły, która była ostatnim miejscem, w którym chciał się znaleźć, zdać maturę i iść na studia, a pierwszy psychiatra był zajebisty i wiedział, że leczenie to trudny proces, który z założenia nie jest nastawiony na szybkie i wymierne wyniki. Ostatecznie można by mieć trochę pretensji do rodziców, że tak skupiali się na losach swojej latorośli i wciąż, widząc nawet w jakim stanie się znajduje, ciągle naciskali, ale nie zapominajmy, że Dominik o niczym im nie powiedział i nie wiedzieli, że szkoła jest tak znienawidzonym przez niego miejscem. Poza tym, stan osoby chorej bywa trudny do zrozumienia dla zdrowych, ot tak po prostu.

Nuz napisał/a:
A co do konkluzji - rzeczywiście rodzice wydają się być tu raczej statecznym drugim planem na który ławo zrzucić to i owo.


No to się zgadzamy. Mnie się wydaje, że cała "gafa" była wystarczającym powodem do takiego zachowania Dominika, jakie miało miejsce.

Nuz napisał/a:
Prawda taka, że dzieciaki żyją teraz w starszym tempie i pod ogromnym naciskiem rówieśników.


Ciężko mi powiedzieć czy tak wiele się zmieniło, bo teraz nie dorastam, ale wydaje mi się, że zawsze było nie najlepiej, a młodzież i dzieciaki już w ogóle czasami w kwestii prostackiego dokopywania bliźniemu często wzbijają się na wyżyny wybitności. ;)

Nuz napisał/a:
Mnie osobiście niezrozumiała wydaje się interwencja matki w wielkim finale
Spoiler:
już po śmierci Dominika


Tam w ogóle była cała masa niezrozumiałych rzeczy. Zgadzam się z Donią, która pisze, że film trzyma wysoki poziom tak gdzieś do połowy, te akcje w wirtualu są już cokolwiek bełkotliwe i trącą dłużyzną.

Nuz napisał/a:
Spoiler:
nie wiem za co kobita dziękuje; nie wiem po co to robi (??) - ja na jej miejscu dyszałabym żądzą zemsty, chęcią mordu - a na pewno postarałabym się ich dopaść i pociągnąć do odpowiedzialności


A mnie się wydaje, że niekoniecznie. Na pewno to były takie smutne podziękowania, ale jak by nie patrzeć, źródło kłopotów Dominika było gdzie indziej. Całe to towarzystwo Samobójców pociągnęło go w dół, ale oni tylko w zasadzie potwierdzali to, co mu w duszy grało po takich ciężkich przeżyciach. To też byli ludzie po przejściach (w filmie nic o tym nie było, jednak myślę, że można tak uznać) i jednak jakiegoś wsparcia, zrozumienia udzielili jego chorej duszy... ale tak, był to film ku przestrodze, aby nie dać się pociągnąć w dół przez emo, a więc trochę ostro sportretowano całe towarzystwo. Sylwia wcale nie musiała być tak nieszczera, zła, przewrotna...

Nuz napisał/a:
Nie Tobie jednemu, ale fakt pozostaje faktem - dzieciaki (i nie tylko) trafiają na takie fora i się wykańczają. Żeby to zrozumieć trzeba by być jednym z nich.


No podobno takie rzeczy mają miejsce. Dlatego film można uznać jako za zdecydowanie ku przestrodze.
 
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2011-05-01, 04:40   

Ok. Muszę i ja. Inaczej się nie da.
Była sobota i było 12 osób na dużej sali. Do pomocy wzięłam zaufaną osobę - nie zaufaną w ocenie kina, ale zaufaną w ocenie sytuacji.
I był film.

Zanim poszłam do kina, niestety, przeczytałam całą tu dyskusję. Dlaczego niestety? Bo w przypadku tego filmu chyba wolałabym być świeżakiem... Żeby niczego nie wiedzieć wcześniej. Ale wiedziałam.
Na szczęście - nie zaszkodziło....

