FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Quentin Tarantino
Autor Wiadomość
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2012-01-08, 10:06   

jazu napisał/a:
Fincher

:pukpuk: :pukpuk: :pukpuk:
:)
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 31
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 381
Skąd: ...
Wysłany: 2012-01-08, 10:21   

Ciężko (mi przynajmniej) zdefiniować to czym jest klimat filmu. Powiedziałbym, że to takie ulotne wrażenie, które doświadczamy (lub nie) oglądając dany film. Wrażenie, które sprawia, że zapominamy o tym, że to tylko film, a sami zatapiamy się w pełni w danej historii. Aktorzy przestają być aktorami a stają sie postaciami. Scenografia przestaje być dekoracją, a staje się żywym miastem itp. Wydaje mi się, że wpływa na to wiele czynników. Po pierwsze muzyka. To ona nadaje często charakter filmowi. Zastanawiałem się ostatnio jak wyglądałby klimatyczny Blade runner bez muzyki Vangelisa i doszedłem do wniosku, że straciłby naprawdę sporo ze swojej mocy. Druga sprawa to tematyka filmu. Mówimy czasem np - "film w klimatach Miami, lat 80tych" W przypadku Tarantino - "klimaty" luźno gangsterskie, wojenne z przymrużeniem oka, samochodowo-horrorowe, samurajskie itp. Z tematyką jest tak - może niektórym pasować lub nie. Mnie np wogóle nie pociągają klimaty Indii, klimaty taneczne, klimaty hip-hopowe, klimaty młodzieżowe w filmach. Odnośnie filmów Tarantino te "klimaty", a więc tematyka, którą on zawiera w swoich filmach są mi bardzo bliskie. Kolejna sprawa to aktorzy i ich autentyczność. Często zdarza się, że widzimy niezły film, jednak sami aktorzy nie do końca nas do siebie przekonują i zwyczajnie nie pasują do swojej roli. Ten brak autentyzmu odbiera również klimat filmowi, gdyż oglądając film jesteśmy stale przekonywani przez kiepsko grających aktorów - to tylko film, a nie ciekawa historia. To tylko aktorzy a nie postaci z krwi i kości. No i fabuła, jej logiczność, brak większych błędów, zwroty akcji, które sprawiają, że ciężko jest przewidzieć to co się wydarzy za chwile. Praca kamery również ma wpływ, może dodawać filmowi dynamizmu lub mu odejmować, sama odpowiednia gra świateł jak np w Stalkerze potrafi wytworzyć niezwykły klimat. Dla mnie osobiście te właśnie cechy nadają klimat filmowi. U Tarantino - muzyka, tematyka, aktorzy, fabuła, praca kamery - podobają mi się, są ze sobą spójne i sprawiają, że oglądam te filmy po kilka razy. Właśnie dla tego wytworzonego tymi środkami klimatu, gdyż chcę go poczuć jeszcze raz. To chyba właśnie jest wyznacznik dla mnie tego, czy film ma klimat. Fakt, że chcę obejrzeć go jeszcze raz i poczuć np w przypadku Pulp Fiction ponownie ten ulotny luźny klimat gangsterskiego światka LA :) Ale oczywiście klimat jest czymś subiektywnym i myślę, że dla każdego stanowi coś zupełnie innego. Ja napisałem czym dla mnie jest klimat filmu, ale zdaje sobie sprawę, że dla każdego będzie to coś innego. Przykład filmu bez klimatu? Dla mnie to np Avatar. Zniewieściały aktor wogóle nie przypomina mi żołnierza marines. Muzyki filmu nie zapamiętałem. Sama historia naiwna, przewidywalna do bólu i schematyczna. Czułem jakbym oglądał kolorowy teledysk a nie ciekawą historię. I to mimo tego, że lubie tematy sci-fi, obcych cywilizacji. Sama forma tego filmu nie spodobała mi się i nie mam ochoty obejrzeć tego filmu ponownie :) Ciekawy jestem, czym dla was jest klimat filmu? :) Co sprawia, że film ma klimat, a co sprawia, że nie ma? I czy u Tarantino dostrzegacie ten Klimat :) Ja jak najbardziej. U Tarantino, Scoreese, Coenów, Leone, czasem Ridley Scotta.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2012-01-08, 10:52   

Ja kiedy myślę "klimat" to przychodzi mi do głowy "Blade Runner" (to a propos rzemieślników) :kotyeee:
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2012-01-08, 12:53   

mr Orange napisał/a:
Lukas napisał/a:
Nie nazwałbym go geniuszem, ale napewno bardzo solidnym rzemieślnikiem.


