FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Ostatnia rodzina
Autor Wiadomość
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2016-10-15, 22:04   Ostatnia rodzina

Ostatnia rodzina
reż. J.P. Matuszyński (Polska 2016)

Rok 1977. Dziennikarz muzyczny, tłumacz i eseista, Tomek Beksiński wprowadza się do mieszkania obok swoich rodziców. Niebawem wychodzi na jaw, że nad rodziną krąży fatum.

Tomek Beksiński nie był moim idolem, mnie wychowywał muzycznie głównie Piotr Kaczkowski, Tomasz Mann. Ale, oczywiście, jako osoba w miarę oczytana, słyszałam o nim, że tłumaczy, że prowadził audycje radiowe i że popełnił samobójstwo w wigilię Bożego Narodzenia. A propos wigilii w ogóle, jest fajna scena w związku z nią w filmie.
Malarstwo jego ojca znam pobieżnie, orientuję się w klimacie, że raczej wesołe nie są, podobają mi się jego obrazy, ale raczej w domu by nie chciała mieć. Oczywiście, o zabójstwie artysty slyszałam, że zabił go młody człowiek, ktory pomagał mu (wraz z rodziną) w pracach domowych.
No i mam, a raczej miałam, problem z tym filmem. No bo okrzyknięto go dziełem, a ja po seansie miałam jakieś takie mieszane uczucia. Ani sie jakoś wielce nie wzruszyłam, ani niczego nowego nie dowiedziałam, O, nie przepraszam, poznałam dzięki filmowi panią Beksińską, matkę i żonę oraz córkę i synową, bo mieszkali przecież z uroczymi starszymi paniami, matkami. I te postaci kobiet są chyba czymś co w dużym stopniu niesie ten film.

Raziło mnie, że film składa się z wielu scenek, nie za bardzo z soba powiązanych, z życia obu Beksińskich i jestem ciekawa, jak przyjmują go ludzie, którzy poszli surowi na seans. Skuszeni być może fatalistycznym życiorysem rodziny. Bo trzeba przyznać, że może to stanowić wabik, dla tych, którzy nie wiedzą jaka to rodzina. Podobał mi się czarny humor, szczegolnie w wykonaniu starszego Beksińskiego. Nie za bardzo pamiętałam jak wyglądał Tomek, zaglądnełam do internetu i jakież było zdziwienie, gdy natrafiłam na mnóstwo humorystycznych fotek z nim w roli głównej. To był gość z olbrzymim poczuciem humoru, także czarnego, a w filmie przedstawiono go bardzo jednostronnie, jako neurotycznego histeryka, z wiecznymi pretensjami, buntem, nieprzystosownaym do życia i świata. I pewnie taki był w czterech ścianach swego, i rodziców, domu (przecież się zabił), ale szkoda, że nie pokazano go też trochę z tej bardziej jasnej strony.

Po przeczytaniu z dwóch recenzji moja ocena troche wzrosła, myśle, że może jednak oglądając film w kinie, byłam nie dość skupiona, trochę zniecierpliwiona. Po jakims czasie zadałam sobie pytanie - na co liczyłam decydując się na seans? Może oczekiwałam jakiejś psychologicznej dramy między trzema postaciami, jakiejś głębszej analizy relacji między synem a ojcem? W sumie otrzymujemy ją, gdy sami sie o to postaramy, gdy poskładamy sobie jak puzzle te osobne scenki z życia rodzinnego i osobistego poszczególnych bohaterów.

Mnie po seansie przyszła do głowy od razu jedna myśl, szczególnie ze względu na scenę otwierajacą i zamykającą film, pytanie o wolność, czy artysta powinien sie żenić i mieć dzieci? Czy polecam ten film? Jasne, że tak. Jeśli się komuś spieszy niech idzie do kina, w końcu trzeba wspomóc młodych tworców. Ja na pewno popatrzę jeszcze raz w domu, na spokojnie.

