FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Joel Coen i Ethan Coen
Autor Wiadomość
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-01-03, 19:26   Joel Coen i Ethan Coen

Joel Coen
Reżyser, scenarzysta, producent, montażysta
ur. 1954-11-29 w Minneapolis, Minnesota, USA

Ethan Coen
Reżyser, scenarzysta, producent, montażysta
ur. 1957-09-21 w Minneapolis, Minnesota, USA



Opis: (Autor: Iwona Król, 17 czerwca 2004, Stopklatka)

[i]Sprawa numer D13. Na ławie oskarżonych Joel i Ethan Coenowie. Znaki szczególne: bracia. Utalentowani bracia. Podejrzani o bycie jednym z najfajniejszych współczesnych duetów reżyserskich.


Sprawa D13 była jedną z najtrudniejszych w mojej karierze. Coenowie to twardy orzech do zgryzienia. Wywiadów udzielają wprawdzie chętnie, ale niechętnie mówią o sobie. Niejeden dziennikarz zaliczył przez nich bezsenną noc: rozmowa z Coenami to nie lada wyzwanie. Na dodatek nigdy nie można mieć pewności, czy nie stroją sobie z pytającego żartów. Zarzekają się na przykład, że nie czytali "Odysei" Homera, a zaczerpnięte z niej do filmu "Bracie, gdzie jesteś?" elementy - syreny, Cyklop i inne - pochodzą w rzeczywistości z komiksu o Ulissesie i filmu z Kirkiem Douglasem. Prawda czy fałsz?
Jacy są...
Pewne natomiast jest to, że są fanatycznymi wielbicielami kina. Wprawdzie nie mają specjalistycznego wykształcenia: Ethan studiował filozofię w Princeton, jedynie Joel - w ramach zajęć dodatkowych na Uniwersytecie Nowojorskim - uczęszczał na kurs filmowy, to spokojnie można uznać ich za znawców X Muzy. Szczególnie bliskie jest im czarne kino z pierwszej połowy ubiegłego stulecia. Jak wielkie jest to uczucie można się przekonać po obejrzeniu "Ścieżek strachu" ("Miller’s Crossing"), gdzie bardzo starannie odtworzyli klimat Ameryki lat 30. XX wieku, czasów prohibicji i gangsterskich porachunków. To dzięki ogromnej wiedzy filmowej z taką swobodą bawią się konwencjami i gatunkami, a ze znanych od dziesiątek lat schematów i elementów tworzą nowe, własne światy, doprawione absurdem, surrealizmem i sporą dawką specyficznego czarnego humoru (bodajże jednego z najczarniejszych w okolicach Hollywood).
Zgodni
Z zeznań świadków i skąpych wypowiedzi podejrzanych wiadomo, że Coenowie są raczej zgodnym rodzeństwem. Joel (rocznik 1954) i Ethan (rocznik 1957) wychowywali się w żydowskiej rodzinie należącej do klasy średniej. Ich dzieciństwo nie wyróżniało się niczym szczególnym na tle dzieciaków z sąsiedztwa. No, może poza tym, że jedną z ich ulubionych zabawek była kamera super-8. I tak razem dorastali aż do czasu studiów Joela. Ponieważ młodszy Ethan nie poszedł w ślady brata, rozłąka trwała dobrych kilka lat.
Po skończeniu nauki Joel pracował nad montażem przy wielu niskobudżetowych produkcjach, co umożliwił mu odbyty jeszcze w trakcie studiów kurs. Nie trzeba było jednak czekać długo, by bracia ponownie zjednoczyli siły. Wspomnienie zabaw z super-8 sprawiło, że zapragnęli nakręcić wspólnie prawdziwy, tzn. pełnometrażowy film. I z tego pragnienia narodziło się "Śmiertelnie proste" , czarna komedia sensacyjna, nakręcona za pieniądze uzyskane od drobnych przedsiębiorców z Minnesoty, dzięki której o Coenach zrobiło się głośno. Okrzyknięci nadzieją amerykańskiego kina, kolejnymi filmami jedynie potwierdzali słuszność tego stwierdzenia.
Samowystarczalni
Coenowie to samowystarczalny duet. Razem tworzą scenariusz, razem reżyserują. Choć na liście płac jako reżyser najczęściej figuruje Joel, a Ethanowi przypada tytuł producenta, to w rzeczywistości na planie nie obowiązuje żaden podział ról, głos jednego równy jest głosowi drugiego. Coenowie po prostu sami chcą robić swoje filmy, a w ten sposób pokazują jedynie, że nie potrzebują innego reżysera czy też producenta... ani montażysty (filmy montują razem, a podpisują się tak samo: Roderick Jaynes). Choć, jak zdradzili kiedyś bracia, to Joel więcej rozmawia i pracuje z aktorami, zaś Ethan bardziej dogląda strony produkcyjnej filmu. Ale to nie skutek jakiegoś założenia, po prostu tak jest - tłumaczą Coenowie.
