FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Największy żyjący reżyser
Autor Wiadomość
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2014-12-26, 00:40   Największy żyjący reżyser

Jak w tytule. Kogo uważacie za giganta reżyserii filmowej? Nie musi to być ulubiony twórca, chodzi o takiego, któego cenicie i jednocześnie widzicie, że robi swoją robotę już bardzo długo i filmy z jego początków są dla was równie dobre, jak ostatnie. Poza tym, widzicie, jak się rozwijał i jak wpływał na współczesną mu kinematografię. Ja mam co najmniej trzy typy:

Martin Scorsese: każdy jego film jestem w stanie oglądać tak po prostu, bez przygotowania. Nie robi wrażenia wielkiego reżysera, ale nim jest. Nie robi stylistycznych popisówek, po obejrzeniu wszyscy sobie uświadamiają, że takimi były. Nie robi "trudnych" filmów, ale zwykle wokół nich jest sporo rozkmin. Ma swoje lata, nie zamierza skończyć i moim zdaniem robi filmy na bardzo równym poziomie. Dla mnie jest gigantem i lepiej by tej kandydatury nie kwestionować :)

Roman Polański - Akurat nie lubię wszystkich jego filmów. Właściwie to wiele mam wciąż do nadrobienia. Jego ulubiony temat - jednostka w obliczu sił zdecydowanie ją przerastających - to coś, z czym niestety każdy ma do czynienia, choć to normalne, że nie będziemy się do tego przyznawali. Chodzi mi jednak o faceta, który zrobił i Chinatown i Autora Widmo. I wiele innych, doskonałych filmów, a poza tym dajmy tu kogoś w miarę z Polski. Jego dorobek sam się broni.

David Fincher
- poza Benjaminem Buttonem, (który przecież był doskonale zrobiony) wszystkie inne jego filmy wpadają mi w moją wizję kina. Lubię chłód, lubię mizantropię no i lubię też doskonałe zdjęcia i muzykę. Robiąc w Holywood Ficher nie bierze się za byle co (nauczył się przy Obcym 3), więc każdy jego nowy projekt, czym by nie był, przyprawia mnie o dreszcze. Mam do niego zaufanie, każdy jego film biorę w ciemno.
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 31
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 381
Skąd: ...
Wysłany: 2014-12-26, 08:48   

Martin Scorsese, potem długo długo nic, bracia Coen, Michael Mann, Clint Eastwood, F.F. Coppola, Quentin Tarantino
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4328
Skąd: ,,
Wysłany: 2014-12-26, 19:26   

Będę podła i popsuję wam temat - ale skoro można wymieniać bynajmniej nie ulubionych... Cameron - za wkład w rozwój X muzy od strony czysto technicznej. To czy ten rozwój idzie w dobrą stronę to już inna sprawa.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2014-12-26, 19:53   

A ja kurde nie wiem. No myślę i nie wiem. Właściwie każdy reżyser którego lubię spieprzyłjakiś film, zwłaszcza ostatnimi czasy robi się to nagminne. Dziwi mnie za to trochę ta atencja do Scorsese - Wilk był fajny, ale tak poza tym to prawie wszystko jego z ostatnich lat to wymęczone buły robione pod Oscary.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2014-12-26, 22:54   

Nuz napisał/a:
Cameron - za wkład w rozwój X muzy od strony czysto technicznej. To czy ten rozwój idzie w dobrą stronę to już inna sprawa.


Właśnie się zastanawiałem, czemu go nie wymieniłem - może przez Titanica i po części Avatara. Technicznie i scenariuszowo to bardzo porządne filmy, ale jednak nie moja para kaloszy.

Jarod napisał/a:
Dziwi mnie za to trochę ta atencja do Scorsese - Wilk był fajny, ale tak poza tym to prawie wszystko jego z ostatnich lat to wymęczone buły robione pod Oscary.


Masz może na myśli The Departed? Dla mnie proste - film wykorzystujący kawałek Dropkick Murphies nie może być zły :) Jeszcze jedna rzecz odnośnie Scorsese - muzyka u niego jest doskonała, kto by się spodziewał, że taki dinozaur będzie na czasie jeśli chodzi o dobre, współczesne numery.

Przydałaby sie tu jakaś kobieta, ale nie wiem, czy do mojego topu największych reżyserów łapie się Kathryn Bigelow. Do ulubionych, tak, ale szczerze mówiąc nagrabiła sobie u mnie Zero Dark Thirty. Chwaliłem swego czasu ale nie mogę udawać, że jest z nim wszystko w porządku przez ten motyw z torturami. Propsowanie takiego motywu może świadczyć albo o gigantycznych jajach, w sensie "chrzanię, co mówią liberalne łosie" albo o byciu niezbyt zorientowaną. Mam nadzieję, że chodziło jednak o to pierwsze, ale obie opcje są dla mnie nie do zaakceptowania.

