FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Cienka czerwona linia
Autor Wiadomość
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-22, 22:36   Cienka czerwona linia

Cienka czerwona linia / The Thin Red Line
reż. Terrence Malick (USA, Kanada 1998)

Ekranizacja słynnej powieści Jamesa Jonesa relacjonuje losy oddziału amerykańskich żołnierzy walczących w bitwie pod Guadalcanal. Oglądamy lądowanie na wyspie, które nieoczekiwanie nie spotyka się z oporem ze strony Japończyków, krwawe starcia z wrogiem i ewakuację ocalałych. W sytuacji, gdy walka o zwycięstwo zmienia się w walkę o przetrwanie, żołnierzy - od wysokich rangą dowódców po zwykłych szeregowych - połączą niezwykle silne więzy emocjonalne, które niejednokrotnie zadecydują o ich dalszym losie...

Jeden z lepszych filmów wojennych jakie w ogóle nakręcono. Znakomita obsada, aktorstwo i fabuła. Zdecydowanie polecam.
Ostatnio zmieniony przez Eva 2009-04-13, 12:07, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
kornwalia 
kinomaniak



Wiek: 35
Dołączyła: 17 Sty 2009
Posty: 218
Skąd: Toronto
Wysłany: 2009-01-22, 20:17   

A dla mnie zwyczajnie przegadany. Zapamiętałam przede wszystkim Penna i świetne zdjęcia. A tak to gadali, gadali, najczęściej do siebie, ło matko, ile można, żołnierz na wojnie chyba tyle nie myśli, raczej po (jak przeżyje) :hahaha:
 
 
jagtiger 
świeżak



Dołączył: 08 Lut 2009
Posty: 1
Skąd: swinoujscie/torun
Wysłany: 2009-02-08, 15:20   

No wlasnie ja juz dawno ogladalem ten film i chyba powinienem znowu ale nie moge sie zmusic bo tak jak dal pzrdmowcy strasznie przegadany jest i nudnawy...ale cos chyba w sobie ma bo wiele ludzi ktorych znam szaleje za tym filmem hm... :Oo:
 
 
diana6echo 
kinomaniak



Wiek: 31
Dołączyła: 23 Wrz 2009
Posty: 360
Skąd: Varsovia
Wysłany: 2009-10-26, 13:04   

Mallick po prostu robi takie filmy: długie i (z pozoru) nudne. Bynajmniej nie są przegadane, bo tam historia jest opowiadana obrazami. Mi taki styl odpowiada.

.no i + za Travoltę :D
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2009-10-26, 16:13   

Przegadany? :nigga: To nie jest klasyczny film wojenny.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-03-17, 15:51   

Bardzo dobry film, mocno poetycki, ze świetnymi zdjęciami i muzyką. Sceny batalistyczne świetne, zarówno gdy marines dziesiątkowani są przez niewidocznego wroga podczas szturmu wzgórza, jak i potem, gdy walki toczą się na krótkim dystansie czy wręcz na bagnety. Te "przegadane" momenty to jak rozumiem egzystencjalne rozważania żołnierzy w momentach zwolnienia akcji? Jak dla mnie to to było bardzo dobre, pozwalało wniknąć w psychikę kogoś, kto właśnie zetknął się z wojną. Podobało mi się to zindywidualizowanie tematu, skupienie się na konkretnych ludziach i ukazanie zajętej przez nich postawy w ekstremalnej sytuacji - wobec wojny, zniszczenia i wszechobecnej śmierci. Niektórzy się załamują, inni zdobywają na heroizm. Ale nikt już nie będzie taki sam. Tytułowa cienka czerwona linia to wieloznaczny symbol, moim zdaniem można go interpretować nie tylko jako granicę człowieczeństwa, po przekroczeniu której następuje znieczulica na zło. To może być również taka conradowska smuga cienia, symbolizująca zerwanie z beztroską młodością i wejście w dorosłe życie. Tu warto przypomnieć, że James Jones sam walczył na Pacyfiku, więc chyba wiedział, co pisał. Dawno czytałem tę książkę, ale z tego co pamiętam film jest wierny jeśli idzie o ten egzystencjalizm. Ciekawe też było zestawienie wioski tubylców, żyjących w czasie sakralnym, w harmonii z przyrodą - z brutalnym realizmem sfery profanum, reprezentowanej przez front. Film daje w każdym razie do myślenia. Sam nigdy na wojnie nie byłem, więc nie wiem, jak ja bym się zachował.