Aktorzy bardzo sobie chwalą pracę z Coenami, wielu nie może też wyjść z podziwu, że bracia tak doskonale się ze sobą dogadują. Mówiąc o Coenach "ochów" i "achów" nie szczędził sam Paul Newman, który przecież z niejednym reżyserem miał do czynienia. Kto wie, może ta zgoda to efekt tego, że na planie dla braci najważniejsze jest zachowanie pełnej kontroli nad swoją wizją, dokładne odwzorowanie scenariusza - a przecież to oni - razem - są jego autorami. (Plotka głosi, że źle widziane jest opuszczenie przez aktora choćby jednego słowa z wypowiadanej kwestii). O pracy nad scenariuszem rąbka tajemnicy uchyliła w jednym z wywiadów Frances McDormand, żona Joela. Ponoć wygląda to tak, że jej mąż leży na kanapie, Ethan zaś chodzi w kółko po pokoju. Wszystko odbywa się w milczeniu i dopiero po około godzinie ciszę rozrywa westchnięcie któregoś z nich. I wtedy przystępują do pracy. Jako drobną ciekawostkę potraktujcie to, że tekst scenariusza na klawiaturze wklepuje Ethan (lepiej mu to wychodzi).
Najważniejszy jest scenariusz - słowa i struktura. Na dalszy plan schodzi strona wizualna filmu - z lekkim żalem mówił Barry Sonnenfeld, autor zdjęć do pierwszych trzech filmów braci ("Śmiertelnie proste", "Arizona Junior", "Ścieżki strachu"). Aż trudno w to uwierzyć, gdyż filmy Coenów, przynajmniej dla mnie, wizualnie są niezwykle interesujące (podobnie myślą członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej - nominacje za zdjęcia otrzymał swego czasu "Bracie, gdzie jesteś?").
Niezależni
Filmy Coenów powstają przeważnie poza wielkimi studiami. I tę niezależność obaj bardzo sobie chwalą. I nie ma im się co dziwić - nie muszą przecież tłumaczyć nikomu, że opowiadana w filmie historia ma wyglądać tak, a nie inaczej, nie muszą przed nikim bronić - szczerze przyznajmy, że często szalonych (chorych?) - pomysłów. Chwalą sobie też współpracę z waszyngtońską firmą Circle Film, która - począwszy od debiutanckiego "Śmiertelnie proste" - produkuje ich filmy. Coenowie po prostu jej przedstawicielom zanoszą gotowy scenariusz i wstępny szacunek budżetu. I po sprawie. Hm... układ idealny.
Nie ma dwóch takich samych filmów braci Coen. Niektórzy podejrzewali, że bracia mają obsesję na punkcie porwań - ten motyw pojawia się w kilku ich filmach ("Fargo" - mąż zleca uprowadzenie własnej żony, "Arizona Junior" - małżonkowie, nie mogący dorobić się własnego potomka, "pożyczają" sobie dziecko od miejscowej wielodzietnej rodziny), jak jednak sami przyznają: Tak po prostu wyszło.
O poszczególnych filmach Coenów można powiedzieć, że noszą specyficzne cechy regionów, w których toczy się ich akcja, jak i społeczności w nich występujących. Tak więc "Śmiertelnie proste" - opowieść o zdradzonym mężu, który zleca specowi od mokrej roboty pozbycie się żony wraz z jej kochankiem - jest bardzo teksański, "Big Lebowski" (o hippisie omyłkowo wziętym przez terrorystów z RFN za milionera) to oczywiście pełne absurdów Los Angeles, zaś "Bracie gdzie jesteś" - słoneczne Mississippi z czasów Wielkiego Kryzysu.
Polańskolubni
Co łączy braci Coen z Romanem Polańskim? "Barton Fink" . Nie, nasz rodak nie był specjalnym konsultantem na planie, choć... Inspiracją dla scen, w których Barton - nowojorski dramatopisarz, który przybywa do Los Angeles, by napisać scenariusz filmu o zapaśnikach, przeżywający twórczą zapaść - zostaje sam w hotelowym pokoju był film... Romana Polańskiego - "Lokator". Co śmieszniejsze, w tym roku, w którym "Barton Fink" brał udział w konkursie festiwalu w Cannes, na czele jury stał Roman Polański właśnie. Dodam tylko, że film Coenów został tam obsypany nagrodami w tym Złotą Palmą. W trakcie festiwalu Coenowie oczywiście poznali osobiście Polańskiego, co wspominają jako wyjątkowe przeżycie. Nie ukrywają uznania dla jego filmów i specyficznego dla reżysera poczucia humoru, który według braci przejawia się w każdym jego filmie, choć nie można nazwać ich przecież komediami.
Autobiograficzni
A jeżeli już o "Barton Fink" mowa. Losy tytułowego Bartona częściowo są losami samych Coenów, którzy też mieli w pewnym momencie problemy z kontynuowaniem tworzenia scenariusza (do "Ścieżek strachu"). Ponieważ nie chcieli całkowicie porzucać tego projektu, zrobili sobie małe wakacje i... w trzy tygodnie napisali scenariusz "Barton Fink".
W filmach Coenów nieustannie natykamy się na absurdalne sytuacje. Jednak i w prawdziwym życiu takowe mają miejsce. W trakcie realizacji filmu "Barton Fink" Coenowie dostali bowiem list od pewnej organizacji zajmującej się ochroną praw zwierząt - która jakimś cudem zdobyła kopie scenariusza - z zapytaniem, w jaki sposób bracia zamierzają traktować... komary pojawiające się w filmie. Bez komentarza.
