FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Niezniszczalni
Autor Wiadomość
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2010-08-27, 23:07   Niezniszczalni

Niezniszczalni / The Expendables
Reż. Sylvester Stallone (USA 2010)

Najnowszy film Sylvestra Stallone opowiada o grupie najemników. Ich dowódcą jest Barney Ross (Sylvester Stallone) - najstarszy i najbardziej doświadczony ze wszystkich. Reszta ekipy to Lee Christmas (Jason Statham) - specjalista od walki na noże i Bao Thao (Jet Li) - chiński mistrz sztuk walki. Zostają oni wynajęci do obalenia despotycznego dyktatora. W tym właśnie celu wyruszają do Ameryki Południowej. [za filmweb.pl]

Sly składa hołd kinu akcji lat 80 - tych, gromadząc na planie tyle gwiazd, ile się dało. Z nie wymienionych w opisie mamy jeszcze Dolpha Lundgrena i Mickey`a Rourke`a w ekipie dzielnych najemników przeciwko byłemu agentowi CIA Ericowi Robertsowi. Są też swieżacy: Randy Couture i Terry Crews po stronie dobrych oraz Steve Austin jako główny pomagier Złego.

Zacznę od minusów. Prawie wszystkie sceny akcji skręcone są tak, że nic nie widać. Dominuje montażowa sieczka, ktoś z kimś walczy i obala go na ziemię, ale w jaki sposób tego dokonał trzeba się domyślać. Kiedy widzę moich ulubionych bohaterów kopiących tyłki złym ludziom to cóż, chcę ZOBACZYĆ że to właśnie oni kopia tyłki złym ludziom i jak tego dokonują.

Nieodłącznym elementem akcyjniaków z lat 80-tych było przerysowanie i bycie absolutnie over the top. Jednoosobowe fabryki testosteronu wyrywały wtedy budki telefoniczne z korzeniami i strącały śmigłowce za pomocą łuku. Sly w "Expendables" próbował ten klimat odtworzyć, z częściowym powodzeniem. Zapomniał tylko o pannie kryjącej się pod stolikiem, która trafnie to wszystko skomentowała: nie mogę uwierzyć w to maczystowskie pierdolenie. Ale Sly był zawsze z tych, co nie puszczają oczka.

Mimo to nie jest źle. Dobrzy faceci reprezentują tu staroszkolny seksizm - bijesz kobietę, marnie skończysz. Może w kolejnym odcinku przygód bohaterowie dowiedzą się czegoś o postępach rewolucji feministycznej i trafią na babkę, którą będą chcieli pobić, zastrzelić i spalić, bo tak im dopiecze. Póki co, Barney Ross i Christmas Lee przypominają - prawdziwy facet bije tylko równych lub większych od siebie, bo nie jest złamasem.

Dużo radości dostarcza Eric Roberts za każdym razem, gdy otworzy gębę, całkiem nieźle poczyna sobie lubiący wieszać piratów Lundgren. Sly i Statham dostarczają wzorców szorstkiej ale szczerej przyjaźni z nieodłącznym udzielaniem rad, ratowaniem nawzajem tyłków i darciem łacha z kumpla. Troszkę niewykorzystany pozostał Jet Li. Mickey Rourke głównie siedzi, tatuuje, a potem tłumaczy, dlaczego już jest pusty w środku. Ostatnie nie wypada najlepiej. Świeżacy trzymają się z tyłu, choć najfajniejszy gun przypadł właśnie Crewsowi. Finał jest odpowiednio epiczny (choć czasem naprawdę trudno się zorientować, kto kogo) i nie ma wątpliwości, że

Spoiler:
konto Barneya Rossa znacznie się odchudzi, chyba że panna nie skorzysta z oferty sfinansowania odbudowy wyspy


Jest też kilka dziwnych motywów, ale już starczy mendzenia. Film warto zobaczyć dla sceny w której

Spoiler:
Ross i Lee załatwiają hydroplanem oddział żołdaków na molo, eksplodując prawie wszystkich. Tu akurat wszystko widać.


Za całokształt 6/10.
Ostatnio zmieniony przez BM 2010-09-07, 11:49, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-28, 10:03   

Klasyczny przykład filmu, zrobionego tylko i wyłącznie po to, żeby pokazać aktorów. Przynajmniej takie wrażenie odnoszę na podstawie trailerów, zapowiedzi w kinie i kilku opisów / recenzji. Ale i tak go pewnie obejrzę.

