FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Robin Hood
Autor Wiadomość
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-09-04, 23:56   Robin Hood

Robin Hood
reż. Ridley Scott (USA 2010)

Russell Crowe wciela się w rolę legendarnej postaci znanej pokoleniom jako "Robin Hood", którego przygody utrwaliły się w powszechnej świadomości i pobudziły wyobraźnię tych, którzy podzielają jego ducha przygody i praworządności. W XIII-wiecznej Anglii, Robin i dowodzona przez niego banda rabusiów stawiają czoła korupcji w wiosce i prowadzą rebelię przeciwko koronie, która na zawsze zakłóci równowagą władzy [skrócony opis z Filmwebu]

Mniej robinhood'owatego Robin Hood'a chyba nigdy nie widziałam. Niemal wszystko się nie zgadza, Robin wcale nie jest "z Loxley", nie mieszka w lesie, nie kradnie niczego bogatym i niczego nie rozdaje ubogim (no dobra, raz w całym filmie zorganizował dla całej wsi ziarno na zasiew ratując ludzi od głodu), nie jest nawet banitą i wcale nie garnie się do kochania się w Marion. Jego dzielna drużyna została ograniczona w zasadzie do Małego Johna, Willa Szkarłatnego i Braciszka Tucka oraz zepchnięta na dalszy plan, podobnie jak szeryf z Nottingham zresztą. A król Jan Bez Ziemi jest całkiem dobrze zapowiadającym się władcą, który dba o swój lud i leci na Francuzów w pierwszym szeregu. :Oo:
W zasadzie niemal do samego końca możemy mieć wrażenie, że oglądamy film o jakimś zupełnie innym średniowiecznym bohaterze.

Scott sprzedaje nam dość nietypową wersję legendy o Robin Hoodzie, na pierwszy plan wyciągając dzieciństwo Robina, jego spuściznę po ojcu i społeczną rolę w kształtowaniu nowego porządku w Anglii po śmierci (zaginięciu?) Ryszarda Lwie Serce. To, co powszechnie kojarzy nam się z Robinem, czyli wyjęcie spod prawa, dzielna drużyna zaszyta w lesie, zły szeryf i zaloty do lady Marion, wszystko to zostało w zasadzie pominięte. No cóż, można i w ten sposób. Na początku myślałam, że to zupełnie popsuje mi odbiór filmu, ale całe szczęście solidna strona wizualna i wyjaśniające wiele zakończenie uratowały kiepskie pierwsze wrażenie. Film broni się dobrym aktorstwem, przyjemnym dla oka obrazem średniowiecznej angielskiej prowincji i piękną muzyką. Podobne atuty miał zresztą Gladiator (zdjęcia, muzyka), który jest porównywany z Robin Hood'em, w pełni zasadnie, swoją drogą. Też kostiumowy, też bohater, też Crowe, też Scott, też społeczno-polityczne podteksty. Tylko epoka inna. Dość dobrze wypada "Robin Hood" pod kątem obsady, Blanchett, Von Sydow i Strong dodają blasku i klasy, przyćmiewając nieco drętwą grę Crowe'a. Przeszkadzał mi tylko wyraźnie dojrzały wiek Robina i Marion, którzy jak dla mnie powinni mieć poniżej 30-stki jednak (Marion w szczególności). Ale jak już mówiłam - to jest nietypowa wersja legendy o łuczniku-banicie, więc odstępstwa od utartych wzorców można spróbować twórcom wybaczyć.

Co do fabuły... cóż, reżyser po prostu zostawił sobie sporo miejsca na ciągi dalsze, które - wydaje mi się - powstaną już niedługo. Pewnie obejrzę je z poczucia powinności, podobnie jak obejrzałam tego Robin Hood'a, pewnie też będę zadowolona, ale zupełnie niepowalona na łopatki, pewnie już potem do tej serii nie wrócę.

