FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Bitwa Warszawska 1920
Autor Wiadomość
Duzeom 
bywalec



Dołączył: 13 Sty 2011
Posty: 122
Skąd: Stolica
Wysłany: 2011-10-09, 12:03   Bitwa Warszawska 1920

Bitwa Warszawska 1920
reż. Jerzy Hoffman (Polska 2011)

Akcja rozpoczyna się w Warszawie, w 1920 roku. Jan (Borys Szyc), poeta i kawalerzysta, po otrzymaniu rozkazu wyjazdu na front polsko-bolszewicki, oświadcza się swojej narzeczonej Oli (Natasza Urbańska), aktorce teatru rewiowego. Ślubu udziela młodym ksiądz Ignacy Skorupka (Łukasz Garlicki). Podczas walk Jan trafia do niewoli. Jego los leży w rękach czekisty Bykowskiego (Adam Ferency), który ucieleśnia okrutne oblicze bolszewickiej rewolucji. Historia znajdzie finał w wielkiej bitwie, która na zawsze odmieni nie tylko losy Jana i Oli, ale całej dwudziestowiecznej Europy. Obok bohaterów fikcyjnych na ekranie pojawiają się także postacie historyczne: marszałek Józef Piłsudski (Daniel Olbrychski), generał Tadeusz Rozwadowski (Marian Dziędziel), pułkownik Wieniawa-Długoszowski (Bogusław Linda), a także Włodzimierz Lenin i Józef Stalin. Reżyserowi udało się odtworzyć atmosferę lat 20. ukazując wielki patriotyzm i heroiczny wysiłek pokolenia naszych przodków. [opis dystrybutora]

Reżyser Pana Wołodyjowskiego, Potopu oraz Ogniem i Mieczem zapragnął stworzyć film patriotyczny, ckliwy i pompatyczny; Sienkiewiczowski. Jednak na pragnieniach się skończyło i powstał obraz niczym przedwojenny teledysk.

Film zaczyna się w jakimś lichym rewiowym teatrze i chociaż akcja toczy się dalej na froncie - nie zauważyłem zbytniej różnicy. Aktorstwo liche, scenariusz fatalny, montaż kiepski. Wszystko w patriotycznym sosie, podane chyba dla nastoletnich widzów MTV. Teledysk z wojny.

Dwa wątki - wątek wojny z bolszewikami i wątek miłości Janka i Oli są totalnie płaskie.
Wojna jest przedstawiona w tak chaotyczny sposób, że na końcu nie widać kto z kim się bije i o co. Machanie kamerą jak na wojnie ma się nijak do produkcji historycznych tego typu. W tym wypadku mam wrażenie, że taki zabieg miał na celu jedynie zakrycie niedoskonałości scenografii i gry aktorskiej. Armia bolszewicka wygląda jak kilku chłopów zwiezionych z niedalekiej wsi. Nie wiem ale czy Hoffmana nie było stać na większą liczbę statystów i jakoś lepiej wyszkolonych w fachu aktorskim?

Wątek miłosny, wstawiony chyba na siłę, jest bardziej holywoodzki niż sam holywood. On zostawia ukochaną - ona z miłości wyrusza na front i w końcu go znajduje. Banał goni banał. Jakoś taka miłość wydaje się sztuczna i bez wyrazu.

Montaż wykonywał chyba jakiś student filmówki, albo domorosły zapaleniec w zaciszu swojego garażu. Czasami denerwował mnie efekt 'przeskakiwania' postaci. To znaczy Szyc walczy na froncie, a w kolejnej scenie jest już w Warszawie. Czary? Tutaj wszystko jest możliwe.

Ale chyba najgorszy jest scenariusz. Bo żeby tą całą paradę lichoty przykrywał dobry scenariusz, dałoby się przymknąć na resztę oko. Wszędzie trąbią o ważności tej bitwy w dziejach Europy, a w filmie wygląda to jak bitwa Szyca z kilkoma chłopami za stodołą Hoffmana.

Dwa wnioski: Hoffman skończył się na Potopie (ew. Ogniem i Mieczem). Sienkiewiczostwo razem z nim. Patriotyzm zaproponowany przez Hoffmana nijak do mnie nie przemawia. Nastały inne czasy, w których patriotyzm musi być wyrażany w inny sposób niż chwytanie za szabelkę czy bagnet.

