FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Django
Autor Wiadomość
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2013-01-11, 20:49   Django

Django / Django Unchained
reż. Quentin Tarantino (USA 2012)

Łowca nagród Schultz i czarnoskóry niewolnik Django wyruszają w podróż, aby odbić żonę tego drugiego z rąk bezlitosnego Calvina Candiego.

Wielokrotnie pisałem już, że nie lubię twórczości Tarantino i nie rozumiem tych wszystkich nad nią zachwytów. Nie inaczej jest tym razem. Po raz kolejny reżyser postanowił zrobić film w jakiejś tam konwencji, której jest fanem - w tym przypadku jest to western - i ponownie mu nie wyszło. Czyli to samo, co było wcześniej z Kill Billem (sztuki walki) czy Bękartami wojny (wojenny). Zżyna na potęgę z Sergio Leone i Sama Peckinpaha, co dostrzeże każdy znawca westernu. Oczywiście wszyscy się zaraz będą zachwycać, że super, "bo Tarantino" (i tu kończą się argumenty), a jakby im puścić "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" czy "Dziką bandę", to byłby zaraz płacz, że nudy i brzydcy ludzie. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że filmy Tarantino to wielkie wydmuszki, które zasadzają się na paru absurdalnych scenach z udziałem słynnych aktorów, wygłaszających teksty stylizowanym językiem, potem następuje wielka rzeź i leci dużo muzyki. Dodajmy, że film zawiera przekaz głęboko rasistowski. Idzie tu jednak nie o rasizm zakazany, czyli wywyższanie białego człowieka ponad inne rasy, co o ten dobry rasizm, czyli gnojenie białych przez czarnych. Krótko mówiąc - biali to godni pogardy psychopaci, degeneraci i zwyczajne głupki (wyjąwszy postać odgrywaną przez Waltza). Czarni zaś są silni, piękni i mądrzy. Pamiętam, że kiedyś na forum pisałem szkice scenariuszy o pięknym Murzynie, który masakruje wieś na Podkarpaciu - wszyscy pukali się w czoło i darli ze mnie łacha. Najwyraźniej jednak Tarantino musiał tu zaglądać, bo najzwyczajniej w świecie bezczelnie ukradł mój pomysł. Podobnie było już jednak w Bękartach wojny, a przecież prawda taka, że Żydzi w czasie wojny nie tworzyli żadnych grup komandosów do zabijania nazistów, tylko ukrywali się w szafach. Podobnie największym czarnym herosem nie jest wielki pan rewolwerowiec, kładący trupem 15 białych nie zostając przy tym draśniętym, tylko typiara, która nie ustąpiła białemu miejsca w tramwaju. No ale co tam szkodzi pozmyślać? Próżno szukać logiki tam, gdzie jej nie ma. Postać Waltza jest skrajnie sprzeczna na ten przykład. Film nie broni się także jako epicki western, gdyż pod tym względem takie np. True Grit Coenów niszczy go w pięć sekund. Do tego sporo dłużyzn - film obejrzałem na dwa razy, a pod koniec już przebierałem nogami i przymuszałem się, żeby nie przewijać. Jedyne pozytywy to fajne zdjęcia, do tego aktorstwo - przede wszystkim Samuel L. Jackson, potem DiCaprio. Waltz wypada nieco zbyt gejowsko jak na mój gust (to samo było w Bękartach). Udany epizod zaliczył też Shane z The Shield. Jest też parę niezłych scen, przede wszystkim pierwsza (głównie z uwagi na ponurą scenerię). Od siebie nie polecam. Jedyne, co potencjalnie mogłoby uratować w moich oczach ten film to
Spoiler:
jakaś mocna chamówa na zakończenie. W końcu u Peckinpaha często giną wszyscy albo przynajmniej część, u Leone są gwałty i zabijanie rodzin. Nawet w True Grit było przykre zakończenie. Niestety, pretensjonalny happy end jest gwoździem do trumny Django. Ginie co prawda Waltz, ale sama końcówka przyprawiła mnie o mdłości.
A teraz mnie hejtujcie :faja:
Ostatnio zmieniony przez BM 2013-01-21, 02:08, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 378
Skąd: ...
Wysłany: 2013-01-12, 12:39   

