FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
O północy w Paryżu
Autor Wiadomość
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-09-01, 18:40   O północy w Paryżu

O północy w Paryżu / Midnight in Paris
reż. reż. Woody Allen (Hiszpania, USA 2011)

W "O północy w Paryżu" śledzimy losy niedawno zaręczonej pary. Inez (Rachel McAdams) i Gil (Owen Wilson) przybywają do światowej stolicy romansu, by zaplanować ślub. Jednak wierność zakochanych zostanie wystawiona na próbę, gdy na ich drodze pojawią się wyrafinowany znawca sztuki Paul (Michael Sheen) oraz tajemnicza i zmysłowa muza Adriana (Marion Cotillard), a po czarujących zakątkach Paryża zacznie oprowadzać ich sama Carla Bruni! [opis filmweb]

Bawiłam się cudownie, mimo, że taki nostalgiczny ten spacer po Paryżu.
Już przywykłam do nowego Allena, do Allena zarzekającego się, że nie jest intelektualistą, mimo, że nosi okulary, i zaczynam z włóczęgi na włóczęgę po europejskich stolicach lubić go jeszcze więcej i więcej. Co prawda zatracił swój dawny dobry sarkazm, ciętość dialogów, ostrość dowcipów bla, bla... ale za to złagodniał jeszcze bardziej, zaprzyjaźnił się i pokochał bezwarunkowo życie, po prostu miód na serce. Fabuła banalna i oklepana, takie podróże w czasie, karmimy się nimi, od najmłodszych lat, ale z jakim wdziękiem nas w tę podróż Allen zabiera. I w jakim towarzystwie. Same tuzy światowej sztuki, ub. wieku, i to z różnych gałęzi. Cole Porter, Fitzgerald, Dali, Hemingway. Na pierwszy plan idoli Allena wybija się Hemingway, którego traktuje wręcz jako mentora (Jeśli chcesz przegonić śmierć, zakochaj się namiętnie, jak nigdy jeszcze). Wyobraźcie sobie ten duet na żywo, zarówno mentalnie jaki fizycznie - Allen jak mimoza a przy nim Hemingway niczym dąb, co tam dąb, amerykańska sekwoja. Cała śmietanka amerykańska przełomu XIX/XX i lat 20-tych ubiegłego wieku, na dodatek rzucona w świat cyganerii francuskiej – coś pięknego. I o dziwo, także znudzona, zmanierowana jak przyszłe pokolenia.

I znowu galeria soczystych postaci, świetna obsada, reżyser nie żałował ani kasy, ani pomysłów na nazwiska. Carla Bruni jako przewodniczka po Wersalu, nie powala urodą, ani grą, bardziej robi tu za ciekawostkę, i bawi się swą rolą. Ale to jest Allen, jego stać, w sensie odwagi, i może sobie pozwolić ze względu na uwielbienie jakim się cieszy, na takie niespodzianki. Bardzo mile zaskoczyła mnie Marion Cottilard, może nawet zobaczę jeszcze „Niczego nie żałuję”.
Rewelacyjnie wypada duet Owen Wilson czyli Gil w zestawieniu z Paulem (czyli Martin Sheen). Tak jakby Woody Allena, bo przecież Wilson grał Allena, skromnego przemądrego człowieka, zdającego sobie sprawę ze swych zalet, ale i słabości, zestawić z tymi wszystkimi napuszonymi madralami świata, którym się wydaje, że znają się na wszystkim a ich jedynym hobby jest brylowanie w towarzystwie i robienie dobrego wrażenia, obrzydliwość.

Fajnie wyszedł Allenowi ten album o Paryżu wczoraj i dziś, z naciskiem na wczoraj. I ta muzyka!!
Ciekawe, czy gdyby mu zaproponować i sfinansować, nakręciłby coś w Warszawie? Może lepiej w Krakowie. Tam by sie znalazło kilka zacnych i ciekawych postaci tego okresu: Boy-Żeleński, Przybyszewski i Dagny, Wyspiański...
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-12-06, 19:12, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4328
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-09-01, 19:54   

Czekam, aż (o ile) pojawi się w moim kinie :faja: Powodów mam kilka, jednym z nich jest to, że chcę przez godzinę odetchnąć od bagna i bylejakości.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-09-01, 21:24   