Kultowi
Za jeden z najmniej udanych filmów braci Coen uważany jest "Hudsucker Proxy", jednocześnie jeden z ich najkosztowniejszych filmów (budżet 25 milionów dolarów, zyski - 3 miliony). Ale tę drobną wpadkę doskonale zrekompensował (także finansowo) już następny film - dla wielu "ten najlepszy" - "Fargo" .
Czarna komedia - jedni twierdzą, że oparta na autentycznych wydarzeniach, inni - że nie (na początku filmu pojawia się zapowiedź Coenów, ale to ponoć jeden z ich żartów). Rola Marge Gunderson - ciężarnej policjantki - została napisana dla Frances McDormand (przypominam: żony Joela). Gdyby nie zgodziła się wystąpić w filmie to podobno nigdy by on nie powstał. Na szczęście życie nie w planach miało taki scenariusz, a rola Frances spotkała się z uznaniem członków Amerykańskiej Akademii Filmowej (tak jak scenariusz; a film otrzymał też nominację do Oscara w kategoriach: Zdjęcia, Montaż, Reżyseria, Aktor drugoplanowy oraz Najlepszy film). Akcja rozgrywa się w bliskiej Coenom Minessocie - to przecież tam dorastali.
Innym filmem braci, uważanym za kultowy jest "Big Lebowski". Postać Dude - podstarzałego hippisa (w tej roli znakomity Jeff Bridges) - jest wzorowana na pewnym członku amatorskiej ligi softballu. Jednak dla lepszego efektu wizualnego rywalizacji uprawianą przez niego grę Coenowie zamienili w filmie na kręgle (co dodatkowo umożliwiało postaci picie i palenie w trakcie rozgrywki). Film jest rekomendowany nawet przez... Norweskie Stowarzyszenie Kręglarzy. I znowu ciekawostka. Ktoś policzył, że w "Big Lebowski" obraźliwe słowo "fuck" wymawiane jest... 241 razy (średnio raz na 2 i pół minuty).
Szukający
Coenowie to twórcy poszukujący i... odważni. Udowodnili to biorąc na warsztat jeden z najbardziej oklepanych gatunków filmowych - komedię romantyczną. I z walki tej wyszli zwycięsko. Bo choć podnieśli sobie poprzeczkę, zatrudniając do "Okrucieństwa nie do przyjęcia" hollywoodzkie gwiazdy
(Catherina Zeta-Jonez i George Clooney) to zamiast słodkiej, naiwnej komedyjki z happy endem otrzymali błyskotliwą satyrę na społeczeństwo XXI wieku. Poszukiwania trwały dalej i doprowadziły braci do pewnej starszej pani, która musi zniknąć. Remake filmu "Jak zabić starszą panią?" z roku 1955, a więc "Ladykillers, czyli zabójczy kwintet" 18 czerwca wchodzi na nasze ekrany.
Turturrolubni
W filmach Coenów często pojawiają się ci sami aktorzy, często o obecnie bardzo znanym nazwisku. Pisze obecnie, gdyż Nicholas Cage i Holly Hunter występując w "Arizona Junior" nie byli jeszcze uznawani za gwiazdy, podobnie rzecz miała się z Johnem Goodmanem, Johnem Turturro, czy też Frances McDormand. I ci aktorzy pokazali się w filmach Coenów z jak najwspanialszej strony, tworząc być może jedne z najlepszych ról w swojej karierze. Niezapomniane kreacje u Coenów stworzył też Steve Buscemi. Coenowie przyznają zaś, że mają szczególną słabość do Johna Turturro John Turturro (53 lata), a to z tego względu, że wygląda on jak żywcem wyjęty z ich ulubionej epoki w historii kina, a więc z początków zeszłego stulecia. Coenowie posiadają też niezwykłe zdolności do odkrywania w aktorach takich cech, o jakie najmniej ich podejrzewamy. Tak było chociażby w przypadku George’a Clooney’a, który w "Bracie, gdzie jesteś?" ujawnił drzemiący w nim ogromny potencjał komediowy (wspomnienie smarowania przez jego Everetta Ulyssesa McGilla włosów pomadą i tanecznych popisów w trakcie muzycznego występu jeszcze długo po filmie doprowadza do łez).
Swoją drogą ciekawe, co Coenowie odkryliby w Bradzie Pittcie?. Cóż, tego być może nigdy się nie dowiemy, gdyż niestety ze względu na brak odpowiednich funduszy upadł, najprawdopodobniej ostatecznie, projekt "In the White Sea", w którym aktor miał wystąpić.
Przez krytykę Coenowie nie są uważani za artystów (choć ich filmy nagradzano na wielu festiwalach, m.in. w Cannes), ich filmy nie odnoszą komercyjnych sukcesów, nie okupują też czołowych miejsc filmowych list przebojów. A mimo to przez wielu uważani są za postaci kultowe w filmowym świecie.
Skazani
I mimo tego, że Joel raz zapytany o to, "jak widzi siebie za 20 lat" odpowiedział w jednym z wywiadów: część mnie chciałaby bym nadal kręcił wtedy filmy, a druga abym tego nie robił to i tak skazuję braci Coen na dożywotnie kręcenie filmów. Jedni będą się cieszyć, inni płakać. Trudno. [/i]

