FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Boyhood
Autor Wiadomość
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2014-11-24, 21:48   Boyhood

Boyhood
reż. Richard Linklater (USA 2014)

Realizowany w krótkich odstępach czasu między 2002 a 2013 rokiem, "Boyhood" to przełomowe wydarzenie filmowe opowiadające o 12 latach z życia pewnej rodziny. W centrum wydarzeń znajduje się Mason, który wspólnie z siostrą Samanthą zostaje zabrany w emocjonalną, transcendentną podróż przez lata dzieciństwa aż do dorosłości. [opis dystrybutora kino]

Przede wszystkim wielki szacunek dla Linklatera za to że przepchnął ten projekt i udało mu się go ukończyć; wyobrażam sobie problemy jakie musiał po drodze mieć (ot choćby córcia w pewnym momencie strzeliła focha i chciała odejść z filmu), w sumie to obejrzałbym jakiś dokument o kręceniu nawet.

A jak toto się sprawuje jako film-film? Jak dla mnie bardzo spoko, z tym, że raczej trzeba być fanem Linklatera by Boyhood w pełni docenić. Sam główny bohater to typowy linklaterowy outsider, z tym że updatowany do realiów XXI wieku; zamiast slackera z Generacji X mamy ahtystowskiego hipstera który ma takie głębokie przemyślenia o świecie i w ogóle świat jest zły i go nie rozumie :D Jak dla mnie fajnie jest to uchwycone (znam takich ludzi nawet w moim wieku), do tego jest jeszcze przefajna siostrzyczka, której relacje z bohaterem (zwłaszcza w dziecięcej części filmu) przypominały mi love - hate relationship mój i mojej siostry. Do tego Arquette (ona jeszcze żyje...?) i Hawke jako rodzice też interesującą przemianę przechodzą i powiedziałbym wręcz, ze to właśnie oni są tymi ciekawszymi bohaterami, którzy w trakcie tych 13 lat potrafili się ogarnąć i stworzyć funkcjonujące rodziny.

Spoko jest tu uchwycony upływ czasu w "czynnikach definiujących" generację o której Linklater opowiada, facet w sumie idealnie trafił zarówno z doborem muzy jak ważnych wydarzeń społecznych czy popkulturowych które tutaj przytacza. Do tego mnóstwo magicznych, fajnie pomyślanych scen, często przemycanych "tylnymi drzwiami". Właściwie mimo tego że niby się nic nie dzieje co chwila błyszczy jakiś dialog czy pomysł na wykorzystanie nietypowej formuły filmu ("słuchaj swojej matki, to mądra kobieta" :hahaha: :kult: i wiele, wiele innych). No i też typowe dla Linklatera sceny z przekazem okołocoelho, które mimo pewnej pretensjonalności są idealnie zaimplementowane do filmu, pasują zarówno do postaci jak i "przekazu".


Oczywiście bardzo polecam ale o tym chyba już nie muszę pisać - mój stosunek do filmografii Linklatera jest raczej dość znany na tym forum, tym niemniej uważam że jednak każdy powinien rzucić okiem bo tego rodzaju eksperymenty się często nie zdarzają.
Ostatnio zmieniony przez BM 2015-01-04, 21:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2014-12-02, 23:09   

Widzę, że nieźle kosi nagród i pnie się po oskary... Trzeba będzie obadać. ;)
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2014-12-11, 01:50   

jaz napisał/a:
Widzę, że nieźle kosi nagród i pnie się po oskary...


Oj bo to idealny film pod oskary, może nie za scenariusz, ale za reżyserię i główną rolę będą nominację, a dalej pewnie i nagrody bo przecież to wielki projekt i co by było gdyby za kilka lat stał się kultem a Linklatera nikt by nie docenił? Serio, myślę, że zgarnie parę statuetek, ale jak to często bywa, z nagrody będę się cieszył dla człowieka, mniej dla filmu. "Boyhood" mi się podobał mi się co swego czasu zaznaczyłem w OO, nie zdobędę się już teraz niestety na nic więcej, potrzebna by była powtórka.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2014-12-11, 10:34   

No ja lubię ten film ale Oskara to bym mu nie dał. A już zwłaszcza nie dla młodego - gość nie był zły, ale siostrzyczka znacznie lepiej od niego wypadła, że już nawet o Arquette nie wspomnę. A ta popularność to już bardziej hajp na zasadzie nietypowości, ten sam mechanizm co Oscary dla aktorek czy aktorów którzy decydowali się na jakąś radykalną przemianę. Oglądanie się na potencjalną kultowość to ostatnie czego spodziewam się po tych wszystkich przyznających nagrody kapitułach :hahaha:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2015-02-02, 22:39   

Orange napisał/a:
główną rolę będą nominację


Którą główną rolę masz na myśli? :Oo:
 
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2015-02-04, 23:01   

Przesłuchałem ze dwadzieścia razy "Deep Blue" z napisów końcowych żeby mi się lepiej myślało, ale chyba nadal nie jestem mądrzejszy jeśli chodzi o Boyhood. Cholernie fajny i zajmujacy seans jak na film, w którym nic się nie dzieje. Linklater to jednak mistrz. Czeka sie tu na różne wydarzenia, które zgodnie z logiką opowieści powinny nadejść, ale oczywiście logikę opowieści i schematy Linklater ma w głębokim poważaniu, czasem tylko lekko podpuszcza widza, że niby coś się stanie, a tu nic.