Dokładnie. Ja też poszłam na to, żeby na chwilę pobyć z kimś naprawdę inteligentnym i subtelnie dowcipnym. A ile autoironii w tym filmie, najczęściej a propos wyrobniczej twórczości scenariuszowej. :)
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4328
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-09-24, 21:44   

Jeśli istnieją filmy, których przeznaczeniem jest ładować widza pozytywną energią, dającą silę do życia i zmagania się z brudem i jazgotem atakującym nas z każdej strony - to "O północy w Paryżu" jest jednym z nich.
Czuję się oczarowana. Sama posiadam osobistą listę miejsc, czasów i osób, które chciałabym odwiedzić, doświadczyć i poznać i nie zawahałabym się jej użyć.

To była prawdziwa przyjemność.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2011-10-09, 15:49   

Cytat:
To była prawdziwa przyjemność.


I więcej pisać nie trzeba.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2011-10-14, 23:55   

Same here - przeuroczy filmik, a mówię to jako osoba, która nie przepada za twórczością Allena. Sporo fajnego nienachalnego humoru, trochę przemyśleń, a przede wszystkim FENOMENALNA obsada - tutaj trafili w 10kę ze wszystkimi, mnie akurat najbardziej urzekli Brody (DaLII!!! :) ) oraz Stoll jako Hemingway - facet najchętniej przywaliłby sierpowym całemu wszechświatowi. Bardzo polecam, rozrywka z klasą i kolejny do kolekcji Smoke'a film na chandrę.
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2011-12-04, 21:34   

Na koniec weekendu i dnia przeniosłam się do Paryża. W lata dwudzieste i w lata dziewięćdziesiąte...dwóch różnych stuleci... I wsiąkłam, wpadłam po uszy, odetchnęłam nosorożcem, przetarłam czoło Hemingway'em i zaprosiłam do cudownej podróży Lema - żeby opierając się o niego przepodróżować również mój własny Paryż z czasów, kiedy miałam inną wiedzę, inną wiarę i inną naiwność - do których tęsknię jak jasna cholera :)
To taki film, że gdybym miała kieckę skrojoną na lata dwudzieste, włożyłabym ją i posiedziała chwilę słuchając choćby tego.....

Ostatnio zmieniony przez BM 2011-12-06, 13:25, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-12-06, 13:31   

Nuz napisał/a:
Powodów mam kilka, jednym z nich jest to, że chcę przez godzinę odetchnąć od bagna i bylejakości.

I zanurzyć się w kolejnych, pretensjonalnych do bólu wypocinach dziwaka z NY? Powodzenia. :fingerok:

Nie to, żebym go nie lubił - ba, ma nawet kilka filmów, które po prostu uwielbiam. Ten jednak zdecydowanie do nich nie należy. Jest przegadany, mdło-nostalgiczny, kawusiowaty, paryski do wyżygania i pretensjonalny jak jasna cholera. W sam raz dla zblazowanych mizantropów z wielkiego jabłka, tzw. artystów przez duże G, oraz wszystkich bezkrytycznych fanów filmowego postmodernizmu.

Precz! :tomato:
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4328
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-12-06, 18:52   

BM napisał/a:
I zanurzyć się w kolejnych, pretensjonalnych do bólu wypocinach dziwaka z NY? Powodzenia. :fingerok:
A dziękuję. Zrealizowane.

A nawet nieszczególnie Allena lubię.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2011-12-06, 23:19   

BM napisał/a:
I zanurzyć się w kolejnych, pretensjonalnych do bólu wypocinach dziwaka z NY? Powodzenia.

Nie to, żebym go nie lubił - ba, ma nawet kilka filmów, które po prostu uwielbiam. Ten jednak zdecydowanie do nich nie należy. Jest przegadany, mdło-nostalgiczny, kawusiowaty, paryski do wyżygania i pretensjonalny jak jasna cholera. W sam raz dla zblazowanych mizantropów z wielkiego jabłka, tzw. artystów przez duże G, oraz wszystkich bezkrytycznych fanów filmowego postmodernizmu.

Precz!