Jedyne plusy to genialna gra aktorska Ferencego oraz pierwsza polska próba (niestety średnia - ale początki są trudne) stworzenia filmu w technice 3D.

3/10
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-10-13, 16:53, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Thief 
użytkownik zbanowany


Dołączył: 01 Wrz 2011
Posty: 93
Skąd: Skądinąd
Wysłany: 2011-10-10, 20:43   

Powiem, tzn napisze krótko. DNO. Filmowo podobny produkt, który stanowi idealny przykład jak nie należy kręcić filmów historycznych. Jerzy Hoffman nie ma pojęcia kiedy zejść ze sceny niepokonanym i brnie w coraz to większe filmowo podobne bzdety coraz bardziej kompromitując swój talent i wystawiając się na pośmiewisko.

To bardzo smutne, że jedna z najbardziej chwalebnych w naszej historii dat, została ukazana w sposób tak żenujący i pełen kiczu. Wstydź się, panie Hoffman. A może kończ waść? :fingerno:

1/10
Ostatnio zmieniony przez BM 2011-10-13, 16:53, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4328
Skąd: ,,
Wysłany: 2011-10-10, 21:36   

Miałam iści jako wsparcie, ale Urbańska na plakacie mnie skutecznie odstrasza :eee?:
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2011-10-10, 21:54   

Kiedyś pewno i tak to obejrzę, chociażby po to, żeby zjechać, ale do kina się nie wybieram. Pozwalam sobie przytoczyć ciekawą recenzję filmu:

Jan Engelgard na konserwatyzm.pl napisał/a:
Sanacyjna agitka w formacie 3 D

O filmie Jerzego Hoffmana „Bitwa Warszawska 1920” napisano już sporo, z reguły krytycznie. Docenia się nowoczesną technologię, w jakiej film zrobiono i zdjęcia Sławomira Idziaka. Dobra jest także scenografia i dbałość o realia z epoki. Już jednak fabuła filmu i jego tani dydaktyzm razi wielu recenzentów. Jedni widzą w filmie niewolnicze trzymanie się schematów sienkiewiczowskich rodem z „Pana Wołodyjowskiego” czy „Potopu”, inni zarzucają filmowi kiczowatość i nieudolną próbę pokazania zbyt wielu wątków.

Media lewicowe ganią komiksowy patriotyzm, a media prawicowe zbytnią poprawność polityczną i brak odwagi. Jednym podoba się pokazanie dobrych Rosjan (kozak doński grany przez Domagarowa) i Polaka-bolszewika granego przez Adama Ferencego, innym nie podoba się, że Żydzi są w filmie pokazani jako wzorowi obywatele, którzy tylko pod karabinem idą do rewkomu.

To zdumiewające jednak, że żaden z recenzentów, tak ci z prawa, jak i z lewa, nie dostrzegł jednego bardzo ważnego elementu – że film ten jest propagandową agitką w najlepszym sanacyjnym stylu, w wielu miejscach wręcz fałszuje prawdę historyczną, i to tak ordynarnie, że nie powstydziliby się tego najlepsi spece od propagandy, nie tylko sanacyjnej. Ktoś powie – dobrze, ale to jest film fabularny, nie musi być podręcznikiem historii.

Zgoda, tylko gdyby w filmie występowały jedynie postaci fikcyjne, a nie historyczne, i gdyby fabuła była całkowicie fikcyjna, a jedynie osadzona w tzw. realiach epoki – można byłoby machnąć ręką. Jednak w tym filmie na ekranie widzimy polityków i wojskowych II RP, którzy istnieli naprawdę, o których pisze się prace naukowe, którzy są na kartach podręczników. Wymieńmy tylko najważniejszych: Józef Piłsudski, Władysław Grabski, Józef Haller, Tadeusz Rozwadowski, Wincenty Witos, Władysław Sikorski…

Nie łudźmy się, ten film będzie dla setek tysięcy widzów jedynym kontaktem z historią najnowszą, tylko na podstawie tego filmu będą urabiać sobie pogląd na tamte czasy. I dlatego nie ma racji Hoffman mówiąc, że jego film nie jest podręcznikiem historii – jest podręcznikiem. W związku z tym należało zadbać o to, żeby fabuła odnoszącą się do kwestii ściśle historycznych nie odbiegała za bardzo od prawdy. To był obowiązek reżysera.