Ładna, niestandardowa historia o Robinie, niestety zbyt stereotypowa pod względem tego, czego można oczekiwać po tym reżyserze i tej obsadzie. Szału nie ma, a kult serialowego Robina został pogrzebany pod grubą warstwą hollywoodzkiego rozmachu i budżetu. [6/10]
 
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2010-09-17, 00:56   

Do pierwszej części nowego Robin Hooda nie mam specjalnych zarzutów, poza dyżurną porcją ridleyowskich blubrów nt. stosunków wschód - zachód, ale tylko jedna scena taka była, więc nawet jakoś specjalnie nie zdążyłem się zdenerwować. Poza tym wszystko mi się podobało - i sam koncept Robina udającego Roberta, i scena batalistyczna, i klasyczna realizacja bez udziwnień i niepotrzebnej oczojebności, i obsada (poza bardziej znanymi nazwiskami jest jeszcze Keamy z Losta jako Mały John oraz Robert z Game of Thrones jako brat Tuck!). Rewelacyjny był pomysł z użyciem piosenek z epoki (czy też stylizowanych na epokę, whatever), wypaliło to zwłaszcza podczas sceny w gospodzie. Niestety, w chwili przybycia Hurta do Nottingham poziom filmu spada na ryj - robi się głupio i nieznośnie patetycznie. Jeszcze jako - tako podobał mi się najazd Francuzów na Nottingham, ale finałowa scena batalistyczna to wręcz chamski plagiat Spielberga. Cóż, mogło być bardzo dobrze i oryginalnie, skończyło się jak zwykle. Szkoda.
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5373
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2010-09-17, 07:28   

Eva napisał/a:
Mniej robinhood'owatego Robin Hood'a chyba nigdy nie widziałam. Niemal wszystko się nie zgadza, Robin wcale nie jest "z Loxley", nie mieszka w lesie, nie kradnie niczego bogatym i niczego nie rozdaje ubogim (no dobra, raz w całym filmie zorganizował dla całej wsi ziarno na zasiew ratując ludzi od głodu), nie jest nawet banitą i wcale nie garnie się do kochania się w Marion.

Początkowo ten film miał być anty Robin Hoodowaty. Bowiem bohaterem miał być Szeryf z Nottingham toczący bój z bandytą Robinem. Ale oczywiście Hollywoodzkie nakręćmy to samo gówno jeszcze raz wygrało :fingerno:
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-10-21, 17:55   

Eva napisał/a:
Przeszkadzał mi tylko wyraźnie dojrzały wiek Robina i Marion, którzy jak dla mnie powinni mieć poniżej 30-stki jednak (Marion w szczególności). Ale jak już mówiłam - to jest nietypowa wersja legendy o łuczniku-banicie, więc odstępstwa od utartych wzorców można spróbować twórcom wybaczyć.

Film o starzejących się Robinie i Marion powstał akurat już dość dawno temu, był to "Powrót Robin Hooda": http://www.filmweb.pl/fil...Hooda-1976-8828 główną rolę zagrał tu Sean Connery.

Co do nowego "Robin Hooda" — nie nastawiałem się na dobre kino, ale efekt i tak mnie zaskoczył, rzecz jasna negatywnie. Dawno już nie widziałem takiego chłamu, co potwierdza tylko moją teorię, że Ridley Scott zdecydowanie nie powinien brać się za kino historyczne. Film za długi, za nudny (choć wiele w nim akcji), rozwleczony, zbyt patetyczny. Reżyser chyba chciał zrobić film o wszystkim, a wyszło, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, o niczym. "Robin Hood" to zbitka pozlepianych ze sobą na siłę scen. Do tego mamy piękny marksistowski akcent — główny bohater jest synem prostego robotnika i ludowego filozofa, głoszącego, że wszyscy ludzie powinni być równi. Pojawia się jednak i prawicowe (?) odchylenie w postaci ukazania rodzącego się nacjonalizmu angielskiego, co jest zresztą anachronizmem. Przecież ci angielscy możni i rycerze to tacy sami Francuzi, jak ci, z którymi walczą. Robin z kolei jest tu kimś w rodzaju fundatora nowego ładu społecznego. Film w ogóle jest mocno na bakier z historią i zdrowym rozsądkiem, co można by mu nawet wybaczyć, gdyby scenariusz był dobry, ale niestety nie jest.
Ach, byłbym zapomniał: Gwatemalczyk żydowskiego pochodzenia średnio wypada w roli angielskiego króla, powinni byli go zaangażować jako Saladyna czy saraceńskiego członka Robinowej drużyny.
Rzecz oczywista, film nie umywa się do brytyjskiego serialu z lat 80. "Robin z Sherwood" i doprawdy nie ma sensu tracić nań czasu. Nie polecam :fingerno:
Ostatni Surfer napisał/a:
Początkowo ten film miał być anty Robin Hoodowaty. Bowiem bohaterem miał być Szeryf z Nottingham toczący bój z bandytą Robinem.