O aktorstwie nie wspominam, bo że świetne, to rzecz oczywista. Może Ogrodnik nieco szarżuje, ale pewnie mu tak kazano.
Ostatnio zmieniony przez BM 2016-10-17, 18:19, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1097
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2016-10-21, 08:39   

Filmu jeszcze nie widziałem ale się wypowiem bo widzę że w wielu komentarzach, największy zarzut to przedstawienie 'młodego Beksy', nawet nie jako osoby niezrównoważonej psychicznie(bo wiadomo że taki był) ale osoby o bardzo toksycznym charakterze.
Fajnie, jakby ktoś kto za bardzo nie interesował się twórczością ojca i syna, najpierw przeczytał
książkę 'Beksińscy Portret podwójny', która moim zdaniem w sposób bardzo drobiazgowy i taki dokumentalny, pokazuje obraz rodziny Beksińskich i z której niestety wyłania się portret Tomka, człowieka o dwóch twarzach.Innego jeśli chodzi o kontakty ze znajomymi, czy współpracownikami Trójki a zupełnie innego jeśli chodzi o kontakty wewnątrz rodzinne.

Co ciekawe chwilę temu wyszła książka, właśnie jego kolegi z pracy, Wiesława Weissa(nie czytałem jeszcze), który nazywa ten film nikczemnym i pewnie próbuje przedstawić osobę Tomka w zupełnie innym świetle, do czego ma zresztą prawo, tyle że ogrom faktów(a nie jakiś ploteczek), temu przeczą.To że on i wielu innych odbierało go pozytywnie, nie zmieni faktu że jeśli chodzi sprawy stricte rodzinne to był to 'terrorysta'.

Mam nawet taką teorię, (w 100% swoją), że ojciec pozwolił mu umrzeć bo już miał dość tego ciągłego terroru, ciągłego napięcia itp. i żeby była jasność , w ogóle go o to nie winię(jeśli faktycznie to miało miejsce).
No a o filmie się wypowiem jak obejrzę.

Jeszcze jedna taka 'wrzuta'. 'Stary Beksa' - postać fantastyczna, coś jak Witkacy, obaj ponadczasowi, ciężko mi powiedzieć który miał gorzej - obaj umarli śmiercią tragiczną, natomiast(tu już popłynę), Zdzisław Beksiński bardzo bał się starości a właściwie tego co starość powoduje.Nie chciał dożyć wieku kiedy nie będzie w stanie sam o siebie zadbać - śmierć przyszła nagle i chyba w miarę bezboleśnie i jakby nie patrzyć oszczędziła mu tego czego bał się najbardziej.Taki kolejny paradoks.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2016-10-21, 19:00   

shpongled napisał/a:
Fajnie, jakby ktoś kto za bardzo nie interesował się twórczością ojca i syna, najpierw przeczytał
książkę 'Beksińscy Portret podwójny',


