FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Prawdziwe męstwo
Autor Wiadomość
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-01-10, 07:10   Prawdziwe męstwo

Prawdziwe męstwo / True Grit
reż. Ethan Coen, Joel Coen (USA 2010)

Czternastoletnia Mattie Ross poszukuje mordercy swojego ojca, którym jest niejaki Tom Chaney. Aby dokonać zemsty na zabójcy i doprowadzić go na szubienicę, wynajmuje znanego ze swe skuteczności szeryfa Roostera Cogburna (Jeff Bridges), do którego dołącza pochodzący z teksasu agent federalny LaBoeuf (Matt Damon). Razem wyruszają w pościg, który na zawsze odmieni ich życie...

Jeżeli ktoś jeszcze ma wątpliwości co do tego czy "Prawdziwe męstwo" spełni pokładane w nim nadzieje to melduję, że staroświecki western żyje i ma się świetnie. :fingerok:

Coenowie zafundowali nam niemal dosłowny rimejk filmu z 1969 i o dziwo wyszło im to przednio. Historia jest pełnokrwista i momentami nawet dosyć brutalna (ponoć to kategoria PG13 - doprawdy ciężko w to uwierzyć widząc np. odcinane na żywca palce, traktowane z buta indiańskie dzieci, czy nóż na gardle małej dziewczynki; no cóż nie mnie roztrząsać czym kierowali się przyznający właściwą kategorię).

Film powinien być ucztą dla kochających warsztat Jeffa Bridgesa, który w roli zapijaczonej, ślepej na jedno oko świni pretendującej do miana szeryfa prezentuje się doprawdy przepysznie.

Całość to taka trochę dosadna bajka o przygodzie. Bo ona właśnie jest osią tego obrazu. Trzeba ruszać, trzeba stanąć na wysokości zadnia, trzeba szybko wydorośleć. Nie ma miejsca na pomyłki i marudzenie. Pieprzona preria czeka.

Hailee Steinfeld, która wcieliła się w rolę Mattie Ross - najbardziej upierdliwej dziewczynki na dzikim zachodzie też wypadła moim zdaniem bardzo przekonująco. Całość jej kąśliwego charakterku podkreśla jeszcze świetnie dograna charakteryzacja. Mnie w każdym bądź razie ta postać nie irytowała (mało tego - nawet bym powiedział, że budziła sporo sympatii), chociaż po trailerze pewnie można było odnieść inne wrażenie. Swoją drogą nieźle dziecko zaczyna. Bodaj pierwsza poważna rola w życiu i od razu taki kaliber. Myślę, że niniejszym filmem otworzyła sobie drzwi do większej kariery (szczególnie, że "True Grit " króluje aktualnie na amerykańskim box office).

Matt Damon w roli pedałkowatego rangera z Teksasu też wypadł przekonująco. Tu również pomogła charakteryzacja bo te cieliste wżynające się w dupę spodnie dopełniają obrazu pyszałkowatej, wiecznie przechwalającej się południowej łajzy. W sumie to tak nie do końca jasna sprawa z tą jego łajzowatością (no ale o tym to już przekonanie się sami w trakcie seansu).

A właśnie... charakteryzacja. Jest w tym filmie wiele scen, które po prostu okładają nas po pysku swym naturalistyczną dosadnością.
Spoiler:
Np. ta, w której Mattie Ross dostaje się pod but charkającego przez swoje spróchniałe zęby, odzianego w charakterystyczne kowbojskie spodnie zbira (rewelacyjny Barry Pepper).
W filmie jest też kilka naprawdę epickich, stuprocentowo westernowych scen. Jeżeli ktoś kocha ten gatunek, to z pewnością będzie to miód na jego filmowe serce.

8.5/10 (a może nawet 9/10, bo doprawdy w swojej kategorii jest to dzieło kompletne i nawet szukając na siłę nie mam się tu za bardzo do czego przyczepić). Polecam! :fingerok:

 
 
smoke 
koneser



Wiek: 30
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 889
Skąd: Ziemia Obiecana
Wysłany: 2011-01-12, 16:52   

Może na wstępie odniosę się do tego, co napisałem po obejrzeniu filmowego pierwowzoru:

Cytat:
film ma spory potencjał, jeśli Coenowie go odpowiednio podrasują, to może wyjść z tego konkretna westernowa petarda, która się bardzo dobrze wpisze w ich konwencję. Natomiast nie widzę najmniejszej opcji, że coś pójdzie z ich rimejkiem nie tak, bo po prostu sztuką by było tę produkcję spieprzyć.