Poza tym - szkoda, że z filmu usunięto sceny, w których grał Mickey Rourke :cry:
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2010-03-17, 16:33   

Arcyznawca napisał/a:
Poza tym - szkoda, że z filmu usunięto sceny, w których grał Mickey Rourke

Z filmu pousuwano mnóstwo rzeczy, gdyby wszystkie w nim były to zdaje się film by trwał ok 5-6 h. Mi by to nie przeszkadzało, ale wytwórni raczej tak, skoro, o ile mnie pamięć nie myli, nawet wersję z Cannes skrócili o 30 minut. O ile na pełną wersję nie ma co liczyć, gdyż wiele materiału wyciął sam twórca, to może kiedyś doczekamy się jakiegoś Director's Cut które będzie zawierało więcej materiału. W sumie ciekawa taktyka, nakręcić film w którym wielu aktorom wydaje się, że ich role są ważne i "długie", by potem okazało się, że są to jedynie krótkie epizody. Jeśli było to w jakiś sposób zamierzone, to trzeba to uznać za świetną taktykę by aktorzy się "wczuli" w role.

Co do samego filmu, to jakoś tak wychodzi, że oglądam go raz na dwa lata. Jest to jeden z tych filmów, do których lubię wracać. Świetny, specyficzny klimat, na który mocno wpływa "narracja" i różnorodność postaci. Co ciekawe myślałem, ze tylko ja mam problem z rozróżnieniem momentami do kogo należy dany epizod narracji, ale na imdb odkryłem, ze takich osób jest więcej. W sumie w jakiś sposób nawet współgra to z klimatem filmu.
 
 
trzeci człowiek 
kinomaniak



Dołączył: 22 Lip 2010
Posty: 372
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-07-22, 19:33   

Czytałem książkę, na której podstawie jest film i mógłbym zarzucić mu wiele, ale... Ta luźna interpretacja ma coś w sobie.

Książka jest gruba i pełna wątków, których nie dałoby się zmieścić w 2-3godzinnym filmie. W obrazie wyrzucono sporo kluczowych dla książki akcji, ale przede wszystkim pocięto rysowanie charakterów bohaterów. W zamian za to wrzucono wiele egzystencji, w książce nie było takich filozoficznych rozważań. I teraz mam dylemat czy to dobrze czy źle... Otóż uważam, że i tak, i nie. Jeżeli ktoś książki nie czytał, to myślę, że film może być dla niego czymś naprawdę rewelacyjnym, inspirującym. Ktoś zaznajomiony z dziełem Jonesa otrzyma coś zupełnie innego niż miał w książce. Tam nie było otwartego gadania o heglowskim duchu, autor postawił na analizę psychiki poszczególnych jednostek i ich ewolucję. Kapral Fife w książce to niemalże główny bohater, a w filmie prawie go nie ma. Po prostu żal mi, że tak wielu świetnych motywów nie ma w filmie i dlatego nie jestem w pełni usatysfakcjonowany. Z drugiej strony musiałby on trwać chyba z 10 godzin.
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2010-07-22, 19:48   

trzeci człowiek napisał/a:
Czytałem książkę, na której podstawie jest film i mógłbym zarzucić mu wiele, ale... Ta luźna interpretacja ma coś w sobie.
No właśnie. Czy Film powinien być na 100% ( a przynajmniej tyle ile się da) dokładnym odwzorowaniem materiału wyjściowego? Czy też powinien móc się obronić sam, nawet jeśli by to oznaczało odejście, czasem mocne, od źródła? Jest wiele filmów które mocno odstawały od materiału wyjściowego np Lśnienie, w jakimś stopniu zdaje się Naked Lunch (kniga + biografia Burroughsa) czy takich które materiał wyjściowy potraktowały jedynie jako inspirację (patrz 12 Monkeys). Mamy też produkcje które są niemal klatka w klatkę ekranizacjami (Watchmen).
 
 
trzeci człowiek 
kinomaniak



Dołączył: 22 Lip 2010
Posty: 372
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-07-22, 20:06   

To trudne pytanie. Sporo mam za sobą książek, które były przeniesione potem na ekran i generalnie mało który film się broni. Może być rewelacyjny, ale nadal książka będzie górą. Przykłady to np. Zabić drozda, Na wschód od Edenu, Grona gniewu, Mechaniczna pomarańcza, Zielona mila i wiele, wiele innych.

Naked lunch Burroughsa to książka, która jest jednym słowem dziwna i jej adaptacja 1:1 jest chyba niemożliwa i chwała Cronenbergowi, że zrobił to, co zrobił. Wyszło z tego naprawdę ciekawe kino. Lśnienie Kubricka jest adaptacją dosyć swobodną, która nie broni się w starciu z książką, ale odcinając ją od niej wychodzi jeden z najlepszych horrorów wszech czasów. Miałem (nie)szczęście najpierw oglądać film, a potem czytać książkę i zdaję sobie sprawę, że gdyby zrobił odwrotnie, to obraz Kubricka niezbyt mi by się spodobał.