Zaskakujące, jak wiele w tym filmie humoru i ciepła. Praktycznie każdy dialog błyszczy jakąś bezpretensjonalną perełką (szczególnie rozmowy z Masonem Seniorem) a scena u dziadków jest bezkonkurencyjna, tradycyjne teksańskie prezenty dla Masona Juniora rozwalają system, tak samo wspólne muzykowanie na ganku. Jasne, znalazło się też trochę pato, ale nie jest to na szczęście główna treść.

Wiele można sobie wyciągnąć z Boyhood, na pewno pokazanie jak z grubsza działa pamięć i wspomnienia, ale mi z "nauk" wyciągnietych z tego filmu najbardziej podobało się bezpretensjonalne spostrzeżenie Masona Seniora o tym, że tak naprawdę nikt nie wie jak ma przeżywać życie i o co w nim chodzi. Tak więc każdy pod pokrywką dyscypliny i pewności siebie ma jakieś własne obawy czy aby zrobił i robi dobrze. Ktoś mądrze napisał (chyba gdzieś w komentarzach na IMDB) że ten film bardziej skupia się na tym, co ogólnie ludzi łączy a nie dzieli i dlatego między innymi jest taki dobry.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2015-02-04, 23:15   

John Bigboote napisał/a:
Przesłuchałem ze dwadzieścia razy "Deep Blue" z napisów końcowych


A ja z OSTa najbardziej ten kawałek cenię:



Nawet mimo tego że scena mu towarzysząca jest właściwie żywcem podpieprzona z finału Six Feet Under.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2015-02-09, 22:34   

Jak na niemal trzy godziny projekcji ogląda się to dobrze i całkiem bezboleśnie. Film nie nudzi, ale też nie było jakiegoś oh ah; te coelizmy Linklatera (jakże podobne do tych z "Dazed and Confused"... to nie my łapiemy chwilę, to chwila łapie nas, oh, tak samo głębokie, co oczywiste, a co ujawnia się bezlitośnie wraz z przeżytym czasem, że jeśli tylko nie mamy jakiegoś super pomysłu na życie [a większość ludzi nie ma], to przy odrobinie szczęścia dane jest nam odhaczać kolejne etapy, wróć, one odhaczają nas?) stanowią filozoficznie wątły trzon filmu. Niemniej, jest sporo dobrych i mocnych scen (jak choćby scena ze stepfatherem - alkusem). Ogląda się to dobrze, fajny to film no... ale do zachwytu trochę brakuje. Przekaz (podparty w dodatku formą) jest po prostu życiowy w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa.

Zdumiewa natomiast reżyseria. Mam w zwyczaju czytać jak najmniej o filmach, które będę oglądał i w tym przypadku nie przeczytałem nic i... cały czas zastanawiałem się nad castingiem - skąd oni dobrali takich podobnychdublerów na różnych etapach życia. No i niespodzianka. Wielki szacun dla Linklatera za pomysł i za to, jak to wszystko złożył do kupy, także wobec faktu, że ponoć córcia walnęła focha i chciała się wypisać z filmu. Co tu dużo pisać - postać córki jest raczej mocno okrojona i niedorobiona. Głównemu bohaterowi filmu też widać było brakowało warsztatu i grał "na milczka". Zaś Hawke i Arquette - klasa!

Ale ogólnie ok. Bardzo ciekawy pomysł na stworzenie filmu, a sam film nie nudzi i da się z niego wynieść parę mądrości i prawd i nacieszyć oko, ucho (tragiczna Patricia Arquette :cry: ).

