FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Okręt
Autor Wiadomość
Flebas 
świeżak



Wiek: 29
Dołączył: 08 Sie 2010
Posty: 9
Skąd: Górny Śląsk
Wysłany: 2010-08-09, 02:12   

No dobra, jak wytłumaczysz końcówkę? Nic specyficznego (wyjątkowego)? Większość filmów wojennych stawia jednak na heroizację poczynań żołnierzy. Na pewne ideologiczne parcie do przodu (mało to filmów ukazujących Amerykanów jako wojowników o pokój na świecie?) i większość kończy się happy endem. Tu nie chodzi o "jednostkowe" czy "całościowe" spojrzenie na wojnę. Bo całościowo patrzy historia, a jednostkowo - uczestnik wydarzeń, martwiący się o własną, za przeproszeniem, dupę (W filmie to jednak rzadkość - "Czas apokalipsy"? nawet w "Szeregowcu Ryanie" jednostka nie jest wbrew pozorom tak ważna jak ogół). Próbujesz przenieść wizję artystyczną Petersena na rzeczywistość - i to jest błąd.
Cytat:
to, że gdzieś tam jakaś poczciwina się zabłąkała guzik kogo - z perspektywy czasu - obchodzi
czy może być lepsze potwierdzenie tego, że "Das Boot" jest na wskroś przesiąknięty odrazą do wojny? (Pewnie miałeś na myśli pisząc te słowa "Szeregowca Ryana", ale przecież tytułowy okręt też się "zabłąkał") Co z tego, że historię piszą zwycięzcy? W filmie ważniejszy jest ten, kto napisał scenariusz ;) Dla mnie równie dobrze głównym bohaterem mogłaby być polska husaria, amerykańska piechota, czy wojownicy z plemion afrykańskich. To tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Nie da się ukryć jednak, że U-boot łączy w sobie całą specyfikę wojennego koszmaru.
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2010-08-09, 02:35   

Niestety ;) takie rozdrabnianie się uważam za zbędne.
A i z tym
Flebas napisał/a:
Większość filmów wojennych stawia jednak na heroizację poczynań żołnierzy. Na pewne ideologiczne parcie do przodu (mało to filmów ukazujących Amerykanów jako wojowników o pokój na świecie?) i większość kończy się happy endem.

przyjdzie mi się nie zgodzić... bo są i takie które nie operują takimi schematami (pierwsza z brzegu 9 kompania z nowszych, Walc z Baszirem, Persepolis (wojna domowa), nawet Hotel Rwanda i inne bardziej oczywiste tytuły).

Ja naprawdę nie wydaję swojej opinii w oparciu o dwa filmy ;) , ale bene każdy ma prawo do swojego zdania; może inni się z Tobą zgodzą.


a i
x: "przepraszam, myślałem, że jest Pan kobietą..."
y: "Jestem kobietą!"
... :)
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-10-18, 05:18   

Flebas napisał/a:
Szczerze mówiąc zdziwiłem się. Zwracacie uwagę na klaustrofobiczny klimat filmu, na "chamską końcówkę" (moim zdaniem idealną i jedyną możliwą, ale o tym za chwilę), na świetna muzykę, i na kreacje głównych postaci (kapitan mający w dupie Hitlera) a nikt nie zwrócił uwagi na oczywistość, która narzuca odbiór filmu. Jest to bowiem doskonały manifest pacyfistyczny. Nigdzie chyba (może poza filmem "Johnny poszedł na wojnę") nie została tak dobitnie pokazana bezsensowność wojny, a co za tym idzie - śmierci żołnierze podczas jej trwania. Scena z płonącym statkiem - U-boot, który bez rozkazów błąka się po morzu i w końcu idzie na dno - i wreszcie genialna końcówka. To wszystko przecież uwydatnia antywojenne przesłanie filmu. Przypomnijmy sobie scenę spotkania jakichś szych (nie pamiętam, czy byli to generałowie, czy ktoś inny) z załogą U-boota. Trudno o bardziej dobitny kontrast tzw. "dowództwa" z tzw. "mięsem armatnim", zdegradowanym w sumie do rangi zwierząt. Pamiętamy przecież początkową scenę filmu, prawda? Nie jest to po prostu klaustrofobiczny film o załodze łodzi podwodnej. To przede wszystkim film o bezsensie działań wojennych. Jedno z nielicznych, wyzutych z pompatyczności dzieł, o tej tematyce. Arcydzieło. Film życia W. Petersena.

Pełna zgoda.