Faktycznie, prawie wszystko wyszło tak, jak przewidywałem od początku. Coenowie na pewno nie zmarnowali potencjału pierwowzoru, a czy go wykorzystali maksymalnie to już inna kwestia. W każdym razie ich wersja trzyma się bardzo blisko produkcji z 1969 roku. Kilka scen jest co prawda zmienionych lub dodanych, ale właściwie nie ma to żadnego wpływu na sam film. Fabularnie zatem żadna rewolucja się nie dzieje. Jednak nową wersję ogląda się na pewno lepiej i nie odczuwa się przestojów akcji. Wyraźnie czuć, że Coenowie tchnęli w ten film nowego ducha, jest świeżo i z polotem.
Mimo wszystko myślałem, że trochę bardziej zaszaleją przy tej produkcji, wyraźniej ją wzbogacą o swój humor, czego mi nieco brakowało. Nie powiem też, żeby stworzyli westernową petardę, chociaż film jak najbardziej im się udał. Dowiedli tym samym, że można nadal tworzyć westerny atrakcyjne dla współczesnego widza i że sam gatunek jest nadal żywy, a przynajmniej Coenom udało się go ożywić w swoim hołdzie dla tego typu klasyki.
Główni bohaterowie są bardzo wyraziści, ale zdecydowanie nie przerysowani, każdy ma odrębny charakter i może dzięki temu również ciekawiej ogląda się ich wspólne poczynania. Role Bridgesa i Hailee Steinfeld są bardzo udane i praktycznie idealnie odwzorowane z oryginału, ze wszystkimi przypadłościami danej postaci. Damon również dobry, ale po prostu dobry, z drugiej strony nie miał, aż tak dużego pola do popisu, a z jeszcze innej to zwyczajnie za nim nie przepadam.

Na koniec mogę już tylko powtórzyć:
BM napisał/a:
w swojej kategorii jest to dzieło kompletne i nawet szukając na siłę nie mam się tu za bardzo do czego przyczepić
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-01-12, 18:41   

smoke napisał/a:
Fabularnie zatem żadna rewolucja się nie dzieje.
smoke napisał/a:
Mimo wszystko myślałem, że trochę bardziej zaszaleją przy tej produkcji, wyraźniej ją wzbogacą o swój humor, czego mi nieco brakowało.


Właśnie tak.
Jestem wielkim wielbicielem Coenów, ale szczerze mówiąc, ten film akurat trochę mnie zawiódł. Niby nie jest źle. Są ciekawe i barwne postaci, jest trochę humoru (zwłaszcza doktorek na prerii mnie rozwalił), ale historia jest jak na Coenów bardzo liniowa. Niby jest motto na początku filmu, ale - inaczej niż w przypadku ich poprzedniej produkcji, "A serious man" - tak naprawdę nie ma go do czego przypasować. Co gorsza, podobnie jak historia, "liniowa" jest również reżyseria, zbyt tradycyjna i prosta jak na reżyserów z taką marką. Nie ma tu igrania z konwencją i przekręcania schematów, z której słyną Coenowie, czarny humor też występuje w postaci szczątkowej, nie ma surrealizmu i nie ma zagadki. Nie spodziewałem się takiego klasycznego i ugrzecznionego filmu. Nie po Coenach. Plusem na pewno są świetnie zagrane postaci. Szczególnie dobrze wypadają Hailee Steinfeld i Jeff Bridges, ale też całkiem nieźle postaci drugiego planu - Damon, Pepper i Brolin (do teraz nie wiem jak mu się udało uzyskać tak przekonująco głupkowaty wyraz twarzy).

BM napisał/a:
W filmie jest też kilka naprawdę epickich, stuprocentowo westernowych scen. Jeżeli ktoś kocha ten gatunek, to z pewnością będzie to miód na jego filmowe serce.


Może i tak. Mógłbym tu dodać, że "jeśli ktoś kocha styl Coenów, ten nieco się zawiedzie", ale nie dodam, tylko poczekam aż film poleci u nas w kinach, bo na pewno się wybiorę, gdyż jakość taśmy filmowej pozostawiała wiele do życzenia i nie pozwalała się cieszyć w pełni z dokonań Deakinsa. Może wtedy jakiś większy zachwyt załapię. A poza tym nie mam sumienia piracić Coenów.

Dobry, ale niestety mało coeniasty 8/10
Wkurzyłem się
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2011-01-13, 08:57   

Przyjemnie się ogląda, ale to prawie ten sam film co w '69. Nie więcej niż 7/10.
 