Absolutnie nie zgadzam się z powyższym. Świetny film, dostałem dużo więcej niż liczyłem, że dostane. Co mi się podobało: Przede wszystkim gra aktorska Waltza, oglądanie jego na ekranie to prawdziwa przyjemność, również świetni Samuel L Jackson i Di Caprio. Poza tym doskonałe zdjęcia, montaż, praca kamery. Muzyka mimo iż nie zawsze pasowała i czasem była zbyt nachalna to jednak zdecydowanie na plus. Cała historia również. Arcyznawca wyraźnie nie lubi jak zrzyna się z klasyków westernu. A ja uważam, że dzięki takim filmom jak Django wielu ludzi zainteresuje się klasyką i zapozna z nią. Poza tym jeśli już o klasyce mowa. Co powiesz o filmie wielkiego Sergio Leone - Za garść dolarów? Czy on przypadkiem nie był zerżnięty ze Straży Przybocznej Kurosawy? No chyba był... No ale to Leone, i on mógł zżynać, a Tarantino nie ma do tego prawa bo nie jest wielkim klasykiem. Napisałeś, że biali w tym filmie są negatywnie przedstawieni a "czarni silni piękni i mądrzy". Cholera chyba oglądaliśmy inne filmy! A co z postacią graną przez Samuela? Wredny, zakłamany czarnuch, nienawidzący innych czarnych braci. A co z totalnie tępymi jak but niewolnikami? Gdzie tam widzisz mądrość chociażby wśród tych służących niewolonic? A czarnuch siedzący na drzewie i bojący się zejść? On też jest tym mężnym i pięknym? A sama przemowa Dicaprio o genach uległości czarnych? (swoją drogą ciekawe spostrzeżenie) Bałem się tego, że film może być zbyt poprawny politycznie, ale na szczęście nie jest. Owszem, mamy tu jednego odważnego i dzielnego czarnego, bo o nim jest ta historia ale nie wszyscy tacy są. A negatywne przedstawienie białych ludzi? Owszem jest, ale wyłączyłeś w swojej ocenie jedną z dwóch najważniejszych postaci w całym filmie, która jest jak najbardziej pozytywna, a to trochę nadinterpretacja.
Cytat:
Waltz wypada nieco zbyt gejowsko jak na mój gust (to samo było w Bękartach).
Zamilcz! :wyglodnialy: Zagrał świetnie, był ciekawą nietuzinkową postacią. Podobała mi się także liczba tzw kultowych scen które zapadają w pamięć. Było sporo odniesień do klasyki westernu i to nie był dla mnie minus a raczej hołd złożony tym filmom i pewna próba odświeżenia skostniałego już gatunku. Poza tym to co lubie u Tarantino najbardziej - sporo smaczków dostrzegalnych gdzieś zwykle w tle. No i większość dialogów na wysokim poziomie, sporo humoru i dużo śmiechu przy jego oglądaniu
Cytat:
Oczywiście wszyscy się zaraz będą zachwycać, że super, "bo Tarantino" (i tu kończą się argumenty)
Tak, skoro uważasz, że wszyscy miłośnicy filmów Tarantino to kompletni idioci mający klapki na oczach to nie mamy o czym rozmawiać. Ok rozumiem że nie lubisz Tarantino, masz do tego prawo. Ale zaakceptuj fakt, że są ludzie, którzy lubią jego filmy a nazwisko reżysera to nie jedyny ich argument. Ja sam nie jestem jego jakimś wielkim fanem, ale to jeden z niewielu reżyserów, którego ani jeden film mnie nie zawiódł. Były lepsze i gorsze, ale każdy był na dosyć wysokim dla mnie poziomie i przyjemnie się je oglądało. Za Django 8/10 :faja: No i dzięki niemu nabrałem ochoty na obejrzenie ponowne "Dobrego, złego i brzydkiego" co niezwłocznie uczynię :popcorn:
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2013-01-12, 13:09   

Lukas napisał/a:
ja uważam, że dzięki takim filmom jak Django wielu ludzi zainteresuje się klasyką i zapozna z nią.