Obowiązek, z którego nie wywiązał się w najmniejszym stopniu. Scenariusz pisał sam na podstawie, jak mówi, licznych lektur. Jakich, nietrudno zgadnąć. Głównie na „Roku 1920” samego Józefa Piłsudskiego – bo obraz filmowy jest powtórzeniem zawartych tam „prawd”. Dla uniknięcia zarzutów o brak konsultacji – Hoffman skorzystał z porad historyka – Janusza Ciska, byłego Dyrektora Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorki i Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Cisek jest piłsudczykiem, uprawiającym propagandę na rzecz kultu Marszałka od lat. Był więc dla Hoffmana, który w filmie chciał bronić „Marszałka” przed rzekomymi „oszczercami” – idealnym konsultantem. Efekty współpracy tego duetu widzimy na ekranie w pełnej krasie.

Postacią centralną filmu jest grany przez Daniela Olbrychskiego Piłsudski. Rzecz charakterystyczna – w filmie jest zawsze taki sam – spokojny, wyważony, pewny siebie, dobrotliwy. Bez względu na moment, jaki jest aktualnie pokazywany. Czy to będzie okres wyprawy kijowskiej, czy okres klęski wojsk polskich, czy podejmowania decyzji, wreszcie decydującej bitwy.

Jest to oczywisty fałsz – Piłsudski był w tym czasie targany sprzecznymi nastrojami, od euforii do kompletnego załamania. Tego załamania (lipiec-sierpień 1920) u Hoffmana w ogóle nie zobaczymy. Druga generalna uwaga – wojnę w filmie Hoffmana prowadzi ze strony polskiego dowództwa dwóch ludzi – Piłsudski i Bolesław Wieniawa-Długoszowski (Bogusław Linda). Marszałek i czołowy birbant II RP – pomysł horrendalny. Tymczasem wiadomo, że jeśli już, to obok Piłsudskiego powinni być albo Kazimierza Sosnkowski lub Tadeusz Piskor.

Zupełnym fałszerstwem jest pokazanie momentu podejmowania decyzji o bitwie nad Wisłą. Widzimy więc Piłsudskiego przed mapą wiszącą na ścianie, który z pewnością i spokojem tłumaczy grupce groteskowo wyglądających generałów jak ma ona przebiegać. Kiedy to mówi – widzimy wystraszonego gen. Tadeusza Rozwadowskiego, który grzecznie słucha, a potem zdobywa się tylko na jedno zdanie: „To ryzykowne”. I na tym koniec, tylko tyle miał do przekazania Hoffman o udziale Rozwadowskiego w podejmowaniu decyzji o bitwie.

Widz nie dowie się, że to Rozwadowski przyszedł do Piłsudskiego z gotową koncepcją uderzenia z południa. Piłsudski zgodził się, ale nie chciał atakować spod Garwolina, gdzie planował to Rozwadowski, lecz głębiej – znad Wieprza. Nie dowiemy się, że i tak bitwa została przeprowadzona wedle innego rozkazu, który napisał już tylko Rozwadowski, a Piłsudski przyjął go jedynie do wiadomości.

Ale to nic – z filmu nie dowiemy się, że Piłsudski złożył 12 sierpnia dymisję i wyjechał z Warszawy. Tymczasem w filmie jest cały czas na miejscu, w Belwederze. Pyta Wieniawy: „Co tam na mieście?” – mimo że jest to w okolicy 15 sierpnia! Co więcej – przyjmuje defiladę wojsk mających atakować pod Radzyminem (to pewne, bo są tam czołgi „Renault”, które były tylko pod Warszawą) – choć takiego faktu nie było.

Dochodzi do tego kuriozalna scena, kiedy Piłsudski instruuje wyglądającego niczym Don Kichot z La Manchy gen. Józefa Hallera, jak podnosić na duchu masy. Wiemy zaś, że Piłsudski uważał utworzenie dowodzonej przez niego Armii Ochotniczej za absurd, a samego Hallera traktował pogardliwie. Za to nie zobaczymy żadnej sceny pokazującej Hallera w akcji, a to on, nie Piłsudski, dwoił się i troił na linii frontu i na tyłach, niezmordowanie zagrzewając Polaków do walki.

Widzimy też ks. Adamskiego w otoczeniu facetów w czarnych garniturach (na 100 proc. endecy), który rzuca Piłsudskiemu: „Ta zdrada jest tutaj”. Nie ma jednak wyjaśnień dlaczego? Bo wtedy dotarło do opinii publicznej, że w 1919 roku Piłsudski prowadził tajne rokowania z bolszewikami. Pokazany jest także, i owszem, premier Władysław Grabski. Tyle, że podczas pierwszej rozmowy z Piłsudskim (gdzieś w kwietniu 1920) nie był jeszcze premierem (był nim Leopold Skulski).

