FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Drive
Autor Wiadomość
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2011-09-30, 01:58   

Refna to ja za bardzo nigdy nie lubiłem, ale teraz już mnie ma. Klimat, aktorstwo, zgrabnie opowiedziana historia i MUZYKA (nikt nie wspomniał, że paluszki w ścieżce dźwiękowej maczał główny muzykant Lyncha - Antonio Badalamenti, co zresztą słychać w niektórych kawałkach wyjętych jakby z Twin Peaks). Zarzuty DA są niby słuszne bo to i bajka i naiwna i ten bohater to taki stereotypowy kowboj sprzed Leone i chłopcy by tak chcieli itd. ALE ten film jest po prostu magiczny, wsysa całkowicie i nie chce puścić. Jestem dla Refna pełen podziwu bo w jego filmach zawsze coś mi nie grało, a tu wszystko jest idealnie wyważone, niektóre sceny może ciut zbliżają się do granicy śmieszności, ale mimo wszystko cały czas udaje się reżyserowi utrzymać je po właściwej stronie. Świetnie wychodzą mu nocne eskapady po LA, nie szarżuje pościgami, Gosling potrafi dać w pizdę, ale sztuka jego jazdy polega bardziej na myśleniu niż na parciu do przodu 140km/h i unikaniu przeszkód. Nawet te krwawe sceny były w jakiś sposób skromne. Lekko odrealnione, ale bardzo skromne i minimalistyczne. Obowiązkowo niedługo powtórzę, a ścieżka dźwiękowa już zawitała na moim pulpicie.
9/10

P.S. Fajnie popatrzeć na Cranstona w jakiejś innej roli niż BB.
 
 
TOXIC 
filmożerca



Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 1027
Skąd: Korova Milky Bar
Wysłany: 2011-09-30, 16:15   

mr Orange napisał/a:
Zarzuty DA są niby słuszne bo to i bajka i naiwna i ten bohater to taki stereotypowy kowboj sprzed Leone i chłopcy by tak chcieli itd. ALE ten film jest po prostu magiczny, wsysa całkowicie i nie chce puścić.


W rzeczy samej. Czasem fajnie dać się tak zwyczajnie po ludzku porwać jakiemuś filmowi/płycie. Bez głębszego analizowania i rozkładania na czynniki pierwsze :)
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1984
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-09-30, 16:39   

mr Orange napisał/a:
Zarzuty DA są niby słuszne

Ty mówisz, że to są zarzuty, a ja tylko stwierdzam.

Napisałam przecież:
Cytat:
Polecam, ale bez nastawiania się na jakieś wewnętrzne przeżycia, amatorzy baśni (ja czasem nim bywam) będą na pewno zadowoleni, bo jest miła nie tylko dla męskiego ego, dziewczyńskich marzeń, ale i dla oczu oraz uszu wszystkich widzów.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2011-09-30, 18:54   

DA wszystko ładnie podsumowała. Od siebie dodam tylko, że gdyby Pan Skorpion przez cały film nie zachowywał się jak robot, byłby dużo bardziej autentyczny. Momentami dawało to filmowi komediowego posmaku, a chyba nie o to chodziło.
Najlepsza scena filmu to jak dla mnie akcja w windzie poprzedzona pocałunkiem. :fingerok:
8/10 ode mnie bo lubię bajki.
 
 
 
Hi Way 
filmożerca



Dołączył: 16 Maj 2010
Posty: 1292
Skąd: z dupy
Wysłany: 2011-10-01, 00:06   

Aske napisał/a:
Najlepsza scena filmu to jak dla mnie akcja w windzie poprzedzona pocałunkiem.


Spoiler:
O tak , aż sobie obejrzałem dwa razy by zobaczyć jak butem zrobił mielonego z jego mordy :hahaha:

Bajeczka fajna , muzyka dobra ,Gosling gra faktycznie jak robot , no ale mnie to akurat nie przeszkadzało a kurtka raczej kiczowata .
7,5/10
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-10-01, 10:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2011-10-02, 13:12   

A mnie się podobała spójność tego filmu - klimat, scenografia, muza, tempo, światło - wszystko tu do siebie pasuje, niczego nie jest za dużo ani za mało - ale nie jest to film 'akuratny', tylko klimatyczny - sprawia, że na moment projekcji przestają istnieć inne sprawy, przewartościowuje się lokalny system zysków i strat, jest się tam i wtedy... Ja się dałam wciągnąć i bardzo mi się to podobało.... :fingerok:
 
 
K. 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1133
Skąd: Westpommern
Wysłany: 2011-10-08, 21:55   

mr Orange napisał/a:
paluszki w ścieżce dźwiękowej maczał główny muzykant Lyncha - Antonio Badalamenti, co zresztą słychać w niektórych kawałkach wyjętych jakby z Twin Peaks).