 
K4DUK 
bywalec



Dołączył: 07 Sty 2011
Posty: 55
Skąd: Polska
Wysłany: 2011-01-13, 13:30   

Hej, mi się bardzo film podobał. Taki naprawdę z kałbojskimi jajami. Ich akcenty wymiatały. Napisy musiałem sobie ściągnąć. :)

Świetna główna bohaterka. Pomimo tej jej troszkę zbyt dużej gospodarczości bardzo ją polubiłem. Podobnie jak i resztę bohaterów. Przyjemnie się ogląda film.

Teraz by wypadało zobaczyć pierwszą wersję, hm?
 
 
Mad_X 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 09 Mar 2009
Posty: 417
Skąd: P-ń
Wysłany: 2011-01-14, 15:53   

Gatunek jak się okazuje ma się dobrze ale ubolewam, że to raczej odświeżanie niż tworzenie. Muszę przyznać, że po filmie "3:10 do Yumy" (James Mangold) który bardzo mi się podobał otrzymałem teraz kolejny znakomity western tym razem od braci Coen. Jak wspomnieliście rzucające w oczy są role Steinfeld oraz Bridgesa, a Damon jest troszkę niewidoczny choć to raczej "wina" scenariusza. "True Grit" ma w sobie chyba wszystko co posiadać powinien western. Być może fanom Coenów przeszkadzać może tak jak jazu wspomniał pewna tradycyjność kręcenia ale jest to według mnie celowa zagrywka.

7/10
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2011-01-14, 16:52   

smoke napisał/a:
Coenowie na pewno nie zmarnowali potencjału pierwowzoru

To znaczy powieści? Nie zapominajmy, że to ekranizacja, podobnie jak i wersja z 1969 r. Więc trudno tu mówić o remake'u jako takim.
smoke napisał/a:
Kilka scen jest co prawda zmienionych lub dodanych, ale właściwie nie ma to żadnego wpływu na sam film.

Ta wersja ponoć mocniej się trzyma powieści.
 
 
smoke 
koneser



Wiek: 30
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 889
Skąd: Ziemia Obiecana
Wysłany: 2011-01-14, 17:12   

Ostatni Surfer napisał/a:
To znaczy powieści? Nie zapominajmy, że to ekranizacja, podobnie jak i wersja z 1969 r. Więc trudno tu mówić o remake'u jako takim.


Nie nie, na początku wspominam o "pierwowzorze filmowym", ale z istnienia pierwowzoru książkowego oczywiście zdawałem sobie sprawę i miałem nawet o tym napisać, żeby była jasność dla osób, które jeszcze filmu nie widziały. Do książki się nie odnosiłem, bo jej nie znam, porównywałem jedynie filmy, żeby nie było wątpliwości.

Ostatni Surfer napisał/a:
Ta wersja ponoć mocniej się trzyma powieści.


Nawet się nad tym zastanawiałem, któremu bliżej do książki, bo się jednak nieznacznie różnią od siebie.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2011-01-14, 18:30   

Ja też słyszałem, że ten film jest wierniejszy książce, ale tak naprawdę policzcie ile jest różnic pomiędzy oboma obrazami. 3, 4 sceny? A tym którzy chwalą Steinfeld polecam kinowy pierwowzór bo pani Kim Darby wykonała dużo lepszą robotę. W filmie Coen'ów ta postać po prostu jest, widzimy, że jest twarda, zaradna, odważna i w kasze sobie dmuchać nie da ale, to wszystko jakoś tak bez polotu. Za to w '69 Mattie Ross była wkurzająca, jeszcze bardziej bezczelna i jeszcze bardziej "chłopięca". Uważam, że Steinfeld miała się na czym wzorować, a i tak jej to do końca nie wyszło. Jedyna wyższość tego filmu nad obrazem z Wayne'em to zakończenie (chyba wierne książce).
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2011-01-25, 21:03   

Ja tu właściwie nie mam wiele do dodania, już od sceny z wisielcami wiedziałem, że mi się spodoba i tak właśnie było. Świetne postacie, doskonałe dialogi, równe tempo, ewentualny kolejny seans powinien być samą przyjemnością. Pierwszej adaptacji nie znam, ale trudno mi sobie wyobrazić, by dało się to zrobić lepiej.
 
 
Iscariote 
kinomaniak



Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 229
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-01-28, 12:58   

Pierwszej wersji nie znam, ksiażki też nie. Nie myślałem też, że nie da się nakręcić dobrego westernu w dzisiejszych czasach. Jeśli chodzi o western ogólnie, a nie o oryginalny scenariusz, bo jak widać odświeżanie i uwspółcześnianie formy daje radę. Wystarczy spojrzeć tylko na świetnie 3:10 do Yumy. Teraz dochodzi również produkcja Coenów. Fanem ich jakimś wielkim nie jestem, ale widać potrafią też nakręcić porządny sprawny film, bez udziwnień.