Ogólnie, jak napisałeś, książki zaadaptować można na trzy sposoby:
- 1:1 (np. Sokół maltański)
- luźna adaptacja, główny wątek ten sam, ale wiele pominięto lub dodano (np. Lśnienie)
- użycie tylko pewnych elementów z książki, np. uniwersum (Planeta małp czy Stalker)

W I przypadku wiele książek się zupełnie nie nadaje, a obraz filmowy nigdy (wg mnie) nie przewyższy książki, może mu co najwyżej dorównać. Taki Sokół maltański z Bogartem stawiam na równi z książką, ale nic ponad to.

W przypadku drugim bardzo często jest dużo wtop i rozczarowań, ale pozwala to na wrzucenie na ekran pewnych dzieł, które 1:1 nie byłby możliwe do realizacji.

III opcja daje największe pole do popisu i taki Stalker Tarkowskiego na podstawie Pikniku na skraju drogi, to wielkie dzieło, które trudno porównać z książką.

Słynny Łowca androidów wg mnie nie ma szans z powieścią Dicka, a mimo to uważam go za jeden z lepszych filmów sci-fi.

Wniosek? Filmy generalnie, z małymi wyjątkami, nie mają startu do książek. Dobrze, że powstają adaptacje, ale w I kolejności polecam czytać książki, bo w 99% są lepsze od filmów wypaczonych tym, że idą pod publiczkę i są ograniczone możliwościami produkcyjnymi. Wyobraźnia zawsze górą.

Chyba tylko Odyseja Kubricka jest filmem, który z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest lepszy od książki Clarke'a. Chociaż to specyficzna sytuacja, bo książka powstała po napisaniu scenariusza wspólnie z K., ale jeszcze przed powstaniem filmu. Książka jest świetna, ale film to dzieło sztuki. Jedyny przypadek, w którym najpierw polecam obejrzeć, a potem przeczytać.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-08-23, 22:25   

Ja może tylko zapytam krótko, ponieważ sam filmu nie zdołałem zmęczyć (powód w pytaniu). Czy nie wydaje Wam się po prostu, że podstawowym problemem tego filmu było to, że słowa nie pasowały do akcji?
 
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2010-08-23, 23:03   

jazu napisał/a:
Czy nie wydaje Wam się po prostu, że podstawowym problemem tego filmu było to, że słowa nie pasowały do akcji?

:tomato:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-08-23, 23:06   

Ale co: pomidor. Na przyszłość mógłbyś łaskawie rozwijać swoje wypowiedzi, bo już drugi raz nie wiem o co ci chodzi.
 
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2010-08-23, 23:13   

Nie wiem dlaczego Twoim zdaniem słowa nie pasowały do filmu. :hahaha:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-08-23, 23:21   

A Twoim zdaniem pasowały?
 
 
 
K. 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1133
Skąd: Westpommern
Wysłany: 2010-08-23, 23:48   

Może oglądałeś na Polsacie, tam czasem dźwięk z obrazem nie jest idealnie zsynchronizowany :hahaha:
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2010-08-24, 19:43   

Nie, chodziło rzecz jasna o oryginalną ścieżkę dźwiękową. Dokładnie chodzi o to, że akcja się toczyła swoim torem, a wywody pseudofilozoficzne swoim. W każdym razie, mi się to wydało mocno pretensjonalne, tak jakby film próbował być nie wiadomo jak mądry. Na tyle mnie to denerwowało, że nie dobrnąłem do końca.
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-08-24, 19:48   

jazu napisał/a:
Dokładnie chodzi o to, że akcja się toczyła swoim torem, a wywody pseudofilozoficzne swoim. W każdym razie, mi się to wydało mocno pretensjonalne, tak jakby film próbował być nie wiadomo jak mądry. Na tyle mnie to denerwowało, że nie dobrnąłem do końca.

Ja wiem, czy on był taki pretensjonalny? Raczej refleksyjny mocno. Poza tym to ekranizacja fabularyzowanych wspomnień weterana, więc trzeba brać na to poprawkę.
 
 
Equus 
świeżak



Dołączyła: 12 Maj 2011
Posty: 36
Skąd: człowieczeństwo
Wysłany: 2011-05-13, 11:17   

Uwielbiam ten film. Może dlatego, że chmm interesuję się wojną. Przeczytałam sporo wspomnień żołnierzy itd. I film ten trafia do mnie. Młodzi ludzie są posyłani na wojnę, muszą "bawić" się karabinem a nie mogą pograć w piłkę nożną z kolegami, czy w karty bez pocisków i odłamków latających im nad głowami. Bardzo cenię ten film i na pewno wiele razy będę do niego wracać.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u