Filmografia:

* Śmiertelnie proste (aka Prosta sprawa) (Blood Simple., 1984)
* Arizona Junior (Raising Arizona, 1987)
* Ścieżka strachu (Miller's Crossing, 1990)
* Barton Fink (1991)
* Hudsucker Proxy (The Hudsucker Proxy, 1994)
* Fargo (1996)
* Big Lebowski (The Big Lebowski, 1998)
* Bracie, gdzie jesteś? (O Brother, Where Art Thou?, 2000)
* Człowiek, którego nie było (The Man Who Wasn't There, 2001)
* Okrucieństwo nie do przyjęcia (Intolerable Cruelty, 2003)
* Ladykillers, czyli zabójczy kwintet (The Ladykillers, 2004)
* nowela Tuileries w filmie Zakochany Paryż (Paris, je t'aime, 2006)
* Każdy ma swoje kino (Chacun son cinéma, 2007)
* To nie jest kraj dla starych ludzi (No Country for Old Men, 2007)
* Tajne przez poufne (Burn After Reading, 2008)
* Poważny człowiek (A Serious Man, 2009)
* Prawdziwe męstwo (True Grit, 2010)



Opinia autora tematu:

Duet absolutnie wyjątkowy i unikatowy nie tylko we współczesnym kinie. Myślę, że dość ciężki orzech do zgryzienia dla krytyki filmowej, bo choć nie kręcą kina superambitnego i często zapuszczają się w rejony kina komercyjnego, to ich filmom nie można odmówić walorów kina artystycznego i jest to w zasadzie kino jak najbardziej autorskie, w tym sensie, że czuć obecność braci stojących za każdym elementem obecnym w ich filmach. Kino Coenów można rozpoznać od razu: zawsze wyjątkowy, rozpoznawalny styl, odrębność tematyczna, zawsze rzecz zrobiona z niezwykłym wyczuciem kina, specyficzny humor, skłonność do groteski, granie konwencją, dbałość o detale, muzyczne i wizualne dopieszczenie obrazu, kapitalna obsada, a w dodatku świetnie poprowadzona. Od czasu wielkiego, oscarowego sukcesu "No country for old men" są bardzo na topie i chyba dzięki temu udało im się uzyskać pieniądze na siedem (!) kolejnych projektów filmowych, co dowodzi tylko tego, jak bardzo są kreatywni i ile jeszcze mają pomysłów w zanadrzu. Wcześniej byli trochę na uboczu, ale dzięki odpowiednim układom z wytwórnią filmową udało im się uzyskać artystyczną niezależność i realizować konsekwentnie przez lata to, co sobie zamierzyli. Osobiście lubię ich odkąd pamiętam i nie narzekam na żaden film, jaki nakręcili. Nawet, gdy biorą się za rzecz stricte rozrywkową trzymają odpowiednio wysoki poziom. Ciężko byłoby mi wskazać ich ten najlepszy film, bo każdy ma w sobie coś fajnego, ale gdybym musiał, to chyba "Fargo". Uwielbiam też "Big Lebowskiego". Strasznie utalentowani twórcy.
Jak myślicie? Znacie? Lubicie, nie lubicie?
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-01-03, 23:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1984
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-01-09, 11:25   

Cytat:
Jak myślicie? Znacie? Lubicie, nie lubicie


Myślę o nich dobrze, czasem bardzo dobrze.
Znam, wiele filmów, niektóre lubię, podobają mi się bardzo, inne mniej, żadnego nie uwielbiam.
Lubię ich - są oryginalni, rozpoznawalni (nie mam na myśli oczywiście ich wyglądu), inteligentni, zabawni, a jednocześnie gdzieś tam poważni, itd.

Tak to jest, że wiele filmów, tuż po ich zobaczeniu cieszyło się moim zachwytem, który jednak nie przetrwał próby czasu (np. "Big Lebowsky", "To nie jest kraj..."). Nie mam ochoty za bardzo ochoty do nich wracać (wyjątkiem jest "Fargo" i "Gdzie jesteś bracie"), żałuję, bo z pewnością jest do czego i było by co smakować, ale ciągle bierze górę chęć poznawania czegoś nowego, ot chocby kina duńskiego, albo irańskiego. :)

EDIT: Bardzo fajna opowieść o braciach, przytoczona ze Stopklatki. :)
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-01-09, 14:32   

Ja z kolei uwielbiam właśnie i często wracam do ich filmów, nawet kosztem pewnych braków w kinie duńskim i irańskim ;) . Każdy mam obejrzany przynajmniej ze dwa razy, ale najczęściej wracam chyba do "Big Lebowskiego" (poprawia mi humor) - sam już nie wiem ile razy widziałem. :)

DA napisał/a:
Bardzo fajna opowieść o braciach, przytoczona ze Stopklatki. :)


Też bardzo lubię i dlatego dałem. Mam nadzieję, że Pani autor się nie obrazi. :)
 
 
 
K4DUK 
bywalec



Dołączył: 07 Sty 2011
Posty: 55
Skąd: Polska
Wysłany: 2011-01-09, 19:01   

Widziałem nie jeden ich film, ale Bracie, gdzie jesteś pozostanie mi w głowie chyba do końca życia :) . To nie jest kraj dla starych też dobry! Polecam duecik. :faja:
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2011-06-26, 16:58   

Coenów zaliczam do moich ulubionych współczesnych - i nie tylko - twórców. Widziałem zdecydowaną większość ich filmów, spośród których wiele to obrazy moim zdaniem wybitne. Najwyżej oceniam Barton Fink, Poważny człowiek i To nie jest kraj dla starych ludzi, ale reszta wiele mi nie ustępuje. Zaznaczam przy tym, że zdecydowanie wolę ich poważniejsze obrazy od lekkich, postmodernistycznych komedyjek. Chociaż wszystkie ich dzieła łączy podobny, charakterystyczny styl.
 
 
nrem 
świeżak



Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 22
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-01, 00:55   