7,5/10
 
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2015-02-09, 23:57   

jaz napisał/a:
te coelizmy Linklatera (jakże podobne do tych z "Dazed and Confused"... to nie my łapiemy chwilę, to chwila łapie nas, oh, tak samo głębokie, co oczywiste


Ale zauważ że w obu przypadkach (oraz w paru innych filmach Linklatera) gada te teksty pretensjonalna młodzież która myśli że jest mondra i poznała wszelkie tajemnice Wszechświata i całej reszty. Niektórzy tak mają, sam za młodu tak miałem, na szczęście mi przeszło :) Linklatera podejście do tego odkrywania prawd objawionych bardzo lubię - facet patrzy zawsze na tych młodziaków z sympatią i wyrozumiałością, wskazuje na ich lekkie "pozjadanie rozumów", ale z uśmiechem.

jaz napisał/a:
cały czas zastanawiałem się nad castingiem - skąd oni dobrali takich podobnychdublerów na różnych etapach życia


Tekst roku na forum :lolokopter: :lolokopter: :lolokopter: padłem i leżę, ziom, Ty chyba przez ostatni rok w piwnicy przesiedziałeś ;)

jaz napisał/a:
Co tu dużo pisać - postać córki jest raczej mocno okrojona i niedorobiona.


MI się podobała bardziej niż główny bohater w sumie - ale też miałem reminescencje z własnych relacji z sestrą które są były i są właściwie identyczne jak te w filmie, a i sestra z charakterku baaaardzo podobna ;)
 
 
ance 
świeżak



Dołączyła: 13 Lis 2014
Posty: 29
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-02-19, 13:27   

Jak dla mnie zniechęcające są dłużyzny w tym filmie, i tak serio to gdyby nie Patricia Arquette, to bym zasnęła :klaszcze:
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2015-03-05, 20:46   

Nie mogę powiedzieć, żebym oglądając "Boyhood" gryzła, wciśnięta w fotel, palce z nerwów. Trudno bowiem ekscytować się przeciętnym życiem przeciętnych ludzi, ale - i tu ukłon w stronę reżysera - sztuką jest zatrzymać widza przez 3 godziny opowiadając o takim życiu.

Bohaterowie filmowej rodzinki na przestrzeni kilkunastu dochodzą do prawd, jakie, owszem, można wyczytać w dziełach Coelho, ale dla mnie to nie jest wadą ani zarzutem w kierunku czyjekolwiek inteligencji, bo te błahe odkrycia są dokonywane samodzielnie przez bohaterów, nie powtarzane
bezmyślnie, zasłyszane gdzieś wcześniej. Niestety, też znana prawda, życie każdego, choćby nie wiadomo jak wielkiego człowieka, a tym bardziej przeciętnego, prędzej czy później sprowadzone jest do banału, ot, choćby na przykład takiego, że najważniejsze w życiu jest zdrowie, jeśli to zdrowie utraci, albo że nie ma szczęścia bez miłości, jeśli akurat komuś jej brakuje; że pieniądze nie dają szczęścia, ale.... itd.

Dla mnie najbardziej istotne było to, że Linklater, pokazuje coś, co w obecnych wyzwolonych czasach nie jest zbyt popularne - mianowicie kobiety czasem mogłyby się wstrzymać ze zbyt pochopnym wykopywaniem ze swojego życia ojca swoich dzieci, w przypadku jeśli nie są oni potworami a tylko chwilowo zagubionymi niedojrzałymi młokosami. Mama Maisona podejmowała w swoim życiu wiele niefortunnych decyzji, narażając siebie i swoje dzieci na ciągła tułaczkę i brak poczucia bezpieczeństwa, a najbardziej nieszczęśliwą decyzją była ta pierwsza, gdy kazała odejść mężowi, w chwili kiedy wrócił po okresie dojrzewania do roli ojca i męża. Jak sam ojciec powiedział synowi po latach, zabrakło jej w tamtym czasie cierpliwości i wyrozumiałości. Jeśliby się nią wykazała (co przecież też nie jest łatwe w wieku dwudziestukilku lat) i pozwoliła wrócić mężowi choćby na próbę, być może nie byłaby taka zagubiona przez całe życie. Mason, jej syn tak mówi do swej przyjaciółki: "moja mama jest dzielna, zrobiła studia, zdobyła fajną satysfakcjonującą ją pracę (uwaga! została wykładowcą na psychologii - życie jest parodią?), miała po drodze dwóch facetów, ale ciągle jest tak samo zagubiona jak ja.

Mnie cały czas było żal mamy, bo czułam, że jej syn kiedyś w końcu wypowie te słowa. Patrzyłam jak szamocze się z tymi obcymi facetami, jak dzieci męczą się z nimi, żałowałam, że nie dała szansy temu, którego pokochała na początku i który został ojcem jej dzieci. Zabrakło trochę cierpliwości i wyobraźni a mogliby razem, we czwórkę spędzać czas, cieszyć się wspólnie wyjazdami za miasto, do różnych fajnych miejsc, jakimi dzieci cieszyły się tylko z ojcem. Matka, niestety, będąc dzielną samodzielną kobietą, pracującą zawodowo i szukającą nowych partnerów i zastępczych ojców dla swych dzieci, nie miała już za wiele czasu. Wszystkie najprzyjemniejsze chwile dzieci spędziły z ojcem. Matka organizowała przyjęcia rodzinne - też fajnie, ale chyba bardziej nudno. Przykro mi było, gdy Mason - ojciec przyjeżdżał na różne rodzinne imprezy, organizowane przez Arquette, ze swoją nową żoną i synkiem, a ona jednak została sama.