Szkoda, że tak się nie stało. Z chęcią bym taką "wersję" obejrzał. Ale niestety należy nastawiać się na powstanie sequelu filmu Scotta :zalamka
 
 
Krwawy Świt 
kinomaniak



Dołączył: 20 Gru 2008
Posty: 232
Skąd: Bergen-Belsen
Wysłany: 2010-10-22, 11:45   

Arcyznawca napisał/a:
Do tego mamy piękny marksistowski akcent — główny bohater jest synem prostego robotnika i ludowego filozofa, głoszącego, że wszyscy ludzie powinni być równi.


ależ skąd, ten akcent jest jak najbardziej libertariański. oczywiście sroga beka, że to kamieniarz (nie prosty robotnik, tylko jedna z najbardziej szanowanych profesji rzemieślniczych średniowiecza! druga, to murarz-mason :D) jest autorem Magna Carta Libertatum, ale ważne jest położenie w filmie nacisku na naturalne wolności, prawo do własności, bunt przeciw bezprawnie nakładanym podatkom i rozpasaniu króla. Bynajmniej nie ma tu nic z lewicowej metafizyki. Wszystko sprowadza się do chęci ograniczenia władzy króla i ratyfikowaniu Magna Carty - a więc promowane są wartości jak najbardziej libertariańskie :)
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-10-22, 12:37   

Krwawy Świt napisał/a:
Arcyznawca napisał/a:
Do tego mamy piękny marksistowski akcent — główny bohater jest synem prostego robotnika i ludowego filozofa, głoszącego, że wszyscy ludzie powinni być równi.


ależ skąd, ten akcent jest jak najbardziej libertariański. oczywiście sroga beka, że to kamieniarz (nie prosty robotnik, tylko jedna z najbardziej szanowanych profesji rzemieślniczych średniowiecza! druga, to murarz-mason :D) jest autorem Magna Carta Libertatum, ale ważne jest położenie w filmie nacisku na naturalne wolności, prawo do własności, bunt przeciw bezprawnie nakładanym podatkom i rozpasaniu króla. Bynajmniej nie ma tu nic z lewicowej metafizyki. Wszystko sprowadza się do chęci ograniczenia władzy króla i ratyfikowaniu Magna Carty - a więc promowane są wartości jak najbardziej libertariańskie :)


