FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Wołyń
Autor Wiadomość
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2149
Skąd: Łazy
Wysłany: 2016-10-28, 00:12   Wołyń

Wołyń
reż. Wojciech Smarzowski (Polska, 2016)

Ojciec Zosi postanawia wydać ją za najbogatszego we wsi wdowca z dwójką dzieci, nie bacząc na to, że córka kocha ukraińskiego chłopca. Wkrótce życie lokalnej społeczności diametralnie zmienia II wojna światowa.

Do założenia tematu o najnowszej produkcji Smarzowskiego wydaje mi się, że odpowiedniejszymi osobami niż ja są np. BM lub Arcyznawca:)

Cenię sobie filmy Wojciecha Smarzowskiego, ale to nie oznacza że każdy jego film jest udany. Dla mnie najlepszym filmem Smarzowskiego pozostaje Dom Zły, który jak oglądałem pierwszy raz poczułem się jakbym obejrzał nie polski film udający thriller, ale thriller z prawdziwego zdarzenia rozgrywający się w polskich realiach nakręcony na światowym poziomie. Równie mocna Róża jest. Dobre są też Wesele oraz Drogówkę też sobie cenię. Choć akurat już przy Drogówce odniosłem wrażenie. że reżyser powoli zaczyna kręcić ten sam film czyli przemoc, chamówa i dużo wódy. Dało się wyczuwać zmęczenie materiału, bo ile razy można oglądać jak nasi rodacy naskakują na siebie, mordują się, chleją wódę, ile razy można oglądać polskie najgorsze wady?

A później powstał Pod Mocnym Aniołem ze świetnym Więckiewiczem, ale film słaby i nudny. Można za reżyserem nie przepadać, uważać nawet że ciągle kręci takie same filmy, ale ja doceniam go, bo większość jego filmów to dobre produkcje, dające sporo przemyśleń i odkrył dla polskiego kina kilku dobrych aktorów jak np. Mariana Dziędziela, Arkadiusza Jakubika (kiedyś był znany głównie z roli policjanta w serialu 13 posterunek) i Bartłomieja Topy (przed tym jak odkrył go pan Smarzowski to większość kojarzyła go chyba jedynie z roli w telenoweli Złotopolscy).

Wołyń wydaje się przypominać znakomitą Różę z Agatą Kuleszą i Marcinem Dorocińskim gdyż tez opowiada historię dotyczącą prawdziwych wydarzeń, też mamy tak jak w Róży wątek miłości, ale widać też jak ten film jest inny jak Róża – jakby reżyser chciał nakręcić inny film. W Róży mamy bohaterów do których historia czasami przychodzi a w Wołyniu mamy zupełnie odwrotną sytuację gdyż to główna bohaterka przechodzi przez historię. No i w pewnym momencie filmu wątek miłości całkowicie znika z filmu. W wyniku takiego rozwiązania, iż bohaterka przechodzi przez historię często obserwujemy tragedie osób, które w ogóle nie znamy, postaci co pojawiają się na parę sekund, czyli nie ma emocjonalnego powiązania w paru momentach widza skoro postaci nie zna. Przez takie rozwiązanie w kilku momentach widz może poczuć się zdezorientowany też co się dzieje i kogo w ogóle pokazują. Fabuła jest przedstawiona bardzo niefilmowo, film składa się z różnych krótkich epizodów. Jestem też pewien że jednak sporo materiału wyciął Smarzowski przez co miejscami fabuła zbyt mocno skacze od wątku do wątku.

Smarzowski uznał że w tym przypadku od bohaterów ważniejsza jest historia, więc tak naprawdę nic nie wiemy o postaciach nie tylko drugoplanowych o których wspomniałem, ale też głównych bohaterach jak Zosia czy Maciej. Więc aktorzy mają utrudnione zadanie byśmy przejęli się ich losem, ale świetnie się spisują w swoich rolach. Udaje się głównym bohaterom nawiązać nić z widzem i dzięki temu są emocje, chce się by nic złego głównym bohaterom się nie stało.

