FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Bękarty wojny
Autor Wiadomość
cm88 
bywalec



Dołączył: 30 Gru 2008
Posty: 62
Skąd: Z Lodu
Wysłany: 2009-10-09, 23:06   

Zajebisty komiks, z jajami i krwią, Tarantino ciągle w formie. Kto nie lubi, ten gaj. :eee?:
 
 
Mia Wallace 
kinomaniak



Wiek: 67
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 248
Skąd: ąd
Wysłany: 2009-11-06, 00:43   

Cytat:
Minęło trochę czasu od premiery Bękartów wojny (2009). Billboardy rozdrapane bądź zaklejone; edycja specjalna/dwupłytowa/reżyserska za progiem – ani się obejrzymy, a film wyląduje na śmietniku historii (zwanym też wypożyczalnią wideo). Warto pomówić o nim jeszcze zanim tam trafi.

(1) Uważam, że jest to film wybitny – razem z Jackie Brown (1997) i Death Proof (2007) tworzy trylogię arcydzieł Tarantino.

(2) Co zaskoczyło mnie w Bękartach… najbardziej? To, że film nie wytrzymuje testu zgrywy i chichotu. Kiedy poszedłem na niego drugi raz, siedziała za mną horda licealistów – jak tylko usłyszeli muzyczny motyw z Alamo (1960), natychmiast zaczęli parskać. Po napisie: „Dawno temu, w okupowanej przez nazistów Francji…” pękali ze śmiechu. A potem…? Figa z makiem. A raczej: jak makiem zasiał. Następne dwie i pół godziny spędzili(śmy) w absolutnym skupieniu – ciszę przerwało tylko kilka dowcipów w rodzaju filmiku o Hugo Stiglitzu, no i oczywiście Pittowe „buongyorrno”. Ale poza tym Bękarty… to intelektualne kino dialogu i wyrafinowanego suspensu (nic dziwnego, że Tarantino wkleił nawet kawałek Tajnego agenta [1936] Hitchcocka).

(3) No właśnie: dialog. Tarantino zawsze na nim polegał: bawiąc się trywialnością tematu, poezją bluzgu, naszym odruchowym uwzniośleniem wszystkiego, co tylko bohaterowie filmu zdecydują się głośno wypowiedzieć. Tutaj jest niby podobnie, ale z kilkoma zasadniczymi różnicami. Po pierwsze, bluzgów prawie nie ma – tym razem Tarantino pławi się w kurtuazji; w wężowych ślizgach zabójczej grzeczności (koronnym przykładem jest oczywiście płk. SS Hans Landa). Po drugie, jest to film w 70% nieanglojęzyczny. Na dobrą sprawę w takiej właśnie kategorii powinien startować do Oscarów. Wielojęzyczność, płynne przechodzenie z jednego systemu semantycznego w drugi – to oczywiście domena Landy w genialnym wykonaniu Christopha Waltza. Ale i zarazem temat filmu. I istota talentu Tarantino. Tak oto mamy nie tylko film wielojęzyczny, ale i film o wielojęzyczności – o bogactwie otaczających nas kodów i o rozkoszy posługiwania się nimi wszystkimi naraz.

(4) A skoro już przy tym jesteśmy, to warto zauważyć jeszcze co innego. Mnogość kodów i znaków naszej kultury to wielki temat (i żywioł) Tarantino już od czasów Pulp Fiction (1994). Jack Rabbit Slim’s – knajpa do której Vincent Vega zabiera Mię Wallace – to woskowo-plastikowy śmietnik symboli kultury masowej (jest i Marilyn, i Elvis, i cadillac). Ten śmietnik nie musi budzić odrazy (choć pewnie budzi ją w Krzysztofie Zanussim, który w rozmowie z Patrykiem Tomiczkiem udowadniał niedawno istotową niesmaczność hamburgera – tak jakby połączenie pieczywa i wołowiny było równie wyklęte, jak mieszanie nabiału z mięsem w Starym Testamencie). Tarantino kocha śmietnik współczesnej kultury, bo rozumie że jest to śmietnik ludzki, ciepły i – nade wszystko – nasz wspólny. Scena z Jack Rabbit Slim’s znajduje echo także w Bękartach…: w sekwencji gry w „zgadnij kto to?”, przekształcającej uczestników to w King Konga, to w Matę Hari, to w Georga Pabsta.

