FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Les Miserables - Nędznicy
Autor Wiadomość
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2013-02-06, 15:32   Les Miserables - Nędznicy

Les Miserables - Nędznicy
reż. Tom Hooper (Wielka Brytania, 2012)


Wspaniała adaptacja powieści Victora Hugo. Los francuskiego ludu, dotkniętego niesprawiedliwością społeczną, uosabia postać głównego bohatera, katorżnika Jeana Valjeana (Hugh Jackman), skazanego na ciężkie roboty za kradzież chleba. Wydźwignąwszy się z upadku dzięki pomocy biskupa, Jean odnajduje sens dobra, zdobywa wysoką pozycję społeczną i staje się protektorem skrzywdzonych i uciśnionych. Wciąż jednak prześladuje go inspektor policji Javert (Russell Crowe).
[opis dystrybutora kino]


Sroga porażka. Musical w wersji scenicznej kiedyś widziałem i całkiem mi się podobał, Hooper niestety próbował podejścia eksperymentalnego i przegrał na całej linii. Na czym te podejście polega mianowicie? Pan reżyser wymyślił sobie, że autorzy będą jednocześnie śpiewać i grać, kręcąc to wszystko w zbliżeniach i na długich ujęciach. Wypaliło to w przypadku Anne Hathaway, która jako jedyna potrafiła płynnie przestawiać się z trybu śpiewanego na melorecytację i łączyć z tym ekspresję mimiczna. Jackman czasami nawet daje radę, ale kiedy próbuje wchodzić w wyższe rejestry zaczynają się zgrzyty. Crowe to porażka na całej linii. Reszta obsady daje radę raz lepiej (zwłaszcza trzecioplanowi wykonawcy ściągnięci z wersji scenicznych), raz gorzej, ale poziom ich wykonania nijak ma się do tego co w wersjach scenicznych można zobaczyć i czego te piosenki wymagają.
Następna sprawa - wspominany sposób kręcenia na zbliżeniach; film niestety przez większą część czasu wygląda gorzej niż co lepsze seriale BBC, najlepiej wypadają kostiumy i niektóre sceny zbiorowe, ale przez wspomniane wąskie kadry w zasadzie wszelkie śpiewane sceny solowe wypadają zwyczajnie "tanio" i telewizyjnie, co podkreśla jeszcze format 16:9.
Mógłbym się czepiać do scenariusza który bezlitośnie spłyca książkę, przejeżdża jedynie z grubsza po punktach kulminacyjnych fabuły, ale rozumiem że taka specyfika jest charakterystyczna dla scenicznych musicali i potrafiłbym przymknąć oko. Problem polega jednak na tym, że film jest zwyczajnie nudny, słabo zaśpiewany, kiepsko wyreżyserowany, nieciekawy od strony wizualnej. Podziękował.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2013-02-06, 15:51   

Podpisuję się pod powyższym. Srodze się zawiodłem, zwłaszcza, że trailer był nawet całkiem obiecujący. Prawie nikt nie umie śpiewać, a realizacja też nie powala. Najgorzej wypadli Crowe i ten Mariusz (który szczególnie przyprawiał mnie o mdłości). Książki nie czytałem, ale wnosząc ze streszczenia fabuły zamieszczonego na Wikipedii, zostały z niej tylko kawałki, momentami odmienione względem pierwowzoru. Nie wiem, moim zdaniem to wszystko jest mocno pretensjonalne, ale to już chyba zarzut wobec Hugo, a nie twórców filmu. Nie podobało mi się, nie polecam.
 
 
KinoKoneser 
kinomaniak



Dołączył: 05 Sty 2013
Posty: 314
Skąd: Olsztyn
Wysłany: 2013-02-06, 18:54   

Dlaczego uważacie, że Crowe był słaby? Odniosłem nieco inne wrażenie.
A już zarzut, że "prawie nikt nie umie śpiewać" jest śmieszny :) ) Jasne specjalnie wzięli beztalencia wokalne żeby nikt tego nie oglądał ;)
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2013-02-06, 19:30   

Nie jest śmieszny tylko prawdziwy, niestety. Żałosne wycia. Anne Hathaway - jak zresztą słusznie pisze Jarod - wypada najlepiej, ale też oglądamy ją króciutko. Zapomniałem wspomnieć, że śmieszne było parę scen z udziałem Borata i Bonham Carter, ale pod koniec i oni działali mi na nerwy. Cały film ma w zamierzeniu łapać zimną ręką za chuja i wyciskać łezkę, ale ja tego nie kupuję.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-02-06, 19:39   

Arcyznawca napisał/a:
łapać zimną ręką za chuja i wyciskać łezkę


:hmm: :hahaha:
 
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2013-02-06, 19:58   

Chyba sobie daruję - mam dosyć wycia.
Najpierw Butler drący mordę w upiorze, potem McGregor fałszujący w MR, Depp w golibrodzie...
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2013-02-06, 20:52   