No i na koniec Wincenty Witos – Piłsudski mówi mu, żeby tworzył rząd, a co Witos ma do powiedzenia? Zgadza się, ale ma jeden warunek – żeby mógł pojechać do domu na żniwa!

Powtarzam raz jeszcze – film ma swoje prawa, ale to nie upoważnia nikogo do fałszowania faktów. Efekt mamy taki jaki mamy – czytankę dla dzieci rodem z lat 30. XX wieku. Szkoda wysiłku tylu ludzi zaangażowanych w realizację tego filmu. Kult Piłsudskiego od lat wylewa się zewsząd, a Hoffman uznał, że jego misją jest „obrona Marszałka przed oszczercami”. No i zamiast dobrego filmu mamy agitkę w formacje 3 D.


źródło: http://www.konserwatyzm.p...-w-formacie-3-d
 
 
K. 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1133
Skąd: Westpommern
Wysłany: 2011-10-10, 22:04   

Jestem po lekturze bodajże 4 lub pięciu recenzji. Wszystkie mieszają to dzieło z błotem. A liczyłem na coś porządnego :megairytacja:
 
 
Arkaszka 
świeżak



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 13
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-10-21, 13:52   

Nie liczyłem na żadne wybitne dzieło, ot powstał kolejny gniot dla wycieczek szkolnych, o ile nie zabronią im wypraw ze względu na wyuzdany taniec ( podobno).
Jakoś nie udą nam superprodukcje
 
 
Panmarelax 
świeżak



Wiek: 28
Dołączył: 19 Paź 2011
Posty: 6
Skąd: Cały Świat
Wysłany: 2011-10-21, 16:48   

Muszę nie zgodzić się z powyższymi opiniami. Dla mnie sposób realizacji tego filmu pozwolił uniknąć nudy która zazwyczaj dotyka filmy historyczne. Idąc do kina, w życiu nie spodziewałbym się takiej głebi obrazu 3D. To był drugi film po Avatarze w którym efekt 3D był ogromnym atutem. O mój Boże, to było aboslutnie zniewalajace doswiadczenie oglądania finałowej walki w 3D. Zresztą cały film był po prostu wciągający, ani razu nie pomyślałem, że coś mi się nie podoba. Nawet i przeze mnie nielubiana Natasza po prostu nie drażniła.
Ja gorąco polecam ten film. Zgadzam się z hasłem reklamowym - które notabene na począku wręcz odrzuciło mnie od filmu - KTO POLAK PO BILETY.
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2011-10-21, 17:44   

Panmarelax napisał/a:
KTO POLAK PO BILETY.

nono, tylko nie w ten sposób... :badcop:
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5373
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2011-10-21, 17:48   

K. napisał/a:
estem po lekturze bodajże 4 lub pięciu recenzji. Wszystkie mieszają to dzieło z błotem. [b[A liczyłem na coś porządnego[/b]

W św Mikołaja też jeszcze wierzysz? :kotyeee:


Ps Trudno było przypuszczać, iż coś z tego mogło dobrego powstać. Kult Marszałka, klimat polityczny w kraju, Hoffman i tradycja kiepskich wielkobudżetówek w kraju.

Panmarelax napisał/a:
KTO POLAK PO BILETY.

KTO FILM CHWALI NA BAGNETY! :hahaha:

Takie hasła jak to, powodują, iż cieszę się, że nie jestem do końca Polakiem, a z pochodzenia, to może nawet bardziej nie, niż tak. Kolektywizm a fee
:snob:
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2011-10-21, 17:59   

Ukrainiec! Jak Boga Kocham, Ukrainiec!!!! :kkk:
 
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-02-04, 10:22   

Film nie jest tragiczny ale faktycznie jest zły. Ogląda się to jak taką toporną bajeczkę ale obejrzeć się da (naprawę, nie ma specjalnej męczarni bo montaż jest dosyć dynamiczny i w sumie atrakcyjny dla widza). Niezgodność historyczna ociera się o zupełną fikcję, a wprawnego historyka może przyprawić o większy ból zębów (co jest w sumie skandaliczne bo jak sądzę młodzi ludzie będą się z tego obrazu uczyć historii - i będzie później tak jak ze słynną szarżą na czołgi u Wajdy).