Swoją drogą, skoro film bazuje głównie na świetnych nazwiskach, to czemu na plakatach i w reklamach nie wymienia się Arnolda Schwarzeneggera i Bruce'a Willis'a, którzy też tu występują?


 
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2010-08-28, 10:19   

Prawdopodobnie dlatego, że, z tego co mi wiadomo, ich występ to cameo ograniczające się do pojedynczej sceny. Zresztą Willis na plakacie był przecież...
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-30, 16:12   

Wczoraj byłem w kinie i choć co prawda nie spodziewałem się wielkiego kina, to wyszedłem mocno zniesmaczony i przytłoczony piramidalnym bezsensem tej produkcji. Innymi słowy, straszne gówno, którego nikomu nie polecam, moja ocena to —10/10. Jedyna zabawna scena to ta, w której występują Stallone, Schwarzenegger i Willis. A tak to właściwie nie wiem, o czym jest ten "film"...scenariusz leży i kwiczy, dialogi żałosne. Widać, że ktoś tam się silił na skonstruowanie jakiejś intrygi, ale nie bardzo wyszło. Oczekiwałem, że będzie to coś na wzór ostatniego Rambo, a tymczasem dostałem do bólu przerysowaną kalkę ze starych filmów, podlaną pretensjonalnym, pseudoegzystencjalnym bełkotem. Nawet sceny przemocy są dużo gorsze, niż w Rambo. Do tego wszyscy tu wyglądają jak pedały z lat 70. ubiegłego wieku — skóry, tatuaże, koks, motory. Nie znoszę takich klimatów. Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2010-08-30, 16:27   

To się nazywa miażdżąca krytyka. :lolokopter:
 
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-08-30, 17:35   

Arcyznawca napisał/a:
moja ocena to —10/10

A nie 1/10 przypadkiem? ;)
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2010-08-30, 22:43   

Ta kreska to minus chyba :-)
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2010-08-30, 22:58   

Mnieeeej niż zerooooo :klaszcze:
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-30, 23:10   

Jarod napisał/a:
Ta kreska to minus chyba :-)

oczywiście, że minus. Ufam, że nikt w to nie wątpił :Oo:
Ostatni Surfer napisał/a:
Mnieeeej niż zerooooo

O, o, o, o! W rzeczy samej. Szkoda w sumie, że nie można oceniać na 0 i mniej niż 0. Ten stolec nie zasługuje nawet na 1. Rzecz jasna moim zdaniem, bo pewno zaraz się znajdzie jakiś fanatyczny obrońca SLY :kotynigga:
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2010-08-30, 23:13   

Jeżeli to jest gorze od nowego Ramba, to aż się boję...
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-30, 23:18   

Jarod napisał/a:
Jeżeli to jest gorze od nowego Ramba, to aż się boję...

"Rambo" to dla mnie jeden z najlepszych filmów akcji — serio. Ufając, że tworząc "Niezniszczalnych" Stallone chociaż w minimalnym stopniu utrzymał poziom, wybrałem się do kina; rozczarowanie i wściekłość były ogromne. No, ale jeśli "Rambo" Ci się nie podobał, to w żadnym razie nie sięgaj po to. Zdecydowanie odradzam.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2010-09-01, 13:29   

Dzizuskrajstjapierdolę. Próbowałem to coś wczoraj obejrzeć, ale wymiękłem po 20 minutach. Skończę, napiszę więcej - ale generalnie większego stężenia bylejakości na centymetr taśmy filmowej naprawdę dawno nie widziałem.
 
 
Pan Zdzisław 
koneser



Wiek: 34
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 823
Skąd: Poznań
Wysłany: 2010-09-01, 23:36   

E, tam. Salt czy Law Abiding Citizen - to są sraki. Expendables da się obejrzeć, ale potencjał dawał nadzieję na lepszy efekt końcowy. Szkoda, że autorzy się nie wysilili i zrobiono taki poprawny, ugrzeczniony, nie wychodzący poza ramy gatunku film akcji. Nieco w starym stylu, ale jakieś takie wymuszone to wszystko. No i ten epizod ze Szfarcenegerem... On umiera? Żal patrzeć obecnie na tego faceta. Nic dziwnego, że już nie pokazuje się na dużym ekranie.
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-09-02, 00:22   

Arcyznawca napisał/a:
Jarod napisał/a:
Ta kreska to minus chyba :-)

oczywiście, że minus. Ufam, że nikt w to nie wątpił :Oo:

A to minus ileś tam się zapisuje tak: "—10" czy tak: "-10"? ;) Ja to wziąłem za myślnik.