Gdybym była doradcą małżeńskim, także utwierdzona tym filmem, odżegnywałabym kobiety od zbyt pochopnego wyrzucania ze swego życia mężów-ojców swoich dzieci, lepiej czasem wybaczyć jakieś grzechy, niż brnąć w samotną szarpaninę, tym bardziej, że nigdy nie ma gwarancji, że trafi się na lepszego faceta od tego pierwszego. Facet to facet, jeden podobny do drugiego, mają swoje, podobne, priorytety, ważne by nie byli potworami.

Ktoś tu napisał
Cytat:
właśnie oni są tymi ciekawszymi bohaterami (rodzice), którzy w trakcie tych 13 lat potrafili się ogarnąć i stworzyć funkcjonujące rodziny.
. Owszem, ogarnęli sie jakoś wszyscy, udało sie wychować wspólnie, choć ojciec zaocznie, dwójkę dzieci, to jest ich najwieksze osiągnięcie, ale mimo wszystko, najgorzej koniec końców wyszła na tym mama. Jasne, podejmując 13 lat wcześniej taką a nie inną decyzję, decydując sie jednak na samotne wychowywanie dzieci, nie mogła przewidzieć, jak potoczy się jej los, na jakich ludzi trafi.

Boyhood - zauważmy, że w tej rodzinie tylko ojciec utrzymuje z dziećmi, szczególnie z synem kumplowskie stosunki, on im opowiada o seksie, o antykoncepcji, to ojciec pociesza syna, gdy zrywa z nim jego ukochana itd. Matki relacje z dziećmi są jak najbardziej poprawne, ale to nie jej sie zwierzają, nie z nia się kumplują, jej relacje z córką nie są bliskie. Matka jest zmęczona, zawiedziona, zagubiona, niepewna, nie widzi przed sobą przyszłości, w wieku około 50 lat. Czy żałuje? Nigdy się do tego nie przyznaje, co najwyżej daje sobie prawo do podejmowanie złych decyzji.
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2172
Skąd: Łazy
Wysłany: 2015-03-09, 03:04   

Trzeba mieć talent by zrobić ciekawy i wogóle nie nudzący prawie 3 godzinny film o przeciętnym dzieciaku i o przeciętnym życiu. Na dodatek główny bohater czym starszy to co raz bardziej irytujący jest. Za dzieciaka był uroczy ale jak starszy to zaczął mnie denerwować. Nie grał jakoś źle, był po prostu ok, ale ta jego maniera jakby nikt go nie rozumiał, znużenia światem i wszystkimi zaczeła mnie irytować. W sumie siostra ciekawsza była. Arquette i Hawke klasa oczywiście, choć nie jestem pewien czy dałbym Oskara Arquette. Świetne piosenki, dobre zdjęcia, montaż i reżyseria. Ciekawe tylko czy gdyby film nakręcono tradycyjnie to też równie dobry by był. To jeden z lepszych filmów Linklatera, ale i tak trylogia wiadoma lepsza. W pełni zasłużone 8/10 i nie za sam fakt w jaki sposób nakręcono tylko po prostu jako całość, jako film oceniam.
 
 
Cooper_ 
świeżak



Wiek: 18
Dołączył: 09 Mar 2015
Posty: 3
Skąd: Twin Peaks
Wysłany: 2015-03-10, 20:48   

No właśnie tego talentu Linklaterowi zabrakło jak dla mnie,w drugiej połowie film się trochę rozłazi . Film zdobył rozgłos tylko przez pomysł,choć sam film nie jest żadnym ambitnym dziełem. Błagam,gość dokręcał kilka scen co roku z aktorami,przez ten czas kręcił wiele innych filmów a i nad scenariuszem też nie siedział 12 lat przecie. No ale ludzie kupią historyjkę o przemijaniu życia. Aktorsko jest różnie.Hawke głównie ciągnie film, Arquette też dobra choć Oskara bym jej nie dał ( nagroda jej posłużyła za ujawnienie swoje postawy femi-nazistki krzyczącej o prawach kobiet do hollywoodzkiej śmietanki...) za to główny bohater beznadziejnie słaby,nie dało się go oglądać. Dobrze,że Boyhood okazał się wielkim przegranym Oskarków.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2015-03-10, 23:17   

DA napisał/a:
kobiety czasem mogłyby się wstrzymać ze zbyt pochopnym wykopywaniem ze swojego życia ojca swoich dzieci, w przypadku jeśli nie są oni potworami a tylko chwilowo zagubionymi niedojrzałymi młokosami.