Bridges zagrał świetnie, ujmująco. Aż szkoda mi było żegnać się z tym bohaterem jak film się skończył. Główna bohaterka trochę gorzej, acz też nieźle jak na tak młodą osobę. Jeszcze jakby wyglądała trochę bardziej uroczo i niewinnie, żeby zmylić wroga to dopiero byłby cud miód.
Matt Damon... trochę za bardzo niepoważnie wyglądał jak dla mnie. Czaję ideę, ale no bez przesady.
No i szkoda, że postać grana przez Brolina kluczowa dla fabuły okazuje się być tak naprawdę marginalną.

Super się ogląda - 8/10
 
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2011-01-28, 16:11   

Iscariote napisał/a:
widać potrafią też nakręcić porządny sprawny film, bez udziwnień.


Niech se inni kręcą "filmy bez udziwnień", ale nie Coeny. :paranoik:
 
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2011-01-28, 16:19   

Coenowie to sprawdzona marka, nie zawiedli i tym razem. Ogląda się ten film wybornie, świetny Jeff Bridges, chociaż do roli granej przez Damona bardziej pasował by mi Ledger, wyglądało to jakby napisane specjalnie pod niego, ale cóż. Trochę inny to film niż reszta tego co nakręcili bracia, oczywiście "smaczki" w ich stylu były, np. scena egzekucji na początku. 8/10 myślę że jest wystarczające. :)
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2011-01-28, 16:39   

Aske napisał/a:
do roli granej przez Damona bardziej pasował by mi Ledger


Szkoda, że go przeoczyli :hahaha:
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2011-01-28, 17:40   

mr Orange napisał/a:
Szkoda, że go przeoczyli

Jakby go zatrudnili, to albo by musieli wydać majątek na makijaż, elektronikę i CGI, albo dodatkowo zatrudnić Jezusa. W obu wypadkach nieopłacalne. Jak zwykle podły kapitalizm, rachunek ekonomiczny, wygrał ze sztuką :(
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2011-01-28, 17:51   

Ostatni Surfer napisał/a:
Szkoda, że go przeoczyli :hahaha:

Szkoda, że nie nakręcili tego filmu przed jego śmiercią.

Ostatni Surfer napisał/a:
Jakby go zatrudnili, to albo by musieli wydać majątek na makijaż, elektronikę i CGI, albo dodatkowo zatrudnić Jezusa. W obu wypadkach nieopłacalne. Jak zwykle podły kapitalizm, rachunek ekonomiczny, wygrał ze sztuką :(

Przychylam posta :)
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2011-01-28, 18:08   

Ostatni Surfer napisał/a:
Jak zwykle podły kapitalizm, rachunek ekonomiczny, wygrał ze sztuką :(


:hahaha:

Ale przyznam, że Ledger by się nadał bo mimo, że Damon nie wadzi to jakoś nie pasuje do tej roli. Barry Pepper by się lepiej sprawdził.
 
 
Duzeom 
bywalec



Dołączył: 13 Sty 2011
Posty: 122
Skąd: Stolica
Wysłany: 2011-03-06, 15:33   

jazu napisał/a:
Niech se inni kręcą "filmy bez udziwnień", ale nie Coeny. :paranoik:


Dokładnie. Od Coenów oczekiwałem lepszej jazdy. Ale film dobrze się ogląda.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2011-03-19, 17:35   

Mnie się bardzo podobało. Nie oczekiwałem żadnej "jazdy" i kolejnej postmodernistycznej komedyjki, tylko epickiego westernu - i dokładnie to zostało mi pokazane. Bracia Coen świetnie sobie poradzili w tej konwencji, a i przemycili sporo elementów ze swojego absurdalnego stylu. Piszecie, że mało coenowski - kompletnie się z tym nie zgadzam. Właśnie jest bardzo coenowski moim zdaniem. Zajebiste plenery, aktorstwo, muzyka i co najważniejsze historia opowiedziana w filmie, choć prosta, wciągnęła mnie bardzo. Książki co prawda nie znam, starego filmu też nie widziałem, więc nie wiem, na ile to się wszystko ze sobą łączy. Samo zakończenie mocno gorzkie i przewrotne - nasuwa się od razu pytanie, czy było warto? Jest tu też sporo symbolizmu, a także nawiązania do "Króla olch" Goethego (a pewno jeszcze czegoś, czego nie wyłapałem). Mnóstwo polecam.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-03-25, 21:02   

Powiem szczerze, oglądnęłam 30 minut i śmiertelnie znużona dałam sobie spokój. 30 minut targowania się o konie, typowania która dziewczynka dzielniejsza, ta ze "Winter's Bone" czy z "True Grit", no i rzecz najważniejsza - protestuję, mam dość oglądania zarośnietego, flejowatego i pijanego Bridgesa, akurat on w tej roli kompletnie mnie nie uwodzi. "Wróciłam do domu" :) i oddałam się urokowi Czesława Niemena, przesłuchując sobie jego największe przeboje, prawdziwa uczta!
 
