FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Życie Pi
Autor Wiadomość
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2013-02-28, 22:18   Życie Pi

Życie Pi/Life of Pi
Reż. Ang Lee (USA Tajwan 2012)

Ekranizacja bestsellerowej powieści Yanna Martela. Pi Patel, syn właściciela zoo, mieszka wraz z rodziną w Indiach. Wkrótce życie postawi przed nim wyzwanie, które będzie wymagało od niego niezwykłej determinacji. Rodzina Pi postanawia przenieść się do Kanady. W trakcie podróży statek ulega uszkodzeniu i tonie. Pi znajduje się w niewielkiej szalupie na środku Oceanu Spokojnego w towarzystwie hieny, orangutana, zebry i tygrysa bengalskiego o imieniu Richard Parker. Rozpoczyna się walka o przetrwanie. [opis - filmweb]

Film należący do szczególnego rodzaju: pewne rozwiązania zasługują na podziw, ale jednocześnie zawiera mnóstwo irytujących rzeczy. Zacznę od tego, ze książka mi się nawet podobała, bo to całkiem wciągające czytadło, jednak skoro większość akcji rozgrywa się w jednej lokacji z jednym ludzkim bohaterem, to nigdy bym nie pomyślał, że będzie się to nadawać na pełnometrażowy film. Trzeba przyznać, że adaptacja jest całkiem zgrabna i sceny na oceanie okazały się jej najlepszym elementem, mimo stonowania przemocy oraz wykasowania co bardziej nieprzyjemnych aspektów przetrwania w samotni. Oprawa jest, nie szukając daleko odpowiedniego słowa, bajkowa, za to miła dla oka, choć na pewno wielu wyda się kiczowata. Szacunek należy się tu specom od FX, którzy poza niebem, oceanem, chmurami, słońcem, gwiazdami, świecącym planktonem itd. wyczarowali też świetne cyfrowe zwierzęta. Nie wiem, czy widziałem lepsze. Ok, zebra trochę niedomaga, ale drugi bohater czyli Richard Parker jest zrobiony genialnie i myślę, że choćby za to Oscar jak najbardziej się należał.

Delikatnie proreligijne przesłanie nie jest wielkim problemem tego filmu, szczególnie że można go też rozumieć jako po prostu refleksję na temat ważnej roli, jaką odgrywa w naszym życiu snucie i wysłuchiwanie opowieści. Ciężko mi było jednak kupić teologiczne rozkminy nastoletniego Pi – w tym wieku naprawdę nie ma się większych problemów? Ponadto ta cała ekumeniczna gadka jest po prostu straszliwie banalna. Wkurzające było słuchanie karykaturalnego angielskiego indyjskich bohaterów, skoro z posługiwaniem się dość poprawnym francuskim nie mieli kłopotów. No i finał, który powinien być emocjonalnym kaboom! nieźle mnie rozczarował, ale może po prostu dlatego, że głównego twista znałem już z książki. Walcząc ze snem, w tym momencie patrzyłem na zegarek, dla mnie film się skończył po dotarciu do stałego lądu. Koda oczywiście była potrzebna, ale strasznie mnie wymęczyła, bo i nic ciekawego ani odkrywczego nie zawierała. Ogólnie, poza terapeutycznym aspektem opowieści jako takich, film jest bardzo ładnie opakowanym banałem, chwilami wciągającym, jednak do poziomu genialnego „The Fall” sporo mu brakuje.
Ostatnio zmieniony przez BM 2013-03-01, 23:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Oslo 
kinomaniak



Dołączyła: 25 Lut 2013
Posty: 246
Skąd: nieważne
Wysłany: 2013-03-01, 22:58   

Z całego filmu najbardziej podobal mi sie dynamiczny początek. Historia imienia Pi, walka chłopaka o dobre imię, wizyta w Zoo, wszystko do momentu katastrofy, po niej nastąpił ocean nudy. Owszem, realizatorzy i spece wszelkiej maści, postarali się, żeby mnie olśnić, grą barw, światła, malowniczymi chmurami, przejrzystymi wodami oceanu itd. niestety, powstał sztuczny świat, jeśli do tego dodać jeszcze tę dziwną wyspę pełną surykatek, zjadającą ludzi, zwątpiłam zupełnie na co ja właśćiwie zostałam zaproszona przez Lee do kina. To znaczy, prawdę mówiąc szłam całkiem surowa - nie czytałam ksiązki, nie czytałam recenzji, no może jedna lub dwie luźne wypowiedzi na jakimś blogu czy forum. Polegałam na dotychczasowej twórczości tego rezysera, ktora była dość sensowna i wzruszająca. Przy "życiu Pi" czułam się zagubiona, zniechęcona, znudzona, nawet 3D nie robiło na mnie wiekszego wrażenia, bo ja jednak chodzę do kina po emocje, a nie po wrażenia wzrokowe, czy zachwyt nad nowymi technologiami na polu kinematografii.

