FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Bez przebaczenia
Autor Wiadomość
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-13, 16:26   Bez przebaczenia

Bez przebaczenia / Unforgiven
reż. Clint Eastwood (USA 1992)

Dawny rewolwerowiec, po wielu latach spędzonych w roli przykładnego męża i ojca, zostaje wynajęty by zgładzić kowbojów odpowiedzialnych za oszpecenie prostytutki.

Jeden z moich ulubionych filmów oraz jeden z najlepszych westernów, powstały w czasach, gdy gatunek ów wydawał się być już martwy. Nie jest to zresztą pierwszy western wyreżyserowany przez Clinta Eastwooda, ale zdecydowanie najlepszy i najmocniejszy. Nic więc dziwnego, że cieszy się on wielkim uznaniem: otrzymał wiele nagród, w tym 4 Oscary (m.in. za najlepszy film) i 2 Złote Globy, trafił na wiele toplist wszech czasów itd. Właściwie jest to antywestern w stylu Leone i Peckinpaha, przewartościowujący wartości prezentowane w klasycznych westernach, ukazując je w krzywym zwierciadle. Tu podział na dobrych i złych się zaciera, niemal wszystko jest niejednoznaczne, każdy ma po części rację, a po części jej nie ma. Do bólu realistyczny, pełen brudu i zrezygnowania. Sceny przemocy może nie są zbyt liczne, ale za to mocne i sugestywne, zwłaszcza rewelacyjny finał. Ciekawie skonstruowane postaci, znakomicie odegrane przez Clinta Eastwooda, Morgana Freemana i Gene Hackmana. Właściwie nie ma tu się o co przyczepić. Polecam!!!
  
 
 
trzeci człowiek 
kinomaniak



Dołączył: 22 Lip 2010
Posty: 372
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-08-16, 01:23   

Krotko: bardzo dobry film.

Chcialbym tylko zauwazyc, ze film nie wytrzymuje porownania z dokonaniami Leone. Co prawda trylogia dolarowa jest bardziej rozrywkowa, choc w Dobry, zly i brzydki jest kilka momentow do kontemplacji, ale juz Pewnego razu na dzikim zachodzie czy Garsc dynamitu (co prawda mocno lewackie, ale w inteligentny sposob) to dziela raczej stawiajace mocno nacisk na tresc, nie tylko twardy wzrok Clinta i strzelanie w latajace kapelusze. Dlaczego Unforgiven nie wytrzymuje starcia? Glownie realizatorsko - Leone to byl istny geniusz i trudno go w rezyserii przescignac, a Clint w Bez przebaczenia, choc juz naprawde wyrobiony, to nadal do Sergio daleka droga. To sa jakby filmy z innych bajek. Sprobujcie obejrzec Pewnego razu a potem cos z westernow Clinta. Jest duza roznica, ktora widac na pierwszy rzut oka.

Przede wszystkim na plus scenariusz i aktorstwo.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-17, 11:05   

"Pewnego razu...", to jak już pisałem w odpowiednim temacie, według mnie najlepszy western w historii kina. Mniej zabawowy, a więcej symboliki, co zdecydowanie wyszło filmowi na plus. Natomiast "Bez przebaczenia" jest bardzo ciężkie, skłania do refleksji i rozprawia się z paroma mitami Dzikiego Zachodu — w tym głównie upatruję siły tego filmu.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-08-17, 21:11   

Zawsze miałem Eastwooda trochę za prostaczka, zwolennika prostych, siłowych rozwiązań i czarno - białej wizji świata, ale po tym filmie (nie mówiąc już o kapitalnym "Co się wydarzyło w Madison County", gdzie pokazał się jako człowiek całkiem inny, niż brudny Harry czy o bardzo niegłupiej "Rzece Tajemnic") zmieniłem o nim opinię. Moim zdaniem Eastwood bardzo fajnie tym filmem zakręcił, jak prawicowy lewicowiec albo lewicowy prawicowiec, dosłownie. Mamy tu bowiem pogadankę na temat przebaczenia i możliwości poprawy (resocjalizacji), a wiemy jak się do powyższej kwestii ustosunkowują się z grubsza oba główne skrzydła polityczne. I tak, w filmie mamy Little Bill Daggetta, przedstawiciela "twardej" linii, niby osobę bez grzechu na sumieniu, działającą zawsze zgodnie z prawem, jednak faktycznie próżną i okrutną, w ogóle nie budzącą sympatii. Z drugiej, mamy William 'Bill' Munny'ego, ex hulakę i zawadiakę, okrutnika i wielokrotnego mordercę, który jednak dzięki miłości do kobiety stał się bardziej refleksyjny, zrozumiał własne postępowanie i dogłębnie i szczerze się zmienił. Kompletnie mi zabił ćwieka Clint tym filmem, bowiem po nim właśnie się czegoś takiego nie spodziewałem. W ogóle unika prostych odpowiedzi i czarno - białych rozwiązań. Polecam!

Aha i jak do tej pory ja również wolę "Unforgiven" niż filmy Leone. Mistrzostwo, owszem, w nich dostrzegam - może się po prostu jeszcze do nich bardziej przekonam.
  