Moment. Jeszcze niedawno twierdziłeś, że w średniowieczu NIE BYŁO TECHNOLOGII i nikt niczego nie budował ani nie murował, tylko przeprowadzano rewitalizację budowli wzniesionych przez Atlantów :klaszcze:
a profesja jak profesja - układanie z bloczków podmurówki pod krzyżyk to nie była żadna wyższa szkoła jazdy, nie było przecież pokazane, jakoby ów facet był mistrzem kamieniarskim, budowniczym zamków czy katedr.
Co do reszty to względnie zgoda, można i tak to interpretować, chociaż należy zarazem pamiętać, że w filmie chciano raczej ukazać genezę angielskiej socjaldemokratycznej republiki z królem, a nie libertarianizmu, oczywiście jeśli w ogóle chciano ukazać cokolwiek, a nie rzucić parę banalnych komunałów o wolności, równości i sprawiedliwości. Warto przy tym pamiętać, że Wielka Karta Swobód to ikona miłośników d***kracji. Zresztą w filmie też były takie kwiatki, że władza powinna być w rękach ludu; do tego bzdety o prawach "każdego Anglika" (szkoda, że nie wyszczególniono, że owa Karta wcale nie wprowadzała kategorii narodowości czy obywatelstwa, bynajmniej nie znosiła podziałów stanowych czy statusu niewolnych, którzy mieli nadal przejebane). Generalnie to wszystko również miałem na myśli pisząc o anachronizmach w filmie, bardziej to by pasowało do np. Cromwella. A w sequelu zapewne zaostrzy się walka klasowa :)
 
 
Krwawy Świt 
kinomaniak



Dołączył: 20 Gru 2008
Posty: 232
Skąd: Bergen-Belsen
Wysłany: 2010-10-22, 18:02   

Nie no, kamieniarz piśmienny był, znał tajne znaki kamieniarzy (vide odcinek Simpsonów "Stonecutters" ;) ), no oświecony fachowiec pełną gębą.
Moim zdaniem rozumienie terminu "władza ludu" przez Anglosasów jest trochę inne, niż nasze, gdy wzdrygamy się na samą myśl o jej powiększeniu. Tzw. "popular government", "government by the people - for the people", to są terminy bardzo głęboko zakorzenione w anglosaskiej świadomości, i przebijają się w pismach Johna Locke'a a potem w pismach radykałów amerykańskich kolonii, aż wreszcie trafiają do Deklaracji Niepodległości i Konstytucji USA. Chodzi oczywiście o rząd ograniczony, a nie dyktaturę ludową.
Problem, że zagraniczni widzowie rozumieją to najczęściej kompletnie na opak, z wizją utopijnej komuny i darmowych obiadów na dodatek.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-10-22, 18:44   

OK, tylko tak czy siak jest to anachronizm. Jan Locke żył w XVII wieku, Robin Hood (jeśli w ogóle istniał) w XI/XII. Amerykanie mają problem z kręceniem filmów historycznych, przygodowych i wojennych, bo zawsze kończy się tak, że ma być demokracja i/lub prawa człowieka i obywatela. Dla jednego będzie to płomienny manifest libertarianizmu (nagle niemal całe Hollywood stanie się wówczas zwolennikami tego światopoglądu :hahaha: tylko skąd potem tryumfy czarnych socjalistów w USA?), dla drugiego - nudne do bólu powtarzanie komunałów i wytartych frazesów ze szkoły podstawowej. Na dodatek pochodzący z ludu robociarz-filozof-reformator nie kojarzy się z oświeceniowymi myślicielami, co raczej z przywódcami krwawych chłopskich rewolt XIV-XVI w. Zresztą w filmie zaznaczono, że ojciec Robina opowiadał był onegdaj o równości wszystkich ludzi, a późniejszy opór baronów wobec uciskowi fiskalnemu i samowoli królewskiej, to już zupełnie inna historia. To akurat "fakt autentyczny". Do powstania Wielkiej Karty Swobód doprowadził sprzeciw możnych, a nie utopijni wiejscy filozofowie.
Po prostu wydaje mi się, że wymowa jest taka: "Patrzcie, tak się rodziła demokracja i prawa człowieka", a nie "Patrzcie, jak to my, Anglosasi, od zawsze walczymy z tyranią i budujemy wolny rynek".
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2010-10-24, 11:19   

Arcyznawca napisał/a:
Film w ogóle jest mocno na bakier z historią i zdrowym rozsądkiem, co można by mu nawet wybaczyć, gdyby scenariusz był dobry, ale niestety nie jest.


Coś podobnego, film z Holly jest na bakier z historią? To się przecież nie zdarza. Co do oceny scenariusza - można wydziwiać, ale z rzemieślniczej strony nie widzę w nim nic szczególnie głupiego. Wszystko się rozwija, plącze i rozplątuje we właściwej kolejności.