Jarod napisał/a:
Jeżeli to jest gorze od nowego Ramba, to aż się boję...

To raczej nie podlega wątpliwości. Sądząc po wypowiedziach przedmówców od najnowszego Rambo, "Niezniszczalnych" dzielą zapewne ze dwie klasy co najmniej.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2010-09-03, 00:56   

Muszę przyznać, że moja poprzednia opinia dotycząca tego filmu po obejrzeniu całości uległa dość znacznej modyfikacji. W sumie to trochę taka produkcja a'la Ocean's Eleven - garść znanych nazwisk i wszyscy robią sobie jaja. Trylogia Soderbergha miała jednak takie elementy jak fajne dialogi, fajne postaci, inteligentny humor czy wyczucie zgrywy bez popadania w żenadę - w Expendables trudno mi było znaleźć którąkolwiek z tych cech. Dialogi to jeden sucharski one-liner na drugim. Postaci, kiedy nie strzelają, służą jedynie za kanały do wygłaszania powyższych. Fabuła fajnie pretekstowa, ale Sly MUSIAŁ wprowadzić "głębię" w postaci dość żałosnych tekstów Rurki. Cały wątek Lundgrena to galopujący debilizm, nie pojmuję również celowości wprowadzenia wątku "miłosnego" Stathama - nie wynika z niego nic, zabawny również nie jest. Spotkanie restauratorów w kościele - zaskakująco bezjajeczne, chociaż ze dwa teksty nawet mnie rozbawiły. Szkoda, że po raz kolejny użyto wyświechtanego do cna żartu o prezydenturze Arnolda.
Film tak właściwie zaletę ma jedna, ale za to dość konkretną - sceny akcji. Ta pierwsza na statku, ze względu na montaż i oświetlenie, jest dość kijowa, ale reszta - miód. Może tylko komp wali trochę o oczach. Moja ulubiona sekwencja - Sly i Statham kontra dużo żołnierzy (chodzi o tą pierwszą potyczkę podczas rekonesansu wyspy).
W sumie Expendables coś jak wspomniane Oceansy czy np. Transformers lub Shoot'em Up. Albo kupujesz konwencję i siedzisz przez większość seansu z bananem na ryju, albo wychodzisz pukając się w czoło. Ot i tyle.
P.S. Film jak dla mnie lepszy od Rambo, gdyż mniej w nim mądrości dorsza i silenia się na filozofowanie.
 
 
Pan Zdzisław 
koneser



Wiek: 34
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 823
Skąd: Poznań
Wysłany: 2010-09-03, 23:08   

Cytat:
W sumie Expendables coś jak wspomniane Oceansy czy np. Transformers lub Shoot'em Up. Albo kupujesz konwencję i siedzisz przez większość seansu z bananem na ryju, albo wychodzisz pukając się w czoło. Ot i tyle.
P.S. Film jak dla mnie lepszy od Rambo, gdyż mniej w nim mądrości dorsza i silenia się na filozofowanie.


Ja bym tego tak nie porównał. Na Ocean's Eleven szkoda było mi czasu, więc się nie wypowiem na jego temat. Transformersy to typowe nowomodne i bezsensowne kino akcji/sci-fi/PG-13. Shoot'em Up to znakomity, jajcarski pastisz kina akcji. Expendables natomiast jest filmem, który w założeniu miał być jeszcze lepszy niż Rambo 4, ale na założeniach się skończyło i wyszło takie w sumie nijakie i wymuszone nawiązanie do odlschoolowego kina akcji. Mam wrażenie, że fabuła tego filmu jest doskonałym odzwierciedleniem obecnej kondycji przebrzmiałych gwiazdorów kina akcji, których Sly zebrał do kupy na planie Expendables.
 