Cytat:
Jasne specjalnie wzięli beztalencia wokalne żeby nikt tego nie oglądał

Wzięli znane twarze żeby ludzi zapędzić do kin Nazwiskami na plakatach. Gdyby obsadzili cały film zawodowymi aktorami scenicznymi nikt by na to nie poszedł. Nie pierwszyzna, chociaż jest jednak, przyznaje, nieco lepiej niż w Sweeneyu Toddzie(chociaż Borat i Helena praktycznie powtarzają role z tamtego filmu :) ), z tym, że u Burtona był super klimat i wizualia a tu nawet tego nie uświadczysz...
Co to fabuły - w ogólnym zarysie trzyma się książki (jednak udało mi się ją skończyć), ale kartonowość praktycznie wszystkich postaci pozostała bez zmian. Arczi, polecam serialowa adaptację z Obeliksem w roli głównej - bardzo wierna literackiemu pierwowzorowi, a przy tym wycięto blubry i dodano trochę szarości postaciom.
A, czy tylko mnie bawiło schodzenie kolejnych postaci because fuck you, that's why? Najlepiej to wypadło w przypadku Jackmana, który w kilka dni postarzał się o jakieś 30 lat i sobie umarł bo tak.
Nuzik, zapuśc sobie na yt I Dreamed a Dream w wykonaniu Anne, ta scena to jedyny (może obok dzieciaków) jaśniejszy punkt tej adaptacji. Potem ewentualnie możesz posłuchac Stars Crowe'a co by się pośmiać.
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2013-02-06, 22:20   

Jarod napisał/a:
yt I Dreamed a Dream w wykonaniu Anne

uhum jeśli to jest ten najjaśniejszy moment to wiem już czego się spodziewać. Nawet niezłe, ale ciary nie przechodzą...
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2013-02-06, 22:30   

Ale słuchałas tylko czy widziałas też jak Anka gra? Bo właśnie w grze zasadza się fajnosc tego wykonania. Nominacja do Oscara to co prawda przesada (Hathaway bardziej zasłużyła za Rachel, ale jej nie dali), lecz i tak wykonanie niszczy.
I zapomniałem dopisać - Samantha Barks to jest śliczna dziewczyna <3
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2013-02-06, 22:32   

Jarod napisał/a:
Ale słuchałas tylko czy widziałas też jak Anka gra?

urywki dostępne na YT
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-02-25, 23:58   

Jarod napisał/a:
Samantha Barks to jest śliczna dziewczyna <3


Dwa najważniejsze plusy tego filmu to ona (śpiew i wygląd 10/10) i dzieciak. Crowe nie potrafi śpiewać do tego stopnia, że aż mi było głupio na niego patrzeć, Jackman chwilami coś tam niby fajnego z siebie daje, ale w większości też nie da się go słuchać. Nie rozumiem też dlaczego nie zdecydowali się na poprzeplatanie tych przyśpiewek dialogami, a już w ogóle dlaczego nie odpuścili tego po całości? To smęcenie męskich bohaterów już w pewnym momencie było tak strasznie męczące, że zastanawiałem się czy nie przerwać oglądania. Śmiechu warta jest też nominacja dla najlepszej piosenki, zapamiętałem jej tytuł więc w odpowiednim momencie zorientowałem się, że to TA i myślałem, że pęknę. Jackman coś tam sobie mruczy w powozie i za to nagroda? :tomato: Z "Nędznikami" był to mój pierwszy kontakt, nie widziałem żadnych wcześniejszych filmów ani nie czytałem książki, ale aż żałowałem, że nie był to zwykły film z tą samą obsadą bo naprawdę kupuję tą historię i jak tylko uda mi się trochę wypłukać potworka Hoopera z pamięci zabieram się za książkę.

P.S. Przez cały występ Marius(z)a byłem pewien, że to Jamie Bell :lol: gość ma sobowtóra.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2013-02-26, 00:02   

Przecie to rudy od Marilyn - nie poznałeś? :) i jak Anka podeszła?
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-02-26, 00:18   

Jarod napisał/a:
Przecie to rudy od Marilyn - nie poznałeś?


Nawet jak go sprawdziłem to się nie zorientowałem :hahaha: Anka bardzo spoko i śpiewać umie i wyglądem nieźle dała do pieca, ale strasznie jej mało.