To miało ugodzić w nas czy w film bo nie do końca czaję. Czym ten film tak bardzo różni się od "Vicky Cristiny Barcelony"? Tym, że nie ma tu żadnej większej problematyki? Tym, że Allen pokazuje co lubi czytać i gdzie najbardziej chciałby się znaleźć chociaż na chwile? Wygląda na to że zarzucasz mu pseudo-artyzm i jechanie pod publiczkę, robienie filmu dla ludzi, którzy się zachwycą nazwiskami i Paryżem z tamtych lat dla samego faktu zachwycenia się tym. To, że takie są konsekwencje nie znaczy, że MiP jest złym filmem. Nie uważam się za zblazowanego mizantropa ani tym bardziej za artystę, a film rewelacyjnie mi przypasował, a to dlatego, że w końcu ktoś śmignął obraz lekki i optymistyczny o tematyce, którą lubię z kilkoma bohaterami, których lubię, dlatego, że świetnie ich zagrano i odwzorowano mniej więcej tak jak sam ich sobie wyobrażałem. Nawet jeśli film Ci się nie podobał (do czego oczywiście masz święte prawo) to uważam, że nie jest to odpowiedni sposób krytyki.

EDIT:
Chociaż teraz jak sprawdziłem to ocena 6/10 nie jest znowu tak niska. Tym bardziej się dziwię takiej krytyce.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-12-06, 23:23   

@ BM: Może i wypociny, ale za to spod jakiej pachy. Lepsze w każdym razie od wypocin twórców kolejnych, jakże gremialnie oglądanych i chwalonych, sezonów Dextera.
BM napisał/a:
oraz wszystkich bezkrytycznych fanów filmowego postmodernizmu.

To że pojechał, tym postmodernizmem. Mógłbyś rozszerzyć i wytłłumaczyć w czym rzecz?
  
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2011-12-06, 23:29   

Odgrzebałam coś, czego nie powinnam? Czy to to - że to ja? :Oo:
I żadna to teoria spisku :)
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2011-12-06, 23:59   

BM napisał/a:
pretensjonalny jak jasna cholera.
Co do innych zarzutów - ok, kwestia gustu. Ale pretensjonalny ten film nie jest. Chcesz pretensjonalny film zobaczyć, Biutiful obejrzyj.
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-12-06, 23:59   

mr Orange napisał/a:
EDIT:
Chociaż teraz jak sprawdziłem to ocena 6/10 nie jest znowu tak niska. Tym bardziej się dziwię takiej krytyce.

To wynika z pewnych ambiwalentnych uczuć wobec tego obrazu. Z jednej strony potrafię docenić to co w tym filmie dobre (aktorstwo, tzw. klimat, poszczególne sceny, niektóre dialogi). Z drugiej natomiast coś mnie w nim cholernie drażni, a nawet męczy. Uważam, że jest to film dla specyficznego typu odbiorcy. Taki troszkę allenowski strumień świadomości, trochę takie jego bajdurzenie / fantazjowanie. Jak dla mnie jest to film zupełnie inny od VCB. Choćby dlatego, że tu na pierwszy plan wysuwa się jednak świat fantazji Allena właśnie (czyli coś czego ja osobiście nie znoszę). Do tego ta jego ulubiona, pierwszoplanowa figura neurotycznego amerykańskiego intelektualisty na rozstaju życiowych dróg. Oczywiście - jakże by inaczej - figura do szpiku kości podszyta nim samym (no ileż można?).

Jest to też (swoją drogą) fenomenalny produkt, dowartościowujący masowego, zakompleksionego odbiorcę, który na kinie zna się słabo lub wcale i chodząc na takie rzeczy czuje się fajniejszy. Stąd taki, a nie inny wynik kasowy tego niszowego przecież raczej obrazu oraz masowe zachwyty ludożerki na filmwebie.

DA napisał/a:
To że pojechał, tym postmodernizmem. Mógłbyś rozszerzyć i wytłłumaczyć w czym rzecz?

Dlaczego pojechał? Każdy kto oglądał film powinien chyba zrozumieć co mam na myśli. Co tu jeszcze tłumaczyć? :eee?:
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-12-07, 00:32   

Nazywając mnie mnie bezkrytycznym fanem filmowego postmodernizmu, skojarzyłeś mi się z filmowym Paulem, nie jestem pewna, czy mnie nie obraziłeś, wolę mniej skomplikowane określenia.
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-12-07, 11:46   

DA napisał/a:
Nazywając mnie mnie bezkrytycznym fanem filmowego postmodernizmu...