Dla mnie bracia Coen pozostają twórcami totalnie pustych, wyzbytych jakiegokolwiek intelektualnego miąższu filmów. Mimo to, czczę ich, bo za każdym razem jak oglądam któryś z ich filmów widzę braci siedzących nad scenariuszem i zaśmiewających się do łez z głupot które powymyślali. Sam trochę pisałem i wiem, że w wielu momentach tej pracy przychodzą
rozmaite głupawki i człowiek miałby olbrzymią ochotę je umieścić w opowiadaniu czy scenariuszu, ale nie ma na to odwagi. Oni tę odwagę mają. Z kolei na poziomie czystej reżyserii, nie ma już taryfy ulgowej - wszystko jest zrealizowane na wysokim poziomie.
Osobiście najbardziej lubię ich debiut ("Śmiertelnie proste"), "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "Poważnego człowieka" w którym z wielu scen można by zrobić koany dla adeptów zen :)
 
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-08-01, 01:04   



8 year olds Dude! :zalamka
  
 
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-08-01, 01:12   

nrem napisał/a:
Dla mnie bracia Coen pozostają twórcami totalnie pustych, wyzbytych jakiegokolwiek intelektualnego miąższu filmów.


A jak odbierasz jeden z ich najbardziej zabawowych filmów, "Big Lebowskiego" nrem? Nie wydaje Ci się, że to jest całkiem trafny i wcale niepozbawiony intelektualnego miąższu, a już na pewno nie mistrzowskiego kunsztu scenariuszowego i wybornego dowcipu, opis amerykańskiej rzeczywistości? Fajnie, że piszesz i jeśli potrafiłbyś sklecić taki scenariusz, to jesteś po prostu...po prostu... wiesz co mówisz. Gratuluję.

Nie wspominam już nawet o takim "Fargo", bo jak temu odmawiasz intelektualnego miąższu, przesłania, to ja już nie wiem...
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2011-08-01, 01:22   

nie no, ja tu muszę stanowczo zaoponować. Sprzeciwiam się twierdzeniu, że Coenowie robią głupie puste filmy o niczym. Moim zdaniem jest dokładnie przeciwnie, nawet te głupawe komedyjki niosą jakiś przekaz, a te poważniejsze obrazy to już w ogóle takie mądre kino. Dużo symboliki etc.
 
 
nrem 
świeżak



Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 22
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-01, 03:06   

Cytat:
A jak odbierasz jeden z ich najbardziej zabawowych filmów, "Big Lebowskiego" nrem?


Bardzo pozytywnie, chociaż dla mnie jest on przede wszystkim zabawą w nihilizm. Muszę od razu sprecyzować, że mnie właśnie ta coenowska pustka strasznie fascynuje, choć pojęcia którymi się posłużyłem do opisu ich twórczości mogą się źle kojarzyć. Co do funkcji ilustracyjnej amerykańskiego społeczeństwa w "Big Lebowski", to można oczywiście się spierać. Jak jakoś tej warstwy specjalnie w nim nie dostrzegłem, ale nie uważam także, że Twoja opinia na ten temat jest niewłaściwa.

Jeśli chodzi o Fargo, to intelektualna jest w nim przede wszystkim zabawa formą filmową. Treść (jak dla mnie) jest dodatkiem, pretekstem do tej zabawy.

Cytat:
Fajnie, że piszesz i jeśli potrafiłbyś sklecić taki scenariusz, to jesteś po prostu...po prostu... wiesz co mówisz. Gratuluję.


TAKIEGO na pewno nie. To ich styl, strasznie mi on odpowiada, ale chyba robię rzeczy
z trochę innej bajki.

Cytat:
nie no, ja tu muszę stanowczo zaoponować. Sprzeciwiam się twierdzeniu, że Coenowie robią głupie puste filmy o niczym. Moim zdaniem jest dokładnie przeciwnie, nawet te głupawe komedyjki niosą jakiś przekaz, a te poważniejsze obrazy to już w ogóle takie mądre kino. Dużo symboliki etc.


Nie napisałem, że te filmy są głupie i o niczym. Po prostu lubię je za to jak są skonstruowane, a nie o czym są. Co do przekazu - nie jestem specjalnym zwolennikiem takich rodzajów przekazu jak np. przesłanie, moralizowanie etc. Te filmy
są od tego wolne. Są grą z widzem, celowym zawodzeniem jego oczekiwań, pozastawianiem go w stanie nienasycenia, braku "katharsis". Chyba, że właśnie to uznać za przekaz. Najlepiej widoczne jest to w "Poważnym człowieku":

Spoiler:
Poszukujący sensu bohater szuka drogi do spotkania z żydowskim alfą i omegą, rabinem Marshakiem. W końcu spotyka się z nim jego syn. Widz oczekuje mądrości, spełnienia, "absolutu", który popłynie z jego ust, a otrzymuje tekst piosenki
Jefferson Airplaine :) Może przekaz jest właśnie taki, że nie ma żadnych absolutnych sądów, recept czy instrukcji nt. tego jak działa rzeczywistość i nawet najwięksi mędrcy
muszą zawieść w tym względzie nasze oczekiwania. Może przekaz jest taki, że nasz
pociąg do rozszyfrowania podstawowych filozoficznych zagadek, nigdy nie znajdzie
ukojenia. Ja osobiście tak właśnie to interpretuję i bardzo taki punkt widzenia ze mną rezonuje


Pozdrawiam
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2011-08-01, 09:47   

nrem napisał/a:
Są grą z widzem, celowym zawodzeniem jego oczekiwań, pozastawianiem go w stanie nienasycenia, braku "katharsis". Chyba, że właśnie to uznać za przekaz

To też miałem właśnie na myśli.
 
 
nrem 
świeżak



Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 22
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-01, 13:27   

W takim razie zgadzam się w pełni.
 