A ja właśnie nigdy w życiu nie nazwałbym go rzemieślnikiem. Można go lubić albo i nie, ale z rzemieślnikiem nie ma nic wspólnego.


A ja tak. Po prostu - facet siada i myśli jak zrobić produkt, który przypadnie do gustu najbardziej wdzięcznej publiczności czyli mężczyznom o średniej wieku 18-25 lat, mniej więcej. Jego filmy nie wynikają z żadnej innej potrzeby, jak tylko podjarania tychże. I samego siebie, bo jego umysł zatrzymał się gdzieś w tych granicach wiekowych. Z czym się zresztą nie kryje za co mu chwała.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2012-01-08, 13:47   

DA napisał/a:
Po prostu - facet siada i myśli jak zrobić produkt, który przypadnie do gustu najbardziej wdzięcznej publiczności


To można zarzucić każdemu reżyserowi bo żadne z nas w tej dziedzinie niczego nie udowodni. Zarzucanie, że robi się film pod publiczkę odnośnie Tarantino jest bez sensu bo on już tego nie potrzebuje. Potrzebuje za to ujścia dla swoich dziwnych żądz, które wydaje się realizować poprzez kręcenie filmów z własnego dzieciństwa. Dla mnie rzemieślnikiem jest Tony Scott. Gość, który raz na jakiś czas śmiga przyzwoity film akcji. Tarantino to coś więcej, owszem są u niego pewne stałe elementy, poczucie humoru itp. ale nie nazwałbym tego rzemiosłem, a specyficznym stylem.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2012-01-08, 14:02   

mr Orange napisał/a:

To można zarzucić każdemu reżyserowi bo żadne z nas w tej dziedzinie niczego nie udowodni.

Oj, chyba nie każdemu, są tacy, którzy z góry wiedzą, że ich film nie zapełni sal kinowych.

mr Orange napisał/a:
Potrzebuje za to ujścia dla swoich dziwnych żądz, które wydaje się realizować poprzez kręcenie filmów z własnego dzieciństwa.

To też, o tym wspominam. Robi filmy także dla siebie, z potrzeby zaspokojenia swych dziecinnych (ty napisałeś dziwnych, ale to są żądze pryszczatego nastolatka) żądz, a że faceci do 25 roku zycia mają pono umysł 5-latka, to też się te wzajemne gusty, i autora i widza, w sali kinowej spotykają.
Ja go absolutnie nie potępiam i rozumiem, także jego widzów, bo kino też jest i po to, by zaspokajać potrzebę oglądania krwawych bajek. Każdy szuka czegoś innego, albo i wszystkiego naraz.

mr Orange napisał/a:
nie nazwałbym tego rzemiosłem, a specyficznym stylem.

Wytrawni rzemieślnicy mają przecież swój indywidualny styl.

No to powiedz do jakiej kategorii reżyserów byś go zaliczył? Artysta, kontemplator, wizjoner etc?
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2012-01-08, 14:10   

DA napisał/a:
Artysta, kontemplator, wizjoner etc?


Żadne z tych i za to go lubię. Ciężko go zaszufladkować. Gość jest kimś w rodzaju rozrywkowego eksperymentatora. Świadomie nie stara się kierować swoich filmów w stronę żadnych poważnych tematów jednak jest to kino rozrywkowe najwyższych lotów.
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 31
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 381
Skąd: ...
Wysłany: 2012-01-08, 14:17   

"a że faceci do 25 roku zycia mają pono umysł 5-latka". A kobiety w tym wieku jaki mają umysł?
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2012-01-08, 14:18   

mr Orange napisał/a:
Dla mnie rzemieślnikiem jest Tony Scott. Gość, który raz na jakiś czas śmiga przyzwoity film akcji.


Nawet myślę, że gdyby go tak nazwać, facet nie miałby pretensji. Z drugiej strony, jego filmy mają jednak pewne powtarzalne i charakterystyczne elementy, których się nie da pomylić z innymi. Prawdziwych rzemieślników filmowych jest na kopy, to wszyscy ci goście, których nazwisk z reguły się nie pamięta, ale wezmą się za każdy gatunek i potrafią w jego ramach zrobić porządny kawałek rozrywki. James Mangold, Jon Turtletaub, kojarzy ich ktoś?