Najlepszą sceną tego filmu jest według mnie ostatni kadr. Ten, po którym zaczyna się lista płac. Ciemność i cisza - jedyny komentarz, jaki mogłabym wymyślić, jedyna rzecz, którą można byłoby zakończyć... Idealnie trafiona!

Ale zanim nastąpiła, była opowieść, w którą wsiąkłam nie tylko przez empatię, o której mówiła DA, ale też przez doświadczenia, których wolałabym nie mieć.
Nie, nie jestem uczennicą wysoko płatnego liceum, w którym znudzone dzieci bogatych rodziców miały swoich szoferów, którzy powinni byli czekać na swoich klientów. Nie jestem właścicielką frmy, która stawia na pierwszym miejscu klienta niosącego forsę na spłatę nie tylko moich kredytów. Nie jestem przydupasem ministra, z którym trzeba iść na "Orfeusza i Eurydykę". Nie jestem żadną z tych postaci.
Jestem za to belfrem (tak, tak...), do którego za to przedwczoraj przyszła była absolwentka - a teraz już niemal maturzystka ze słowami - 'Umarła mi mama. Czy poszłaby pani ze mną na jej pogrzeb, bo nie mam nikogo bliskiego, kto mógłby być koło mnie w takiej chwili?". To mnie zabiło!
Czasem mam wrażenie, że poza studiami, które miały miejsce lata świetlne temu, nieustannie studiuję powiększającą się pustkę wokół ludzi. I to wokół takich, którzy najdalej powinni być od sali samobójców. Od zabawy w ostateczność, w dno, w nicość.

Będę może niewygodna w dyskusji - ale film w mojej ocenie nie jest ani 'dziewczęcy' (o co pytał BM), ani od połowy słabszy - dla mnie nie tempo akcji jest tu płaszczyzną jego oceny - raczej odwaga kilku osób - z których wymienię dwie - jedyną prawdziwie empatyczną - Ukrainkę - gosposię (zaryzykowała wszystkim swoim, żeby pomóc Dominikowi) i matkę chłopaka z jednej z ostatnich scen, kiedy dziękuje - nie - oskarża - ale dziękuje - pamiętając, że ta grupa zastąpiła jej synowi rodzinę. Cenię Pieczyńskiego. Rozumiem jego postać. Nie rozumiem dlaczego tak późno wyrwał kabel... Każdy z nich ma zresztą własną prawdę....

Cokolwiek mam chęć napisać więcej - czuję, że nie w dywagowaniu nad filmem ma się spełnić jego artystyczny zamiar - raczej na podsunięciu go tym, którzy użyją go jako przestrogi i tym, którzy zabawę uczynili z tańca śmierci...

To jeden z tych obrazów, którym nie żałuję minut z własnego życia - i t jest jedna z najwyższych not. A niech tam :)
 
 
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-05-01, 10:40   

kulka napisał/a:
Jestem za to belfrem (tak, tak...), do którego za to przedwczoraj przyszła była absolwentka - a teraz już niemal maturzystka ze słowami - 'Umarła mi mama. Czy poszłaby pani ze mną na jej pogrzeb, bo nie mam nikogo bliskiego, kto mógłby być koło mnie w takiej chwili?". To mnie zabiło!

Wow. Ja się spotykam wśród młodych ludzi (14-18 lat) z mocno ukrytym pod dziarską miną i ciętym dowcipem, desperackim poszukiwaniem wsparcia, towarzystwa i "mądrego dorosłego" obok, ale z taką sytuacją nigdy nie miałam do czynienia. Za to zdarzyło mi się, że moja uczennica (emo-wycofana 16-latka) dowiedziawszy się, że mam urodziny, upiekła mi i przyniosła ciasteczka - to było naprawdę wzruszające. Oni sprawiają wrażenie takich zamkniętych w sobie, wyniosłych, zarozumiałych nihilistów, ale w środku są po prostu samotnymi dzieciakami, które nie mają komu okazywać ciepłych uczuć.