Podczas seansu naszła mnie taka refleksja - cholera, toż to jest tak fajne jak w Twin Peaks, a więc przeczucie mnie nie zawiodło.

Byłem przekonany, że będzie to coś w stylu Wszyscy i Wściekli. Wielkie było moje zdziwienie i miłe zaskoczenie jak się okazało, że jednak nie. Świetny klimat.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2011-10-08, 22:20   

mr Orange napisał/a:
ikt nie wspomniał, że paluszki w ścieżce dźwiękowej maczał główny muzykant Lyncha - Antonio Badalamenti, co zresztą słychać w niektórych kawałkach wyjętych jakby z Twin Peaks


K. napisał/a:
Podczas seansu naszła mnie taka refleksja - cholera, toż to jest tak fajne jak w Twin Peaks, a więc przeczucie mnie nie zawiodło.


Mnie się nie skojarzyło ani razu, ale ja twórczość Lyncha mam w ogólnie głębokim poważaniu, więc dziwnym nie jest. Brak skojarzeń mógł wynikać też z tego, że ten kompozytor nie nazywa się Antonio, ale Angelo, ale tak naprawdę nie Angelo, tylko Cliff i nie Badalamenti, ale Martinez, dość często współpracujący z Soderberghiem.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2011-10-08, 22:25   

Chciałbym poinformować dodatkowo, że wycieknięta do netu kopia to workprint, różniący się od wersji kinowej m.in. sporą częścią muzyki (tak, Badalamentiego ponoć w ostatecznej wersji nie ma) oraz bodaj kilkoma scenami.
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2011-10-08, 22:28   

Jarod napisał/a:
Chciałbym poinformować dodatkowo, że wycieknięta do netu kopia to workprint, różniący się od wersji kinowej m.in. sporą częścią muzyki (tak, Badalamentiego ponoć w ostatecznej wersji nie ma) oraz bodaj kilkoma scenami.

Jest już zdaje się pełna od jakiegoś czasu. ;)
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2011-10-09, 01:25   

John Bigboote napisał/a:
Brak skojarzeń mógł wynikać też z tego, że ten kompozytor nie nazywa się Antonio, ale Angelo, ale tak naprawdę nie Angelo, tylko Cliff i nie Badalamenti, ale Martinez, dość często współpracujący z Soderberghiem.


Się pomyliłem. Angelo zaiste, ale mimo, że go w napisach nie ma to przy muzyce pomagał. Zresztą to słychać.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2011-10-10, 00:57   

Niektórych ludzi po prostu nie powinno się wpuszczać do kina:

http://blogs.indiewire.co...snt_fast_five/#
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-11-05, 18:36   

Nie wiem co mógłbym dodać ponad to, co napisaliście. Może to, że mnie wcale aż tak ten film nie kojarzył się z bajką. Reżyser rzeczywiście świetnie dobrał, skomponował poszczególne elementy i mistrzowsko operuje atmosferą filmu, która od pewnego momentu staje się bardzo mroczna i gęsta, jak u Lyncha. Też jakoś nie daje mi spokoju, to w jak nietypowy sposób poprzestawiano elementy fabularnej układanki i co z tego wynika. Kim jest ten Driver w ogóle i o co mu chodzi, nie wiem. Na pewno nie jest to wybitna rola Goslinga, bo przez większość czasu łazi po ekranie jak kukła czasami uśmiechając się. Niemniej, takie aktorstwo w tym wypadku doskonale pasuje do całości. Może właśnie na kręceniu filmu inaczej, niż widz się tego spodziewa polega ten cały filmowy postmodernizm. Taka chytra sztuczka, na którą się łapię, bo przyzwyczaiłem się trochę do tego, że powinno być tak, a tak i gdy nie jest tak, jakbym się spodziewał zaczynam się zastanawiać. Na mnie podziałał i uważam go za film co najmniej nurtujący i na pewno jeszcze do niego wrócę. Trochę tego filmu rozgryźć nie mogę, nie mogę rozgryźć zakończenia i Drivera nie mogę rozgryźć, podobnie jak Antona Chigurha, choć w tym pierwszym przypadku z pomocą idą słowa piosenki z soundtracku (znakomity, jak i cały film od strony): "...and a real hero real human bean...".
 