John Bigboote napisał/a:
Ciężko mi było jednak kupić teologiczne rozkminy nastoletniego Pi – w tym wieku naprawdę nie ma się większych problemów?

No właśnie, te jego rozważania pseudoposzukiwania były jedynie pretekstem do przeglądniecia najważniejszych religii. Kolejna sztuczność, która kompletnie nie przekonywała.

John Bigboote napisał/a:
Walcząc ze snem, w tym momencie patrzyłem na zegarek,

Oj, nieraz miałam ochotę, żeby spojrzeć z nadzieją, że koniec już niedługo, ale nie chciało mi się zdejmować okularów i zakładać drugich, żeby dojrzec wskazówki w ciemności.

Cytat:
Delikatnie proreligijne przesłanie nie jest wielkim problemem tego filmu, szczególnie że można go też rozumieć jako po prostu refleksję na temat ważnej roli, jaką odgrywa w naszym życiu snucie i wysłuchiwanie opowieści.

Otóż to, bardzo słuszna uwaga, że można ten film i w taki sposób odczytać, jako pochwałę snutych przez ludzkość opowieści, którymi sa także wszystkie religijne księgi świata, przez kogo spisane, nie będę wnikać, to już zrobiła kiedyś pewna znana piosenkarka i słono za to zapłaciła. W każdym razie na pewno przez mężczyzn.

A skoro już jestem przy muzyce, to trochę mi żal, że nie osłodziłam sobie moich cierpień muzyką tego filmu, pewnie się obraziłam i zrobiłam totalnego focha. Zrobiłam sobie na złość. Teraz sobie słucham i stwierdzam, że jest całkiem ok.
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2149
Skąd: Łazy
Wysłany: 2013-03-04, 22:07   

Zgadzam sie z oskarem za najlepsze efekty specjalne bo w tym filmie to nie tylko tygrys i reszta zwierząt ale ocean i cała otoczka, a właśnie najlepsze sa efekty specjalne takie których nie widać. Choć co do zdjęć to nie jestem pewien bo są piekne ale w sumie to są piekne zdjecia efektów specjalnych a nie prawdziwego oceanu. Jeśli już to bardziej bym docenil Skyfall za zdjęcia, a za reżyserię to bardziej zasługuje za wcześniejsze filmy Lee. Ogolnie mówiąc to taka porządna średniawka, film zasługujący na 6/10.
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2013-03-23, 00:25   

Kicia dobra. Choć sztuczna. Prawdziwa kicia i film dostał by ode mnie +1-2 pkt

Film taki sobie. Książki nie czytałem. Lubię mistyczne opowieści, lubię mity, lubię czytać o religii. Nie lubię natomiast takich produkcji. Motywy ograne. Wyspa to chyba jest zabrana z kogoś (Idris Schach może?). Motyw końcowy tudzież.

W sferze widokowej natomiast masa plusów. Miłe i klimatyczne sceny.
Oslo napisał/a:
No właśnie, te jego rozważania pseudoposzukiwania były jedynie pretekstem do przeglądniecia najważniejszych religii. Kolejna sztuczność, która kompletnie nie przekonywała.

Takie nachalne to było. Nie zmienia tego mój pogląd na pewne sprawy (wspólnota religi, duchowości itp). Nachalne i uproszczone (duży budżet, duży film, dużo rynków - standard) jak Coelho podlany keczupem i doprawiony garścią popcornu. Nie wiem jak z książką, ale film traci na tej dydaktyce. Ponoć w książce więcej rozważań, ale być może podane jako bardziej strawne.
 