Flebas napisał/a:
Zgadza się - większość filmów wojennych ma wymowę pacyfistyczną, ale chodziło mi o to, ze "Das Boot" jest antywojenny z założenia, a nie - przy okazji - opierając się na kiepskiej jakości psychologizowaniu i banalizowaniu. Sama fabuła ma za zadanie ukazać absurdalność tego, czego wymaga się od żołnierzy. Przecież w tym filmie nic nie ma sensu, każde działanie opiera się na założeniu "a może się uda", przy czym to "może" to prawdopodobieństwo rzędu 10%. Podobnie jest z wojną. W "Das Boot" mamy do czynienia nie z walką indywidualności, ale z pewnym uniwersalnym spojrzeniem na temat wojny, na ujęcie jej z perspektywy zwykłego żołnierza, zupełnie nieheroicznej. Pamiętajmy, że film to nie rzeczywistość. Ten U-boot, to nie "jakiś tam U-boot", zagubiony na morzu - to symbol całej rzeszy żołnierzy walczącej w imię czegoś, w co nie wierzą. Nie tylko załóg łodzi podwodnych. Jak tu z nimi nie sympatyzować?

Dokładnie tak. Pamiętajmy też gdzie, kiedy i na jakiej fali ten film powstał. Jego postrzeganie jest nierozerwalnie związane z jego kulturowo-czasowym rodowodem. Z drugiej strony były to też czasy, w których w inny sposób wojny z perspektywy nazistów pokazać nie było można (tzn. bez narażenia się na ogólnospołeczny i środowiskowy ostracyzm). Właściwie większą odwagą reżyser by się wykazał robiąc film w stylu "wojenna przygoda morskich wilków z kriegsmarine". Jako, że nie mógł wówczas czegoś takiego zrobić (z przyczyn wcześniej wymienionych), to zrobił antywojenny manifest, który przy okazji był ponurą... wojenną przygodą morskich wilków z kriegsmarine. Innymi słowy ubrał wojenny film z zakazanymi bohaterami w roli głównej, w rozgrzeszające antywojenne szaty. Zabieg iście genialny - wilk syty i owca cała, a reszta stoi w podziwie lub osłupieniu (mimo, że wszyscy mają poczucie, że ocieramy się mocno o mroczne nazistowskie tabu). Zakonspirowane dziadki pamiętające czasy wujka Adolfa się powzruszały, dupowaci socjaliści z zadumą pokręcili głowami, a młodsze pokolenie wreszcie bez wstydu mogło obejrzeć film z czasów wojny, w którym Niemcy nie byli ludożercami sadystycznie wijącymi się w oparach swej ideologii śmierci. Od "Das Boot" do "Der Untergang" jednak cała epoka (albo i dwie epoki). Ten film był jednak pierwszą dużą cegiełką w kierunku odczarowywania stygmatu pokonanych. Dekadę czy dwie wcześniej żaden Niemiec nie odważyłby się czegoś takiego nakręcić. Ostatecznie ci marynarze z "Das Boot" to byli przecież metodyczni naziści w służbie III Rzeszy. Natomiast wydźwięk filmu jest taki, że to po prostu ludzie. Tacy jak my dzisiaj, tacy jak Rosjanie czy Amerykanie wówczas. Generalnie reżyser stąpał po cienkim lodzie i perfekcyjnie udało mu się tego pirueta wykręcić. Ten film to także swoisty krzyk rozgoryczonego pokolenia powojennych Niemców z wypisanym na czole wstydem za własną historię oraz własnych dziadków i ojców. Po tym filmie podwórkowe zabawy niemieckich chłopców w wojnę, które dotychczas miały dwie upokarzające opcję pt. "alianci i ruscy", poszerzyły się o opcję niemieckich wilków morskich z czasów II WŚ. Oczywiście parafrazuję tu sobie, metaforyzuje i zwyczajnie pieprzę ale myślę, że doskonale wiecie o co mi chodzi.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2010-10-18, 09:41   

BM napisał/a:
Zakonspirowane dziadki pamiętające czasy wujka Adolfa się powzruszały, dupowaci socjaliści z zadumą pokręcili głowami, a młodsze pokolenie wreszcie bez wstydu mogło obejrzeć film z czasów wojny, w którym Niemcy nie byli ludożercami sadystycznie wijącymi się w oparach swej ideologii śmierci.

:fingerok: Piękne.
 
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2012-12-07, 18:23   

Nuz napisał/a:
Dalej twierdzę, że nie ma w Okręcie nic specyficznego (wyjątkowego) pod tym konkretnym względem.