A ja wątpię. W końcu ilu ludzi obejrzało "City on fire", pierwowzór "Reservoir dogs"?
Lukas napisał/a:
Co powiesz o filmie wielkiego Sergio Leone - Za garść dolarów? Czy on przypadkiem nie był zerżnięty ze Straży Przybocznej Kurosawy? No chyba był...

Był, nawet przegrał proces z japońskim reżyserem o plagiat. Ale warto dodać, że już wcześniej sam Kurosawa czerpał z amerykańskich westernów. "Za garść dolarów" Leone nie jest moim ulubionym - wolę pozostałe części trylogii dolarowej, a przede wszystkim najlepszy western wszech czasów, tzn. "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie". Tak samo "Straż przyboczna" nie jest moim ulubionym filmem Kurosawy.
Lukas napisał/a:
No ale to Leone, i on mógł zżynać, a Tarantino nie ma do tego prawa bo nie jest wielkim klasykiem.

Czerpanie z dokonań poprzedników w trakcie tworzenia to naturalna kolej rzeczy i nie widzę w tym nic zdrożnego. Problem w tym, że Leone czy Kurosawa stworzyli jednak coś własnego i unikalnego, a Tarantino lepi tylko skrawki cudzych prac. Nawet co lepsze ze scen i dialogów okazują się kalkami. To wszystko już kiedyś gdzieś było, tylko zostało teraz na nowo odmalowane i zapakowane.
Lukas napisał/a:
A co z postacią graną przez Samuela? Wredny, zakłamany czarnuch, nienawidzący innych czarnych braci.

Otóż to - prawdziwy szwarccharakter (nomen omen) filmu to kto? Wcale nie biały, bo ten jest po prostu głupi i zły. To Murzyn, który się zaprzedał i zdradził swoją rasę.
Lukas napisał/a:
A co z totalnie tępymi jak but niewolnikami? Gdzie tam widzisz mądrość chociażby wśród tych służących niewolonic?

Nigdzie nie napisałem, że każdy czarny w filmie reprezentuje wszystkie wymienione cechy, ale zbierając ich do wspólnego mianownika - owszem, widać ich rasową wyższość. Duża część jest wręcz modelowo piękna, a niemal wszyscy zachowują się "z godnościom osobistom", która z miejsca wywyższa ich ponad białych. A że są sterroryzowani, stłamszeni i zahukani, to już zupełnie inna sprawa.
Lukas napisał/a:
A czarnuch siedzący na drzewie i bojący się zejść?

Niewątpliwy dowód mądrości, przezorności i roztropności - zszedł i co go spotkało?
Lukas napisał/a:
A sama przemowa Dicaprio o genach uległości czarnych?

A to nie są przypadkiem pseudonaukowe brednie dyletanta, mające go już całkiem skompromitować?
Lukas napisał/a:
Czyżbyś był homofobem?

Nie, broń Boże. Po prostu jakoś mnie drażni sposób gry Waltza. A jego postać jest mocno niespójna.
Lukas napisał/a:
hołd złożony tym filmom i pewna próba odświeżenia skostniałego już gatunku.