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-08-01, 22:27   

nrem napisał/a:
chociaż dla mnie jest on przede wszystkim zabawą w nihilizm.


Co to jest "zabawa w nihilizm"?! :hahaha:

nrem napisał/a:
Co do funkcji ilustracyjnej amerykańskiego społeczeństwa w "Big Lebowski", to można oczywiście się spierać.


Liberalnej społeczności LA i jej wszelkich mniej lub bardziej kretyńskich wynaturzeń. Nie można się spierać. Oto dowód - słowa narratora z początku filmu:

Na Dalekim Zachodzie żył pewien gość, o którym chcę wam opowiedzieć. Nazywał się Jeff Lebowski. Nazwisko to dostał od kochających rodziców. Ale go nie używał. Ten Lebowski nazywał siebie Koleś. Tam, gdzie mieszkam, nikt sam siebie nie nazwałby Koleś. Ale... Koleś robił różne niezrozumiałe rzeczy. Nie rozumiałem też miasta, w którym mieszkał. Ale może dlatego wydawało mi się interesujące. Los Angeles nazywają Miastem Aniołów. Nie podzielam tego zdania, ale przyznam, że mieszka tam kilku fajnych gości. Nie mogę się pochwalić, że widziałem Londyn. I nigdy nie byłem we Francji. Nigdy nie widziałem królowej w negliżu. Ale coś wam powiem. Los Angeles... i ta historia, którą zaraz wam opowiem... są bardziej zdumiewające niż wszystko, co dotychczas widzieliście lub słyszeliście. Mogę więc umrzeć z uśmiechem na twarzy. Bez poczucia, że dobry Bóg mnie wykiwał. Ta historia działa się na początku lat 90-tych. Jak nasz konflikt z Sadamem i Irakiem. Mówię o tym tylko dlatego, że czasem pojawia się człowiek, nie powiem bohater, bo kim jest bohater? Otóż czasem pojawia się człowiek... I mówię teraz o Kolesiu. Czasem pojawia się ktoś, kto przynależy do swoich czasów i swojego miejsca. Dokładnie tam pasuje. Tak jak Koleś - do Los Angeles.


A poza tym jest to tak genialnie wykręcona konwencja noir, że ja wymiekam. A poza tym jeszcze jedna z najlepszych komedii, jakie w życiu widziałem, szalenie przemyślana w warstwie dialogowej, ze znakomitymi rolami.

nrem napisał/a:
Jeśli chodzi o Fargo, to intelektualna jest w nim przede wszystkim zabawa formą filmową. Treść (jak dla mnie) jest dodatkiem, pretekstem do tej zabawy.


Na czym Twoim zdaniem polega ta zabawa?

Czyli, jak rozumiem, "Śmiertelnie proste" miało treść, której "Fargo" brakuje?

nrem napisał/a:
strasznie mi on odpowiada


Czy przypadkiem nie napisałeś wcześniej, że nie odpowiada?

nrem napisał/a:
Te filmy
są od tego wolne.


Nie są. "Fargo" jest tego najlepszym przykładem.
 
 
 
nrem 
świeżak



Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 22
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-02, 02:27   

W ogóle się nie zrozumieliśmy. Lubię wszystkie (niektóre bardziej, niektóre mniej) filmy Coenów i tyle w temacie. Nie będę więc tych filmów atakował wbrew sobie! Nie było żadnych zarzutów w tym co pisałem. Na tej samej zasadzie: jeżeli napiszę, że Paul Klee malował jak dziecko (co jest prawdą w przypadku dużej części jego twórczości), nie oznacza to że jego nie lubię. Nihilizm i pustka intelektualna (kwestię przesłania już rozstrzygnęliśmy) nie są dla mnie żadnymi wadami filmów braci, wręcz przeciwnie - to jest ich styl. Sztuka może być przeintelektualizowana aż do nadętości i można się przy kontakcie z nią porzygać, albo kokieteryjnie antyintelektualna. Dla mnie Coenowie prezentują drugą opcję.

Bohaterowie Coenów są wycinankami z Hollywoodu. Psychopatyczni mordercy, pisarze bez weny, luźni ziomale, policjanci - rasiści, nieskazitelni stróżowie prawa, mędrcy etc. Nie ma w nich jakiejś głębi psychologicznej, tu się chyba zgodzimy. Są oni rzucani w przedziwny wir wydarzeń, który jest naigrywaniem się z Hollywoodu, celowym łamaniem schematów, ale nie ma nic pod spodem. Nie ma żadnego studium psychologicznego, diagnoz społecznych etc. Taką antyintelektualność i nihilizm miałem na myśli. Te filmy są jak prześmiewcze wycinanki i za to właśnie je lubię.

Co do Lebowskiego, to, tak jak pisałem, nie upieram się przy swoim zdaniu. Film oglądałem parę lat temu i mogłem zapomnieć o wątkach, które opisujesz.