Myślę jeszcze nad Michaelem Mannem. Swego czasu uważałem go za nudziarza, ale wreszcie dorosłem, obejrzałem Informatora i to jest kurde kino jakiego się już w sumie nie robi. Ale za to Collateral był i jest u mnie wśród ulubionych filmów ever - uważany jest za komercyjny porządny thriller i nic więcej, ale myślę, że trzeba go odkryć na nowo.

Zasadniczo typy Lukasa mi sie podobają, nad Coenami sam myślałem, bo ich sposób oglądu świata jest mi bliski. Copolla był wielki, ale już chyba nie jest. Inna sprawa, czy wielkiemu reżyserowi naprawdę szkodzą przeciętne filmy. Przecież nie wymazują świetnych, a niekiedy tak naprawdę nie są przeciętne, tylko po prostu nikt się takich nie spodziewa to danym twórcy. Nie są drugim "Czasem Apokalipsy" i to wystarczy, by nie zwracać na nie uwagi. Trudno mi się wypowiadać o Copolli, bo jego ostatnie filmu olałem, być może niesłusznie. Eastwooda strasznie lubię, ale mam wrażenie, że wraz z "Hereafter" coś złego się z nim stało.

Natomiast Tarantino... on by naprawdę nie istniał gdyby się nie naoglądał tylu mało znanych filmów z których teraz bierze idee i muzykę. Wiecie mam nadzieję, że pomysł do swojej nowelki do "Czterech pokoi" wziął z opowiadania Roalda Dahla? Trochę go przystosował i obrobił, dał też inne zakończenie, ale żeby przyznać się do inspiracji, to już nieee. To mi najbardziej u niego przeszkadza, że jak nie musi, to zawsze udaje, że sam wszystko powymyślał. Jednocześnie jest wystarczająco sprytny (czy może raczej kreatywny) że nie da się tego podciągnąc pod plagiat. No cóż, jeśli kreatywność odgrywa w jego twórczości dużą rolę, to w porządku. Ale choć go w sumie lubię, to na liście wielkich u mnie nie będzie.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2014-12-26, 23:32   

John Bigboote napisał/a:

Masz może na myśli The Departed?


Departed, Aviator, Hugo, Gangi, w sumie nawet The Age of Innocence się łapie... Chociaż ten ostatni film bardzo lubię (no i lubię to, że wraz z Gangami tworzy bardzo fajną dylogię o "dwóch światach" składających się na NY tamtego okresu).

Coeny - spoko, ale średnio mi wchodzą te ich typowe głupawki i ogólnie nie do końca pasi humor.

Lyncha bym propsował, ale za tym ostatnim gniotem się pogrążył :hahaha:

Mann... W sumie spoko, ale the Keep i Miami Vice u mnie meh. A no i Public Enemies też meh. Informator za to geniusz, wiadomo. Loffciam, a "intro" to jedno z moich ulubionych rozpoczęć filmowych ever.

W sumie mógłbym Spielberga brać pod uwagę (chyba nikt nie zrobił tyle dla rozwoju kina rozrywkowo - blockbusterowego co on, chociaż nie jestem pewien czy koniec końców to wyszło na dobre :D ), ale gość od prawie dekady trzaska suchar za sucharem i nie wygląda na to by w najbliższym czasie zrobił coś ciekawego.

Scotta można by dopisać ale jego ostatni wielki film to Thelma i Louise. Potem bywały spoko filmy ale do poziomu sprzed lat facet nie doskoczył i już raczej nie doskoczy...
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2014-12-26, 23:47   

To może tego Linklatera zalinkować? Jeżeli chodzi o rozwój to jeden z najciekawszych na chwilę obecną. Ciężko się z nim nudzić, rozwój widać nawet w trylogii (czyli gnębieniu tego samego pomysłu), kiedy ma zrobić coś z gotowego to też bierze się za to zostawiając oryginalny stempel (A Scanner Darkly), a autorskie projekty robi z przyjebaniem jakich mało (trylogia czy "Boyhood"). Nawet te komedie z Blackiem były zabawne i zrobione z pasją. Dla mnie to przykład ogromnego zaangażowania w to co się robi i mimo, że nie mam jakiegoś szczególnego sentymentu do jego filmografii to jednak mam ogromny szacunek do jego pracy.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2014-12-28, 03:34   

Co za temat! :zalamka
 
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2014-12-29, 02:06   

jaz napisał/a:
Co za temat! :zalamka


No tak, twoi wszyscy ulubieni reżyserowie nie żyją ;)
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2014-12-29, 19:41   

Haneke żyje! Coenowie żyją!
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2014-12-29, 22:23   

DA napisał/a:

Haneke żyje! Coenowie żyją!


Ale jak tu w ogóle (tych i innych) zestawiać. Zupełnie różni twórcy, różne filmy, wszystko jakieś niewspółmierne i nie do porównania i dla mnie wyłonienie nawet połowy jednego największego reżysera jest niemożliwością. :)
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2014-12-29, 23:03   

jaz napisał/a:
Ale jak tu w ogóle (tych i innych) zestawiać. Zupełnie różni twórcy, różne filmy, wszystko jakieś niewspółmierne i nie do porównania i dla mnie wyłonienie nawet połowy jednego największego reżysera jest niemożliwością.