 
Gieferg 
bywalec



Dołączył: 12 Cze 2009
Posty: 107
Skąd: dg
Wysłany: 2010-09-07, 10:47   

Rewelacyjne kino akcji, które nie tylko w świetny sposób nawiązuje do tradycji actionerów z lat 80-tych i 90-tych, ale dodatkowo sporą częsc z nich (jak Commando na ten przykład) zdecydowanie przebija. W przeciwieństwie do ostatniej odsłony Rambo film nie zostawia po sobie uczucia niedosytu, natomiast ewentualny sequel powitam z otwartymi ramionami.

W swoim gatunku 10/10 i jest to zdecydowanie najbardziej udany z moich tegorocznych seansów kinowych. Zdecydowanie lepsze wrażenia niż po Avatarze czy Incepcji (o której już prawie zapomniałem), po wyjściu z kina aż miałem ochotę wrócić od razu na kolejny seans. Wstrzymam się jednak do premiery DVD, żeby lepiej smakowało.

Stallone pokazał who's the boss.


I nie, nie będę o tym dyskutował ani nikogo przekonywał.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2010-09-07, 20:29   

Gieferg napisał/a:
I nie, nie będę o tym dyskutował ani nikogo przekonywał.


Bardzo zasadniczo to zabrzmiało, ale może i masz rację. Uważam, że "Commando" jest od "Expendables" jedenaście razy lepsze, ale niewykluczone, że za jakiś czas potraktuję film Sly`a jako kolejny rozweselacz, równie dobry jak np. "Wykidajło".

Sequel też bardzo chętnie obejrzę, może tym razem Rourke dostanie coś do robienia zamiast gadania.
 
 
Ronaldo 
świeżak



Wiek: 35
Dołączył: 05 Wrz 2010
Posty: 4
Skąd: Barca
Wysłany: 2010-09-10, 03:55   

Jarod napisał/a:
Cały wątek Lundgrena to galopujący debilizm,


No właśnie, jestem ciekaw jak wypada Lundgren? Czy znowu wejdzie, ponapina muskułki, odwali chamówę i po aktorstwie. :zalamka
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2010-09-10, 11:56   

Gorzej. Tego się nawet opisać nie da - to trzeba zobaczyć.
 
 
Thabel 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1426
Skąd: Tichau
Wysłany: 2010-09-13, 19:26   

Bardzo mi się podobał. Idealny film na wieczór ze znajomymi, piwko/wódkę. Wartka akcja, kosztem fabuły, ale przecież chodzi o zabawę. Plejada gwiazd w sumie nie pokazuje niczego odkrywczego, ale znajome pyski ogląda się z przyjemnością. Wszyscy się tu spinacie, a to w końcu miał być film akcji klasy b, tzw vhs action movie, z takimi też aktorami (no może poza Stathamem i Li). Żaden z tych którzy to zagrali nigdy nie weszli na jakikolwiek poziom gry aktorskiej i ja jako odbiorca nigdy nie miałem i tak było i teraz, żadnych oczekiwań pod tym względem. Miałem się dobrze bawić i tak było.

A co do Lundgrena - nie jestem obiektywny, od razu mówię, bo faceta uwielbiam - ale może mi ktoś wyjaśni, czy od zwichrowanego, starego ćpuna i weterana oczekuje się ekstrawertyzmu i bogowie-raczą-wiedzieć jak mocnego życia emocjonalnego? Nie wiem, może sie nie znam, ale dla mnie stare trepy zawsze będą kojarzyły się z klockowatymi osiłkami porozumiewającymi się równoważnikami zdań.

Tak czy inaczej to zupełnie inna szufladka niż John Rambo. A od chopperów, skór i tatuaży proszę mnie się odpimpać. O.
 
 
TajskaKurtyzana 
świeżak



Wiek: 32
Dołączył: 06 Sie 2010
Posty: 37
Skąd: zza komputera
Wysłany: 2010-09-28, 11:10   

Przyznam się bez bicia, że polazłem na ten film w dniu premiery i ze sporymi nadziejami na dobrą zabawę.

W praktyce wyszło takie słabsze John Rambo. Słabsze w rozpierdzielu, czyli bez gwałtów i deptania niemowląt, ale nadal z efektami posztrzałów rodem z Fallouta. Czyli w sumie OK.

Na pewno bolał mnie fakt, że film choć świadomie jedzie po bandzie, to jednak mimo wszystko przesadza. Apogeum mamy na sam koniec, gdy Statham opowiada wierszyk a ja upuściłem colę, skryłem twarz w dłoniach i pytałem boga "dlaczego?".