Odpuszczę tu sobie dyskutowanie o prawicowo - nacjonalistycznym czy też marksistowskim odchyleniu nowego Robina (bo nie mam zdania) i przypomnę, że to tylko film wojenno - przygodowy i jako taki jest całkiem przyzwoity. Na plus sporo humoru i postacie złych (Szeryf występuje chyba tylko trzy razy, ale jest naprawdę dobry), na minus rozczarowująca scena batalistyczna z finału. Oblężenie zamku było lepsze.

Arcyznawca napisał/a:
A w sequelu zapewne zaostrzy się walka klasowa


Nawet chciałbym to zobaczyć, ale pewnie sequela nie będzie.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-10-24, 12:26   

John Bigboote napisał/a:
Coś podobnego, film z Holly jest na bakier z historią? To się przecież nie zdarza.

A teraz jeszcze raz, na spokojnie i ze zrozumieniem przeczytaj, co napisałem. MOŻNA BY WYBACZYĆ — co oznacza, że np. "Braveheart", który również jest "na bakier" podobał mi się bardzo, więc to odpuszczam. "Robin Hood" mi się nie podobał, więc będę się czepiał, zwłaszcza że mamy tu do czynienia ze szczególnym natłokiem bzdur.
John Bigboote napisał/a:
Co do oceny scenariusza - można wydziwiać, ale z rzemieślniczej strony nie widzę w nim nic szczególnie głupiego. Wszystko się rozwija, plącze i rozplątuje we właściwej kolejności.

A jak dla mnie film był o wszystkim o niczym, za dużo było tu napadów, pościgów, bitew i tym podobnych zapychaczy, po czym wnoszę, że film spokojnie mógłby trwać o godzinę krócej, bo o czym tak naprawdę jest? O francuskiej inwazji na Anglię, jak mniemam. A co ma z tym wspólnego prosty królewski łucznik? Uwikłanie go w całą tą historię mnie nie przekonuje, podobnie jak - oczywiście - nagłe odgrywanie przez niego głównej roli w historii Anglii; już pomijam, że wszystko dzieje się tu po łebkach i oglądając film lepiej wyłączyć zdrowy rozsądek.
Moja überkrytyczna ocena bierze się ponadto z tego, że jestem fanem serialu Robin of Sherwood i film musiałby być przynajmniej kongenialny, ażebym uznał go za wart powstania.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2010-10-24, 22:16   

Arcyznawca napisał/a:
MOŻNA BY WYBACZYĆ — co oznacza, że np. "Braveheart", który również jest "na bakier" podobał mi się bardzo, więc to odpuszczam.


Właśnie nie bardzo rozumiem, skąd to odmienne traktowanie. Chociaż rozumiem, że filmom, które lubimy, więcej wybaczamy. Normalka, też tak mam.

Arcyznawca napisał/a:
za dużo było tu napadów, pościgów, bitew i tym podobnych zapychaczy, po czym wnoszę, że film spokojnie mógłby trwać o godzinę krócej


No mógłby, ale kto by to oglądał?

Arcyznawca napisał/a:
bo o czym tak naprawdę jest? O francuskiej inwazji na Anglię, jak mniemam.


A nie o tym, jak pewien łucznik w wyniku splotu różnych okoliczności zamiast zostać spokojnym obywatelem ląduje w lesie wyjęty spod prawa? Choć nie zrobił niczego złego?

Mogę się zgodzić, że uczynienie z nowego Robina bojownika o prawo ludu do samostanowienia wydaje się galopującym anachronizmem (o czym pisałeś powyżej), ale Scott obiecał nowe ujęcie postaci i słowa dotrzymał. Mnie to nie przeszkadza, bardziej mnie interesowało, czy będzie Mały John, Braciszek Tuck (fajna z niego wyszła postać) i strzelanie z łuku. Było, więc jestem usatysfakcjonowany. Tak z 7/10.