(5) Są wreszcie Bękarty wojny kompensacyjną fantazją o żydowskiej zemście na Hitlerze. Tarantino poszedł dalej od Spielberga i jego antynazistowskiej mini-Apokalipsy z finału Poszukiwaczy zaginionej arki (1981). Jak słusznie zauważył mój kolega Veikko Suvanto, Bękarty wojny są poniekąd wariantem Spielbergowskiego gestu wykonanego w 1941 (1979) – cyrkową bufonadą przepisującą historię drugiej wojny światowej tak, by jej trauma stała się choć trochę mniej dotkliwa.

Powyższe punkty to tylko przyczynek do szerszej dyskusji – niemniej cel jest konkretny: błagam, przestańmy mielić komunały o Tarantino „bawiącym się w kino”; o „postmoderniście” i „mistrzu zgrywy”. Te etykiety tylko zaciemniają obraz jednego z kluczowych artystów współczesnego kina, który przy całej swej chłopięcej energii ma do zaproponowania coś o wiele bardziej doniosłego niż tylko bilet do gabinetu woskowych ikon pop-kultury.



[ostatni fotel po prawej stronie ]
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2009-11-08, 19:27   

Oleszczyk świetnie pisze. Chociaż często się z nim nie zgadzam.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2009-11-08, 20:02   

Onanistyczne recenzje? To trzeba naprawdę lubić, ja nie przepadam.
Nie popisał się Tarantino po raz kolejny. Z tym panem jest tak samo jak z Depeche Mode, jakiekolwiek gówno by nie zostało nagrane przez ten zespół już z założenia pretenduje do miana dzieła, taka sama sytuacja wynika jeśli idzie o filmy Tarantino. Pan reżyser stacza się mocno w dół od czasu drugiej części Kill Bill, po megachujowym Death Proof, dostaliśmy mocno średnie, nudne Inglorious Basterds. Jak gość 2 posty wyżej powiedział, razem z Jackie Brown i wspomnianym Death Proof tworzy to trylogię, owszem trylogię największych rozczarowań w twórczości wspomnianego reżysera. Zastanawiam się czy tylko ja mam oczy i czy tylko ja ostatnio nazywam dziadostwo dziadostwem? Łyknęliście te "Basterdy" tak jak Dystrykt 9, bez popity*, do tego przy akompaniamencie braw i masturbacyjnych jęków "krytyków" takich jak ten powyżej, ok, wasza sprawa, chociaż do końca nie wierzę że możecie być aż tak zaślepieni tym "niczym". Może to zwyczajnie głód dobrego kina, może kredyt zaufania jaki Tarantino ma jeszcze u was? Kolejny zapychacz został przemielony, kto się spuścił ten się spuścił, a prawda taka że za rok czy dwa nikt nie będzie o tym pamiętał.
Podchodziłem do tego filmu mocno przekonany że Tarantino znowu będzie u szczytu swoich możliwości, bo i tematyka solidna i obsada świetna. Tymczasem nic z tego nie wyszło. Gdzie te błyskotliwe dialogi? Gdzie te wstrząsające sceny? 2.5 godziny papki, gapienia się na nijakich aktorów (miała być fantastyczna,wstrząsająca postać SS-manna Landy, a był miałki, momentami pedalski Waltz z głupkowatym uśmiechem wpatrujący się w kamerę), Pitt, który wyglądał jakby się zagubił na planie i cała reszta tonąca gdzieś w tym reżyserskim bagnie. Ocalał Til Schweiger, ale widocznie był za dobry bo nie dali mu pograć, a to jedyna postać która naprawdę była wyrazista. Aha, jeszcze muzyka, ta broni się doskonale + kilka scen ( Hitler na szlugu, "Mogę wyjąć swoją fajkę?") i to w zasadzie wszystko co zapamiętałem po dwukrotnym obejrzeniu tego dzieła. A ile razy oglądali je najwięksi entuzjaści? Dobra to na tyle. Udławcie się tym świństwem, a może jak zaczniecie się krztusić, spadną wam klapki z oczu i znowu zaczniecie doceniać solidne kino. Z Bogiem.

* uogólniam, żeby nie było.
 