Ja to tak odebrałem, że facet po prostu słabo jej wtedy pomagał i był de facto trzecim dzieciakiem do niańczenia. Normalne, że mógł być trochę zagubiony kiedy pojawiła się pierwsza pociecha, ale jak zrozumiałem, jeszcze przy drugiej niespecjalnie wziął się w karby. Jeśli był wtedy dla żony obciążeniem, to czemu miała myśleć, że się zmieni? Podjęła pragmatyczną decyzję i ja ją szczerze mówiąc, rozumiem.

Cytat:
Jak sam ojciec powiedział synowi po latach, zabrakło jej w tamtym czasie cierpliwości i wyrozumiałości.


Heh, a co miał powiedzieć, że jemu też brakło tego i owego? Ja w ogóle miałem wrażenie, że rola taty z doskoku mu pasowała. W końcu to mama odwalała całą czarną wychowawczą robotę. Trzeba mu tylko przyznać, ze kiedy doczekał się kolejnego dziecka z drugą żoną, to się wreszcie ogarnął i nie powtórzył wzorca.

Cooper_ napisał/a:
Film zdobył rozgłos tylko przez pomysł,choć sam film nie jest żadnym ambitnym dziełem. Błagam,gość dokręcał kilka scen co roku z aktorami,przez ten czas kręcił wiele innych filmów a i nad scenariuszem też nie siedział 12 lat przecie.


Dla mnie to wygląda jak życie cholernie zajętego faceta, który między kolejnymi filmowymi dedlajnami ma jeszcze czas, by skrzyknąć ekipę na te kilka dni w roku i zadzwonić do producenta, że z Boyhood wszystko dobrze idzie :) Nie wiem jak Arquette, ale Hawke przez ten cały czas dość intensywnie udzielał się w innych filmach, a przecież członkowie ekipy (zdjęciowcy, goście od oświetlenia, scenografowie itp.) też mieli swoje inne prace. Ogarnąć coś takiego to logistyczny level Master.

Cytat:
nagroda jej posłużyła za ujawnienie swoje postawy femi-nazistki krzyczącej o prawach kobiet do hollywoodzkiej śmietanki


A przecież jak przystało na typową feminazi powinna na galę wjechać na dinozaurze.
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2172
Skąd: Łazy
Wysłany: 2015-03-10, 23:30   

Właśnie ciekawe czy film byłby równie dobry jak jest gdyby nakręcono go tradycyjnie. Mnie się podobał ale do arcydzieła napewno nie zaliczam go i oczywiście że trylogia wiadoma Linklatera jest lepsza. Ale ja lubię ten jego styl i większość filmów podoba mi się. Napewno nie mam zamiaru narzekać na film ale przyznaję że raczej Oskara bym nie dał w żadnej z kategorii.
 
 
just_bart 
świeżak



Dołączył: 10 Mar 2015
Posty: 8
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-03-11, 10:18   

Moja krótka opinia na temat tego filmu:

„Cudowne lata” w lepszym wydaniu!

Boyhood to oryginalna produkcja, kręcona przez 12 lat co niewątpliwie nadaje jej status historii ponadczasowej.

Głównym bohaterem jest Mason, którego poznajemy w wieku 6 lat i razem z nim przeżywamy dzieciństwo oraz odprowadzamy go do bram dorosłości. Chłopca wychowuje samotnie matka, ma też starszą siostrę i kochającego ojca - choć niemieszkającego z całą trójką. Podczas seansu poznamy perypetie rodziców, ich nieudane związki, relacje między sobą oraz wspólną drogę do dobrego wychowania dzieci. Jest to przyjemna opowieść o przemijaniu i dorastaniu, o zwykłym życiu i figlach przez życie sprawianych.

Tak długi czas kręcenia filmu pokazuje dosadniej wspomniane wyżej przemijanie zauważalne w wielu aspektach. Aktorzy się starzeją, widzimy też postęp technologiczny w postaci płaskich monitorów, zmiany telefonów na smartfony i nowych odsłon konsoli. Niewątpliwie Boyhood zasługuje na wyróżnienie, jest obyczajową historią pełną ciekawych przygód i z wartościowym przekazem.

Plusy: innowacyjny pomysł, ciekawie pokazany aspekt przemijania.

Minusy: momentami można się nudzić, brak zwrotów akcji.