Arcyznawca napisał/a:
Moja überkrytyczna ocena bierze się ponadto z tego, że jestem fanem serialu Robin of Sherwood i film musiałby być przynajmniej kongenialny, ażebym uznał go za wart powstania.


Aha... No nie było na to większych szans.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-11-07, 21:03   

John Bigboote napisał/a:
Właśnie nie bardzo rozumiem, skąd to odmienne traktowanie. Chociaż rozumiem, że filmom, które lubimy, więcej wybaczamy. Normalka, też tak mam.

Chyba nie piszesz tego poważnie, prawda? Porównywanie ze sobą Braveheart i Robin Hooda zakrawa na jakiś ponury absurd :zalamka
John Bigboote napisał/a:
A nie o tym, jak pewien łucznik w wyniku splotu różnych okoliczności zamiast zostać spokojnym obywatelem ląduje w lesie wyjęty spod prawa? Choć nie zrobił niczego złego?

Zdefiniuj "zły"; dezercja z wojska czy podszywanie się pod kogoś innego to, jak rozumiem, zachowania symptomatyczne dla ludzi prawych? :klaszcze: poza tym termin "obywatel" jest tutaj anachronizmem. Robin sam się właściwie skazał na banicję, dając dyla z wojska.
John Bigboote napisał/a:
Mogę się zgodzić, że uczynienie z nowego Robina bojownika o prawo ludu do samostanowienia wydaje się galopującym anachronizmem (o czym pisałeś powyżej), ale Scott obiecał nowe ujęcie postaci i słowa dotrzymał.

Nic podobnego, Robin jako obrońca ludu i bojownik z tyranią pojawił się już 30 lat temu w pewnym brytyjskim serialu :)
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2010-11-07, 21:29   

Arcyznawca napisał/a:
Chyba nie piszesz tego poważnie, prawda?


Że więcej wybaczamy lubianym filmom? Tak, to było całkiem na poważnie.

Arcyznawca napisał/a:
Porównywanie ze sobą Braveheart i Robin Hooda zakrawa na jakiś ponury absurd :zalamka


No więc miej pretensje do kogoś, kto to robił.

Arcyznawca napisał/a:
Zdefiniuj "zły"; dezercja z wojska czy podszywanie się pod kogoś innego to, jak rozumiem, zachowania symptomatyczne dla ludzi prawych?


Oj tam, oj tam, zdezerterował, bo się bał o skórę, a podszywał, bo chciał mieć łatwy wjazd do Anglii i spełnić ostatnią wolę umierającego.

Arcyznawca napisał/a:
poza tym termin "obywatel" jest tutaj anachronizmem.


Film jest także o dążeniach licznej warstwy społecznej do uzyskania wpływu na kształt państwa. Czyli o staniu się obywatelami a nie tylko dojnym i mięsnym bydłem dla władcy.

Arcyznawca napisał/a:
Nic podobnego, Robin jako obrońca ludu i bojownik z tyranią pojawił się już 30 lat temu w pewnym brytyjskim serialu


Jak oglądałem za dzieciaka, to te motywy jakoś mi umknęły :)
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-11-07, 21:35   

John Bigboote napisał/a:
No więc miej pretensje do kogoś, kto to robił.

Szło mi o zdanie: "nie rozumiem, skąd to odmienne traktowanie". Może stąd, że Braveheart jest o kilka klas lepszym filmem po prostu i więcej mu uchodzi na sucho?
John Bigboote napisał/a:
Oj tam, oj tam, zdezerterował, bo się bał o skórę, a podszywał, bo chciał mieć łatwy wjazd do Anglii i spełnić ostatnią wolę umierającego.

Co nie zmienia faktu, że jednak złamał królewskie prawo.
John Bigboote napisał/a:
Film jest także o dążeniach licznej warstwy społecznej do uzyskania wpływu na kształt państwa. Czyli o staniu się obywatelami a nie tylko dojnym i mięsnym bydłem dla władcy.