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2011-12-18, 23:07   

W sumie powtórka z Valhalla Rising - grzebanie w archetypach Mężczyzny, Wojownika, Kochanka itp., z tym, że w poprzednim przypadku Refn grzebał w mitologiach (i w sumie w pochodnych opowieściach heroicznych), tutaj zaś grzebie w amerykańskim kinie sensacyjnym w jego złotej erze (lata '80), na maksa kiczowatym i przegiętym, i przekuwa to na "artystyczną" estetykę. I tak pan Driver to chodząca ikona w kultowej kurtce, delikatny wobec ukochanych i sprzymierzeńców, bezwzględny wobec przeciwników,tajemniczy, milczący. W sumie jednak gryzło mi się to z powiedzmy, realistycznym tłem całego filmu. VR to był jeden wielki nawias i napinka Mikkelsena tam pasowała, tutaj zaś postaci Goslinga zwyczajnie kupić nie potrafię w odniesieniu do całej reszty. I w sumie dziwi mnie ten mega hajp i kult jaki się wokół tego filmu wytworzył był po premierze - jasne, dobre to, ale nie aż tak :)
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-12-18, 23:15   

A nie podobała Ci się reżyseria tego filmu, to jak jego autor sprawnie buduje sceny, operuje nastrojem filmu? Mi to kojarzyło się bardzo z Lynchem.
 
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2011-12-18, 23:28   

Lynch? nieeee, chyba że mówimy o przeciąganiu scen "pod klimat". Bardziej miejska poezja Manna, chociaż w tym wypadku również można mówić o inspiracji jedynie, a nie o kopiowaniu bezmyślnym. No i jeszcze skojarzenia miałem z Samurajem Melvilla, głównie przez postać głównego bohatera. Ogólnie jednak Refn ma własny styl, raczej niepodrabialny - celowo przeestetyzowane, celebrowane sceny (zwróć uwagę, jak często facet posługuje się kiczowatymi motywami jednocześnie nie popadając w kicz - ot choćby scena nad strumykiem, wydobywanie informacji od rudej czy sceny przemocy), zgrane z muzyką adekwatną. Me gusta, aczkolwiek w VR IMO przegiął pałę i wynudziłem się jak mops - ale do tamtego filmu pewnie jeszcze wrócę,zwłaszcza po rozkmince Arcziego w stosownym temacie. No i może zerknę na inne dokonania tego pana.
 
 
kotekmaly 
świeżak



Dołączył: 19 Sty 2012
Posty: 9
Skąd: Białystok
Wysłany: 2012-01-19, 19:03   

Usłyszane w dzieciństwie trzyma się mnie do dziś. Prosta historyjka, ukazująca istotę połowy rzeczy na świecie.
- Dokąd idziesz? - Do kina. - A co grają? - Quo vadis. - A co to znaczy? - Dokąd idziesz? - Do kina? itd.

W taką pętlę wpadliśmy, oglądając jędną z dwóch premier kinowych, o której chciałbym tu dziś napisać. "Drive" z (ponoć) boskim Ryanem Goslingiem to mroczna studnia bez dna. Nie będąc warsztatowym krytykiem filmowym, aby obiektywnie ocenić film, muszę skupić się na subiektywnych odczuciach. W tym przypadku, oglądaniu dzieła towarzyszyły bardzo subiektywne: ból zębów, ból głowy, ból zmysłów percepcji: oczu i uszu. W czym więc rzecz? Po pierwsze, na zapowiadaną przez dystrybutora "niezłą jazdę" czeka się aż do napisów końcowych. Po drugie, nie można oprzeć się wrażeniu, że przygotowując się do roli Gossling obejrzał popisy Kowalskiego w "Znikającym punkcie" milion razy i że swojej postaci chciał nadać współczesny wymiar, choć sens zawarty w postaci wspomianego Kowalskiego. Po trzecie, nie można oprzeć się wrażeniu, iż scenarzysta Hossein Amini i reżyser Nicolas Winding Refn też oglądali "Znikający punkt" milion razy i starali się w swym obrazie nadać buntowi Kowalskiego współczesny wymiar. Złudne są tu pierwsze sceny, które swą wartkością zapowiadają przywoływaną już dystrybutorską "niezłą jazdę". Niestety jest to jazda w dół. Nie przeszkadza mi brak dialogów, wierzę, że geniusz kinematografii może się objawiać poprzez dźwięk i obraz, jednakże puste sceny jazdy samochodem przez miasto nie wyrażają zbyt wiele. Ok, bohater jest samotny, szuka swego miejsca itd. Załapaliśmy, nie trzeba nas do tego przekonywać przez półtorej godziny.

