FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Sesje
Autor Wiadomość
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-02-07, 09:11   Sesje

Sesje / The Sessions
reż. Ben Lewin (USA 2012)

Nagrodzony na festiwalu niezależnego kina Sundance komediodramat w reżyserii Ben Lewina (”Georgia”). Zbliżający się do czterdziestki, dotknięty paraliżem niemal całego ciała mężczyzna postanawia poznać smak seksu, a w obawie o swą sprawność opłaca terapeutkę, której specjalnością jest leczenie zahamowań seksualnych w praktyce. [opis dystrybutora]

„Sesje” wybrały sobie na premierę bardzo nieodpowiedni czas bo przez raczej drugoplanową obsadę nie za bardzo miały z czym startować do filmowego wyścigu zbrojeń 2013 i ta cisza, którą „Sesje” zasiewają jest bardzo krzywdząca ponieważ mamy tu do czynienia z filmem co najmniej tak samo dobrym jak „Nietykalni”. Porównań do Francuskiego hitu na pewno nie zabraknie, bo oprócz samej zbieżności gatunków (komediodramat) mamy jakieś tam dążenie do szczęścia ludzi z zaawansowaną grupą inwalidzką. Oś fabularną stanowi droga Marca od „byłem i zawsze będę prawiczkiem” do Wayne’a Gretzkiego motelowych sypialni. W zadaniu pomaga dawno niewidziana Helen Hunt, która przez większość filmu paraduje nago i szczerze mnie tym kupiła bo brak tu wystylizowanych i przepoconych nagich scen na tle zachodzącego słońca, całość rozgrywa się raczej na jasno oświetlonych powierzchniach mieszkalnych co jak dla mnie potęguje wrażenie jakiegoś wstydu, dyskomfortu dla aktora, a po Helen nie widać nic a nic. Takim lekkim autokomentarzem na ten temat wydaje mi się być scena w żydowskim basenie. Największym atutem tego filmu i tak pozostaje jego lekkość. Lekkie są dialogi, żarty i fabuła. Nie ma się ponad normę czym smucić, a ja nieźle się uśmiałem. Najbardziej komicznie wypadają chyba spotkania Marca z księdzem (Macy), który sprawia wrażenie jakby wyrwali go z Shameless. Bardzo dobre, zwięzłe i zabawne kino.

Ocena: 9/10
Ostatnio zmieniony przez BM 2013-02-07, 21:37, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2013-02-10, 13:53   

Też mi się bardzo podobało podejście polegające na ogólnym luzie i "zero drama". Tak tylko myślę, że bohater miał farta, że trafił mu się taki bezproblemowy ksiądz. Z klechą miotającym klątwy, starszącym piekłem i siarką za oczywiste wykroczenia przeciwko jedynie słusznej wierze film móglby być z deka mroczniejszy i smutniejszy. Albo wręcz przeciwnie. Widać, że reżyser nie chciał robic antyreligijnej agitki i też dobrze, ale czy ostatecznie nie za mało kantów zostawił?

Duet Hunt - Hawkes mistrzowski, brak docenienia w postaci nominacji do rycerzyków Akademii zasługuje tylko na :tomato:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-02-25, 18:04   

Zawiodłem się. Zabawne jest to tylko trochę. Głównie jest to dramat, ale niestety bardzo mało dogłębny, raczej powierzchowny, mętny i nieangażujący. A to dlatego, że cały "dramat" tej osoby rozpisany jest na instytucje i - jak to poczułem - głównie stara się dostarczyć argumentów na rzecz zawodu (instytucji?) surogatki/surogata. Z jednej strony osoba bardzo pokrzywdzona przez los - niepełnosprawny, którego brak doświadczenia seksualnego przyczynia się do poczucia niespełnienia i odczuwa on w dodatku jeszcze większe kompleksy i nie może sobie poukładać przez to życia z osobą przeciwnej płci. Z drugiej strony jest Kościół/ksiądz, bardzo liberalny, który te problemy rozumie i daje przyzwolenie. I z trzeciej strony wreszcie, przedmiot całej kontrowersji - surogatka, która odwala taką robotę, że aż zmienia całe życie pacjenta. No jak tego nie zrozumieć i jak nie poprzeć, się pytam? Aktorsko nieźle, ale rola Hunt jest co najwyżej po prostu dobra (ma znacznie lepsze role na koncie), Hawkesa podobnie.