Myślę, że Tarantino też by potrafił zrobić coś "rzemieślniczego", ale po prostu go to nie interesuje.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2012-01-08, 14:27   

Musimy tutaj zaznaczyć jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Być rzemieślnikiem to nie jest nic złego. Taki King. Napisał parę książek, który spokojnie mogę nazwać dziełami. Literaturą z najwyższej półki, ale potem już chyba świadomie popadł w rzemieślnictwo.Cechą charakterystyczną rzemieślnika powinna być chyba częstotliwość ukazywania się jego nowych produktów. Spielberg. O.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2012-01-08, 14:47   

mr Orange napisał/a:
Cechą charakterystyczną rzemieślnika powinna być chyba częstotliwość ukazywania się jego nowych produktów.

Allen? :) Mógłby ktoś wydzielić topic o artystach filmowych i rzemieślnikach, sam bym się chętnie wypowiedział. A Spielberga zaliczam do tej samej grupy, co R. Scotta i Burtona choćby - ludziów, którzy kiedyś robili rzeczy mega charakterystyczne i indywidualne (jeżeli to nie jest artyzm, to co nim jest?), a teraz głównie jadą na reputacji sprzed lat...
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2012-01-08, 20:36   

mr Orange napisał/a:
Musimy tutaj zaznaczyć jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Być rzemieślnikiem to nie jest nic złego.


I o to chodzi! A być dobrym rzemieślnikiem to już w ogóle żadna hańba, a nawet zaszczyt. Ileż to znanych i sławnych tym niegórnolotnym słowem określa swą działalność. Rzemieślnik potrafi nawet bywać artystą - termin: rzemiosło artystyczne.

Cytat:
"a że faceci do 25 roku zycia mają pono umysł 5-latka". A kobiety w tym wieku jaki mają umysł?

Nie czytałam nic na ten temat.
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5373
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2012-01-08, 21:07   

mr Orange napisał/a:
Cechą charakterystyczną rzemieślnika powinna być chyba częstotliwość ukazywania się jego nowych produktów

Eeee? To jak zaszufladkujesz takiego Takashiego Miike? W końcu nakręcił pewnie więcej filmów niż rezyserzy wymienieni w tym temacie razem wzięci.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2012-01-09, 22:36   

No nie wiem kurde, może i się pomyliłem z tą częstotliwością. Chuj wi w takim razie jak ich odróżniać. Tarantino, Miike, Ridley ani Burton rzemieślnikami nie są, a Spielberg według mnie jest i zawsze był.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2012-01-09, 22:38   

mr Orange napisał/a:
a Spielberg według mnie jest i zawsze był.

Wyjdź. :kotynigga:
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5373
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2012-01-09, 22:47   

Jarod napisał/a:
Wyjdź.

Racje ma. Kiedy niby Mr S nie rzemieślniczył?
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2012-01-09, 22:58   

Jego klasyczne filmy rozrywkowe to IMO coś więcej niż rzemiosło, (ale to zależy chyba od rozumienia tego słowa). Zresztą facet w każdym swoim filmie (może poza Indianą 4) ma sceny/sekwencje ocierające się o geniusz - nawet w takiej Wojnie Światów, po której każdy jedzie, pociąg - widmo czy ciała w rzece to IMO reżyserskie sceny - perełki które pamięta się po seansie. Rzemieślnicy są "przezroczyści", zapamiętujesz ewentualnie sceny ze względu na wysiłki pirotechników/charakteryzatorów/aktorów, ale nie czuć w tym ręki samego reżysera. Taki Ron Howard czy Edward Zwick, o.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2012-01-10, 01:27   

Jarod napisał/a:
Taki Ron Howard czy Edward Zwick, o.


W sumie to właśnie o takich reżyserach powinniśmy gadać. John jeszcze dobre przykłady rzucił. Masz rację w tym, że każdy z omawianych przez nas gości kiedyś tam zrobił coś wielkiego, a teraz po prostu sobie robią bo to lubią i bo mają z tego kasę, przekształcili się w rzemieślników. Nie mienia to faktu, że przy Spielbergu będę się upierał. Ma parę filmów, które bardzo lubię, ale dla mnie to nic specjalnego. Ot, facet z kasą i reputacją, który ma pociągi artystyczne.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2012-01-10, 22:51   

Ostatni Surfer napisał/a:
To jak zaszufladkujesz takiego Takashiego Miike? W końcu nakręcił pewnie więcej filmów niż rezyserzy wymienieni w tym temacie razem wzięci.