Licznej czyli kogo? Ja tam widziałem tylko zbuntowanych baronów + jakieś opowieści dziwnej treści o ludowych filozofach :klaszcze:
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2010-11-07, 22:59   

Arcyznawca napisał/a:
Szło mi o zdanie: "nie rozumiem, skąd to odmienne traktowanie". Może stąd, że Braveheart jest o kilka klas lepszym filmem po prostu i więcej mu uchodzi na sucho?


Szło mi o to, że w praktycznie każdym hollywoodzkim filmie nawiązującym do wydarzeń historycznych są jakieś przekłamania, zniekształcenia i nieścisłości. Proponuję przejść nad tą tendencją do porządku dziennego i nie uzasadniać negatywnego stanowiska wobec jakiegoś filmu tylko tym, że nie był wierny realiom. Dlatego właśnie nie rozumiałem odmiennego traktowania Braveheart i Robina, skoro w obu są błędy i przekłamania. W odniesieniu do filmów terminy "przekłamania", "nieścisłości" , "niezgodność z prawdą historyczną" tracą zresztą sens.

Arcyznawca napisał/a:
Co nie zmienia faktu, że jednak złamał królewskie prawo.


Nie miał dobrego powodu, by tego nie robić.

Arcyznawca napisał/a:
Licznej czyli kogo?


W sam raz, by wystawić armię.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-11-08, 11:42   

John Bigboote napisał/a:
Szło mi o to, że w praktycznie każdym hollywoodzkim filmie nawiązującym do wydarzeń historycznych są jakieś przekłamania, zniekształcenia i nieścisłości. Proponuję przejść nad tą tendencją do porządku dziennego i nie uzasadniać negatywnego stanowiska wobec jakiegoś filmu tylko tym, że nie był wierny realiom.

A zauważyłeś, że napisałem, iż można by przejść do porządku dziennego w przypadku dobrego filmu? Robin Hood dobrym filmem nie jest.
John Bigboote napisał/a:
W sam raz, by wystawić armię.

Co wiesz o feudalnym modelu ustroju państwa i średniowiecznej wojskowości? Udział warstw plebejskich w machinie wojennej był wówczas symboliczny, wojsko składało się z posiadaczy lenn zobowiązanych do służby konnej. Każdy większy bunt możnych i rycerstwa przeradzał się w "liczne" wystąpienie przeciwko władzy króla. To jeszcze nie jest demokracja i egalitarne społeczeństwo obywatelskie :pukpuk:
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2010-11-09, 21:45   

Arcyznawca napisał/a:
Robin Hood dobrym filmem nie jest.


Dla mnie jest co najmniej przyzwoitym i mogę sobie przymknąć oczko na różne historyczne idiotyzmy, zwłaszcza że...

Arcyznawca napisał/a:
Co wiesz o feudalnym modelu ustroju państwa i średniowiecznej wojskowości?


...nie zaprzątałem sobie tym głowy podczas seansu.

Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko, więc już nie będę roztrząsał tematu porównań Robina do Braveheart.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-12-26, 02:09   

Poprawny, w stylu późnego Scotta, patetyczny syf. Jest poprawnie, nie ma natomiast niczego, co by mnie w tym filmie ujęło tudzież autentycznie zaciekawiło. Schemat na schemacie. 4/10
 
 
 
Wielka Pani 
bywalec



Dołączyła: 20 Mar 2012
Posty: 160
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-08-13, 13:11   

Ta wersja ma fajny klimat, to jej trzeba przyznać. Szkoda, że nie ma tak fajnej muzyki, jak miał "Książę złodziei". I że nie ma Morgana Friedmana. Co do samej wersji historii i jej autentyczności to powiem szczerze mi z wisa, jak będę się chciała poduczyć historii to nie z "Robin Hooda".

Z resztą nie takie rzeczy już o nim kręcono, kiedyś powstało takie włoskie dzieło jak "Robin Hood i piraci". Dało się. :megairytacja:
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u