Myślę, że masz rację. Mnie wreszcie udało się dorwać tę książkę, a oczekiwałam na nią w bibliotece od wielu miesięcy. Bo ja od jakiegoś czasu bardzo rzadko kupuję książki, a zresztą jej naklad i tak pewnie już wyczerpany. A co najśmieszniejsze, pozyczyłam Beksińskich od mojej siostry, która ją ma (kupiła kiedyś, gdy była w Sanoku i muzeum), od jakiegoś czasu, a ja o tym nie miałam pojęcia. Ot, rodzina. Tak to bywa czasem, że więcej wiemy o obcych ludziach niż o swoich. No więc, mam książkę Grzebałkowskiej, przerzuciłam ją naprędce, jeszcze przed wzięcięm ją na warsztat, bo narazie muszą skończyć "Tatuaż z tryzubem" (polecam! nigdy bym nie pomyslała, że o Ukrainie można w tak fascynujący sposób napisać - Z. Szczerek - ukłony). I bardzo żałuję, już tylko po przewertowaniu, że nie przeczytałam jej przed filmem. Ale właściwie, czy by to cos zmieniiło w odbiorze filmu przeze mnie? Być może bym sie jeszcze bardziej wkurzyła, że jest zbyt powierzchowny. Tak sobie po czasie pomyślałam, że nie może być inaczej, skoro w ciągu 2 godzin przedstawia nam osobowości z wątkami biograficznymi aż trzech osób, indywidualistów na potęgę, artystów, o skomplikowanych osobowościach. Każdy z tej rodziny zasluguje na oddzielny film. Także matka i żona Zosia, ktora także była artystką malarką - to jej obrazami zachwyca się Dmochowski tuż po wejsciu do domu Beksińskich. Jakże ciekawie byłoby spojrzeć i poczuć jej perspektywę odbierania ukochanych mężczyzn, którym poświęciła swoje życie.
Tomek i Zdzisław, a szczególnie Zdzislaw, wg mnie, czy nie byłoby fajnie przesledzić dokładniej jego drogę dojrzewania jako czlowieka, mężczyzny i artysty - tak wieloma odmianami sztuki się zajmował, jego obrazy i inne formy działalności artystycznej (fotografia, kolaże, grafika komputerowa, że nie wspomne o nim jako prekursorze vloga, gdyby tylko mial internet) zmieniały się przez całe życie.
Mnie przed filmem interesowało, ponieważ nic na ten nie wiedziałam, jak Tomek trafił do radia, kto go odkrył, jakieś jego zmagania się z samym sobą itd. Tego wszystkiego dowiem zapewne z książki Grzebałkowskiej - jakże się cieszę.

Co do twojej teorii, shpongled, czytałam gdzieś w wywiadzie, że Beksińscy, a później tylko sam ojciec, przyzwyczaili, czy może raczej pogodzili się z mysla, że Tomek prędzej czy później się zabije, i faktycznie, gdy kolejna próba samobójcza "zakończyła sie sukcesem" w jakiś sposób Ojciec odetchnął, męczarnie psychiczne, dla nich obu się skończyły. Czyli masz rację w swoich przypuszczeniach.

Pamiętam, że przeżyłam śmierć Beksińskiego ojca, była tak niespodziewana, okrutna, zadana wielkiemu artyście przez prostaka, ktory potrzebował paru groszy na wódke albo narkotyki. To już naprawdę byłoby lepiej, gdyby się sam zabił z powodu bezradnosci jaką niesie starość.
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1097
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2016-10-24, 08:50   

W mojej spiskowej teorii chodziło o to (zaspojleruje to, bo chyba warto najpierw książkę przeczytać).
Spoiler:
Od razu piszę, że jakieś detale mogą się nie zgadzać, bo dawno ją czytałem.
Generalnie 'młody' wszystko dobrze przygotował, od znajomego który miał dostęp do recept, wykupywał różne leki bo jak wiadomo nie tak prosto jest się zabić lekami, ostatni felieton który miał się ukazać po nowym roku podpisał swoim rokiem urodzenia i śmiercią, w ostatniej audycji także sugerował że być może to jego ostatnia, dla zmyły(kompletna abstrakcja) umówił się po świętach z kimś w redakcji(już nie pamiętam na co), w dzień samobója przyszedł do ojca, zaznaczył mu jakie filmy ma mu nagrać, stwierdził że jest chory więc poleży u siebie, wrócił nawpierdalał się tego mixu leków i zadzwonił do swojej chyba jedynej prawdziwej przyjaciółki 'Anji Orthodox'. Co ciekawe ich kontakt od pewnego czasu pod umarł więc Ankę zdziwił ten telefon z tzw dupy a bardziej ją zdziwiło że Tomasz coraz bardziej zaczyna bełkotać.
Tak więc od razu po rozmowie zadzwoniła do jego ojca że być może 'to jest ten dzień'.
No i teraz mamy tylko wersję przedstawioną przez Zdzisława.Miał kluczę do mieszkania Tomka ale nie mógł ich znaleźć więc poszedł do niego, pukał, pewnie też wcześniej dzwonił - zero odzewu.
Dopiero na następny dzień znalazł te klucze(które był ponoć trochę w innym miejscu niż zazwyczaj) no i zastał trupa.