4/10 (za fajne zdjęcia, sceny batalistyczne i kostiumy)
 
 
K. 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1133
Skąd: Westpommern
Wysłany: 2012-02-24, 11:59   

Przede wszystkim jest tu za dużo tańca i śpiewu. I już nie chodzi o to, że za dużo Urbańskiej czy nie Urbańskiej. Za dużo muzyki i tyle. Poza tym zgadzam się z BMem bo celnie to ujął.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2012-03-09, 20:35   

Próbowałem to właśnie obejrzeć ale wymiękłem już po kilku scenach. Nawet Idziak dał ciała - zmiany korekcji barwnej co kilka ujęć i naćpane filtry nie zawsze oznaczają wizualne wysublimowanie. Sam nie wiem czy dalej oglądać..
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2012-10-10, 16:22   

Straszna chała. Sceny z udziałem wojska, na które liczyłem, sprowadzają się do paru niezłych panoramicznych ujęć maszerujących czerwonoarmistów, potem są już na ogół chaotyczne i rozmazane scenki, w których na ekranie rzadko kiedy jest więcej niż kilkunastu ludzi. Może i to nawet dość realistyczne, ale jak będę chciał takiego czegoś, to pójdę się bawić w paintball albo pogram w Call of duty, natomiast od filmu wojennego wymagam, żeby zapierał dech w piersiach. A w bitwie warszawskiej przedstawienie "kretowiska grozy" (jak to trafnie określił Stanisław Rembek) momentami ociera się wręcz o parodię. Nie umywa się to do chociażby Szeregowca Ryana sprzed 13 lat. No ale ten ostatni miał budżet 70 mln USD, a omawiana produkcja 9 mln, co i tak czyni z niej jeden z najdroższych filmów w historii polskiej kinematografii. To już w Na zachodzie bez zmian z 1979 r., realizowanym na potrzeby telewizji (sic!) były lepsze walki (głównie sekwencja otwierająca).
Trudno powiedzieć cokolwiek pozytywnego na temat Bitwy warszawskiej. Fatalny jest przede wszystkim scenariusz. Wątek historyczny to zlepek całej masy kadrów przewijających się jak fotoplastykon po amfetaminie. Odnoszę wrażenie, że próbowano odmalować tu całościowy obraz tych wydarzeń, co się oczywiście nie udało, bo w trwającym niecałe dwie godziny filmie nie da się tego zrobić inaczej, jak po łebkach. To temat na porządny serial, realizowany, rzecz jasna, przez zachodni kapitał. Wątek miłosny jest wyjątkowo żenujący i pretensjonalny; musiałem się wręcz zmuszać, żeby nie przewijać scen z udziałem Szyca i Urbańskiej. Aktorstwo leży. Pomijając już litościwie dwójkę protagonistów, Olbrychski najlepsze lata ma już za sobą, Linda ciągle jedzie na jednej minie Franza Maurera, reszta też poniżej przeciętnej, Ferency jest groteskowy, a przywódcy bolszewiccy (Lenin, Stalin, Trocki) wyglądają jak kabaret. W ogóle wszyscy tu grają na odpierdol. Dialogi też żałosne.
Wbrew pozorom historii tu zresztą niewiele. Pierwsze pół filmu to kombinacja musicalu z elementami romansu i komedii (wyjątkowo denna postać żandarma, błazenady Szyca), druga - już trochę więcej wojny. Niestety, jak wklejałem kiedyś wyżej - jest to nachalne fałszowanie historii, odbywające się poprzez utrwalanie mitu geniuszu marszałka Piłsudskiego i kluczowego kontruderzenia znad Wieprza. Oczywiście to tylko rezultat propagandy piłsudczykowskiej, która w latach 1926-1939 była obowiązującym wyznaniem w tym kraju, a potem odgrywała sporą rolę na emigracji. Dzisiaj zaś duża część historyków (dodajmy - mocno powiązanych z PiS) w imię tego samego mitu fałszuje obraz wydarzeń w swoich pseudonaukowych opracowaniach. W filmie nie znajdziemy nic o tym, jak to Piłsudski w przeddzień bitwy złożył dymisję z wszystkich funkcji i spierdolił do miejscowości Bobowa k. Nowego Sącza do kochanki i córek (planował ponoć wiać dalej do Szwajcarii i prosić o azyl). Autorem planów był gen. Rozwadowski, on także wydał rozkaz specjalny nr 10 000, wg którego toczyła się ostatecznie bitwa (Piłsudski przyjął go do wiadomości, ale się z nim nie zgadzał). Kluczowe było wzmocnienie armii Sikorskiego i nałożenie na nią obowiązku podjęcia działań zaczepnych. Ten wielki bohater swego kraju jest dzisiaj opluwany i mieszany z błotem przez rozmaitych Hoffmanów, Ciosków i innych. Bitwa była wygrana już 15 sierpnia, 16 sierpnia mityczna kontrofensywa znad Wieprza trafiła w próżnię, co przyznawał sam Piłsudski (!!!). No ale nie - Hoffman i tak wie lepiej. O tym, jak bardzo pomogli nam Węgrzy, a jak "przysłużyli" Niemcy i Czechosłowacy też ani słowa, choć rozumiem, że to podyktowane współczesną polityką. Do dupy z tym filmem. Nie broni się ani jako obraz historyczny, ani jako opowieść wojenna o miłości. Jeśli w ogóle miałbym go z czymkolwiek porównać, to byłoby to ckliwe wojenne kino rosyjskie z ostatnich lat (Admirał, Twierdza brzeska), ze wskazaniem na te właśnie filmy. Nie polecam, 2/10 [edycja z 18.10.2012: po przemyśleniu obniżam notę do 1/10, nie ma tu bowiem nic, co uprawniałoby wyższą ocenę].
  