 
 
Hell's Angel 
koneser



Dołączyła: 18 Lis 2008
Posty: 579
Skąd: Kattowitz
Wysłany: 2009-11-15, 09:31   

Dawno nie usnęłam na filmie, ale wczoraj na tym wybitnym dziele mi się zdarzyło.
Dla mnie ten film jest po prostu NUDNY.
Zaznaczam, że nie zobaczyłam do końca- dzisiaj spróbuję, ale czy dotrwam- zobaczymy.
 
 
 
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-11-15, 12:52   

Hm, może byłaś zbyt zmęczona? Wyśpij się, odpocznij, zjedz dobrą kolację i zrób dzisiaj drugie podejście. :fingerok:
 
 
 
Hell's Angel 
koneser



Dołączyła: 18 Lis 2008
Posty: 579
Skąd: Kattowitz
Wysłany: 2009-11-15, 14:06   

Zdecydowanie nie. Może troszkę pod wpływem.
Ale nie sądzę, żebym zmieniła zdanie. Zobaczymy dzisiaj...
 
 
 
TOXIC 
filmożerca



Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 1027
Skąd: Korova Milky Bar
Wysłany: 2009-11-16, 11:00   

Harry Potter lepszy? :)
 
 
Hell's Angel 
koneser



Dołączyła: 18 Lis 2008
Posty: 579
Skąd: Kattowitz
Wysłany: 2009-11-16, 11:09   

Jakoś tak nie umiałam się zebrać do tych bękartów. :)
Dla mnie to całkiem inna kategoria filmów i czegoś innego oczekuje oglądając Pottera a czegoś innego Bękarty.
 
 
 
Mad_X 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 09 Mar 2009
Posty: 417
Skąd: P-ń
Wysłany: 2009-12-01, 02:34   

Kilka scen jest miażdżących w tym filmie. Jako, że lubię kino-Tarantino mnie film przypadł do gustu. To chyba kwestia podejścia do filmu i oczekiwań wobec niego.

Spoiler:
W moim wypadku oczekiwałem wyimaginowanej fabuły z flakami, i rozjebundą oraz paru ciekawych aktorów. Jako, że moje oczekiwania zbiegły się z wizją kino-Tarantino dostałem to na co dokładnie czekałem.


Czegóż mógł bym chcieć więcej.
 
 
Pan Zdzisław 
koneser



Wiek: 34
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 823
Skąd: Poznań
Wysłany: 2009-12-10, 14:54   

"Bynkarty..." strasznie mnie rozczarowały. Bez dwóch zdań najgorszy film Tarantino. Gapiłem się w ekran bite 2,5 godziny w oczekiwaniu na szereg scen, które do mnie przemówią, uświadomią mnie, że jednak oglądam film Tarantino, a nie coś co wygląda na popłuczyny po jego stylu.

Albo ostateczna wersja scenariusza była pisana na kolanie na zamówienie Weinsteina, żeby wyłożył kasę na kolejny film Tarantino albo Quentinowi w końcu powinęła się noga. Bo nie uwierzę, że popełnił taki nijaki film inaczej niż przez przypadek. Za 5 lat, jak wyjdzie Kill Bill 3, okaże się czy "Inglorious Basterds" był jedynie wypadkiem przy pracy czy początkiem końca QT.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2009-12-10, 16:48   

W końcu jakiś głos rozsądku.
 
 
 
zander 
użytkownik zbanowany


Dołączył: 19 Lis 2008
Posty: 320
Skąd: Dolny Śl.
Wysłany: 2009-12-10, 21:39   

To nie były popłuczyny, raczej mało w tym filmie było tego, co czyni produkcje Tarantino wyjatkowymi. Film oceniam jako dobry, nie nudziłem sie, moze dlatego, że nie miałem wygórowanych oczekiwań
 
 
Mia Wallace 
kinomaniak



Wiek: 67
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 248
Skąd: ąd
Wysłany: 2009-12-11, 03:08   

"Nasza Dycha" 2009 - dziesięć najlepszych filmów mijającego roku w/g studentów krakowskiego filmoznawstwa. Do weryfikacji w styczniowym Kinie. (:

Cytat:
1. Bękarty wojny - 218.
2. Biała wstążka - 149.
3. Droga do szczęścia - 129.
4. Rewers - 119.
5. Zapaśnik - 109.
6. Walc z Baszirem - 104.
7. Bracia Karamazow - 94.
8. Lektor - 84.
9. Antychryst - 65.
10. Wojna polsko-ruska - 58.