Próba, moim zdaniem, niezbyt udana - True Grit jest dużo lepsze, a można wskazać na przynajmniej kilka udanych westernów ostatnich lat, niebędących przy tym obcinkami ze spaghetti westernów.
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 378
Skąd: ...
Wysłany: 2013-01-12, 13:14   

Cytat:
W końcu ilu ludzi obejrzało "City on fire", pierwowzór "Reservoir dogs"?
JA :faja:
 
 
Hi Way 
filmożerca



Dołączył: 16 Maj 2010
Posty: 1292
Skąd: z dupy
Wysłany: 2013-01-12, 21:37   

Przecież to żaden western , to jakieś zryte kine akcji . Słodziutka historyjka o dzielnym asfalcie . Tarantino ma coś z główką , jak nie film o dzielnych żydkach to takie cuś ...
Plusy to fest aktorstwo DiCaprio , L, Jacksona i Waltza (mimo iż trochę faktycznie pedalski)
Muzyczka na początku też całkiem ok.
4/10
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1092
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2013-01-13, 00:14   

Hi Way napisał/a:
Tarantino ma coś z główką , jak nie film o dzielnych żydkach to takie cuś


Wolałbyś by kręcił filmy o bohaterskich SS-manach czy KKK?
Ale w sumie poruszyłeś ważną kwestię.Tarantino od jakiegoś czasu ma fetysz, robić z ofiar, wygranych i to samo w sobie jest ok, gdyby tylko szło za tym konkretne kino a z tym jest kiepsko

Django spowodował totalny dół mojej kobity :hahaha: ...teksty że od spodu już tylko 'Frytka' puka to chyba najmniejsze upokorzenie z jej ust, jeśli chodzi o ten film a ma ona gust
Ja ten film widzę inaczej - podobał mi się, gdzie to nie jest tak że Tarantino to 'mój czarnuch' więc co jego to chwalę.Wręcz odwrotnie - to że uważam(a może uważałem) Taranitino za 'mojego czarnucha od filmów', to oznacza to że tym bardziej krytycznie patrze na jego kolejne dokonania - w sensie - jak ktoś jest dobry to trzeba oczekiwać po nim więcej.

Django bardziej mi się podobał niż Bękarty( 'mojej' odwrotnie), tyle że ten film nawet nie stał obok KillBilów czy Pulp Fiction
Nie mam pojęcia czemu ale Tarantino stępił ostrza i robi teraz filmy które(tu też tekst 'nie mój') - każdy mógłby zrobić.
Byli żydzi, są czarni...w kolejce są chyba tylko geje.Oby nie z tym samym skutkiem ;)

Dla mnie niezły film(nie patrząc na osobę reżysera) a kiepski jak na Tarantino
6.5/10
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-01-13, 15:50   

Nie udał się Tarantino ten nowy film. Najsłabiej wypada od strony postaci bo mimo, że wymyślone nieźle to rozpisane już słabiej. Ani Tarantino w scenariuszu ani aktorzy nie potrafili do końca wykorzystać ich potencjału i mam tu na myśli głównie Leo i jakiegoś takiego niemrawego Waltza. Cukierek w ogóle wypada imo słabo. Za bardzo DiCaprio zależało chyba na wpisaniu się w annały cudownie szalonych szwarccharakterów i wyszło cieniutkie szarżowania bez pomyślunku i ogłady. Zajebisty za to jest Jackson, a film wiele zyskuje od momentu jego pierwszego pojawienia się na ekranie. Od strony obsady widać też zmasowaną ucieczkę aktorów (Kurt Russel itp.) przez co Tarantino chyba zdecydował się powycinać wątki zamiast zastępować kultowców w efekcie dostajemy film, który nie tylko aż się prosi o rozwijanie pobocznych wątków, ale film niedorobiony i sprawiający wrażenie pociętego i posklejanego w nerwach i nieładnie. Dowodem na to jest chociażby obecność Toma Saviniego czy Zoe Bell, których dostrzegłem chyba tylko przez przypadek bo Savini nawet całej mordy ani razu nie ma w kadrze, a kwestia Bell w fajnym outficie nawet nie zostaje poruszona. Na pewno nie tak miało być. Zajebisty za to jest sam początek. Przez pierwszą godzinę miałem nieustanną beke i wydaje mi się że Django to chyba najbardziej komediowy film Tarantino. Zajebiście wypada i KKK i scena z szeryfem i marshallem i w ogóle na początku jest cud miód itd. Ogromny plus to też soundtrack z rapsami na czele :kult: i scena dla, której ten film w ogóle powstał czyli strzelanina u Cukieracha. Miodzio :fingerok: Tak czy siak film tragiczny nie jest, można obejrzeć bez bólu zębów, a 3h mijają szybciutko i bez nudów, aczkolwiek Quentin chyba właśnie machnął swoje najsłabsze dzieło.