Ano nie ma. I to pod każdym względem. Spodziewałem się filmu znacznie lepszego. Jeśli chodziłoby o wydźwięk stricte antywojenny, to są lepsze filmy. Również z czysto artystycznego punktu widzenia znam lepsze. Ot, "Okręt" nie dorasta do pięt choćby takiemu "Czasowi Apokalipsy", niestety. Nie żeby mi się całkiem nie podobał, bo podobał się. Fantastycznie dekadencki jest sam początek na przyjęciu z nawalonymi żeglarzami, mającymi w głębokim poważaniu słowa wodza. Później, ta atmosfera utrzymuje się na okręcie jeszcze przez jakiś czas. Jest również klaustrofobiczny klimat, a niektóre długie ujęcia - tak te na przyjęciu, jak i na łodzi - są naprawdę mistrzowskie. Jest też świetna scena palących się okrętów wroga, o której wspomina Arcyznawca (Ale zauważcie np., że "Czas Apokalipsy" był praktycznie cały złożony z takich, równie genialnych lub znacznie lepszych artystycznie i merytorycznie scen).

Niestety, to antywojenne ostrze się dość szybko tępi w filmie i mamy patetyczno - przygodowe pływanie na czubku (czy jak się to zwie) statku, krzyczenie do fal, a przy tym widać, że to wszystko kiepsko nałożone. Później, tak, walczą o życie i wiadomo, że to też ma wymowę antywojenną i jakiś głębszy ludzki sens, ale spokojnie by można film skrócić z tych trzech godzin do dwóch, bo miałem chwilami wrażenie, że oglądam film-instruktaż podwodnego mechanika.

Czyli, ogółem film niezły, ale trochę zbyt długi i niezborny. Znam bardziej genialne filmy antywojenne tudzież wojenne. Ten nie był zły, ale przyznam, że po tak wielu zachwytach spodziewałem się czegoś lepszego. Samo zakończenie zaś, kompletnie nie powaliło mnie.

Znakomita rola Jürgena Prochnowa.

7,5/10 w porywach do 8, bo miałem chyba wielkie oczekiwania.
 
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2012-12-07, 19:03   

No cóż, może powinieneś w takim razie obejrzeć wersję kinową, a nie rozszerzoną (ta druga rzeczywiście mogła wydawać się na dłuższą metę nużąca, nie wspominając już o serialu). Mnie akurat zakończenie powaliło, ale to kwestia gustu, a może też sentymentu (byłem b. mały, gdy to pierwszy raz oglądałem, jakieś 6-7 lat).
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1092
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2012-12-13, 22:16   

jaz napisał/a:
Ot, "Okręt" nie dorasta do pięt choćby takiemu "Czasowi Apokalipsy", niestety.


No tak ale zauważ że ciężko film który w zasadzie cały się dzieje w blaszaku, porównać do filmu który ma o wiele więcej możliwości.
Ja podobnie jak Arczi, pierwszy raz oglądałem Okręt za dzieciaka na vhsie, co prawda musiałem być trochę starszy, czyli 12 może 13 ale co dziwne , już wtedy ten film zrobił na mnie duże wrażenie.
Miałem taki zeszycik w którym oceniałem :hahaha: i on miał jedną z wyższych ocen.
Teraz też wysoko go oceniam , choć jest to specyficzne kino
 
 
Dziobak 
świeżak



Wiek: 37
Dołączył: 10 Maj 2013
Posty: 20
Skąd: Nowy Dwór Gdański
Wysłany: 2013-05-31, 18:55   

Dla mnie to jest chyba najlepszy film wojenny w kategorii "marynistyka". Jedyny mi znany, który realistycznie ukazuje warunki życia na okrętach podwodnych. Pierwszy raz go oglądałem w wieku ok. 12 lat, potem minęła długa przerwa, obejrzałem go ponownie dopiero jakieś 18 lat później. Zrobił wrażenie jeszcze większe. Moim zdaniem odbiór filmu utrudnia fakt, że niewielu umie zrozumieć specyfikę służby na okręcie podwodnym - a o tym głównie jest ten film. 90% nudy, 1% akcji i 9% strachu - tak to mniej więcej wyglądało. Film ukazuje to bezbłędnie. Nie porównywałbym na pewno "Okrętu" z "Czasem apokalipsy", bo to zupełnie inna kategoria.
Po prawdzie, nie jestem zupełnie obiektywny. Automatycznie podwyższam ocenę filmu, jeśli pokaże się w nim jakiś okręt (najlepiej żaglowy) :) Poza tym czytałem swego czasu książkę pod tym samym tytułem i kilka biografii kapitanów niemieckich okrętów podwodnych. Wiedziałem więc, że podwodniacy nie byli jakimiś "bestiami", jak próbowano ich przedstawiać, a już na pewno nie większymi, niż podwodniacy jakiegokolwiek innego kraju.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u