FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Legenda telewizji
Autor Wiadomość
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-06-19, 11:17   Legenda telewizji

Legenda telewizji / Anchorman: The Legend of Ron Burgundy
reż. Adam McKay (USA 2004)

Akcja filmu toczy się w latach 70-tych. Ron Burgundy (Ferrell) najpopularniejszy spiker telewizyjny w San Diego jest gwiazdą wiadomości kanału 4. Były to czasy, w których tylko mężczyźni mogli prowadzić wiadomości. Pewnego dnia do jego telewizji przychodzi piękna i bardzo ambitna dziennikarka Veronica Corningstone (Christina Applegate). Na początku oboje się w sobie zakochują. Jednak pewnego razu Veronica zastępuje Rona w prowadzeniu wiadomości. Od tego czasu oboje weszli na wojenną ścieżkę.

Fajne, rozrywkowe filmidło. Z gatunku: amerykańska głupia komedia, ale jak dla mnie osobiście, z humorem tak głupim (i miejscami tak absurdalnym), że aż śmieszna. Szkielet całej opowieści bardzo schematyczny i nietrudno przewidzieć zakończenie, ale liczba mniej lub bardziej udanych gagów po drodze jest tak duża, że dałoby się obdzielić nimi kilka innych głupich amerykańskich komedii. Scenki/teksty śmieszne przeplatają się ze słabszymi i cokolwiek wymuszonymi, ale w ostatecznym rozrachunku i tak film wypada na plus.

Świat "Anchormana" to jakby ten sam świat, co z "Mad Mena", czyli rzeczywistość supremacji facetów i jednego kanału telewizji. I podobnie jak "Mad Men", film jest ciekawie w szczegółach na tamte lata wystylizowany - faceci noszą srogie mustasze, przaśne garnitury, są prawdziwymi macho, a na obecność ambitnej dziennikarki w redakcji reagują co najmniej ciekawie (nie tylko, jak na tamte czasy, hehe). Także pod względem zdjęciowym udało się twórcom utrzymać ciekawy klimat, może nawet bardziej przypominający pamiętną scenkę ""Angels Live In My Town" z "Boogie Nights", niż poważny i elegancki świat z "Mad Men". :D

Główni bohaterowie to: tytułowa gwiazda telewizji Ron Burgundy (Will Ferrell), przedstawiciel męskiego stylu Brian Fantana (Brian Fantana), jakiś nieprawdopodobny biurowy kowboj w kapeluszu Champ Kind (David Koechner), facet z IQ 48 walący zawsze teksty od czapy Brick Tamland (Steve Carell) i ambitna, nie do końca wyzwolona dziennikarka Veronica Corningstone (Christina Applegate).

Na drugim planie również przewija się paru ciekawych aktorów, jak Tim Robbins, Seth Rogen, Danny Trejo czy Ben Stiller. Po takim składzie powinniście już wiedzieć czego można się spodziewać. Nie będę więc Wam streszczał całego filmu. Napiszę tylko, że warto po film sięgnąć w ramach zapodania sobie czegoś rozrywkowego i niezobowiązującego. Parę scen jest zwyczajnie głupich i przegiętych (np. kompletnie niepotrzebna i boleśnie głupia scena walki, ale znowuż nie taka najgorsza), ale nie brakuje zabawnych momentów czy niewybrednych tekstów sformułowanych na dość wysokim poziomie abstrakcji. Warto choćby dla Czarnej Pantery, sceny w jazz klubie czy rozmowy psa z niedźwiedziem i różnych poszczególnych pomniejszych itd... Parę razy parsknąłem niekontrolowanym śmiechem, a więc nie było chyba tak źle... ;)

Macie taką próbkę czego można się mniej więcej spodziewać:




Polecam. I nie wierzę, że nikt tutaj tego nie zna... A jak ktoś nie zna, to warto nadrobić, bo w tym roku wychodzi dwójka... ;)