Więcej na: filmywmetrze.blog.pl
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2015-03-12, 14:43   

John Bigboote napisał/a:
Normalne, że mógł być trochę zagubiony kiedy pojawiła się pierwsza pociecha, ale jak zrozumiałem, jeszcze przy drugiej niespecjalnie wziął się w karby. Jeśli był wtedy dla żony obciążeniem, to czemu miała myśleć, że się zmieni? Podjęła pragmatyczną decyzję i ja ją szczerze mówiąc, rozumiem.


Też ją rozumiem, że się na niego wkurzyła. Nie wiem, jak ja bym postąpiła na jej miejscu, może podobnie. A może nie, nie wiem. Ale, mimo wszystko, babka była mało praktyczna. Nie miała w tamtym momencie żadnego faceta na podorędziu, robiła bokami, żeby jakoś wykarmić rodzinę, swoją decyzją o wykopaniu męża i ojca swoich dzieci, zrobiła mu tylko dobrze - facet skwapliwie skorzystał z propozycji żony i stał się weekendowo-wakacyjnym tatą, bez obciążeń i trosk dnia codziennego miał siły i czas, by rozmawiać na luzie o wszystkim, czego nie miała matka.

John Bigboote napisał/a:
Heh, a co miał powiedzieć, że jemu też brakło tego i owego? Ja w ogóle miałem wrażenie, że rola taty z doskoku mu pasowała. W końcu to mama odwalała całą czarną wychowawczą robotę. Trzeba mu tylko przyznać, ze kiedy doczekał się kolejnego dziecka z drugą żoną, to się wreszcie ogarnął i nie powtórzył wzorca.

Dokładnie o to mi chodziło, że mama sobie, a także po trochu dzieciom, zrobiła najwiekszą krzywdę. To ona w wieku 40-tukilku lat czuła się największą przegraną. Ale trudno ją za to winić, chciała jak najlepiej dla siebie i dzieci, a wyszło jak wyszło.

Co do przemówienia (z kartki! - Common gadał z pamięci) Arquette - jestem jak najbardziej za ideą, którą krzewi, żeby kobiety były taktowane na równi z mężczyznami, szczególnie w sferze zarobków, ale rozbawiło mnie miejsce, w którym je wygłosiła. Wielu facetów chciałoby tego samego, szczególnie mając na uwadze zarobki Streep i Lopez, które ją tak gorąco oklaskiwały. :)

gall anonim napisał/a:
Na dodatek główny bohater czym starszy to co raz bardziej irytujący jest. Za dzieciaka był uroczy ale jak starszy to zaczął mnie denerwować. Nie grał jakoś źle, był po prostu ok, ale ta jego maniera jakby nikt go nie rozumiał, znużenia światem i wszystkimi zaczeła mnie irytować. W sumie siostra ciekawsza była.


Siostra była ciekawsza? Dlaczego? Chyba ładniejsza. Przynajmniej w tym okresie najbardziej pryszczatym. Jej brat, oprócz zainteresowania płcią przeciwną interesowal się jeszcze fotografią, wygrał jakąś nagrodę w konkursie etc. Poczucie niezrozumienia, znużenia - normalka w tym wieku. :) Ale i tak byli zdecydowanie za grzeczni, jacyś tacy stłamszeni, jak na swój wiek.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2015-03-12, 19:33   

DA napisał/a:
Ale, mimo wszystko, babka była mało praktyczna. Nie miała w tamtym momencie żadnego faceta na podorędziu, robiła bokami, żeby jakoś wykarmić rodzinę, swoją decyzją o wykopaniu męża i ojca swoich dzieci, zrobiła mu tylko dobrze - facet skwapliwie skorzystał z propozycji żony i stał się weekendowo-wakacyjnym tatą, bez obciążeń i trosk dnia codziennego miał siły i czas, by rozmawiać na luzie o wszystkim, czego nie miała matka.


No nie wiem, mi decyzja o wykopaniu bezużytecznego mężulka wydaje się taką z gatunku praktycznych. Pewnie i zrobiła mu dobrze, ale przynajmniej oszczędziła dzieciakom nieuniknionych awantur, stresów, przekonania o nieuchronnym rozpadzie wszelkich więzi międzyludzkich, kiepskich wzorców wynoszonych z domu itp.

DA napisał/a:
Dokładnie o to mi chodziło, że mama sobie, a także po trochu dzieciom, zrobiła najwiekszą krzywdę. To ona w wieku 40-tukilku lat czuła się największą przegraną. Ale trudno ją za to winić, chciała jak najlepiej dla siebie i dzieci, a wyszło jak wyszło.


Bo i ten film jest trochę o tym, że starasz się, starasz a na końcu ch** dupa i kamieni kupa i nie wiadomo właściwie, dlaczego. Ona się kiepsko czuje, choć według mnie nie powinna - dzieciaki wychowane na zwyczajnych fajnych ludzi, cenioną panią profesor w miedzyczasie została, uniknęła kilku syfiastych związków i w zasadzie jest wolna, do tego jakiś piniądz jest - a tu nagle dół.