Zapomniałem jeszcze dodać, że strasznie psioczycie na "Sweeney Todda", a ja właśnie cały seans "Nędzników" wymieniałem sobie film Burtona w głowie jako przykład, że można zrobić hollywoodzki musical ze znanymi aktorami i że wyjdzie dobry film. Muszę chyba go w takim razie odświeżyć i zweryfikować wspomnienia.
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2150
Skąd: Łazy
Wysłany: 2013-03-17, 14:46   

Tak mi się podoba wykonanie Hathaway wiadomej piosenki i naszukałem się trochę za innymi wykonaniami i to co zrobila z tą piosenką Susan Boyle w angielskim mam talent, to po prostu brak mi słów. http://www.youtube.com/watch?v=8OcQ9A-5noM
Zdublowałem niechcący opinie o filmie i jak chciałem dopisac to co na początku napisałem to pomyliłem się i usunąłem całą wypowiedz. Więc jeszcze raz to typowy klasyczny musical z wadami i zaletami. Spodziewałem sie o wiele gorszego filmu a to typowy przeciętniak. Fajna była scena z ciągnięciem statku na początku. Zawiedli Crowe, a zwłaszcza Jackman a to nie pierwszy musical w którym wystąpił. Z facetów obronili się Sasha Bahron i Eddie Redmayn. Aktorki za to klasę pokazują na czele z Hathaway, choć oskara bym nie dał, bo to epizod. Równie dobra co Hathaway była aktorka grajaca Eponine.
  
 
 
Kannagi 
świeżak



Dołączyła: 24 Mar 2013
Posty: 7
Skąd: Internet
Wysłany: 2013-03-25, 00:33   

Uwielbiam musicale w wersji scenicznej. Kocham Les Miserables. Utwory z tego musicalu skatowałam chyba we wszystkich wersjach, jakie udało mi się dorwać... I tego filmu bardzo, ale to bardzo się bałam, a kończynami tak się zapierałam przed oglądaniem, że aż mi siłą bilet do kina kupowali. No, ale w końcu ściągnęłam pirata i się cieszę, bo nie odżałowałabym tych pieniędzy. Film, sam w sobie, zły nie jest... Ale jako kinowa wersja mojego ukochanego musicalu boli i doprowadza mnie do spazmów.
Film wokalnie się do musicalu nie umywa, film wokalnie jest marny, film wokalnie się nie nadaje do słuchania. "Suddenly" nominowane do Oscara? Jaja sobie Akademia robi? Przecież od tego uszy puchną.
Prawdziwa tragedia nazywa się jednak Russell Crowe, aktor jednej miny. Mógłby być ojcem Kristen Stewart... A minę ma, jakby goniło go do kibla i bardzo próbował nie popuścić. Śpiewa jak bite dziecko i moja dusza łka za każdym razem, gdy pan Crowe otwiera usta. Philip Quast, Łukasz Dziedzic - to są głosy! To są wykonania! To jest siła, to jest Javert, to jest to! A pan Crowe niech już idzie do tego sracza i ulży sobie, bo żal na niego patrzeć, jak to ładnie ujęto wyżej.
Jeśli chodzi o obsadę, nawet podobała mi się Samantha Barks jako Éponine - dziewczyna ma głos. Piękny Aaron Tveit ma nie tylko urodę, ale przede wszystkim charyzmę i jako Enjorlas sprawia się świetnie. Młody Daniel Huttlestone w roli Gavroche absolutnie podbił moje serce, zakochałabym dzieciaka na śmierć ;D No i są jeszcze Thénardier... Nie zawiodłam się ani na Helenie, ani na Cohenie - oboje byli cudowni i przekomiczni. Co zaś do reszty... Hugh Jackman jako Jean Valjean może być, nie potrafiłam się jednak przekonać do Anne Hathaway jako Fantine. Wolę ją w wersji z większą ilością siły i gniewu. Nie mówię, że była zła, po prostu słaba i histeryczna, ale to nie ta Fantine, którą lubię. Za bardzo mimozowata - przez wszystkie sceny z nią cierpiałam na "A dobrze ci tak". Wiecie - tamta Fantine była silna i naprawdę wierzyłam, że to nie jej wina, że jej się życie tak źle potoczyło, a tutaj... Nie, to nie było to.
Klozecie i Mariusowi mówię nie zawsze i wszędzie. Nie wiem, jak to jest w książce, ale ta para jest zwyczajnie tragiczna, i tu nie było lepiej, chociaż Eddie Redmayne dał się jeszcze przełknąć. Bardzo podobał mi się jeszcze Grantaire, ale zwyczajnie bardzo lubię duet Enjorlasa i Grantaire'a ;D
Jeśli chodzi o nominacje do Oscara: była za najlepszy film (był taki se), aktora pierwszoplanowego dla Hugh Jackmana (też był mocno taki sobie), Anne Hathaway za drugoplanową (ja bym dała Sally Field, ale Anne może być), najlepszą charakteryzację (dostał - no i niech będzie), piosenkę ("Suddenly" jest TRAGICZNE, mogli wybrać lepszy utwór), scenografię (nie wiem, czy Lincoln był lepszy - oba były niezłe), kostiumy (no dobrze, było całkiem w porządku, ale bez szału), dźwięk (dostał, trochę się dziwię).
No dobrze. Ogólnie nie było źle. Niektóre utwory, szczególnie te grupowe (no i "Master of the House") są wykonane całkiem nieźle. Może nawet sprawiałoby mi to przyjemność, gdyby nie Crowe. Był wstrząsająco zły.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u