W przypadku Fargo - podam przykład. Policjantka spotyka się z dawnym znajomym (chyba Japończykiem o ile pamiętam). Pojawia się wątek dawnego zakochania. W każdym podręczniku scenopisarstwa tkwi jak wół, że takie wątki trzeba pociągnąć, muszą mieć wpływ na rozwój akcji, zostać jakoś rozwiązane, albo przynajmniej powtórzone. Widz oczekuje tego, a dostaje figę z makiem. Dla mnie jest to celowy zabieg złamania schematu, a więc ni mniej ni więcej - zabawa formą.
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2011-08-02, 09:48   

W sumie takie NCFOM czy True Grit, w których sporo jest różnych nawiązań, symboliki i poważnych przemyśleń, a które osobiście bardzo lubię, to filmy zrobione na podstawie książek... No ale już Poważny człowiek to jak dla mnie całkiem mądry obraz, traktujący głównie o tym, że judaizm nie zaspokaja potrzeb duchowych swoich wyznawców. Ponoć Żydzi się bardzo wkurwili na ten film - nic dziwnego. Nawet takie głupkowate filmy jak Tajne/poufne można próbować odczytywać jako satyrę na współczesne społeczeństwo amerykańskie. Z kolei Burton Fink chyba nie zrozumiałem :lol: generalnie zgodzę się, że jest to inteligentna gra z widzem, jak wiadomo "nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go!"; nie zgodzę się tylko z twierdzeniem, że nie ma tam żadnej głębi, "nie ma niczego".
 
 
ruda 
świeżak



Dołączyła: 26 Lip 2011
Posty: 2
Skąd: Tarnowskie Góry
Wysłany: 2011-08-02, 13:45   

Bardzo lubię, ale nie przypadł mi do gustu film "To nie jest kraj dla starych ludzi", poza tym reszta super :D
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-08-03, 14:41   

nrem napisał/a:
Sztuka może być przeintelektualizowana aż do nadętości i można się przy kontakcie z nią porzygać, albo kokieteryjnie antyintelektualna. Dla mnie Coenowie prezentują drugą opcję.


Z tym się trochę zgodzę. :) Coenowie dostarczają rozrywki. Nie są nadęci i nudni.
Ale zarzuty o nihilizm, pustkę intelektualną są zbyt mocno postawione. W ogóle średnio rozumiem co znaczą te sformułowania w kontekście twórczości Coenów . :hmm:

nrem napisał/a:
Bohaterowie Coenów są wycinankami z Hollywoodu. Psychopatyczni mordercy, pisarze bez weny, luźni ziomale, policjanci - rasiści, nieskazitelni stróżowie prawa, mędrcy etc. Nie ma w nich jakiejś głębi psychologicznej, tu się chyba zgodzimy. Są oni rzucani w przedziwny wir wydarzeń, który jest naigrywaniem się z Hollywoodu, celowym łamaniem schematów, ale nie ma nic pod spodem. Nie ma żadnego studium psychologicznego, diagnoz społecznych etc.


Może i są "wycinkami z Hollywoodu". Nie jest tajemnicą, że Coenowie kręcą kino gatunkowe, ale robią to na swój sposób, co oznacza, nie mniej nie więcej, że trzeba zachować czujność (jak to ktoś ładnie na forum określił - "kontrrewolucyjną"). Nie zawsze ("Ladykillers", "Okrucieństwo nie do przyjęcia", "Prawdziwe męstwo", "Bracie, gdzie jesteś?"..), ale zazwyczaj jest tak, że pod powierzchnią humoru, groteski i zabawy konwencją kryją się niegłupie treści, czasem nawet bardzo głębokie. Przykłady:

- "Barton Fink" - jak najbardziej studium psychologiczne głównej postaci, satyra na Hollywood, a więc również diagnoza społeczna pewnych środowisk;
- "Fargo" - fantastycznie pokręcony i groteskowy film noir, który jednak, gdy się głębiej zastanowić niesie przekaz zupełnie nietypowy dla klasycznego noir - bowiem właściwym tematem "Fargo" jest dystans dzielący jednego człowieka od drugiego, brak porozumienia - to stąd bierze się całe zło (podobnie jak w "Śmiertelnie proste", "Fargo" jest znacząco ulepszonym debiutem Coenów jak dla mnie). A więc diagnoza społeczna, a nawet więcej - zobrazowanie pewnej sytuacji egzystencjalnej i jej skutków;
- "Poważny człowiek" - portret człowieka religijnego, ale nie tylko "żydowski", tylko dotyczący całkiem uniwersalnej ludzkiej skłonności poszukiwania sensu i nauki w w tym, co się wydarza, a z tego, co się wydarza koniec końców żadna nauka nie płynie ;) . Obrazek trochę filozoficzny, taka trochę bardziej obyczajowa strona "NCFOM";
- "NCFOM" - nie rozumiem :hahaha:
- "Tajne przez poufne" - tutaj współczesne obsesje zostały odbite w wyjątkowo krzywym zwierciadle, a więc diagnoza społeczna, jak najbardziej;
- "Big Lebowski" - również krzywe zwierciadło; bardzo zabawny, ale też bardzo niegłupi obraz nowoczesnego stylu życia, ktory wyrósł na żyznej glebie liberalnej demokracji, nie, nie chodzi o Kolesia, choć też, bardziej o osoby i przypadki, jakie napotyka na swej drodze podczas "śledztwa"; kapitalne i nieprawdopodobne przekręcenie konwencji noir, jedna z moich ulubionych komedii, jeśli nie ulubiona;
- "Hudsucker Proxy" - katharsis jak u Capry ;) , rzecz trochę wtórna, ale moim zdaniem całkiem zabawna;
- "Człowiek, którego nie było" - nie bardzo pamiętam, ale tu zdaje się metaforycznie i całkiem sensownie mówiono o tym, jak pieniążki rządzą światem i ludzkim postępowaniem;
- "Arizona Junior" - spotykają się kobieta i mężczyzna, ona kradnie innym dzieci, jego goni Pustynny Jeździec Apokalipsy, film ogólnie strasznie głupi i slapstickowy ;) :hahaha: ;
- "Ścieżka strachu" - nie pamietam.