Ale nie chodzi o to żeby porównywać tylko żeby powymieniać. Konstruktywnie popierdolić na jakiś temat ;)
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2014-12-29, 23:42   

A dziwne że o PTA nikt nie wspomniał - gość raczej żadnej konkretniejszej wtopy nie miał, i mimo tego że parę elementów mnie w jego niektórych filmach drażni, jednak cały czas trzyma poziom...
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2014-12-30, 01:22   

Bo w ogóle to powinienem był napisać "Najwięksi żyjacy reżyserowie", ale tak to bywa, palec na Enterze szybszy od myśli.

Nad wieloma typami (Haneke, PTA) to bym się pozastanawiał, tylko za mało ich filmów widziałem :(

Haneke mi pasuje, bo facet konsekwentnie sabotuje medium, na którym pracuje. Wspominałem, że po "Kodzie nieznanym" nie byłem przez kilka godzin w stanie obejrzeć żadnego "normalnego" filmu? Wszystkie klisze i schematy przestały być przezroczyste, co chwilę łapałem się na tym, że oglądam jakieś niedorzeczne gówno. Facet, który potrafi na mnie uzyskać taki efekt zasługuje przynajmniej na sacunek.

A PTA to po prostu za mało znam, by się wypowiadać, tylko Punch-Drunk Love i Magnolia.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2014-12-30, 16:15   

John Bigboote napisał/a:
Bo w ogóle to powinienem był napisać "Najwięksi żyjacy reżyserowie", ale tak to bywa, palec na Enterze szybszy od myśli.


Tak już lepiej brzmi. ;) Do powyższych dorzucę Mike'a Leigh.

John Bigboote napisał/a:
A PTA to po prostu za mało znam, by się wypowiadać, tylko Punch-Drunk Love i Magnolia.


Nie widziałeś "Boogie Nights"? Toż to jak połączenie Scorsese z Altmanem w najlepszym stylu. Kunszt i zniszczenie (oraz wóda z kokainą :hahaha: ). Film tak dramatyczny, tak zabawny i tak cool, że aż brak słów.

https://www.youtube.com/watch?v=_-Zp9t8P8Ws

:lolokopter:

Chciałbym być na Twoim miejscu i jeszcze nie widzieć "BN" (w dodatku kilka razy) i móc obejrzeć pierwszy raz... :(
 
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2014-12-30, 19:28   

jaz napisał/a:
Nie widziałeś "Boogie Nights"? Toż to jak połączenie Scorsese z Altmanem w najlepszym stylu. Kunszt i zniszczenie (oraz wóda z kokainą :hahaha: ). Film tak dramatyczny, tak zabawny i tak cool, że aż brak słów.


Exactly. No i plagiatowanie Altmana nie wkurza tak jak w Magnolii, plus dużo zajebistych długich ujęć, plus kultowa ekipa aktorska (na czele z życiową rolą Wahlberga), badaj koniecznie stary. No i film idealnie łączy "rozrywkowość" z "artystycznością" , smutek z powagą...

A ja muszę w końcu debiut PTA nadrobić i będę miał całą jego filmografię obcykaną, i w końcu trzeba by Magnolię w HD powtórzyć, TWBB w sumie też...
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2014-12-30, 23:49   

Jarod napisał/a:
No i plagiatowanie Altmana nie wkurza tak jak w Magnolii,


Ale jakie plagiatowanie? To było wykorzystanie tego samego typu narracji, mozaikowej, złożonej z kilku wątków. Co nie znaczy że ten patent miał na wyłączność i że PTA nie mógł go wykorzystać na swój sposób. IMO wykorzystał go meGA twórczo. Nakręcił świetny film i .. uszło mu to płazem czy też gadem . ;)

Inne filmy o tej samej strukturze, o wiele gorsze wymieniam tu: Crash, Traffic, Meduzy.

"Boogie Nights" ma swój charakter i bliżej mu do "Chłopców z ferajny" w sumie, choć to duże uproszczenie. Choć jest to historia wielkiej passy i późniejszego upadku, można by się tylko zastanawiać w którym filmie posypało się więcej koki i który film jest milszy jeśli chodzi o dialogi. ;) :hahaha:

"Magnolia" jest bardziej podobna do "Na skróty", ale tylko pod względem struktury. "Na skróty" trudno jednoznacznie zinterpretować. Jest od groma obyczajowych scen i tyle samo czarnego humoru. Ale ostatecznie o co w nim chodzi? Po kilku seansach nie wiem, choć ogląda się to znakomicie. Z kolei "Magnolia" ma wyraźny temat: dzieci vs. dorośli, zresztą podany w bardzo oczywisty sposób (zsiurał się np.) ;) Traumy, nadużywanie, zemsta samego boga żaby itd.

To i tak nie zbliża tego filmu do Altmana, Jarodku. :) To są dwa różne filmy. "Magnolia" jest bardziej konkretna i da się ustalić dość łatwo jej temat. Tego nie można powiedzieć o "Na skróty".
 
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u