shpongled napisał/a:
Byli żydzi, są czarni...w kolejce są chyba tylko geje.Oby nie z tym samym skutkiem ;)


Tarantino zapowiedział, że najprawdopodobniej nakręci jeszcze jeden film o II wojnie z murzyńskim oddziałem w roli głównej, a za scenariusz posłużyć mają nieużytki z Bękartów. To plus Bękarty i Django mają tworzyć trylogię.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2013-01-13, 16:07   

mr Orange napisał/a:
Zajebiście wypada i KKK

to nie miał prawa być Ku Klux Klan. Akcja filmu rozpoczyna się w 1858, natomiast Klan założony został dopiero w 1865.

Zresztą nieścisłości jest więcej, chociażby w opowieści o Zygfrydzie, którą dr Schultz relacjonuje protagoniście: w tym kształcie pochodzi ona z II i III części operowej tetralogii Wagnera, a te ukazały się odpowiednio w 1870 i 1876, także fałszem jest zdanie, że "była dobrze znana wszystkim Niemcom". Schultz mógłby opowiedzieć co najwyżej wersję z Sagi o Wolsungach czy Pieśni o Nibelungach, ale te mocno się różnią od wizji Wagnera (przede wszystkim nie ma tam nic o ratowaniu Brunhildy).

mr Orange napisał/a:
scena z szeryfem i marshallem

Na pewno śmieszne, ale raczej mało realne - w rzeczywistości Schultzowi pewno odstrzelono by głowę zaraz po. Pytanie tylko, czy ten film to w końcu komedia, czy też nie?
mr Orange napisał/a:
Ogromny plus to też soundtrack z rapsami na czele

mnie ten rap drażnił akurat.
mr Orange napisał/a:
Tarantino zapowiedział, że najprawdopodobniej nakręci jeszcze jeden film o II wojnie z murzyńskim oddziałem w roli głównej, a za scenariusz posłużyć mają nieużytki z Bękartów. To plus Bękarty i Django mają tworzyć trylogię.

:zalamka tego już na pewno nie obejrzę.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-01-13, 18:16   

Cytat:
to nie miał prawa być Ku Klux Klan. Akcja filmu rozpoczyna się w 1858, natomiast Klan założony został dopiero w 1865.


Spoiler:
Pamiętasz, że w Bękartach zabili Hitlera? Tarantino ma w dupie fakty i to akurat mnie nie boli.


Zapomniałem jeszcze nadmienić, że po przespaniu się z Django ocena ulega zmniejszeniu z 7 na 6/10.
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1092
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2013-01-13, 22:06   

To byli protoplaści KKK :hahaha: - zamysł był taki by ośmieszyć to i wyszło to nieźle tyle że średnio to pasuje do filmu, który z założenia miał być taki jak i wcześniejsze czyli na serio ale z przymrużeniem oka.

To ja sobie jeszcze ponarzekam - akurat scenariusz, jeśli chodzi o rys ogólny, jest spoko - cała historia jest logiczna i ciekawa, pomijając
Spoiler:
jak doktor zabija Dikaprio. - kompletnie z dupy to wyszło
, tyle że sypie się w szczegółach, o czym pisał Orange no i mój największy zawód - czyli dialogi -gdzie ta lekkość znana z PF, Wściekłych , Kbillów czy nawet Jackie Brown czy Death Proof?