 
Kannagi 
świeżak



Dołączyła: 24 Mar 2013
Posty: 7
Skąd: Internet
Wysłany: 2013-03-25, 01:24   

Widziałam ten film trzy razy - najpierw z koleżanką w kinie, dwa dni później z drugą na nocnym maratonie filmowym (który wyskoczył nam dość nagle), potem trzeci raz - pirata ze współlokatorkami. I bardzo mi z tym dobrze.
"Życie Pi" jest genialnie zrobione. Jest trochę baśnią, ale bardziej metaforą. Film jest genialny w swej prostocie, nie ma w nim ani jednego zbędnego elementu i niczego, co należałoby zmienić. Konstrukcja tego cuda sprawia, że dopiero końcówka wyjaśnia nam prawdziwe znaczenie historii, i bardzo, ale to bardzo pobudza wyobraźnię. Wyjaśnienie tajemnicy pozwala na reinterpretację, na ponownie przyjrzenie się każdej ze scen pod zupełnie innym kątem, i choć przynosi odpowiedź, jest ona bardzo ogólna. Przyznam, że podczas drugiego seansu bardzo intensywnie przerabiałam całość, rozkładałam na części pierwsze, analizowałam każdy element: kiedy woda jest wodą, a kiedy lustrem, odwołanie się do motywu z ustami Kryszny, wyspa z surykatkami a mit o śpiącym Wisznu unoszącym się na oceanie, inne odniesienia do Indii w szerokim rozumieniu tego słowa (jestem początkującym indologiem ze specjalnością tamilską, więc śliniłam się straszliwie na początku filmu), psychologiczne aspekty tego, co się wydarzyło i rozważania na temat osobowości Richarda Parkera i tego, jak naprawdę pomógł Pi przetrwać na morzu. Także same pochodzenie imienia głównego bohatera, basen a ocean, rola wody w kulturze hinduskiej, wieloreligijność, podejście do Boga i bogów, samej istoty wiary... No i błąkająca się też liczba Pi, którą także mam ochotę zinterpretować. Jako wielbiciel symboli mam ochotę zakwiczeć się z radości i napisać całe eseje na temat tego, co wypatruję w filmie Anga Lee, ale obawiam się, że mogłabym zepsuć komuś radość. O ile ktoś byłby w stanie to przeczytać.
To NIE JEST nudna i religijna opowieść o chłopcu i tygrysie na morzu. Mogłabym oglądać to ciągle i ciągle, bo radość sprawia mi wyłapywanie kolejnych smaczków, nawet jeśli w dużej mierze nadinterpretuję. W tym filmie zachwyca mnie wszystko i nie jestem w stanie wykrzesać z siebie choćby jednego złego słowa. O ile "Miłość" była mistrzostwem realizmu, czasem wręcz przechodzącego w naturalizm, o tyle "Życia Pi" nawet nie da się z nią porównywać, bo to zupełnie przeciwny biegun. Bardzo piękny biegun.
Zasłużony Oscar za reżyserię, choć Haneke popisał się bardziej. Jak najbardziej zasłużony za muzykę, zdjęcia i efekty specjalne. Z pozostałych nominacji - film, scenariusz adaptowany, piosenka, scenografia, dźwięk, montaż, montaż dźwięku - powinien dostać jeszcze przynajmniej za scenariusz i piosenkę. "Pi's Lullaby" jest absolutnie przepiękne, "Skyfall" nawet się nie umywa - i to wcale nie jaram się tym dlatego, że to tamilski ;D
 
 
Oslo 
kinomaniak



Dołączyła: 25 Lut 2013
Posty: 246
Skąd: nieważne
Wysłany: 2013-03-25, 17:39   

Kannagi napisał/a:
(jestem początkującym indologiem ze specjalnością tamilską, więc śliniłam się straszliwie na początku filmu),


Ja niestety, nie jestem, jak zdecydowana większość widzów na świecie, kłopotów ze śliną nie miałam. Ale, to całkiem ciekawe, co piszesz. Szkoda, że wcześniej, jeszcze przed seansem, nie miałam okazji tego przeczytać. No tak, ale ja przecież, na ogól nie czytam recenzji przed filmem. No, to jak "Życie Pi" będzie kiedyś w TV, to obiecuję, że popatrzę jeszcze raz. Ale przyznasz, że dobrze jest, gdy film jest zrozumiały i interesujący dla widza bez wielkiego merytorycznego przygotowania. Gdy pobudza po seansie do jakichś poszukiwań a propos scen czy symboli. Ja, niestety, żadnego pobudzenia po tym filmie nie czułam. Jedynie ulgę, że już jest po. :)
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2013-03-25, 19:31   

Kannagi napisał/a:
(jestem początkującym indologiem ze specjalnością tamilską, więc śliniłam się straszliwie na początku filmu)


I nie wkurzało cię, że praktycznie wszyscy bohaterowie mówili po angielsku jak generyczny taksówkarz - Hindus z Londynu czy Nowego Jorku? Bo mnie strasznie. Dobrze, ze jak się zaczyna bezkrwawy survival na oceanie, to praktycznie nie gadają, ale potem, masz ci los, cały monolog na koniec z tą nieznośną manierą. Szkoda, że nie ma oryginalnych dialogów z napisami.