Zaraz, zaraz... chwileczkę, odnoszę wrażenie, że mamy tu do czynienia z jakimś nieporozumieniem. Czy jesteś pewna Doniu, że ja w którymkolwiek miejscu nazwałem konkretnie Ciebie bezkrytycznym fanem filmowego postmodernizmu? :nonono:
 
 
Cat_woman 
bywalec



Dołączyła: 17 Lut 2012
Posty: 166
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-02-21, 15:41   

Ja bym oceniła jako 8/10.
Słyszałam pozytywne głosy o tym filmie, jednak nie mam w pełni zaufania do Allena.
Tak jak jedne jego filmy mnie oczarowały (i tu tak się stało), tak inne nużyły i przyprawiały o mdłości.
Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że ten film to:
Dobre kino w każdym calu.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-02-26, 22:46   

Jarod napisał/a:
mnie akurat najbardziej urzekli Brody (DaLII!!! :) ) oraz Stoll jako Hemingway - facet najchętniej przywaliłby sierpowym całemu wszechświatowi.


To samo u mnie. :fingerok:

A poza tym, zabijcie mnie, ale ja nie rozumiem tych zachwytów i deszczu nagród. Trochę się zgadzam z zarzutami BM, chociaż on trochę brzydko napisał, bo za ostro. No bo film ma swój urok. Pretensjonalnym bym też go nie nazwał. Jest ładny i wygląda jak prawdziwie paryska bomboniera, ciekawie wypadają role (zwł. j.w.) i nieźle też Owen Wilson grający Allena, a niektóre dialogi błyskotliwe i bardzo zabawne. Ale, po pierwsze, coś podobnego i równie nostalgicznego, a nawet fantasy Allen pokazywał nie raz. W dodatku BM dobrze pisze o tym neurotyku na rozdrożach. Po drugie - jest ktoś w stanie napisać o czym był ten film? Jakich konkretnych problemów czy zagadnień dotykał? Oprócz tego, że był to film o literaturze i twórcach, zapewne ulubionych Allena. No i co? To już znacznie bardziej podeszły mi inne ostatnie filmy Allena. Taka "VCB" podejmująca życiowe tematy czy wcześniej mocno jak na Allena inne i dostarczające sporych emocji "Wszystko gra". Czy nawet ostatnie, nieobdarowane żadną nagrodą "Poznasz przystojnego bruneta", a podczas którego to poczułem, że ten już całkiem wiekowy i doświadczony Allen ma naprawdę coś do powiedzenia o życiu i mówi to ze swojej pozycji, a w dodatku szczerze.
Ładne to i przyjemne, ale po tak bardzo nagradzanym filmie twórcy "Wnętrz" spodziewałem się czegoś więcej.
7/10 pasuje
 
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2012-02-26, 22:51   

jazu napisał/a:
Jakich konkretnych problemów czy zagadnień dotykał?

Nostalgii za "czasami minionymi", które zawsze są idealizowane... A zresztą kurna - czy filmy zawsze muszą być "życiowe" i "z przekazem"? Ja nowego Allena traktuję jako pozycję rozrywkową i jako taka jak dla mnie daje radę - chociaż jak widzę, nie każdy ten paryski lukier przełknie...
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-02-26, 22:59   

Jarod napisał/a:
Nostalgii za "czasami minionymi", które zawsze są idealizowane...


Wiem, że nostalgii. Ale to mnie się już bardziej podobało jak mądry i wiekowy Allen w tym niedocenionym choć niedoskonałym "Poznasz przystojnego bruneta" przedstawił życie jako popadanie z jednej iluzji w inną. Przynajmniej pamiętałem następnego dnia, a nawet teraz, o czym był ten film.

Jarod napisał/a:
A zresztą kurna - czy filmy zawsze muszą być "życiowe" i "z przekazem"?

Ja nowego Allena traktuję jako pozycję rozrywkową i jako taka jak dla mnie daje radę - chociaż jak widzę, nie każdy ten paryski lukier przełknie...


Trochę piszemy i wiesz, że nie. Już jakiś czas temu usunąłem sobie kij od szczotki. ;) Może to wina oczekiwań rozbudzonych przez deszcz nagród, jaki posypał się na ten film.
No właśnie, rozrywkową - trochę mało. Nie że lukier. Dobre kino, fajne role, zabawne dialogi, ale było mi mało.
 