Nie ma w tym polotu(zazwyczaj bo oczywiście 'momenty są'), drażni taka teatralność wywodów - jak dla mnie to właśnie dialogi kładą ten film
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-01-13, 22:17   

To o czym wspominasz w spojlerze mi akurat się podobało. Prosto, fajnie i z jajem. To był moment w którym najbardziej poczułem ducha dawnego Tarantino.
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1092
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2013-01-13, 22:26   

A jak dla mnie to trochę posypała się ta cała postać - skądinąd bardzo ciekawa jak i świetnie zagrana
Spoiler:
taki samobójczy ruch w stylu - a chuj niech zginę

Ale akurat to nie jest jakiś wielki zarzut, gdyby ten film był konkretny to ta dziwna wolta by mi nie przeszkadzała.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-01-13, 22:41   

Spoiler:
Trochę masz racji. Mogli mu dać chociaż cień szans na przeżycie i uśmiercić i wtedy go uśmiercić. Miałoby to więcej sensu, ale nie zmienia to faktu, że ta scena od razu przypomniała mi Vincenta Vegę wychodzącego z kibla prosto na Butcha :kult:
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2013-01-13, 23:01   

Nie no, przecież to posunięcie dra Schultza jest zupełnie nieracjonalne (biorąc pod uwagę charakterystykę tej postaci, która wyłania się z poprzednich jego czynów), a mianowicie
Spoiler:
Schultz jest człowiekiem spokojnym, opanowanym i do bólu racjonalnym, przede wszystkim zależy mu na swojej własnej skórze, w następnej kolejności na Django i jego żonie. To, że w ogóle się angażuje w sprawę czarnego koleżki, odbieram jako przejaw niemieckiego romantyzmu i idealizmu, który wyrażał się w poszanowaniu wolności (zanim Niemcy zostali zglajszachtowani przez Prusaków). Strzelając do DiCaprio Schultz popełnia samobójstwo, jednocześnie - gdyby film był choć krztynę realistyczny - skazując na śmierć tak Django, jak i Brunhildę. Ja wiem, dlaczego Tarantino to wprowadził - przecież inaczej nie byłoby najprawdopodobniej wielkiej rzezi, strzelaniny i wybuchów. Ale litości, w ten sposób? :zalamka Można to jakoś tłumaczyć w sposób psychologiczny, że doktorek pękł, słuchając Beethovena i wspominając rozdzieranego przez psy czarnego. Niestety, nie współgra to z gościem, który wcześniej mordował jak leci z zimną krwią i bez drgnienia powieki. Znalazł się esteta.
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1092
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2013-01-13, 23:25   

Ano właśnie - ja do charakterystyki postaci dodałbym że on lubił 'jechać po bandzie' ale mimo wszystko w granicach jakiegoś tam rozsądku.I oczywiście zgadzam się że taki a nie inny rozwój wydarzeń, miał doprowadzić do wielkiej rozpierduchy - tyle że zepsuł to co akurat w tym filmie jest ok - czyli logikę.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-01-13, 23:48   

Spoiler:
Całkowicie się zgadzam i nie wykluczam, że scena ta została zrobiona tylko po to żeby nawiązać do PF ew. do swojego stylu zabijania głównych bohaterów. Bardzo w tym filmie widać, że Quentin się boi, że zacznie robić słabe filmy (czego efektem jest słaby film).
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-01-14, 01:15   

UUU. Kiepściutko. Masa dłużyzn. Dialogi, które zdaje się miały być mocną stroną filmu, są zwyczajnie przeciętne. Próba zrobienia filmu ze scen super-kultowych a'la pierwsza scena z "Bękartów" czy którakolwiek scena z "Pulpy" również się nie powiodła; wygląda to raczej tak, jakby Tarantino myślał, że kręci coś super-fajnego i błyskotliwego, stara się to wszystko jeszcze bardziej podkręcać, ale koniec końców wychodzi najwyżej i w porywach dobrze. Do tego, jak ktoś tu słusznie zauważył, film to "wydmuszka". Naprawdę nie ma się w co wgryzać i to jest chyba najgorsze, a fun jest z tego całkiem średni.