7,7/10
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-06-20, 12:38   

Dobry film :hahaha: Przez większość seansu miałem wrażenie, że oni te sceny improwizowali, tak głupiego i śmiesznego jednocześnie filmu dawno nie widziałem, sceny z definicją miłości czy telefoniczne dżołki na Veronice mnie po prostu rozpierdalały, obsada też miażdży bo zebrali tam chyba każdego amerykańskiego komika ich z głównego kasowego nurtu (Carreya zabrakło).

jaz napisał/a:
Parę scen jest zwyczajnie głupich i przegiętych (np. kompletnie niepotrzebna i boleśnie głupia scena walki, ale znowuż nie taka najgorsza),


To było genialne :lolokopter: a postać Carrela też chwilami miała takie momenty, że płakałem ze śmiechu, mega rekomendacja jazu :fingerok:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-06-20, 22:43   

Orange napisał/a:
To było genialne :lolokopter: a postać Carrela też chwilami miała takie momenty, że płakałem ze śmiechu,


No czy genialne, to bym się kłócił. Ale już rzut Carrela trójzębem był na pewno niezły. :kotyeee:


Orange napisał/a:
mega rekomendacja jazu :fingerok:


Super. Fajnie. Cieszy mnie to. :)

BTW. Znasz coś w tym stylu i mógłbyś polecić?
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-06-21, 08:12   

jaz napisał/a:
BTW. Znasz coś w tym stylu i mógłbyś polecić?


Możesz spróbować "Incredible Burt Wonderstone", film z tej samej stajni z tymi samymi aktorami i zajebistą postacią Carreya, ale jednak od "Anchormena" będzie ciut gorszy bo sobie nie pozwala na bycie głupim do samego końca.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-06-21, 13:05   

Ok. Dzięki. Obadam. :)

A Ty kojarzysz "Robogejszę"? Konsekwentnie głupi (czyli fajny) od początku aż po sam koniec. :kotyeee:
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-06-21, 18:47   

jaz napisał/a:
A Ty kojarzysz "Robogejszę"? Konsekwentnie głupi (czyli fajny) od początku aż po sam koniec. :kotyeee:


Jakoś jak Ty oglądałeś to sobie przywłaszczyłem w ramach Twojej rekomendacji do mojego nadrabiania azjatyckiego kina, ale ostatnio jakoś czasu mniej, a i ten azjatycki surrealizm mnie trochę wypompował po "Visitor Q" i wybierałem pozycje z tego gatunku o raczej przyziemnej tematyce, ale niedługo i do tego zrobię podejście bo w kolejce jeszcze "Tetsuo" i "Gozu" od Surfera.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-06-22, 06:49   

Orange napisał/a:
a i ten azjatycki surrealizm mnie trochę wypompował po "Visitor Q" i wybierałem pozycje z tego gatunku o raczej przyziemnej tematyce, ale niedługo i do tego zrobię podejście bo w kolejce jeszcze "Tetsuo" i "Gozu" od Surfera.


Hm, to jak by mnie wypompował azjatycki surrealizm czy nawet cokolwiek by mnie wypompowało, to bym zapodał "Robogejszę" (którą mi zresztą polecił Jarod za co dziękuję). To jest typowy film na odpompowanie się. ;)
 
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2013-06-22, 08:18   

Jazik, ale Ty nie widziałeś jeszcze Kung Fu Hustle, nie? Nadrób :)
 
 
Szaman 
bywalec



Wiek: 29
Dołączył: 14 Kwi 2013
Posty: 189
Skąd: Garden State
Wysłany: 2013-08-24, 22:06   

9/10

Świetna komedia, najzabawniejsza jaką widziałem od bardzo dawna, aż żałuję, że trafiłem na nią dopiero teraz. To co wyprawia tutaj Steve Carell to mistrzostwo świata, uderzyło mnie jak bardzo nie doceniałem tego sympatycznego aktora. Przeciętny trailer zapowiada, że kontynuacja nie powtórzy poziomu oryginału. Szkoda.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u