Po czwarte, wywołany dźwięk - ścieżka dźwiękowa. Zazwyczaj, gdy jest dobra wywołuje dodatkowe emocje, porusza itd. Gdy zła, z łatwością możemy ją zignorować, skupiając się na przedstawianych obrazach. W tym wypadku ścieżka jest tak tragicznie zła, że znacznie pogłębia i tak wielką irytację. Aby uświadomić widzom, że bohater jest głodny, piosenka w tle traktuje o jedzeniu, jeśli jest śpiący - muzyka o spaniu itd. Może zirytować, prawda?

Kończąc, chciałbym niejako wytłumaczyć motywy powstania notki. Nie została napisana, by wylewać żale, przestrzegać przed kupieniem biletu. Sensem jest tu kontrinformacja skierowana przeciw dystrybutorom i mediom zachęcających do pożerania popcornu. Rozczarowanie po szumnych zwiastunach mógłbym porównać jedynie do tych towarzyszących obejrzeniu filmu "Młyn i Krzyż" - kto widział ten wie, o co chodzi. Innymi słowami przejażdżka z Driverem to nie zapierająca dech w piersiach jazda bez trzymanki, a raczej ciągnąca się jak flaki z olejem przejażdżka miejskim, zatłoczonym autobusem w lipcowe, upalne popołudnie.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-01-19, 21:28   

Jaka idąca pod prąd opinia. :eee?:
Ale dobrze, gdyby się wszyscy ze sobą zgadzali, to by było nudno, no nie? ;)
Nie wiem jak można tak doszczętnie zjechać film pod różnymi względami perfekcyjny, ale ok.
A mnie się kojarzył ten film z "No Country for Old Men". Też taki zagadkowy w sumie. Z enigmatycznym bohaterem.

jazu napisał/a:
z pomocą idą słowa piosenki z soundtracku (znakomity, jak i cały film od strony): "...and a real hero real human bean...".


Ale mojego super żartu nikt nie skumał. Albo się nie spodobał. Chyba nie myślicie, że mój angielski jest aż tak zły. :kotyeee:
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2012-01-19, 22:43   

jazu napisał/a:
Ale mojego super żartu nikt nie skumał. Albo się nie spodobał. Chyba nie myślicie, że mój angielski jest aż tak zły.


Ja serio myślałem, że się pierdolnąłeś :hahaha:

kotekmaly napisał/a:
Innymi słowami przejażdżka z Driverem to nie zapierająca dech w piersiach jazda bez trzymanki, a raczej ciągnąca się jak flaki z olejem przejażdżka miejskim, zatłoczonym autobusem w lipcowe, upalne popołudnie.


Kolejna osoba, która zawiodła się bo spodziewała się nowego Vina Disela? A za muzykę masz :tomato: bo ścieżka jest super. Fajnie Ci wyszło porównanie do Kowalskiego, to rzecz do przemyślenia bo przyznam, że mi to do łba nie przyszło, a coś jest na rzeczy. Witamy na forum :winko:
 
 
kotekmaly 
świeżak



Dołączył: 19 Sty 2012
Posty: 9
Skąd: Białystok
Wysłany: 2012-01-20, 11:58   

mr Orange napisał/a:


kotekmaly napisał/a:
Innymi słowami przejażdżka z Driverem to nie zapierająca dech w piersiach jazda bez trzymanki, a raczej ciągnąca się jak flaki z olejem przejażdżka miejskim, zatłoczonym autobusem w lipcowe, upalne popołudnie.