Kannagi napisał/a:
Z pozostałych nominacji - film, scenariusz adaptowany, piosenka, scenografia, dźwięk, montaż, montaż dźwięku - powinien dostać jeszcze przynajmniej za scenariusz i piosenkę. "Pi's Lullaby" jest absolutnie przepiękne, "Skyfall" nawet się nie umywa - i to wcale nie jaram się tym dlatego, że to tamilski ;D


Za scenariusz jeszcze bym nagrody przełknął, bo to jednak sztuka zaadaptować taką książkę w coś mającego filmowe ręce i nogi ale jeśli chodzi o zdjęcia to Life of Pi < Skyfall.
 
 
Kannagi 
świeżak



Dołączyła: 24 Mar 2013
Posty: 7
Skąd: Internet
Wysłany: 2013-03-25, 22:57   

Cytat:
Ale przyznasz, że dobrze jest, gdy film jest zrozumiały i interesujący dla widza bez wielkiego merytorycznego przygotowania. Gdy pobudza po seansie do jakichś poszukiwań a propos scen czy symboli.

Moim problemem jest właśnie to, że uwielbiam symbole. Dawno żaden film nie był dla mnie taką frajdą w kontekście odkrywania znaczeń i analizowania pod różnymi kontami. "Życie Pi" to świetna układanka, którą rozgryzałyśmy już na kilka sposobów. Najdłużej zeszło zorientowanie się, że wyspa to śpiący Wisznu - i nie wiem, jak mogłam na to nie wpaść od razu, ale chyba za bardzo się nakręcałyśmy, że to jego matka.
Co do merytorycznego przygotowania... Wydaje mi się, że konieczne informacje były sprzedane całkiem zgrabnie. Mit o ustach Kryszny, śpiący Wisznu też na samym początku, opowieść o tym, że by mieć czystą duszę, chłopak musi się wykąpać w tym basenie (dobrze, to nie było aż tak wprost), ale ocean był bardzo podobnie pokazany do tego basenu... Zabrakło mi jeszcze rozwinięcia wątku tańca, Pi niby coś tam na statku wyczyniał, a potem niby stukał, ale to nie to.
Religijność była cudownie indyjska ;) To mogło być w sumie najtrudniejsze. Muszę sprawdzić, czy w książce też to było, i jak to było, ale... Nie wiem, ten film mógłby być dla mnie nawet odrobinę bardziej indyjski i uważałabym, że jest zrozumiały. Może nie w każdym aspekcie, bo sama na pewno też coś przegapiłam albo przekręciłam, ale czuję pewien niedosyt ;)

Cytat:
I nie wkurzało cię, że praktycznie wszyscy bohaterowie mówili po angielsku jak generyczny taksówkarz - Hindus z Londynu czy Nowego Jorku?

Jakbyś słyszał, jak mówi po angielsku jeden z moich lektorów, a właściwie jak bardzo po angielsku nie mówi... Nie, nie wkurzało, zdecydowanie. Bardzo bym chciała, żeby ludzie, którzy mnie uczyli, mówili tak dobrze po angielsku.

Cytat:
Szkoda, że nie ma oryginalnych dialogów z napisami.

Och, zgadzam się, ale trochę rozumiem zamysł. Angielski jest językiem "pomocniczym urzędowym", w sensie hindi mówi koło czterdziestu procent Indusów, więc często używają angielskiego w kontaktach urzędowych. I to, jak często mówili po angielsku miało być chyba ich cechą jako "nowoczesnych Indusów".
 
 
perrie 
świeżak



Dołączyła: 28 Mar 2015
Posty: 44
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-03-28, 15:39   

Wcale mi się nie podobał :( Może dlatego, że byłam zmuszona do obejrzenia go + to było wyjście klasowe, ale bardzo mi się dłużył i był po prostu nudny :fingerno:
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u