Takie tam. Sory Gregory. 6,5/10
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-02-25, 18:54   

jaz napisał/a:
głównie stara się dostarczyć argumentów na rzecz zawodu (instytucji?) surogatki/surogata.


:nigga: gdzie? Tak było więc to jest pokazane w filmie, a argumentacji czy to dobre czy be jakoś nie dostrzegłem.

jaz napisał/a:
I z trzeciej strony wreszcie, przedmiot całej kontrowersji - surogatka, która odwala taką robotę, że aż zmienia całe życie pacjenta.


Zmienia życie, owszem, ale zastanowiłeś się nad tym jak trudno zmienić życie kogoś takiego? Wg mnie film rewelacyjnie pokazuje, że główny bohater przywiązuje się do każdego kto tylko okaże mu chociaż trochę sympatii (stąd też limit spotkań) i stąd też jego rychłe zakochanie się w niej czyli jakaś tam zmiana w życiu, zresztą dla takiego gościa zmianą w życiu był raczej fakt rozpoczęcia życia seksualnego (na bank nabrał przy tym pewności siebie), a nie spotkania Helen. Koniec końców wychodzi na to, że sam odwalił taką robotę, że zmienił swoje życie.

A ja i tak wiedziałem, że Tobie się ten film nie spodoba. Idź Bradelya Coopera oglądać :tomato:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-02-25, 22:03   

mr Orange napisał/a:
:nigga: gdzie? Tak było więc to jest pokazane w filmie, a argumentacji czy to dobre czy be jakoś nie dostrzegłem.


mr Orange napisał/a:
całość rozgrywa się raczej na jasno oświetlonych powierzchniach mieszkalnych co jak dla mnie potęguje wrażenie jakiegoś wstydu, dyskomfortu dla aktora, a po Helen nie widać nic a nic. Takim lekkim autokomentarzem na ten temat wydaje mi się być scena w żydowskim basenie.


To też masz nigę. :nigga:

Układ sił w filmie jest tak wyraźny, że aż samonarzucający się: (1) kaleka, który być może nigdy by nie doświadczył gdyby nie (2) surogatka i - czarno na białym, ale dostrzegający odcienie szarości - (3) ksiądz.

Ba, więcej, bo jest jeszcze żydowska Synagoga i scena, którą Ty odczytujesz jako "autokomentarz", ja widzę jako scenę w Synagodze, gdzie padają słowa takie oto:

- Czasem przychodzą tu młode mężatki z matkami.
- "Czy to też muszę zdjąć? Mogę w tym zostać?"
- Pierwszy raz są nago.
- "Nie, kotku, zdejmujemy wszystko".
- I zdejmują? - I zdejmują.
- Stają na krawędzi basenu, i nie mają czego się trzymać, prócz samych siebie.
- Nie mają się za czym schować.
- To jest twoje ciało.
- To jest ciało, które stworzył dla ciebie Bóg.


Jak mam to odebrać inaczej, jak powiedzenie w (kolejnej w filmie) instytucji religijnej "To jest ciało, które stworzył dla ciebie Bóg"? Nie wiem jak. :hmm:

Absolutnie nie chcę wyśmiewać tej pomocy, jakiej dostarczyła bohaterowi surogatka czy postępów, jakie on poczynił, ani twierdzić, że seks nie jest ważną dziedziną życia człowieka. Ale jakoś nie poczułem tej chemii pomiędzy bohaterami; tego dlaczego się bohater tak zakochał w surogatce, a tym bardziej tego, że ona nawet w pewnym momencie zaczęła się w cały proces angażować i lekko miotać w życiu rodzinnym.

mr Orange napisał/a:
A ja i tak wiedziałem, że Tobie się ten film nie spodoba.


A ja już prawie wiedziałem, że mi się bardzo spodoba... do czasu aż obejrzałem. Bywa.

mr Orange napisał/a:
Idź Bradelya Coopera oglądać :tomato:


A takie teksty mógłbyś sobie darować, nie sądzisz? :tracakijkiem:
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-02-25, 23:07   

jaz napisał/a:
mr Orange napisał/a:
:nigga: gdzie? Tak było więc to jest pokazane w filmie, a argumentacji czy to dobre czy be jakoś nie dostrzegłem.


mr Orange napisał/a:
całość rozgrywa się raczej na jasno oświetlonych powierzchniach mieszkalnych co jak dla mnie potęguje wrażenie jakiegoś wstydu, dyskomfortu dla aktora, a po Helen nie widać nic a nic. Takim lekkim autokomentarzem na ten temat wydaje mi się być scena w żydowskim basenie.