Debiutująca Michalina Łabacz w roli Zosi świetnie gra twarzą, oczami, a Jakubik wiadomo klasa (jak wraca z frontu to jego spojrzenie). Dobry jest też Adam Zaremba jako Antek Wilk, który pojawia się pod koniec filmu. Postać Zosi jest też takim trochę pomostem łączącym widza z wydarzeniami na ekranie i spełnia trochę rolę przewodnika, który oprowadza widza po horrorze jaki ma miejsce w filmie.

Co ciekawe po filmie w ogóle nie widać problemów budżetowych jakie spotkały reżysera pod koniec zdjęć gdy Smarzowski ruszył z akcją wsparcia dzięki której mógł dokończyć film. Co prawda to nie taka produkcja jak Miasto 44, ale filmowi od strony technicznej nie można nic zarzucić pod żadnym względem z czego ogólnie Smarzowski znany jest. Zdjęcia i muzyka to po prostu klasa, montaż też mi się podobał mimo tego jak pisałem że w paru miejscach film jest zbyt pocięty.

Podoba mi się to jak Smarzowski kręci swoje filmy w których przedstawia dzieje Polski w konwencji kina gatunkowego, bo przecież Dom Zły można zaklasyfikować jako thriller, którego akcja toczy się w latach komunizmu, a Wołyń ogląda się od początku jak horror, ale taki dobry film grozy szarpiący nerwy widza. Zresztą marzy mi się by Smarzowski nakręcił kiedyś film nie tyle oparty na prawdziwej polskiej historii w stylistyce horroru ale prawdziwy horror, czy kryminał, bo ma potencjał do kręcenia kina gatunkowego, a w Polsce mało się takich filmów kręci.

Film niesamowicie trzyma widza w napięciu od pierwszej sceny czyli kapitalnie nakręconego wesela. Scena trwa z 30 minut jak nie więcej i skojarzyła mi się z długą sekwencją wesela w filmie Cimino Łowca jeleni. W scenie wesela wygląda że niby wszystko jest ok, ale czuje się narastające napięcie, ma się wrażenie jakby bohaterowie siedzieli na tykającej bombie, która w najmniej spodziewanym momencie wybuchnie i zapowiedzią tragedii jaka nastąpi są wzajemne szpilki jakie wbijają sobie w komentarzach Ukraińcy i Polacy. Reżyser postarał by odpowiednio pokazać rację obu stron oraz skąd się wzięła niechęć do Polaków. Wspomniane są krzywdy, jawna niesprawiedliwość z jaką traktowano Ukraińców, a z czasem ta krzywda zamienia się w mowę nienawiści.

Zaskoczeniem dla widzów znających poprzednie filmy tego reżysera może być fakt jak mało wódki się tu leje i jak ogranicza się ze scenami brutalnymi, ogranicza sceny żywcem z horroru wzięte do minimum. Kamera jak już pokazuje okropieństwa jakich dokonywali Ukraińcy, a później Polacy w odwecie pokazuje wszystko bez ogródek, ale kamera zaraz ucieka, jakby reżyser bał się by nie zarzucono mu ze przesadził ze scenami przemocy. Widać że nie chciał by przemoc przesłoniła wydarzenia, by przemoc stała się celem samym w sobie. Może to zbyt daleko idące porównanie ale Smarzowskiego twórczość przypomina mi trochę filmy Gibsona – reżysera u którego też jest dużo przemocy. Gibson czasami dochodzi do takiego momentu w filmach swoich, że przemoc przestaje szokować i przerażać, a zaczyna męczyć oraz znieczula widza na przedstawiane wydarzenia.