Kolejna osoba, która zawiodła się bo spodziewała się nowego Vina Disela? A za muzykę masz :tomato: bo ścieżka jest super. Fajnie Ci wyszło porównanie do Kowalskiego, to rzecz do przemyślenia bo przyznam, że mi to do łba nie przyszło, a coś jest na rzeczy. Witamy na forum :winko:



Jeśli chodzi o "Szybkich i Wściekłych" muszę się bronić bowiem nie jestem wielkim fanem tej serii więc tego typu formy nie spodziewałem się po "Drive". To co mi głównie przeszkadzała w odbiorze to nachalność przekazu. Reżyser za pomocą wręcz radykalnych środków zmusza widza do określonej interpretacji, i dużą rolę odgrywa tu właśnie muzyka. Ścieżka jest skonstruowana by kalkowy niemal sposób odzwierciedlać to co dzieje się na ekranie. Rozumiem nadawanie klimatu ale bezczelna ilustracja - w tym przywoływane przeze mnie prześmiewcze przykłady : chce mi się jeść, chce mi się spać, jest smutny itd. Nie jest to zarzut w stosunku do klimatu ścieżki, owszem nie można aż tak na nią narzekać, bardziej przeszkadzają bardzo dosłowne teksty - i tu znów przykłady.

Tak czy siak, dla mnie ten film to uwspółcześniony "Znikający punkt" i o ile pierwowzór niósł za sobą istotny przekaz, tak niczego wielkiego nie odkryłem dzięki "Drive".

Pozdrawiam i również witam. Mam nadzieję na intensywne dyskusje :popcorn:
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2012-01-20, 14:25   

kotekmaly napisał/a:
Rozumiem nadawanie klimatu ale bezczelna ilustracja - w tym przywoływane przeze mnie prześmiewcze przykłady : chce mi się jeść, chce mi się spać, jest smutny itd. Nie jest to zarzut w stosunku do klimatu ścieżki, owszem nie można aż tak na nią narzekać, bardziej przeszkadzają bardzo dosłowne teksty - i tu znów przykłady.


A mi to właśnie bardzo przypasowało chociaż muszę przyznać, że podczas seansu nie wsłuchiwałem się w słowa. Ta "dziecinność" ścieżki dotarła do mnie dopiero podczas słuchania ost. Jak dla mnie coś takiego super się wpisuje w konwencję tego filmu. Udowadnia, że Refn wcale nie chciał tworzyć napinki na poważnie. A te utwory bez słów (bo ich więcej) to już mistrzostwo.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2012-01-20, 22:52   

jazu napisał/a:
Ale mojego super żartu nikt nie skumał.


Jak to nikt nie skumał, kotekmaly skumał, że to piosenka o ludzkiej fasoli którą chce zjeść podmiot liryczny:

kotekmaly napisał/a:
Aby uświadomić widzom, że bohater jest głodny, piosenka w tle traktuje o jedzeniu, jeśli jest śpiący - muzyka o spaniu itd. Może zirytować, prawda?


No dobra, ale na serio: przecież w "Under Your Spell" podmiot liryczny się skarży, że nie może jeść, nie może spać, a nie, że jest głodny czy śpiący. To jest piosenka o uczuciu, nie o stanach fizjologicznych. Wielka liryka toto nie jest, ale na krótki kawałek wystarczy.

Jeśli jednak chodzi o muzykę w "Drive" to nie jestem obiektywny, film mnie kupił od pierwszych taktów "Nightcall". Jeśli się komuś ten klimat nie podoba, to film raczej też nie podejdzie. Po prostu nie sądzę, by te proste teksty piosenek ilustrowały stany psychiczne bohatera (czy bohaterów) tak dosłownie, jak napisałeś.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1984
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2012-01-21, 07:29   

A ja znowu pogrążam się w błogości niewiedzy, całe szczęście moja znikoma znajomość angielskiego nie pozwoliła mi wsłuchiwać się w słowa i dzięki temu mogłam czerpać garściami uroki filmu.
Naprawdę, coraz częściej przekonuję się, że im mniej wiem, tym dla mnie zdrowiej i szczęśliwiej. :)
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-01-23, 14:34   

kotekmaly napisał/a:
Reżyser za pomocą wręcz radykalnych środków zmusza widza do określonej interpretacji, i dużą rolę odgrywa tu właśnie muzyka. Ścieżka jest skonstruowana by kalkowy niemal sposób odzwierciedlać to co dzieje się na ekranie.


Hym. W sumie trudno się nie zgodzić z tym zarzutem. Też mnie to walnęło po oczach i uszach. Zwłaszcza moment w filmie, w którym puszczane jest "Under Your Spell".
 
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-01-26, 09:48   

jazu napisał/a:
kotekmaly napisał/a:
Reżyser za pomocą wręcz radykalnych środków zmusza widza do określonej interpretacji, i dużą rolę odgrywa tu właśnie muzyka. Ścieżka jest skonstruowana by kalkowy niemal sposób odzwierciedlać to co dzieje się na ekranie.