Cytat:
Wielu facetów chciałoby tego samego, szczególnie mając na uwadze zarobki Streep i Lopez, które ją tak gorąco oklaskiwały. :)


Ja bym na pewno nie miał nic przeciwko posiadaniu rocznego przychodu J. Lo :)
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2015-03-21, 15:44   

John Bigboote napisał/a:
Pewnie i zrobiła mu dobrze, ale przynajmniej oszczędziła dzieciakom nieuniknionych awantur, stresów, przekonania o nieuchronnym rozpadzie wszelkich więzi międzyludzkich, kiepskich wzorców wynoszonych z domu itp.


A, tego nie wiemy, czy oszczędziła, bo go wykopała, zanim zdążył się sprawdzić, gdy dojrzał. Mąż raczej nie należał do typu awanturników, raczej do pogodnych, leniwiejących powolniaków. A co zafundowała dzieciom rezygnując z męża, zaznaczam - w okresie, gdy w miarę dojrzał i wrócił do domu kajający się. Dokładnie zafundowała to co piszesz: "nieuniknionych awantur, stresów, przekonania o nieuchronnym rozpadzie wszelkich więzi międzyludzkich, kiepskich wzorców wynoszonych z domu". Jeden z nowych tatusiów, psycholog!, okazał się psychopatą, lejącym dzieci, drugi - weteran wojenny, niby fajowy, ale później okazał się bardzo władczy, i zaborczy, kto wie, czy nie miał jakiegoś zespołu stresu pourazowo-frontowego. Brr. Naprawdę Ethan, nawet z wąsami, był od nich o niebo lepszy. A poza tym, zafundowała dzieciom tułaczy los, te ciągłe zmiany szkoły, mieszkań, to nie robiło im dobrze, zresztą, same nieraz dzieciaki się nad tym użalały.

John Bigboote napisał/a:
Ona się kiepsko czuje, choć według mnie nie powinna - dzieciaki wychowane na zwyczajnych fajnych ludzi, cenioną panią profesor w miedzyczasie została, uniknęła kilku syfiastych związków i w zasadzie jest wolna, do tego jakiś piniądz jest - a tu nagle dół.

No właśnie, fajna babka z niej była, ale nie miała szczęścia do facetów, jak wyżej. A chyba o to jej bardziej chodziło, jak się okazało, niż o bycie panią profesor. Znaleźć kogoś, kto by z nią dzielił opuszczone gniazdo. Dzieci, owszem, fajne, spokojne, wychowane na porządnych ludzi, ale bez poczucia bezpieczeństwa, te ciągle zmiany miejsc zamieszkania i nowych tatusiów, gdy tymczasem ten prawdziwy biologiczny, był najfajniejszy.

Ja miałam takie wrażenie, że ten film, dzieje tej pary, przestrzega w pewien sposób kobiety, by nie podejmowały zbyt szybko wyzwoleńczych decyzji, nie robiły ojcom swoich dzieci zbyt dobrze, rezygnując z pełnienia ich ojcowskich obowiązków. Placenie alimentów i weekendowe spotkania, to nie wszystko, czego można wymagać od ojca swoich dzieci. Ważniejsze by ponosili oni ciężar wychowywania na codzień, bo to on jest największy.
Nie ma idealnych facetów, o czym się matka i żona przekonała, ona trafiała na jeszcze gorszych od męża.
 
 
Cat_woman 
bywalec



Dołączyła: 17 Lut 2012
Posty: 166
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-03-23, 11:24   

Cytat:
No właśnie, fajna babka z niej była, ale nie miała szczęścia do facetów, jak wyżej. A chyba o to jej bardziej chodziło, jak się okazało, niż o bycie panią profesor. Znaleźć kogoś, kto by z nią dzielił opuszczone gniazdo. Dzieci, owszem, fajne, spokojne, wychowane na porządnych ludzi, ale bez poczucia bezpieczeństwa, te ciągle zmiany miejsc zamieszkania i nowych tatusiów, gdy tymczasem ten prawdziwy biologiczny, był najfajniejszy.