Jak dla mnie tak historia się trochę kupy nie trzyma bo 'alarm' był bardzo poważny a 'stary' to zbagatelizował.
Stąd też moje przypuszczenie że Zdzisław może nawet zjawił się w mieszkaniu Tomka, po telefonie od Ani a jeśli nie, to wiedząc że on na prawdę nie chce już żyć i będąc od lat terroryzowanym przez niego, zdecydował że już dosyć i on nie będzie w to ingerował, szczególnie że nie mówimy tu o dziecku/nastolatku tylko o 40 letnim człowieku.
Być może po prostu w końcu uszanował jego wolę, być może nie miał już siły by walczyć o przegraną sprawę.
A może po prostu było tak jak opowiedział to Zdzisław.W ogóle te moje dywagacje to sprawa drugorzędna.Jakby nie było, Zdzisław to osoba bardzo pozytywna który dla syna chciał jak najlepiej.


Natomiast co do jego śmierci, wiadomo - makabra. Na pewno nie chciał tak zginąć ale jego strach przed niedołężnością był ogromny a ona już nadchodziła. Nie sądzę by poszedł tą drogą co jego syn bo to zupełnie nie było w jego charakterze więc ta tragiczna śmierć która przyszła znienacka, oszczędziła mu tego czego bał się najbardziej.

Tak na marginesie, oprócz Sanoka, to i w Krakowie a w właściwie w Hucie, chyba już jest stała kolekcja jego części dzieł.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2016-11-23, 07:41   

Czytam książkę M. Grzebałkowskiej! Wspaniała. Poza mną tylko 100 stron, a już widzę, jak bardzo filmowy portret rodziny jest okrojony. Takie są uroki filmu. Nie dało się w ciągu 2 godzin pokazać prawdziwego do końca oblicza ojca (syna, żony), to są zaledwie zarysy - zarykuję się ze śmiechu bardzo często (poczucie humoru, dystans do siebie ojca), podziwiam lekkość i otwartość w pisania listów);czasem chce mi się płakać, innym razem ogarnia mnie rozczulenie albo złość (na system np.) - zabrakło mi tych emocji w czasie seansu. A te dzienniki dźwiękowe - rewelacja. Jak on fajnie, choć dla wielu pewnie gorsząco, rozmawia z małym Tomkiem. :) Nie wydaje mi się, a takie miałam wrażenie, że można by w jakimś stopniu obwiniać o śmierć syna. Obaj byli naznaczeni chorobą. Ojciec miał ten przywilej, że był starszy, był ojcem, był sławnym malarzem, był silniejszy psychicznie, być może był niedościgłym bohaterem chłopca - jednym z powodow jego kompleksów. Nie nam sądzić, zresztą, o tym. Pięknie jest natomiast czytać i poznawać tak wyjątkowych ludzi.

Zaczynam rozumieć, co pisałeś o wyzwoleniu przez śmierć - fakt, bał się, i brzydził, panicznie starości. Może podświadomie przyjął do pracy takich a nie innych ludzi. Może zawiódł go instynkt, w każdym razie uniknął ułomnej starości - i dobrze. Szkoda jednak, że nie zginął w jakimś wypadku. Dla publiczności szkoda, bo jemu pewnie wszystko jedno.