Wielkim fanem Tarantino nie byłem nigdy, ale podobał się, a czasami, jak w przypadku "Pulpy" nawet zachwycał. Tym razem jest wyjątkowo słabo. 6/10
 
 
 
Reszke 
kinomaniak



Dołączył: 07 Wrz 2011
Posty: 354
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2013-01-14, 12:49   

shpongled napisał/a:
cała historia jest logiczna

No właśnie nie bardzo. Po kiego wała Django pchał te swoje czarne dupsko na farmę i odstawiał tą całą szopkę? Jakby to rozpatrywać z punktu widzenia logicznego, to o wiele większą szanse na powodzenie miałby wjazd samego doctor.

Za pierwszą godzinę filmu 8/10, później się zebździło i razem wyszło 6.5/10
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 378
Skąd: ...
Wysłany: 2013-01-14, 16:31   

Cytat:
Po kiego wała Django pchał te swoje czarne dupsko na farmę i odstawiał tą całą szopkę?
Może po to aby uratować SWOJĄ żonę? Co miał powiedzieć? - "hej doktorku uratuj mi żonę narażając swoje życie podczas gdy ja będę sobie siedział i pił piwko?" Doktor mu po prostu pomagał i tyle, ale nie widzę nielogiczności w tym, że pojechał sam na tą farmę ratować kogoś bliskiego. Bardziej nielogiczne jest raczej postepowanie doktorka później, o czym wspomniał Arcyznawca.
 
 
Hi Way 
filmożerca



Dołączył: 16 Maj 2010
Posty: 1292
Skąd: z dupy
Wysłany: 2013-01-14, 18:30   

shpongled napisał/a:
Wolałbyś by kręcił filmy o bohaterskich SS-manach czy KKK?


Lepsze to niż takie odpały,może następny film będzie kibolach-pedałach ? Albo o feministkach nakurwiających żydów z półobrotu jak stiwen segal albo czak noris.
Scenariusz jest popaprany na wylot , scena gdy Django przewraca drewnianą szafkę i kładzie się obok niej , licząc że ta uchroni go przed kulami ? :zalamka
I to co zawsze było dobre u Tarantino , czyli sceny z mięchem , strzelankami tu są do dupy.
To samo się tyczy bękartów wojny , gniot za gniotem .
 
 
Reszke 
kinomaniak



Dołączył: 07 Wrz 2011
Posty: 354
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2013-01-14, 20:12   

Cytat:
Może po to aby uratować SWOJĄ żonę? Co miał powiedzieć? - "hej doktorku uratuj mi żonę narażając swoje życie podczas gdy ja będę sobie siedział i pił piwko?" Doktor mu po prostu pomagał i tyle, ale nie widzę nielogiczności w tym, że pojechał sam na tą farmę ratować kogoś bliskiego.


Bramka nr. 0
Doktor bierze kasę, jedzie na farmę, kupuje Hildę, wraca do Ciebie, żyjesz z żoną długo i szczęśliwie.

Bramka nr. 1
Jesteś w okolicy gdzie nigdy nie widziano czarnego na koniu, nie mówiąc o czarnym z bronią, wymyślasz jakiś z dupy plan, jedziesz do największego skurwysyna w okolicy, gdzie wiesz że ciężko będzie utrzymać nerwy na wodze i gdzie szansa że Ciebie (przy okazji doktora i żonę) nie zabiją jest jak 1:10.000.

Którą bramkę wybierasz?
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 378
Skąd: ...
Wysłany: 2013-01-14, 20:47   