Rozczarowała mnie też scena z Arniem. Miało to spory potencjał, a wyszło raczej drętwo. Z tym, że to taki festiwal gwiazd starego kina akcji to też bym nie przesadzał, bo więcej czasu ekranowego mieli tu ten muzin i kolo ze zdeformowanym uchem, którzy to nie wiem za bardzo kim są. Jet Li też mi się jakoś specjalnie z dobrym, starym kinem akcji nie kojarzy.

Niemniej jednak strzelaniny fajne, durny scenariusz oldskul, ogląda się nieźle. Rambo to dla mnie takie 7/10, więc tu myślę 6/10 spokojnie mogę dać.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-10-03, 23:55   

Obejrzałem sobie w ramach seansu na odmóżdżanie i przyznam, że bez rewelacji, ale raczej też nie był to czas stracony. Przy całej problematyczności, jak wiąże się z rozdzielaniem formy od treści, stwierdzam, że zbyt dużo jednak w nim formy, znaczy akcji, efektownego odstrzeliwania głów i siekania ludzi na kawałki itp. Tyle tego było, że podczas jednej ze scen zdążyłem zrobić sobie kawę, zjarać szluga i wrócić, a tam dalej się tłukli.
Plusem przede wszystkim postaci, niektóre dialogi (one-linery jak nazwał to Jarod) i to, że ostatecznie film ten jakiś sens w sobie miał. Nie daję oceny punktowej, bo postanowiłem wstawiać filmom same dziesiątki lub dziewiątki, tu na forum, nigdy mniej. ;)
 
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-02-27, 10:29   

Pan Zdzisław napisał/a:
Expendables da się obejrzeć, ale potencjał dawał nadzieję na lepszy efekt końcowy. Szkoda, że autorzy się nie wysilili i zrobiono taki poprawny, ugrzeczniony, nie wychodzący poza ramy gatunku film akcji. Nieco w starym stylu, ale jakieś takie wymuszone to wszystko.

Dokładnie.

Ja nadrabiałem to to bo chcę przed zagłosowaniem na filmożera zapoznać się dokładnie z całą barbarzyńską kategorią. Nie wiem czy w przeciwnym razie bym się skusił. Ale z drugiej strony nie bawiłem się najgorzej więc też nie ma co narzekać. Ot - taki film do piwka w sam raz, nieco w stylu kina akcji z lat 80-tych. Myślałem jednak, że "The Expendables" ma szansę zagrozić moim faworytom w kat. "uczta filmowego barbarzyńcy" ale nic takiego nie miało miejsca. Tzn. fajna zabawa i nawet nie byłem znudzony podczas oglądania ale mocne poczucie niedosytu zostało. Porównując np. do takiego "John Rambo" to różnica klas (in minus rzecz jasna) jest znaczna. W dodatku dosyć smutny występ dziadka Schwarzeneggera. Arni naprawdę powinien sobie dać już spokój z aktorstwem. Forma nie ta, lata nie te i tylko niepotrzebnie szarga własny kult z czasów świetności. Stallone jest niby w tym samym wieku ale mam wrażenie, że zachował znacznie lepszą formę na stare lata (może dlatego, że nie pchał się do polityki). Fajnie się zaprezentował Jason Statham (no ale bądźmy szczerzy - gdzie muu tam do tuzów gatunku z czasów świetności kina akcji). Mickey Rourke natomiast chyba się kiedyś po prostu rozpadnie przed kamerą. Patrząc na jego wymodelowane przez operacje plastyczne i koks ciało miałem wrażenie, że zaraz gdzieś puszczą jakieś szwy i będzie jedno wielkie plask, bum, jeb. ;)

Podsumowując - nieco żenująca ale z drugiej strony nawet zabawna parada dziadków starego, dobrego kina akcji, które już raczej nigdy nie wróci. Typowe wyciąganie kasy od widza "na nazwiska". Do piwka i na męski wieczór z kumplami dobra rzecz ale niczego więcej się po tym nie spodziewajcie.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2011-02-27, 10:39   

BM napisał/a:
. W dodatku dosyć smutny występ dziadka Schwarzeneggera. Arni naprawdę powinien sobie dać już spokój z aktorstwem.

Przecież ta scena kiedy się spotkali była jedną z najlepszych w całym filmie. :Oo:
 
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u