"Słoneczniki z Sanoka", jak i z każdego innego małego miasta, a nawet większego - mało to takich słoneczników na wielkomiejskich osiedlach, zaludnionych przez byłych prowincjuszy? Dobre, pamiętasz? :)
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1097
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2016-11-28, 08:33   

Z 'bulem' przyznam że nie;). Ja o tej śmierci trochę chyba przegiąłem bo nikt chyba nie chce tak skończyć, no ale po przeczytaniu tej książki, to tak mnie naszło że gdyby on miał wybór(wiem absurdalnie to brzmi), to wybrał był to co go spotkało niż niedołężność. Gdzie z drugiej strony , mam takie przekonanie że sam życia by się nie pozbawił i tą niedołężność zaakceptował.
Pewnie już skończyłaś czytać i ciekawi mnie czy masz podobne wrażenie, że pomijając jego twórczość, to z niego był niezły oryginał.Bardzo pozytywna, skomplikowana postać.
Tak na marginesie, już nie tylko w Sanoku ale i w Krakowie jest jego wystawa prac, choć z tego co czytałem to w Krakowie(a dokładnie w Hucie), to nie są pokazywane wszystkie prace, jakie posiadają.W sensie mieszają, by pewnie zachęcić odwiedzających.

Swoją drogą Beksiński i tak miał szczęście(może trochę za późno ale jednak), bo ileż było wybitnych artystów umierających w nędzy, gdzie po 'x' latach ich twórczość była sprzedawana za niewyobrażalne pieniądze.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2016-12-02, 11:24   

Jeszcze czytam. Jestem zakochana w ojcu Beksińskim. Wspaniała postać, a film wcale tego tak nie oddaje. Mimo swoich natręctw, świetnie sobie radzi w życiu. Utalentowany i inteligentny nadzwyczaj - radzi sobie z PRL-em. Umie się dostosować do warunków i jednocześnie nie pada na kolana wobec systemu. Mimo demonów które w nim siedzą nawiązuje kontakt z ludźmi, nie stroni od znajomości, które mogą mu pomóc zarabiać pieniądze. Może własnie dlatego, że ma rodzinę, żonę, syna i dwie matki na utrzymaniu nie robi z siebie nawiedzonego, nierozumianego przez świat artysty, tylko haruje jak wól i sprzedaje gdzie się da. Poza tym, ma kapitalne poczucie humoru, dzięki któremu oswaja wszystko czego się boi. Humor pozwala mu przeżyć i nie zwariować. Film pokazuje wiele jego cech, ale brakuje mi w filmie ciepła, które on jednak w sobie nosi. Nie przytula syna, nie obejmuje się z nikim na przywitanie - jednym z jego natręctw jest awersja do dotyku z drugim człowiekiem. O tym nie było w filmie mowy. Ale jakże troszczy i martwi się o niego.
Wspaniale, że tak dużo pisał listów do przyjaciół i znajomych dzięki temu możemy go bardziej poznać i polubić. Dzięki lekturze, stwierdzam, że chciałabym jednak mieć coś z jego prac u siebie, o np. ten z ogniskami na obciętych wierzchołkach gór - co dobrze wyraża moje odczucia.

Co śmierci i starości - być może mimo wstrętu jakoś by dawał sobie radę będąc niedołężnym, ale nie wiadomo, jeśli byłby pozbawiony możliwości malowania, czy by nie zwariował i nie zrobił sobie jakiegoś kuku - sam kiedyś powiedział, że i w Tomku i w nim siedzą demony, tylko, że on potrafi je przegonić w obrazy, a w synu one siedzą i się kotłują.

Tak jak piszesz, Beksińskiemu udało się po latach zarobić trochę kasy, ale żył skromnie, mnóstwo pieniedzy lokowal w swoje pasje - meloman, kolekcjoner płyt, dostępnych na zachodzi, gromadzenie i używanie wszelkich nowinek technicznych - sprzęt do nagrywania, odtwarzania, kamery itd.

Naprawdę świetny facet, być może przez wielu niezrozumiany - czarny humor, nie każdy trawi, z kręgosłupem moralnym, a przy tym tworzący genialne obrazy.
- nie dziwię się, że pani Zosia była w nim tak zakochana i jemu oddana. :)

Ech, mozna by jeszcze długo o Zdzisku, ale czas goni.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u