Zaczynam się poważnie zastanawiać nad pójściem na to do kina. :hmm:
 
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-05-01, 12:51   

No cóż, widzę, że dzięki "Sali..." doszło do demaskacji belfrów na forum. :) No to i ja sie przyznam, że też jestem belfrem, co prawda niepraktykującym, wyuczonym pięknie na poznańskiej uczelni, ktory za sprawą róznych dziejów osobistych nie zasmakował jednak prawdziwego potu i znoju, ale także i radości, tego zawodu. Miałam za to praktykę w męskim technikum i zawodówce, której nie zapomnę nigdy w życiu. Nie zapomnę tych oczu wpatrzonych we mnie, studentkę ale jednak prawie belfra, pełnych oczekiwania i ciekawości, kim jestem, na co sobie pozwolę, czym ich zaskoczę. Po latach, pocieszam się, że może to i dobrze, że nie uczę i nie uczyłam, bo nie jestem pewna, czy jeszcze bym chodziła po tym świecie, albo by mnie od razu wywalili ze szkoły, zbyt emocjonalnie podchodzę, do życia i ludzi, choć kto wie, może gdyby trzeba było wyuczyłabym się odpowiednich reakcji,.

No dobra, nie o tym miałam pisać, miałam już więcej nie zabierać głosu w tej dyskusji, bo każdy przecież ocenia ten film, zawarte w nim sytuacje, wg własnej perspektywy, i nic mi do tego, ani innym do moich opinii. Wstąpiłam tu jednak, bo bardzo wzruszyła mnie opowieść kulki o samotnej uczennicy. No bo niestety, potwierdza to moją teorię, że chyba nigdy młodzi ludzie nie byli tak samotni jak w obecnej dobie. To znaczy zawsze są i byli, ale nigdy nie aż tak.

Co do reakcji matki, też o tym miałam napisać, ale jakoś tak mi ręce wcześniej opadły, że jej wejście na salę samobójców, było jednym z przejawów, że wreszcie zaczęła widzieć w swoim synu czlowieka, który miał w życiu więcej problemów, nie tylko ten, jak świetnie zdać maturę. Weszła, może trochę naiwnie, na tę salę by podziękować innym avatarom, że byli jedynymi i ostatnimi znajomymi Dominika w jego trudnym okresie. Niestety, i ta scena podobała mi się bardzo - avatary, gdy dowiedziały się, z kim rozmawiają zaczęły błyskawicznie znikać jednen po drugim, matka została szybko sama na sali.
Wszedzie jesteśmy samotni, a może jeszcze bardziej w internecie, tam "przyjaźnie", są jeszcze bardziej kruche, bo można je bezbolesnie zakończyć.
Masz rację, kulka, ten film można oceniać pod wieloma względami, artystycznym - i tu nie zmieniam swoich zarzutów, ale i pod względem przekazu, który jest bardzo adekwatny i bezbłędny, jeśli chodzi o pewne aspekty życia.
I chciałam powiedzieć, że środowisko jakie wziął pod lupę Komasa jest tylko przykładowe. Dzieci są samotne na ogół, rodzice zazwyczaj nie dorastają do swoich zadań, o czym pisałam w pierwszym poście, nie tylko ci zabiegani i zatroskani o poziom materialny swoich milusińskich. Zazwyczaj wszyscy żyją swoim życiem, dorośli dorosłych, a dzieci swoim wpatrzeni w to co robią dorośli. I wszyscy, i rodzice i dzieci, są w środku strasznie samotni. Bo takie jest życie.
Dlaczego Pieczyński tak późno wyrwał kabel? A czy w ogóle musiał go wyrywać (ja nigdy tego nie zrobiłam, choć czasem miałam wielką ochotę)? No tak, ale czy on miał coś więcej do zaoferowania Dominikowi, oprócz tego wyrwanego kabla? Jako ojciec był wielkim nieobecnym w życiu syna, żadnej rozmowy, ciągle tylko praca i stanowisko, i jaki ból, gdy okazało się, że Dominik, nie będzie się mogł ożenić z córką ministra! Dobrze go Pieczyński zagrał, niby nie s..syn, a jednak wielki s...syn! Bo to przecież matka grała ciągle rolę zimnej "suki" a w końcu wyszło szydło z worka.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u