W przypadku filmów Smarzowskiego, a na pewno Wołynia dzięki ograniczeniu scen gore do minimum (może z 20 minut filmu na ponad 2 godzinny film) nie ma poczucia zmęczenia przemocą tylko ogląda się z przerażeniem film od początku do końca (choć podobno to i tak mały fragment okrucieństw jakie dotknęły mieszkańców Wołynia). Choć nie pozbawiony paru elementów, które nie każdemu widzowi muszą odpowiadać i wymieniłem te elementy, ale ja akurat doceniam pomysł na taką formę przedstawienia historii. Przez taki a nie inny pomysł na film widzimy wydarzenia z punktu widzenia głównej bohaterki i trochę mi się kojarzył Wołyń z takim mocnym wojennym filmem (a raczej antywojennym) jak Idź i patrz (widziałem raz i nigdy więcej). Najnowsza produkcja Smarzowskiego to dla mnie przede wszystkim przestroga przed tym do czego prowadzi przemoc i nienawiść. Wołyń jest to z pewnością jeden z najlepszych filmów tego roku dla mnie.

Ocena: 8+/10
Ostatnio zmieniony przez BM 2016-11-13, 15:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1984
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2016-10-30, 18:43   

Nie podważam wartości historycznej czy faktograficznej filmu, ani potrzeby jego nakręcenia, szczególnie dla młodych ludzi, których rodzice nie wysłuchiwali opowieści jak to z rzezią na Ukrainie było od swoich przodków i nie mogli jej podać dalej, swoim dzieciom. Podejrzewam, że gdyby nie było kina, internetu, pisma, a byłaby rzeź, pamięć o niej i tak by przetrwała, właśnie w tych opowieściach czy pieśniach bitewno-wojennych. Jak to drzewiej bywało. Ale mamy XXI wiek i dobrze się stało, że nakręcono film o Wołyniu, tak samo, jak dobrze się stało, że powstało "Pokłosie". Tylko, tak jak byłam pewna, że Pasikowski jest w
sam reżyserem dla historii o Jedwabnem, tak mam wątpliwości, czy aby Smarzowski powinien się zabrać za Wołyń. Ale - skoro nikt inny nie miał odwagi, czy chęci...

Jak już wspominałam, moim zdaniem Smarzol poszedł na łatwiznę, wybierając na głównego bohatera filmu, młodziutką matkę Polkę, przewijajacą się przez cała akcję z dzieciątkiem na ręku. Wiadomo, że taki zabieg jeszcze bardziej wznieci polską widownię i wzbudzi nacjonalistyczne nastroje. Wystarczy sobie poczytać komentarze w miejscach, w których recenzuje się ten film . Paradoksalnie Wojtek zarzeka się, że jego celem, było między innymi wystąpienie przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi i wszyscy entuzjaści tego filmu tak mówią, że taki jest przekaz. Polacy w dużej mierze wytykają drzazgę w oku innych, nie widząc belki w swoim. Pamietamy, z jakim oburzeniem i nienawiścią spotkali się tworcy Pokłosia? Jak Kali ukraść krowę - jest ok. Ale jak Kalemu ukraść krowe, to ojojoj.
Wracając do głównej bohaterki, matki Polki z dzieciątkiem na ręku. Ta kobieta jest po prostu nudna. Cały czas ta sama mina, strach na twarzy wykrzywionej niemym krzykiem. A propos, w tym miejscu ukłony dla Wojtka, że w odróżnieniu od Róży, Zosia już nie krzyczy wniebogłosy, w zamian raczymy się całkiem dobrą ścieżką dźwiękową. Nikt już nie może zarzucić Smarzowskiemu, że się powtarza.

Mnie by się bardziej podobało i bardziej by mi zaimponował jako scenarzysta, gdyby bohaterem Wołynia był na przykład młody Ukrainiec (mógłby być ten, który się zakochał w Zosi - bardzo ładny chłopak), niewinny, naiwny, wierzący w miłość, dobro, uczciwośc itd., mający jako takie układy z polskimi sąsiadami, który jednak pod wplywem cerkwi, polityki (wojna, Armia Czerwona - jej uczestnictwo na ziemiach ukraińskich, Bandera), ale również buty i pychy tychże polskich sąsiadów, młodzieniec zmienia się, twardnieje, przechodzi metamorfozę, może niekoniecznie o 180 stopni. Może mieć do końca filmu wątpliwości, niech się męczy, albo i nie. No, w każdym razie, dobrze by było, zobaczyć jak ten nacjonalizm rodzi się w tych czasach na tej Ukrainie. A nie tylko, że spada z nieba. Brakowało mi trochę wyjaśnienia dlaczego Ukraińcy tak poszli za Banderą. To były przeokrutne czasy, ale i bardzo ciekawe, pod względem historycznym. I w tym także przypadku sprawdza się siła chińskiego przekleństwa "obyś żył w ciekawych czasach".