 
 
a.kowalska95 
świeżak



Wiek: 22
Dołączyła: 24 Lip 2012
Posty: 9
Skąd: Kraków
Wysłany: 2012-07-24, 12:39   

Film po którym nie ma się ochoty wyjść z kina :) bo jeszcze by się pooglądało..
 
 
parineeta 
bywalec



Wiek: 30
Dołączyła: 26 Lip 2012
Posty: 121
Skąd: Górny Śląsk
Wysłany: 2012-08-06, 14:45   

Byłam bardzo sceptycznie nastawiona a mimo to seans wprawił mnie w całkiem dobry humor. Zacznę od aktorów i to najpierw od drugiego planu (a nawet właściwe epizodów przezabawny Adrien Brody jako Salvador Dali, nie przepadam za tym aktorem bo nie podoba mi się coś w jego fizjonomi i to sprawia, że odrzuca mnie od ekranu jak go widzę). Tu jednak żałowałam, że pojawia się w zasadzie w jednej scenie ale za to jakiej. Udanie parodiuje znanego artystę a na dźwięk słowa nosorożec wciąż chce mi się śmiać Kathy Bates jako Gertruda Stein też podbiła moje serce. Spodobała mi się też postać Hemingway'a, który jako człowiek, który przeżył traumę wojny wyróżnia się spośród zblazowanych artystów większą wrażliwością. Co do pierwszego planu, największy szkopuł mam w ocenieniu głównego bohatera. Gil Pender to Woody Allen to wydaje się oczywiste ale odtwarzający go Owen Wilson, nie sprostał zadaniu (Wilsona tak samo jak Brody'ego nie znoszę). Ma całkiem udane momenty ale czasami wyjeżdża z miną typu "Marceli szpak dziwi się światu". Niestety wielkim aktorem jeszcze nie jest. Marion Cottillard też zachwycać się nie będę bo nie miała za dużo do zagrania. Wyglądała ładnie i tyle mogę powiedzieć. A Rachel McAdams gra tak jednowymiarową i nudną postać, że lepiej jak najprędzej o niej zapomnieć. Wogóle trudno pojąć dlaczego Gil i Inez chcą się pobrać bo absolutnie nic ich nie łączy. Inez pytana przez swoich rodziców dlaczego chce wyjść za Gila odpowiada coś w stylu: "Bo ma stabilną pracę i dobrze zarabia".
Film można odebrać dwojako i wiekszość pewnie zatrzyma się na tym co widać gołym okiem. A ten film ma więcej niż jedną płaszczyznę. Na pierwszy rzut oka to tylko błaha komedia romantyczna z pocztówkowymi kadrami z Paryża (na początku Allen serwuje nam ok. 2 minuty samych obrazych Paryża m.in. Łuk Triumfalny i Moulin Rouge). Po tym kryje się niepokój, niepewność o przyszłość, która każe myśleć, że kiedyś było lepiej. Gil jest przecież sfrustrowany bo jako słynny scenarzysta z Hollywood chce wydać pierwszą powieść a obawia się, że jest ona nienajlepsza. Znamienne jest też to, że bohater powieści głównego bohatera jest sprzedawcą w sklepie nostalgia. I nostalgia jest tu wszechobecna. Podróż do lat 20. a poźniej do belle epoque sprawia, że Gil
Spoiler:
wreszcie zrozumiał, że trzeba iść do przodu. Teraźniejszość i przyszłość może być lepsza od tej wychwalanej przeszłości. A tęsknota za przeszłością jest częścią życia
Nie polecam tego filmu osobom, które nie mają pojęcia kim byli Stein, Fitzgeraldowie, Dali, Bunuel, Porter, Picasso i inni ludzie paryskiej bohemy lat 20. Nie wychwyci się wtedy wszystkich samczków i film zwyczajnie wynudzi. Nie trzeba mieć też wszechstronnej wiedzy (jak bohater grany przez Michaela Sheena) ale dobrze wiedzieć who is who.
Dla tych, który lubią po filmie dyskutować obowiązkowa propozycja. Na pewno nie wszystkim się spodoba ale raz, że film warto znać a dwa, że to najlepszy film Allena od lat.
Z niecierpliwością czekam teraz na "Zakochanych w Rzymie"
 
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u