Mam pytania odnośnie bramki nr 0. Naraziłbyś życie swojego jedynego przyjaciela posyłając go samego aby zrobił coś za Ciebie, w czym sam nie ma żadnego interesu? Jeżeli Twoja dziewczyna byłaby uwięziona jako niewolnica wyręczałbyś się kimś, a sam palcem nie ruszył? Nie chciałbyś spotkać człowieka, który więzi Twoją dziewczynę, aby może w razie dogodnej okazji odstrzelić mu łeb? Jeżeli mimo to obstajesz za tym rozwiązaniem to nie mam pytań :klaszcze: W westernach występują bardziej archetypowi bohaterowie, którzy znają znaczenie słów: honor i odwaga. ;) W filmie było powiedziane, że Calvin nie sprzedałby od tak swojej niewolnicy. Gdyby tak jak mówisz doktorek pojechał i dał mała kasę za samą niewolnice, to Calvin nawet by na nią nie spojrzał, jak dużą byłoby to podejrzane, bo skoro za niewiele wartą czarnulkę ktoś daje dużą kase to mógłby mieć kiedyś przez nią problemy i też by jej nie sprzedał. Stąd musieli wymyślić ten "dupny plan". Poza tym w jaki sposób to pierwsze rozwiązanie wpłynęłoby na film? Chyba nie byłby lepszy prawda?
 
 
Reszke 
kinomaniak



Dołączył: 07 Wrz 2011
Posty: 354
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2013-01-15, 10:27   

Lukas napisał/a:
Naraziłbyś życie swojego jedynego przyjaciela posyłając go samego aby zrobił coś za Ciebie, w czym sam nie ma żadnego interesu?

On jako biały nic nie ryzykował.

Lukas napisał/a:
Jeżeli Twoja dziewczyna byłaby uwięziona jako niewolnica wyręczałbyś się kimś, a sam palcem nie ruszył?

Jeżeli miałoby to zwiększyć szanse jej przeżycia, to oczywiście.

Lukas napisał/a:
Nie chciałbyś spotkać człowieka, który więzi Twoją dziewczynę, aby może w razie dogodnej okazji odstrzelić mu łeb?

Zabijając go złamałbym prawo i byłbym do końca życia poszukiwany. Co też się stało.

itd... itd... itd... :kawusialuzak:


Lukas napisał/a:
Poza tym w jaki sposób to pierwsze rozwiązanie wpłynęłoby na film? Chyba nie byłby lepszy prawda?

Nie napisałem że mi to jakoś specjalnie przeszkadza, tylko odniosłem się do stwierdzenia że cała historia jest logiczna.
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1092
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2013-01-15, 11:10   

Reszke napisał/a:

Bramka nr. 0
Doktor bierze kasę, jedzie na farmę, kupuje Hildę, wraca do Ciebie, żyjesz z żoną długo i szczęśliwie.

Bramka nr. 1
Jesteś w okolicy gdzie nigdy nie widziano czarnego na koniu, nie mówiąc o czarnym z bronią, wymyślasz jakiś z dupy plan, jedziesz do największego skurwysyna w okolicy, gdzie wiesz że ciężko będzie utrzymać nerwy na wodze i gdzie szansa że Ciebie (przy okazji doktora i żonę) nie zabiją jest jak 1:10.000.

Którą bramkę wybierasz?


Zważając na to że to tylko film - to bramkę nr 1 :hahaha:
Być może doktor nie miał zamiaru bulić nie wiadomo ile kasy a Django stać na to nie było
Plan był zresztą prosty i dobry i gdyby nie wredny niga , to by się powiódł.
Do tego w ogóle bym się nie przyczepiał - co więcej cały pomysł na scenariusz mi się spodobał, tyle że Tarantino spieprzył trochę postać graną przez Di Caprio no i całkowicie położył końcówkę.
Najgorsze w tym wszystkim jest że nagrody już lecą a patrząc choćby na oceny na imdb(8.7 na ponad 60 tyś głosów), ludziom się ten film zajebiście podoba
Q.T zamiast dostać wiadomość - chłopie, kolejny średniak w twoim wykonaniu, znów obrośnie w piórka, co to za arcydzieła to on nie zrobił.
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 378
Skąd: ...
Wysłany: 2013-01-15, 12:23   

Cytat:
Tarantino spieprzył trochę postać graną przez Di Caprio
Tu się zgadzam, spodziewałem się ciekawszej postaci granej przez Leonardo.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u