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-17, 21:18   

Clint jest członkiem Partii Libertariańskiej, a nie żadnym lewicowcem :hahaha:
jazu napisał/a:
Z drugiej, mamy ex hulakę i zawadiakę, okrutnika i wielokrotnego mordercę, który jednak dzięki miłości do kobiety stał się bardziej refleksyjny, zrozumiał własne postępowanie i dogłębnie i szczerze się zmienił.

Czy na pewno jest tak, jak piszesz? Finał pokazuje coś raczej odmiennego, mianowicie że on się jednak nie zmienił wcale, bo pewnych nawyków nie da się wykorzenić. Dalej jest bezwzględnym, morderczym rewolwerowcem. To właśnie zabija największego ćwieka i dowodzi, że "Bez przebaczenia" nie jest filmem łatwym i lekkim, jak większość klasycznych westernów. Jeśli można tu mówić o resocjalizacji, to zmienił się bohater odgrywany przez Morgana Freemana, który po prostu nie potrafił już zabijać.
Nie zgodzę się też co do tak jednoznacznie negatywnej oceny postaci Hackmana.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-08-17, 21:24   

Arcyznawca napisał/a:
Clint jest członkiem Partii Libertariańskiej, a nie żadnym lewicowcem :hahaha:


No to tym lepiej nawet o nim ten film świadczy: że nie zaprzestał myśleć; że pomimo zdecydowanego stanowiska potrafi się do siebie samego zdystansować i dostrzec słuszne argumenty również po drugiej stronie barykady. Jak już pisałem, ćwieka zabiło mi to, że film wyszedł właśnie od niego.

Arcyznawca napisał/a:
Czy na pewno jest tak, jak piszesz? Finał pokazuje coś raczej odmiennego, mianowicie że on się jednak nie zmienił wcale, bo pewnych nawyków nie da się wykorzenić. To właśnie zabija największego ćwieka i dowodzi, że "Bez przebaczenia" nie jest filmem łatwym i lekkim, jak większość klasycznych westernów.


No tak, dokładnie. Ale to już nie było działanie w imię pijanego widzi mi się, tylko w imię zasad czy nawet sprawiedliwości. Tak, jak piszesz - tu również film Eastwooda ujawnia swoją niejednoznaczność - zdecydowane działania są dozwolone, jednak niech się to dzieje w imię jakichś wartości. Nie mamy tylko zła i dobra, czarnego i białego - są również różne odcienie zła, nawet zło usprawiedliwione. Swoja drogą, najbardziej złą postacią w tym filmie jest jak dla mnie Little Bill Daggett, a więc do jakich wniosków moglibyśmy jeszcze dojść, że prawo nie równa się dobru? Myślę, że nad tym filmem da się trochę dłużej podumać. Świetny, zapętlony scenariusz.
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-17, 21:51   

jazu napisał/a:
zdecydowane działania są dozwolone, jednak niech się to dzieje w imię jakichś wartości. Nie mamy tylko zła i dobra, czarnego i białego - są również różne odcienie zła, nawet zło usprawiedliwione

To libertariańska postawa, często przemyca w filmach Clinta, w takim np. "Gran Torino" też bohater bierze sprawy w swoje ręce, podobnie jak w "Rzece tajemnic" (tam jednak z fatalnym, tragicznym skutkiem). Zwłaszcza w sytuacji niewydolności opresyjnego aparatu państwowego, jego zdeprawowania itd., jak w "Bez przebaczenia" właśnie. Dla amerykańskich libertarian oraz np. południowców, władza państwowa niekoniecznie reprezentuje prawo, dobro itd.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-08-18, 00:24   

Doskonale rozumiem, że takie "obywatelskie nieposłuszeństwo" dobrze pasuje do libertarianizmu (choć bez problemu dawało się również uzasadniać takie inicjatywy na gruncie liberalizmu lewicowego - Ronald Dworkin, czy pozytywizmu prawniczego - Joseph Raz), który jest skrajnie nieufny czy nawet wrogi wobec państwa. Całe nieporozumienie w tym, że myślałem, iż pojmujesz libertarianizm w sposób "internetowy" znaczy jako liberalizm klasyczny. A libertarianizm właściwy to wiadomo Nozick, Rothbard itp. Sam mam wiele sympatii dla ich myśli i pewnie bym został libertarianinem, klynknął i złożył ślubowanie i w ogóle, gdybym jednak nie myślał, że pewien poziom pomocy społecznej jest konieczny i że nie zorganizuje się on sam, jak to często jest przedstawiane.

Swoją drogą, Clinta właśnie o klasyczny bym podejrzewał - często z jego filmów, choćby z "Gran Torino" przebija taka tęsknota za uświęconym, dawnym porządkiem. Z tą jego partią libertarian, to mnie troche zaskoczyłeś.

Ale ok, koniec offtopa. Wracając do filmu, to mi również się wydaje, że on ładnie się komponuje z libertarianizmem. Z jednej strony, obywatel, może i niedoskonały, ale z drugiej strony również organom państwa wiele brakuje i nie jest tak, ze z konieczności uosabiają one same dobre rzeczy. Stąd też ma obywatel prawo do uzasadnionego nieposłuszeństwa.