Nie lubię dyskutować, o tym co się komu mniej czy bardziej podoba. Nie od dziś wiadomo - z gustami jak z dupami - każdy ma swoją własną. (;
Głęboko denerwują mnie natomiast wypowiedzi utrzymane w tonie posta Aske z 2009-11-08.
Onanistyczne recenzje? Z treścią się można zawsze zgodzić, albo nie zgodzić. Ale to bardzo brzydko nie mieć nawet minimum pokory wobec ludzi, którzy kinem zajmują się profesjonalnie. To nie jest tylko wypowiedź recenzenta, to konkretne spostrzeżenia naukowca, który zajmuje się filmem od lat i jest w tym kierunku odpowiednio wykształcony. Jestem daleka od hurraoptymistycznego przyjmowania do siebie wszelkiej treści jaką podają mi ludzie ze stopniem naukowym przed nazwiskiem, ale zawsze staram się mieć na uwadze, że mimo wszystko są to osoby, które w swoich dziedzinach są ode mnie dużo mądrzejsze, więc minimum szacunku się należy.

Dalej, kompetencja odbiorcza. Każdy ma jakiś własny background doświadczeń kinowych, czytelniczych, naukowych, itd, do którego będzie się odwoływał przy reagowaniu na kolejne doświadczenie. Oczywiście cały spór między relatywistami i uniwersalistami jest stary jak samo kino, jednak ja jestem bliższa myśleniu tych pierwszych. Najprościej mówiąc, lata temu - kiedy widzowie po raz pierwszy zobaczyli postaci ukazane w planie amerykańskim - przestraszyli się, że oglądają ludzi bez kolan. (; Analogia daleka, ale wydaje mi się, że trafna. Zasadniczo chodzi mi o to, że nie śmieszyłyby mnie np. żarty o PRLu, gdybym o realiach PRLu mało widziła. Nie chcę teraz pisać, niczym dzieciaki na filmwjebie, "nie podobał ci się IB, to jesteś za głupi, żeby to zrozumieć!". W ogóle nie o to mi chodzi. Chciałabym tylko naświetlić taką kwestię, że zupełnie inaczej będzie ten film odczytywał antropolog filmu i kulturoznawca, inaczej ktoś, kto idzie do kina na kolejną realizację działań "starego Tarantino". Jeden zobaczy, że jego twórczość bardzo dojrzała i rozwija się w konkretnym kierunku, drugi wyjdzie z projekcji głęboko niepocieszony i z poczuciem niedosytu. Z dialogami tak samo - jeżeli się czeka na powtórkę z rozrywki - to faktycznie nie dostrzeże się w dialogach z IB nic kultowego. Dla antropologa, to co wyprawia się tam z językiem, to jest orgazm. Genialny materiał na kilogramy prac naukowych dla kolejnych dziesięciu pokoleń.

Najbardziej nie podoba mi się agresja skierowana w jakieś abstrakcyjne "Wy". Udławcie się tym świństwem! Spoko, mogę się tym dławić codziennie.
No i to co mnie już totalnie irytuje - skrajne opowiadanie się po jednej ze stron. Ja naprawdę potrafię zrozumieć, dlaczego wielu ludzi ten film nie zadowolił. I byłoby mi o wiele przyjemniej, gdyby ktoś pokusił się o tyle empatii, aby zrozumieć mój punkt patrzenia, zamiast wmawiać mi, że zostałam opętana reklamą i nazwiskiem.

Tyle.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2009-12-11, 06:18   

Cóż, nazywam rzeczy takimi jak je widzę. Pseudointelektualny bełkot którego tak bronisz, nie wzbudza u mnie żadnego szacunku, tak samo jak nie wzbudza u mnie szacunku praca rzeźnika chociaż jem mięso. To co określiłem jako onanistyczna recenzja jest nią, mimo tego że w jakiś tam kręgach ten kto to pisał uznany jest za "naukowca", śmiać mi się chce z lekka z takich naukowców. :) A może cały problem tkwi w tym że nazwałem gówniany film gównianym, mimo że studenci twierdzą inaczej.
Mia Wallace napisał/a:
Dla antropologa, to co wyprawia się tam z językiem, to jest orgazm. Genialny materiał na kilogramy prac naukowych dla kolejnych dziesięciu pokoleń.