Akurat Miike wiele filmów nakręcił jako wynajęty wyrobnik. Ale jemu to pewnie pasowało, raz "Bodyguard Kiba" czy "Nieodebrane połączenie", a raz "Izo" czy "Visitor Q", coby się nie nudzić.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-01-11, 00:03   

@Lukas

Szacunek za przybliżenie słowa klimat. Masz rację. :)

Jarod napisał/a:
:pukpuk: :pukpuk: :pukpuk:


Nie jest? No to w kilku zdaniach. Cóż takiego chce mi Fincher powiedzieć jako artysta swoimi filmami. Chodzi mi o taką myśl przewodnią, która by gdzieś tam z jego filmów jakoś wynikała, wspólny mianownik, artystyczną obsesję. ;) Albo nawet - co wynika z osobna z takiego "Siedem", "Gry", "Obcego", "Benjamina Buttona", "Zodiaka" czy nawet "Social Network"? To jest dobre kino, może nawet bardzo dobre, ale co wynika zeń dla mnie jako widza?

Albo - co Fincher wymyślił, wniósł do kina nowego jako twórca?

Wg mnie pod każdym względem to po prostu bardzo sprawny rzemieślnik, robiący atrakcyjne kino i specjalizujący się w filmach o psychopatach, czyli w takich filmach do straszenia.

Można by rzemieślnikiem nazwać Ridleya Scotta, ale nie można, a to dlatego chociażby, że w "Blade Runnerze" dotknął niezmiernie ważnego, głębokiego, uniwersalnego tematu czy nawet tematów. Stworzył arcydzieło.

Jeśli nawet Fincher dotyka jakiejś problematyki w takim przykładowo "Social Network", to - co tu dużo mówić - nadal jest to kino emocjonalnie płytkie.
 
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5373
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2012-01-11, 01:15   

John Bigboote napisał/a:
Akurat Miike wiele filmów nakręcił jako wynajęty wyrobnik. Ale jemu to pewnie pasowało

Nie wiem czy pasowało. Z wywiadów wychodzi raczej, że musiał. Płaca marna, za coś żyć trzeba. Choć nieraz mu to pozwalało na większą swobodę. Stąd pewne przebłyski. Nawet w tych wyrobniczych dziełach. A zresztą, wszystkim niemal nadawał swój styl, w taki czy inny sposób. W niektórych po prostu jest go więcej.

jazu napisał/a:
Można by rzemieślnikiem nazwać Ridleya Scotta, ale nie można, a to dlatego chociażby, że w "Blade Runnerze" dotknął niezmiernie ważnego, głębokiego, uniwersalnego tematu czy nawet tematów. Stworzył arcydzieło.

Moment. Kiedy go nakrecił? Jaki miał materiał wyjściowy (książka, a właściwie ksiązki i opowiadania)? W końcu motywy z BR nawiązywały nie tylko do "Czy Androidy Marza o elektrycznych owcach?" ale też i do motywów, które sa myślą przewodnią Philipa K Dicka. Podobnych motywów już raczej u niego nie uraczysz. Za to poza 2 filmami, nawet rzeczy uznawane za jego znakomite dzieła, to co najwyżej wyższej klasy rzemiosło (BHD np)

Jarod napisał/a:
Jego klasyczne filmy rozrywkowe to IMO coś więcej niż rzemiosło, (ale to zależy chyba od rozumienia tego słowa).

Bo ja wiem? Ale też było to coś, co stworzył gdy był na poczatku drogi. Potem zdechł i miał wyłacznei przebłyski.
 
 
Iscariote 
kinomaniak



Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 229
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-01-11, 10:08   

DA napisał/a:
A ja tak. Po prostu - facet siada i myśli jak zrobić produkt, który przypadnie do gustu najbardziej wdzięcznej publiczności czyli mężczyznom o średniej wieku 18-25 lat, mniej więcej. Jego filmy nie wynikają z żadnej innej potrzeby, jak tylko podjarania tychże. I samego siebie, bo jego umysł zatrzymał się gdzieś w tych granicach wiekowych. Z czym się zresztą nie kryje za co mu chwała.