 
Simpson 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączył: 01 Kwi 2009
Posty: 2851
Skąd: Kielce
Wysłany: 2011-06-04, 22:45   

Jakoś średnio się udał Coenom ten obraz. Spodziewałem się po nich dużo więcej, a dostałem chyba najsłabszy ich film. Nie mówię że nie warto, bo mimo wszystko jest nieźle - aktorstwo jak zawsze pierwszorzędne, ładne plenery, gorzkie zakończenie jak wspomniał Arcyznawca, no a poza tym bardzo lubię westerny. Ale czegoś tu zabrakło, tego specyficznego klimatu najlepszych filmów braci. 6/10... No, niech będzie 6,5.
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2011-06-05, 05:03   

DA napisał/a:
mam dość oglądania zarośnietego, flejowatego i pijanego Bridgesa,

Praktycznie wszystkie jego najlepsze role role to jak jest "zarośnięty, flejowaty i/lub pijany/upalony". Szczerze mówiąc to nie pamiętam za bardzo jakiejkolwiek roli gdzie nie był. No może Iron Man, Arlington Road, K Pax. :lol:
 
 
trzeci człowiek 
kinomaniak



Dołączył: 22 Lip 2010
Posty: 372
Skąd: Polska
Wysłany: 2011-06-05, 11:08   

Filmów nie chce mi się (leń się zrobiłem) porównywać, ale aktorów to tak na szybko spróbuję: Wayne przełamał nieco stereotyp cudnych, uczesanych kowbojów, których zawsze grał pełnych prostych ideałów itp. i wiecie co? MIAZGA. Może tego Oscara dostać jednak powinien kumpel nocnego kowboja, ale... no szok, Wayne pokazał klasę. O ile tak sobie go lubiłem, bo te jednolite role i w ogóle te westerny z nim takie na jedno kopyto ileż można - chociaż stagecoach to wiadomo mistrzostwo, ale tam z kolei jako taki młody, już nieco "grubokościsty" gołowąs nie do końca mnie przekonał (jednak Leone/Kurosawa zryli mi psychę tymi swoimi postaciami i piękny, idealistyczny bohater nie wchodzi tak łatwo jak zarośnięty Eastwood czy nerwowy Mifune). Bidges? Również świetnie, przekonał mnie. Ta broda słuszna i akcent - whoaaa... bez napisów to... podziwiam wszystkich, którzy w stanie byli wszystko zrozumieć co tam gadał pod nosem albo po pijaku to już jazda bez trzymanki. Czuć było siłę charakteru, bardzo dobra rola. Jednak Wayne mnie bardziej przekonał. Same filmy - trudno zestawiać, bo stara wersja jest przesiąkniet klimatem filmów tamtych lat, a nowa zupełnie innym - brudnym, prawdziwym, groteskowy.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2011-06-05, 11:49   

@Surfer

W Iron Manie akurat obnosił wielką brodę. A w ogóle nieprawda, patrz "The Fisher King", "Bez lęku" czy "Trony".

Simpson & DA

Trochę was nie rozumiem, przecież ten film ocieka Coenowskim klimatem. A przy tym nie jest wyłącznie o głupich ludziach robiących głupie rzeczy, tak jak te wysilone "Tajne przez poufne".
 
 
Simpson 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączył: 01 Kwi 2009
Posty: 2851
Skąd: Kielce
Wysłany: 2011-06-05, 13:03   

John Bigboote napisał/a:
przecież ten film ocieka Coenowskim klimatem


I tak i nie. Zabrakło mi tego "czegoś", nie wiem jak Ci to określić słowami, więc musisz się zadowolić takim wyjaśnieniem :-) Może i to się wydac komuś niesprawiedliwe, że oceniam ten film niżej niż "Tajne przez poufne" (ale wyżej niż np "Ladykillers" czy "Bracie gdzie jesteś"), ale tak odebrałem ten obraz i tyle. Choć nieco się tam wyżej pośpieszyłem pisząc że to ich najsłabszy film.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u