Jak może już wiadomo, nie cenię sobie Smarzowskiego jako reżysera, może inaczej, nie jako reżysera, bo filmy to on umie robić, wie jak chwycić za serce i podbrzusze polskiego widza, czyli jak go uwieść, ale artysta z niego żaden. Jego filmy są jak cep, proste w budowie i mocno walą w łeb. Emocje jakie przekazuje są zero-jedynkowe, żadnych niuansów, albo ktoś dobry, szlachetny (Polacy - Taduesz w Rózy to już ideał, biedna Zosia z dzieckiem także - nawet ratuje małego żyda!)), albo zły i głupi(na pewno Rosjanie, wieśniacy, komuna, policja). Niczego, co by pozostawiło widza (przynajmniej takiego jak ja) z niepewnością, wątpliwością, po prostu uczuciami różnorodnymi.

Aktorstwo - tylko Jakubik mogł się tu wykazać. Miał sporo emocji do przekazania. Aktorka grajaca Zosię miała za zadanie ładnie i wzruszająco wyglądać, na początku filmu, a potem robić tylko wystraszone miny.
Jej twarzy nie splamiły żadne inny grymasy. Nie mogę powiedzieć, ćzy jest dobrą aktorką, raczej nie dano jej pola do popisu.

Podobało mi się zakończenie filmu. Scen rzezi nie było aż tak dużo, na szczęście, dało się wytrzymać, tym bardziej, że nie były one zaskoczeniem, mówi się o nich od lat, a ostatnio, przed premierą bardzo, a poza tym nasz obecny świat, środki przekazu, codziennie bez
przerwy bombarduje nas takimi obrazami. Raziło mnie trochę przedstawienie krajobrazu po rzezi, te porozwalane członki, wybebeszone brzuchy (scena, gdy Zosia zachodzi do rodziców swojego ukochanego Ukraińca, a tam na kanapie, prawdopodobnie polscy (?)goście, siedzi para ludzi z kiszkami na wierzchu. Na Boga takich scen, nie ogladało się nawet w filmach o konflikcie między Hutu a Tutsi w Rwandzie. To było moim zdaniem niepotrzebne. O wiele więcej, przynajmnie w moim przypadku, reżyser osiągnie, gdy opowie o rzezi w sposób bardziej subtelny. Np. niedawno widziałam film "Cudowny dzień" tyczący konfliktu na Bałkanach. Tam scena rzezi wyrażona jest opustoszałym domostwem, poprzewracanymi meblami w pokoju, i widokiem nóg powieszonych rodziców malego chłopca. On na szczęście tego nie widzi. Widzą to wolontariusze z Zachodu, ktorzy pomagają chłopakowi szukać piłki i w tym celu weszli do tego domu. A chłopiec jest przekonany, że rodzice wyjechali do innego miasta (bo jego oddali dziadkowi).Wiemy to, czego on nie wie. I teraz widz do końca filmu pozostaje z tą
myślą, co to będzie jak ten chłopak dowie się w końcu jak zginęli jegeo rodzice.

Po takich scenach, jakimi nas darzy w swoich filmach Smarzol, pozostaje tylko zlość, nienawiść, pogarda - sceny bardziej subtelnie wyrażajace przemoc, paradoksalanie mocniej, ale i dłużej bolą. Ale nad nimi trzeba się więcej napracować, jako scenarzysta, rezyer, czy aktor.
Oczywiście, każdy w kinie szuka czegoś innego, jedni dużej dawki adrenaliny, uderzenia w łeb - dla nich filmy smarzola są ok. Drudzy - wątpią szukają odpowiedzi, na różne pytania, a w jej braku smutnie konstatują, cytuję: "Wiem, że nic nie wiem".
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u