:nigga: to idealnie oddaje, to co myślę o powyższym zdaniu. Bynajmniej nie mam zamiaru Cię obrażać, rozumiem Twoje podniecenie tym filmem i brak dystansu do jakichkolwiek wypowiedzi na jego temat, zwłaszcza jak sama to określiłaś skrajnych. Swoje zdanie podtrzymuję, oglądajcie i zachwycajcie się tym badziewiem, skoro więcej wam nie potrzeba to nie mam więcej pytań. :fingerok:
 
 
 
Wiesiu 
świeżak



Dołączył: 07 Sty 2010
Posty: 34
Skąd: Toruń
Wysłany: 2010-02-15, 12:10   

Długawy ale bardzo strawny obrazek. Dobre dialogi, klimat, zaskakujący finał. Mi to pasuje. Nie zgadzam się, że teraz Tarantino odcina kupony, zawyżył sobie poprzeczkę po prostu. Nie uważam wszystkiego co zrobił za święte, ale tu bawiłem się dobrze.
 
 
strummer 
bywalec



Dołączył: 16 Lip 2009
Posty: 60
Skąd: zewsząd
Wysłany: 2010-02-20, 21:04   

Nieźli ci studenci filmoznastwa. Chyba studentki przeżywały orgazm widząc Szyca i odcięło im dopływ krwi do mózgu.

A "Bękarty" to oczywiście najlepszy film w dorobku Tarantino. Kto tego nie widzi, ma większą wadę wzroku niż ja.
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2010-02-21, 13:06   

Pan Zdzisław napisał/a:
Za 5 lat, jak wyjdzie Kill Bill 3, okaże się czy "Inglorious Basterds" był jedynie wypadkiem przy pracy czy początkiem końca QT.
Co za górnolotne frazesy ;)



Tarantino to złodziej pomysłów, bezwstydny kolekcjoner i notoryczny zapożyczacz. Każdy film to zlepek odświeżonych pomysłów innych reżyserów - jego klasa polega na tym, że potrafi w genialny sposób tchnąć w nie nowego ducha i wycisnąć z nich coś zupełnie nowego.

Bawi się kinem.

Ja za to dobrze bawię się w kinie na jego produkcjach. Czego chcieć węcej?
 
 
Pan Zdzisław 
koneser



Wiek: 34
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 823
Skąd: Poznań
Wysłany: 2010-02-21, 15:32   

Nuz napisał/a:
Tarantino to złodziej pomysłów, bezwstydny kolekcjoner i notoryczny zapożyczacz. Każdy film to zlepek odświeżonych pomysłów innych reżyserów - jego klasa polega na tym, że potrafi w genialny sposób tchnąć w nie nowego ducha i wycisnąć z nich coś zupełnie nowego.


Co za oryginalna opinia ;)
 
 
Simpson 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączył: 01 Kwi 2009
Posty: 2851
Skąd: Kielce
Wysłany: 2010-02-21, 17:32   

strummer napisał/a:
A "Bękarty" to oczywiście najlepszy film w dorobku Tarantino.


:lolokopter:
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2010-02-21, 19:55   

Cytat:
Co za oryginalna opinia ;)
Prawda? ;)
 
 
Pan Zdzisław 
koneser



Wiek: 34
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 823
Skąd: Poznań
Wysłany: 2010-02-22, 01:14   

Nie :)
 
 
donhomer 
bywalec



Wiek: 32
Dołączył: 11 Sty 2010
Posty: 104
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-02-22, 09:45   

Jak dla mnie film aż ocieka różnymi smaczkami i mrugnięciami. Wyżyna.
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2010-02-22, 19:42   

Pan Zdzisław napisał/a:
Nie :)
Znane jest Ci Zdzisławie pojęcie sarkazm ? ;)
 
 
Pan Zdzisław 
koneser



Wiek: 34
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 823
Skąd: Poznań
Wysłany: 2010-02-23, 07:23   

Ależ oczywiście, droga Nuz. Zwłaszcza tani sarkazm jest mi dobrze znany. Pozdro i EOT z mojej strony :)
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u