Hym. W sumie trudno się nie zgodzić z tym zarzutem. Też mnie to walnęło po oczach i uszach. Zwłaszcza moment w filmie, w którym puszczane jest "Under Your Spell".

To byłby może i zarzut gdyby nie jeden drobny szczegół. Owa ścieżka jest dobrana po prostu perfekcyjnie. I ogólnie jest jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych z jakimi się zetknąłem w kinie od lat.

kotekmaly napisał/a:
Nie będąc warsztatowym krytykiem filmowym, aby obiektywnie ocenić film, muszę skupić się na subiektywnych odczuciach. W tym przypadku, oglądaniu dzieła towarzyszyły bardzo subiektywne: ból zębów, ból głowy, ból zmysłów percepcji: oczu i uszu. W czym więc rzecz? Po pierwsze, na zapowiadaną przez dystrybutora "niezłą jazdę" czeka się aż do napisów końcowych.

Przecież polscy dystrybutorzy są znani z tego, że lubi ich bardzo mocno ponieść fantazja. Jako otrzaskany kinoman powinieneś być już do tego przyzwyczajony. Właśnie do tego, że starają się ściągnąć widza do kina za pomocą wszystkich dostępnych na ziemi, tanich chwytów. Sugerowanie się tym co ci piewcy radosnej twórczości własnej potrafią wypisywać na plakatach to zwyczajna strata czasu.

kotekmaly napisał/a:
Po drugie, nie można oprzeć się wrażeniu, że przygotowując się do roli Gossling obejrzał popisy Kowalskiego w "Znikającym punkcie" milion razy i że swojej postaci chciał nadać współczesny wymiar, choć sens zawarty w postaci wspomianego Kowalskiego. Po trzecie, nie można oprzeć się wrażeniu, iż scenarzysta Hossein Amini i reżyser Nicolas Winding Refn też oglądali "Znikający punkt" milion razy i starali się w swym obrazie nadać buntowi Kowalskiego współczesny wymiar.

Ew. autor powyższego wpisu obejrzał "Znikający punkt" o jeden raz za dużo. ;)

kotekmaly napisał/a:
puste sceny jazdy samochodem przez miasto nie wyrażają zbyt wiele

Te puste - jak mówisz - sceny to czyste piękno. Właśnie dla takich scen powstało kino.

kotekmaly napisał/a:
W tym wypadku ścieżka jest tak tragicznie zła, że znacznie pogłębia i tak wielką irytację.

Wręcz odwrotnie. Od pierwszych sekund seansu gdy usłyszałem genialne "Nightcall" zatopiłem się w kinowym fotelu bez reszty i wczułem w całość jeszcze bardziej. Zresztą pierwsza rzecz jaką zrobiłem po przyjściu do domu to zacząłem szukać informacji na temat owej ścieżki dźwiękowej w sieci! Dziś bardzo często słucham jej we własnym samochodzie gdyż jak już wspomniałem wcześniej jest arcy-zajebista.

kotekmaly napisał/a:
Innymi słowami przejażdżka z Driverem to nie zapierająca dech w piersiach jazda bez trzymanki, a raczej ciągnąca się jak flaki z olejem przejażdżka miejskim, zatłoczonym autobusem w lipcowe, upalne popołudnie.

Z mojej perspektywy owa przejażdżka to czysta pasja. Niejako apogeum tej pasji jest scena jazdy kanałem burzowym z sąsiadką i jej synkiem. Wówczas widać na twarzy bohatera uśmiech. Jest to uśmiech faceta, który na co dzień się nie uśmiecha. Uśmiech faceta, który ma w sobie jakąś mroczną tajemnicę, ogromny bagaż zła, od którego (zapewne żeby nie zwariować) odgradza się pancerną zaporą. Stąd właśnie cała ta fizjonomia cyborga. To jest jego tarcza przed otaczającym światem, który jest dosyć bezlitosny. Nasz bohater nauczył się grać według rządzących nim reguł, co wymagało od niego ogromnej samodyscypliny i wygaszenia w sobie niemal wszystkich zbędnych emocji. No ale właśnie przez te kilka minut jazdy jest zupełnie wolny. Wolny od całego bagażu, który na co dzień w sobie nosi. Nie myśli o niczym innym, tylko o radości tu i teraz. Po prostu magia.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u