To też masz nigę. :nigga:


Nie czaję. Ja o technicznej stronie pracy aktorskiej, a nie czy to dobre czy złe, ale rozumiem o co Ci chodziło z tym argumentowaniem bo poprzednim razem nie zajarzyłem do końca i po przemyśleniu stwierdzam, że owszem argumentacja jest na tyle szeroko w tym filmie zakorzeniona, że gdyby ją wyciąć to zostałoby materiału pewnie na długa krótkometrażówkę, ale ja sam dla siebie jestem dowodem, że zrobili to całkiem sprawnie bo ani przez chwilę się na tym aspekcie nie skupiałem i mi to nie przeszkadzało chociaż ujawnia lekkie płycizny.

jaz napisał/a:
A takie teksty mógłbyś sobie darować, nie sądzisz? :tracakijkiem:


Nie obrażaj się :rose:
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2148
Skąd: Łazy
Wysłany: 2013-03-04, 23:16   

Bardzo dobry film ale skoro dobra Helen Hunt dostała nominację do Oscara to i Hawkes powinien bo jest jeszcze lepszy, naprawdę świetna rola. I miło też zobaczyć Williama Macy w innej roli jak w Shameless, fajna drugoplanowa rola. Może mi się wydaje albo to chwilowa moda ale coraz więcej ostatnio filmów o niepełnosprawnych, niedawno wiadomy francuski hit o przyjażni, a słyszałem jeszcze o filmie z Marion Cotillard Rust and Bones.
 
 
Oslo 
kinomaniak



Dołączyła: 25 Lut 2013
Posty: 246
Skąd: nieważne
Wysłany: 2013-10-20, 23:58   

gall anonim napisał/a:
słyszałem jeszcze o filmie z Marion Cotillard Rust and Bones.

Świetny film, polecam.

"Sesje" mi się podobały, bardzo subtelnie, choć wprost, otwarcie i dość obrazowo mówią o zaspokojeniu potrzeb seksualnych ludzi niepełnosprawnych. Pamiętam, że dobrych kilka lat temu był popularny dokument "Murderball", o facetach na wózkach grających w kosza i bezwstydnie rozprawiających o seksie.
Czasem widzi się, czy czyta o parach, w których jeden z partnerów nie jest w pełni sprawny, a ten drugi jest zdrowy i całkiem ładny, przystojny itp. Jeśli ktoś nie chce się dziwić, dlaczego tak się dzieje, że takie związki są możliwe i całkiem realne, niech zobaczy ten film.

Bardzo dobre aktorstwo, Macy jako ksiądz - ok. Nie mieliście wrażenia, że były chwile, kiedy Marcowi zazdrościł jego seksualnej edukacji, chciałby być na jego miejscu?

Trzeba przyznać, że Marc w swoim nieszczęściu miał i tak sporo szczęścia, a to dlatego, że temu szcześciu umiał pomóc - był otwarty, szczery, nie wstydził się swojej ułomności, poczucie humoru go nie opuszczało, potrafił mówić o swoich potrzebach - świetna scena, gdy spowiada się księdzu i mówi, że Amanda kocha, ale nie kocha, że go opuściła i na koniec prosi spowiednika, żeby go objął (czyli pocieszył).

Scena z ciałem, w synagodze, nie była ku chwale religii, a raczej ku chwale ciała, które, jakiekolwiek by ono nie było, powinniśmy je kochać, bo jest nasze i nie wstydzić się, bo stąd się bierze wiele ludzkich zahamowań.

Marc zakochał się w surogatce, tak jak zresztą w każdej dziewczynie/opiekunce, z ktorą miał kontakt. Była jego terapeutką, a w nich bardzo często zakochują się ich klienci (więź jaka rodzi się podczas sesji może być bardzo szczególna). Scena w samochodzie, po sesji, gdy Cheryl otrzymuje list z wierszem od Marca - piękna. Ten wyraz twarzy Hunt, który mówi wszystko co ona czuje, a czego nie wolno jej czuć.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u