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2012-10-11, 22:20   

Dzięki za wpis, tak się właśnie zastanawiałem, jak ten film wygląda od strony historycznej i teraz już wiem :lol: Z całą wypowiedzią ogólnie się zgadzam, aczkolwiek wsadzę jeszcze kilka szpilek od siebie:
- denne kopiowanie scen z Ogniem i Mieczem; bywały momenty, w których ci sami aktorzy gadali niemal identyczne dialogi (Bończak)
- stylistyka wizualna niczym w Hobo with the Shotgun
- denne dialogi
- niekiedy wtfakowa reżyseria - sąd nad Szycem najlepszym przykładem
- sceny z przywódcami ruskich wyglądają niczym narady villainów w starszych Bondach
- momentami postprodukcja, montaż efektów itp na poziomie jakiejkolwiek krytyki. Zwróćcie np uwagę jak wklejony został widoczek za oknem w pierwszej scenie :)

Jedyną rzeczą jaka mi się w tym filmie podobała była rola Bohuna - szkoda, ze facet pojawił się na jakieś 5 minut.
 
 
Dziobak 
świeżak



Wiek: 38
Dołączył: 10 Maj 2013
Posty: 20
Skąd: Nowy Dwór Gdański
Wysłany: 2013-05-31, 19:04   

Sporo napisano, sporo powiedziano na temat tego filmu. Ja dorzucę swoje odczucia. Tak, dałem się namówić i poszedłem do kina. To jeden z moich największych błędów. Film był denny, scenariusz - beznadziejny. Dźwięk - jak zwykle w polskich filmach: dobrze, że przewidziałem taką sytuację i pożyczyłem od koleżanki nauszniki (!), to trochę wytłumiły.
Ale najbardziej jestem wściekły o tzw. efekt 3D. Nie wiem, czy to tylko w "moim" kinie tak było, ale w scenach statycznych efekt trójwymiarowości widać było... no, może jak się przyjrzeć, to osoby na drugim planie były jakby schowane. Za to w scenach ruchomych można było zdjąć okulary, bo obraz rozjeżdżał się na składowe i było wszystko jedno, czy miało się te okulary, czy nie. Innymi słowy - wydałem pieniądze na bilet 3D, a niemal połowę filmu obejrzałem bez okularów. Podobnie, jak reszta widzów zresztą.
Zapamiętałem tylko jedną rzecz: obok mnie siedziała starsza para - oboje, sądząc po rozmowach przed i później też w trakcie seansu, byli kombatantami. Rzucali komentarze dotyczące niewiarygodności i debilizmu tego "dzieła". Po zakończeniu starsza pani zapytała męża, dlaczego Urbańska przeżywała orgazm podczas strzelania z CKM i dlaczego ona nigdy tak nie miała. Warto było jednak wydać te pieniądze, bo miny ludzi dookoła były cudne :D
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u