Jedyne co mi po tym do głowy przychodzi to Zack Snyder i jego Sucker Punch :hmm: Idealnie pasuje do Twojego opisu. Więc jak dla mnie Tarantino to jednak coś więcj niż "filmy dla danej publiczności".
 
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-01-11, 11:39   

Ostatni Surfer napisał/a:
Za to poza 2 filmami, nawet rzeczy uznawane za jego znakomite dzieła, to co najwyżej wyższej klasy rzemiosło (BHD np)


Masz w sumie rację. Też tak się zastanawiałem nad tym czy aby dobrze napisałem o tym R. Scottcie i doszedłem do wniosku, że jednak nie. "Blade Runner" nie jest co prawda zwykłą ekranizacją, ale posiada od groma walorów artystycznych, których jej przysporzył reżyser, ale na pewno bez Dicka by Ridley takiego filmu nie nakręcił. Jego "Obcy" nie jest dla mnie jakimś arcydziełem, nie podzielam ochów i achów i myślę, że wielka zasługa Gigera w tym, że ten film się nie postarzał. "Duellist" nie widziałem, ale za to jego najnowsze produkcje, to zwykłe...yy...produkcje właśnie, czasami nawet słabe. Już znacznie lepszym wyrobnikiem jest Fincher obecnie.

A co do Quentina. Już kiedyś pisałem. Średnio mnie jara. Za mało Quentina w Quentinie, a za dużo całkiem bezmyślnych nieraz kopii z innych kult-filmów. "Wściekłe psy" bardzo dobre, ale nie pieję z zachwytu, całkiem spoko "Jackie Brown", genialne moim zdaniem "Pulp Fiction" i właśnie autorskie i w wyjątkowym i niepowtarzalnym stylu Quentina (dlatego nie do końca uznaję go za wyrobnika, ale po części przez tę swoją wyjątkowość jednak - za artystę [szumnie zabrzmiało ale chuj]). Od "Kill Billa" - co najwyżej średni poziom (jak na niego - czyli po takim "PF" :kult: , bo ogólnie to jego kino i tak wyróżnia się mocno na tle reszty, lubię obejrzeć i nie odpuszczę, ot co), robi ładne kino, wypuszcza po prostu swoje quentiny - lśniące, ale puste cacka... Nie przeczę temu, że potrafi nakręcić mega scenę, od której aż kopara opada, ale to tylko zabawa. Chociaż w sumie, w tym co robi jest wyjątkowy, a więc nie całkiem "wyrobniczy". Bo "wyrobnik" to jest ktoś, kto robi pod masową publikę coś, co sie aktualnie podoba/sprzedaje, a QT sobie neijako tę masową publikę sam "stworzył" tym co robi. Mam nadzieję, że nie zamotałem za bardzo.

Tak czy inaczej. Według mnie, mógłby się nauczyć od Coenów jak dobierać proporcje i łączyć swoje z nieswoim w celu uzyskania całkiem nowej jakości i tworzyć filmy, które nie tylko bawią, bo jeśli się trochę zastanowić to hm... :hmm:

DA napisał/a:
Cytat:
"a że faceci do 25 roku zycia mają pono umysł 5-latka". A kobiety w tym wieku jaki mają umysł?

Nie czytałam nic na ten temat.


A ja czytałem, że kobiety po 25 tce mają już początki alzhaimera i demencję, a w dodatku zaczynają się marszczyć. Dlatego warto się brać za 17, 19-latki max. Za resztę nie warto.
 
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5373
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2012-01-11, 12:51   

jazu napisał/a:
Jego "Obcy" nie jest dla mnie jakimś arcydziełem, nie podzielam ochów i achów i myślę, że wielka zasługa Gigera w tym, że ten film się nie postarzał. "Duellist" nie widziałem, ale za to jego najnowsze produkcje, to zwykłe...yy...produkcje właśnie, czasami nawet słabe. Już znacznie lepszym wyrobnikiem jest Fincher obecnie.

W sumie chodziło mi o Duelist,BR i Alien. Choć po prawdzie Duelista widziałem dawno, a do Aliena niektórzy mogą się czepiać.
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 31
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 381
Skąd: ...
Wysłany: 2012-01-11, 16:25   

Jedno jest pewne - Quentin jest jedną z tych postaci, bez których nie wyobrażam sobie kina i chętnie oczekuje jego każdego nowego filmu :popcorn:
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u