To tak pokrótce.
Aby dojść do sedna sprawy, przez Coenów się niestety trzeba przegryzać, przez niby-szablonowe postaci, tę całą groteskę, zabawę formą, nagromadzenie dwuznaczności i postmodernistyczną sałatę. Dlatego nie zgodzę się z twierdzeniem, jakoby ich twórczość była programowo antyintelektualna. Albo pusta. To prawda, że często pierwszą reakcją na ich kino jest śmiech...
 
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2012-01-25, 18:32   

Nie widziałam "Big Lebowskiego" :( . Ale jeśli jest 'bardziej', to na pewno nie są to moje ostatnie słowa w tonie, którym posłużyłam się powyżej :)
Tym razem pisałam o filmie, który spełnił moje oczekiwania i niczego więcej od niego nie potrzebowałam - trafiłam nim w dobry moment, chcę zachować w sobie to pozytywne wrażenie, dlatego z niczym go nie zestawiam - bo zawsze może być lepiej albo gorzej, nie?
A 'Fargo' to zupełnie inny klimat :hmm:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-01-25, 18:38   

No ja rozumiem, bo to jest dobre kino.
Wypowiadam się jako osoba, która wszystkie filmy braci oglądała po parę razy i która lekko zawiodła się. :)

A do "Fargo" zależy jak podejść. Można na śmieszno i można na straszno, bo to śmieszno-straszny film. ;)
 
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2012-01-25, 18:41   

jazu napisał/a:
A do "Fargo" zależy jak podejść.


Fakt!
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-01-25, 21:56   

kulka napisał/a:
Fakt!


Tzn. trzeba mieć lekko pojebane poczucie humoru i być okrutnikiem żeby się śmiać na "Fargo". :hahaha: Generalnie, mocno czarny humor to. Ale właśnie "Fargo", "TPP" mają tę coenowską cechę, że jeśli śmiejemy się, to możemy być pewni, że za chwilę poczujemy dysonans. "BL" nie jest aż tak zjadliwy, ale jak mi ktoś powie, że jest to film bez cienia złośliwości podchodzący do kwestii (po)nowoczesnej liberalnej obyczajowości, to nie uwierzę. "Poważny człowiek" też nie jest filmem łatwoprzyswajalnym. Itd. Mógłbym dalej rzucać tytułami i uzasadniać czemu film, którego dotyczy ten temat zawiódł mnie, bo mnie jako fanowi braci, w nim czegoś zabrakło. W "Prawdziwym męstwie", choć jest kilka momentów humorystycznych, zupełnie brakuje mi ostrza, którym bracia w innych przypadkach siekają filmową i pozafilmową rzeczywistość. W pozafilmową nie wchodzą nawet na moment, niestety. :|

A ostatecznie i naprawdę, udało mi się przedrzeć przez warstwy "Fargo" i chodzi w nim o to. Jednym słowem - jest filmem smutnym ukazującym niezbyt napawającą optymizmem sytuację egzystencjalną. ;P
 
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2012-01-25, 22:20   

Pewnie masz 100% racji w tym, co napisałeś w swoim uzasadnieniu - nie wejdę z Tobą w polemikę, bo za mało wiem w temacie - ale wiem też, że czasem człowiek potrzebuje przez chwilę nie widzieć pojawiających się wszędzie znaków zapytania i zwyczajnie odpocząć - oddać się relaksowi, przestać szukać i dociekać - na moment wyłączyć szperacza we własnej głowie i zadowolić się tym, co widzi - ja w ten sposób obejrzałam "Prawdziwe męstwo" - nie komplikując sobie niczego w odbiorze.
Zazwyczaj zazdroszczę ludziom, którzy umieją widzieć prosto i czerpać radość z prostych rzeczy - najedli się - jest super! Kupili nowy ciuch - jeszcze lepiej! Zmęczyli się i mogą odpocząć - świetnie! Upili się opowiadając sobie proste dowcipy - rewelacja! Mam wrażenie, ze sama sobie za bardzo komplikuję życie - i jak już mi się w końcu zwyczajnie zadowolić tym, co obejrzałam, Ty mnie wyorbitowałeś w kolejne poszukiwania ;) Sprowokowałeś do odświeżenia 'Fargo" i zadałeś kolejną lekcję:) Oj jazu, jazu.... :)
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-01-25, 22:29   

Ja też się lubię pocieszyć zwyczajnie tak, chłonąć obraz filmowy tak po prostu. Albo pić wódkę. ;)

Ale jeśli się czeka rok na nowy obrazek swoich ulubieńców - wymogi rosną.
 
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2012-01-25, 22:36   

jazu napisał/a:
Ale jeśli się czeka rok na nowy obrazek swoich ulubieńców - wymogi rosną.


No ba! :hmm:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-01-25, 22:44   

Czy tam "oczekiwania" ;)

W każdym razie. Mnie się zdaje, że z pewnych względów niepotrzebnie (a z innych zaś potrzebnie ;) ) weszli w spółkę ze Spielbergiem.

Kurwa! Właśnie zauważyłem, że zawiesili swój projekt "The Yiddish Policemen's Union". Nie wiem już o co chodzi. :(
 
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u