Ja miałam takie wrażenie, że ten film, dzieje tej pary, przestrzega w pewien sposób kobiety, by nie podejmowały zbyt szybko wyzwoleńczych decyzji, nie robiły ojcom swoich dzieci zbyt dobrze, rezygnując z pełnienia ich ojcowskich obowiązków. Placenie alimentów i weekendowe spotkania, to nie wszystko, czego można wymagać od ojca swoich dzieci. Ważniejsze by ponosili oni ciężar wychowywania na codzień, bo to on jest największy.
Nie ma idealnych facetów, o czym się matka i żona przekonała, ona trafiała na jeszcze gorszych od męża.
Tak, babka z niej była fajna, twarda, z jajami. Nieudolnie dobierała facetów, mozna by się doszukiwać jakiś wzorców z dzieciństwa, ale tego nie wiemy :wyglodnialy: Ostatecznie, kończyła zwiazki, gdy robiły sie toksyczne, nie bała wyzwań, zaczynanai po raz kojeny od nowa.
Natomiast bynajmniej nie idelizowalabym tatusia biologicznego. Wrócił, fajnie, ale dla mnie był odpychający, taki niebieski ptak. Dojrzał bardoz póxno i to sąłabo - weźmy przyjecie dla młodego, jak chciał sie dołożyć i co? Okazało sie, ż enie ma gotówki - no żałosne!

Dla mnie puenat raczej taka: kobieto, zawsze licz tylko na siebie, dasz radę :klaszcze:
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2015-03-24, 10:28   

Ja nie idealizuję tatusia biologicznego, zwracam jedynie uwagę, że następni przyszywani, tatusiowie, wcale nie byli od niego lepsi, a tylko gorsi. Więc jeśli już się męczyć z jakims facetem w ogóle, to lepiej z ojcem swoich dzieci, albo sobie tych dzieci w ogole nie fundować.

Cytat:
Dla mnie puenat raczej taka: kobieto, zawsze licz tylko na siebie, dasz radę :klaszcze:

No, dała sobie radę, ale czy była szczęśliwa?
Owszem, licz na siebie, ale po co ci w takim razie dzieci? żyj sobie w pojedynkę, zmieniaj facetów na ile tylko masz ochotę, ale nie nieuszczęśliwiaj dzieci, tym bardziej, że na starość i tak zostaniesz sama. :)
 
 
Cat_woman 
bywalec



Dołączyła: 17 Lut 2012
Posty: 166
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-03-24, 16:42   

DA napisał/a:


Cytat:
Dla mnie puenat raczej taka: kobieto, zawsze licz tylko na siebie, dasz radę :klaszcze:

No, dała sobie radę, ale czy była szczęśliwa?
Owszem, licz na siebie, ale po co ci w takim razie dzieci? żyj sobie w pojedynkę, zmieniaj facetów na ile tylko masz ochotę, ale nie nieuszczęśliwiaj dzieci, tym bardziej, że na starość i tak zostaniesz sama. :)


A co do tego mają dzieci? Sorry nie uważam, że rozwód rodziców to największa tragedia jaka może spotkać dzieci. Ojsciec moze wziąć nogi za pas - pojechac na Alaskę, a kobieta radzi sobie z dwójką. Czy była szczęśliwa? Sądzę, że były momenty, iż tak. Zwłaszcza koncowa scena w restauracji pozostawia nadzieję, że jednak nie będiz edalej żyła z poczuciem, ze jak dizeci wyprowadziły sie z domu, to jej życie się kończy. W ogoel dzieci zawsze byly jej mowytacją, jak wielu kobiet, do teog, by nie dać sie zmiażdżyć facetom, by się kształcić, by być naprawdę kimś.
 
 
Cat_woman 
bywalec



Dołączyła: 17 Lut 2012
Posty: 166
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-03-24, 16:45   

DA napisał/a:
Ja nie idealizuję tatusia biologicznego, zwracam jedynie uwagę, że następni przyszywani, tatusiowie, wcale nie byli od niego lepsi, a tylko gorsi. Więc jeśli już się męczyć z jakims facetem w ogóle, to lepiej z ojcem swoich dzieci, albo sobie tych dzieci w ogole nie fundować.

Te dzieci chyba nie były planowane, tatuś biologiczny miał szansę i ją zwalił.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2015-03-28, 12:59   

Cat_woman napisał/a:
Sorry nie uważam, że rozwód rodziców to największa tragedia jaka może spotkać dzieci.

A znasz większą? Pomijam przypadki losowe, naktóre nie ma się wpływu, jak śmiertelna choroba, lub śmierć. Ale nawet śmierć rodzica jest lepsza od rozwodu, bo nie pozostawia dziecka z poczuciem osamotnienia, porzucenia, zaniedbania, często poczuciem winy, że być może to ono jest powodem rozstania rodziców.

Cat_woman napisał/a:
W ogoel dzieci zawsze byly jej mowytacją, jak wielu kobiet, do teog, by nie dać sie zmiażdżyć facetom, by się kształcić, by być naprawdę kimś.

A to ciekawa teoria, myślałam, że dzieci są motywacją do tego, by stworzyć w miarę spokojny dom. Co dzieci mają do kształcenia się matek, czy to dla nich ważne, ile matka ma fakultetów? :)
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u