Nie chciałbym jednak zredukować tegoż filmu do takiej wykładni. Myślę, że jest na tyle ciekawy i złożony, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie.
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-18, 00:45   

jazu napisał/a:
Całe nieporozumienie w tym, że myślałem, iż pojmujesz libertarianizm w sposób "internetowy" znaczy jako liberalizm klasyczny. A libertarianizm właściwy to wiadomo Nozick, Rothbard itp.

Miałem na myśli rzecz jasna przede wszystkim przedstawicieli Austriackiej Szkoły Ekonomii.
jazu napisał/a:
Swoją drogą, Clinta właśnie o klasyczny bym podejrzewał - często z jego filmów, choćby z "Gran Torino" przebija taka tęsknota za uświęconym, dawnym porządkiem.

Społeczny konserwatyzm, hołdowanie tradycyjnym wartościom się z libertarianizmem nie wyklucza, a wręcz przeciwnie, libertarianizm wyrasta z praw naturalnych, honorowanych przez wszystkie dawne, uświęcone wspólnoty.
jazu napisał/a:
Nie chciałbym jednak zredukować tegoż filmu do takiej wykładni. Myślę, że jest na tyle ciekawy i złożony, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Podobnie — uważam, że to nie tyle prosta agitka, co raczej pewne wątki przemycone do historii o bardziej uniwersalnej wymowie. Fakt, że otrzymał kilka Oscarów (towarzycho z Hollywood reprezentuje raczej inny światopogląd) i innych nagród, świadczy o tym najlepiej. Scenariusz jest po prostu bardzo złożony, postaci skomplikowane i niejednoznaczne, a przy tym całość jest spójna i mocna w swej wymowie. To największe zalety tegoż obrazu.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-08-18, 00:52   

Hołdowanie klasycznym, rzekomo prawnonaturalnym wartościom i instytucjom to dla mnie liberalizm klasyczny i co najwyżej pół wolności, znaczy zarabiaj do woli, ale wydawaj na to, na co nakazuje tradycja (wspomagana często na dodatek wymyśloną boską lub kosmologiczną teorią), a więc prawo, a więc państwo, a więc inni ludzie - co faktycznie oznacza zniewolenie. Libertarianizm właściwy to max swobód w sferze ekonomicznej i obyczajowej - nigdy nie widziałem tego inaczej. Nie ma czegoś takiego jak pół wolności. Ale to tylko moje zdanie. :kotyeee:
 
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2172
Skąd: Łazy
Wysłany: 2014-02-27, 02:52   

Przypomniałem sobie dziś jeden z najlepszych filmów Eastwooda i nawet nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem, chyba z 10 lat jak nie więcej i to banał co teraz powiem, ale takich filmów już się nie kręci. Pożegnał się tym hołdem dla Dona Siegela i Sergio Leone z westernem Clint, i jednocześnie podsumował ten gatunek oraz przedstawił wiele rzeczy w krzywym zwierciadle, w tym swój wizerunek (np. w jakim filmie Clint ma problemy ze strzelaniem lub koniem). W sumie nie dziwne że po tym filmie za wiele ciekawych westernów nie powstaje. Czasami jakiś western powstanie ale jednak to nie to, czasami Costner coś tam stworzył dobrego później, np. Open Range, Wyatt Earp i jakieś tam westerny się pojawiały jak Tombstone, ale w sumie szkoda, że więcej westernów nie powstaje takich które sukcesy odnoszą, bo o filmie np. January Jones i Edem Harrisem trudno to powiedzieć. No jeszcze film o bardzo długim tytule z Pittem był ciekawy ale tak to ten gatunek jest tak martwy jak filmy o piratach (powstają tylko kolejne części Jacka Sparrowa) czy musicale. Zwłaszcza zastanawiające jest że ten jeden z najbardziej amerykańskich gatunków praktycznie nie istnieje, czasami się pojawi jakiś western, ale raczej gatunku nie przywraca do życia, podobnie z musicalami jest. Powstał jeden genialny Moulin Rouge i czasami jakiś tam przewinie się przez ekrany ale raczej widzowie nie skojarzą. I szkoda że Eastwood też ostatnio w gorszej formie jako reżyser. Choć film z Di Caprio jakby poprawa była w porównaniu z dwoma wcześniejszymi w jego reżyserii, ale chyba ostatnim jego dobrym filmem było Gran Torino, który miał wiele z westernu jakby tak go przerobili. Świetna reżyseria, montaż, muzyka, zdjęcia, i doskonały scenariusz Davida Peoplesa (nie dziwne bo to on przecież napisał scenariusz do Blade Runner, 12 małp czy tak fajnych filmów jak Ladyhawke, Krew bohaterów z Hauerem czy Lewiatan, choć wtopy też ma, ale w mniejszości są)i kapitalne role Eastwooda, Freemana, Hackmana i Harrisa. Co można więcej powiedzieć, po prostu klasyk.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u