FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Bękarty wojny
Autor Wiadomość
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2010-02-23, 20:26   

Pan Zdzisław napisał/a:
Zwłaszcza tani sarkazm
To zdecydowanie widać ;)
 
 
Arcyznawca 
senator z Baltimore



Dołączył: 02 Mar 2010
Posty: 5382
Skąd: Baltimore
Wysłany: 2010-03-05, 23:45   

Opinie o filmie są jak widać bardzo skrajne, od masowej egzaltacji nad nowym "dziełem mistrza postmoderny" do ocen bardzo negatywnych. Te ostatnie są najczęściej podyktowane swobodnym podejściem do wydarzeń historycznych (choć są wyjątki, jak np. Aske w tym temacie). Ja nie jestem fanem Tarantino (tu trochę więcej na ten temat: http://www.forum-filmowe..../587.htm#23544) i niczego wielkiego się nie spodziewałem, zresztą bardzo długo zabierałem się do obejrzenia tego filmu. Przede wszystkim nie ma co spinać pośladów i rzucać się o rzekome "zakłamywanie historii", z drugiej strony nie rozumiem zachwytów, że jako pierwszy podszedł na luzie do tematu. A "Parszywa dwunastka" czy "Złoto dla zuchwałych"? To też były właściwie komedie z dużym przymrużeniem oka traktujące temat II wojny. Z kolei alternatywną wizję jej zakończenia ukazał Filip Kutas w swej książce "Człowiek z Wysokiego Zamku" czy film "Vaterland". Już choćby to pokazuje, że filmu Tarantino nie da się sklasyfikować jako obraz wojenny czy historyczny, są tu bowiem także elementy komedii oraz nawet SF (historia alternatywna). No i tu powoli docieramy do sedna. Jednym się taki miszmasz podoba, innym trochę mniej. Większość ludzi uwielbia takie bezrefleksyjny filmy o niczym, ja akurat nie bardzo. Bo o to, że film jest absolutnie o niczym, to chyba nie ma co się spierać? Komuś się to podoba? Bawi go, że ktoś się "bawi w kino"? Chce za to płacić, oglądać? OK - nie mam z tym problemu, ale niestety doszło do tego, że gdy ktoś ośmiela się krytycznie wypowiedzieć na temat filmografii Tarantino, natychmiast zostaje besztany i mieszany z błotem przez jego coraz to liczniejszych wyznawców.
Wszystkie filmy QT, które widziałem, są bardzo do siebie podobne. Charakterystyczna praca kamery (dziedzictwo Sergio Leone), bardzo duża rola muzyki, dużo przemocy, gagów, obowiązkowo też jakaś scena albo dwie z jedzeniem/piciem i opowiadaniem dowcipów/wygłaszaniem banałów (gadki o muzyce lat 70. we Wściekłych Psach, o komiksach w Kill Billu, w Pulp Fiction to nawet mi się nie chce wyliczać). Nudne to się robi. Niby taki "geniusz i samouk", a poza raz wypracowane przez siebie ramy nie potrafi się wyłamać?
Sam film jest za długi i wynudziłem się bardzo. Jak już pisałem, jest o niczym, więc nie ma tu żadnego przesłania, nie ma czego się doszukiwać i nad czym myśleć po seansie. Zapewne większość jego admiratorów niebawem zapomni, o czym to tam było. Aktorstwo nijakie albo mierne. Brad Pitt z jedną miną przez cały film, Hitler koszmarny, Waltz jako Landa - no dobra, jego postać to wyrachowany skurwysyn, ale jego gra mnie nie przekonała. Zwłaszcza, że takich pedałkowatych nazistowskich funkcjonariuszy służb specjalnych to można sobie pooglądać i na naszym podwórku, chociażby w skądinąd dennym serialu "Czas honoru".
Z tymi kijami baseballowymi, skalpowaniem, wycinaniem swastyk - ktoś się chyba za dużo Karola Maya naczytał. Żyd-Niedźwiedź? WTF? :nigga: Ale i tak było tego dużo mniej, niż w trailerach.
Tak naprawdę to bardzo podobała mi się tylko scena strzelaniny w piwnicy - chaos, rozpierdol, wszyscy giną, nie wiadomo co się dzieje. "Ale to już było", chociażby we "Wściekłych psach", a i Ridley Scott w "American Gangster" urządził taką jatkę.
Nie polecam.
 
 
Aske 
filmożerca



Wiek: 42
Dołączył: 20 Lis 2008
Posty: 1958
Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2010-03-05, 23:56   

Arcyznawca napisał/a:
czy film "Vaterland".

Książka i film są bardzo dobre, z przewagą tej pierwszej. Pod resztą wypowiedzi mogę się z grubsza podpisać.
 
 
 
Mad_X 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 09 Mar 2009
Posty: 417
Skąd: P-ń
Wysłany: 2010-03-06, 19:34   

Arcyznawca napisał/a:
Filip Kutas


:)

Musiałem to wychwycić...
 
 
Doberman-ka 
świeżak



Dołączyła: 15 Lut 2010
Posty: 21
Skąd: stamtąd
Wysłany: 2010-03-06, 20:59   

BM napisał/a:
O.J. Simpson napisał/a:
Który?

Hans Landa (zwany potocznie łowcą Żydów). :nigga:


"Nie łowca, a detektyw" - pan Landa by cię pouczył. :)

Nie czuję kultu Tarantino, wybieram filmy z jego dorobku kierując się intuicją i jak do tej pory, nie wyszłam na tym najgorzej - "Wściekłe psy", "Pulp Fiction" - no, powiedzmy, "Jackie Brown" i teraz "Bękarty".
"Bękarty wojny", czyli tu Amerykanie, znowu są - jak zwykle - ok. I to jest bardzo zabawne.
Tarantino, jak zwykle jest małym chłopcem, który bawi się w kino, a w kinie wszystko mozna, bo kino jest na niby. Tak więc mamy Niemców zabiających zgodnie z dżentelmeńskimi regułami - z gospodarzem, ktorego odwiedza sie w domu, by go zabić, nalezy najpierw grzecznie porozmawiać, przyjąć z jego rąk poczęstunek; kobietę żydówkę, ktorą chce się zabić, należy przedtem poczęstować papierosem. Co za przewrtoność. Tarantino wymyśla sobie także swoją wersję końca wojny, spełnia marzenie tych, którzy ze szczerego serca życzyli udanego zamachu na Hitlera i jego ekipę, a że robią to Amerykanie, i tylko oni wychodzą zwycięscy, co z tego, każdy naród może sobie wymyśleć swoją wersję. itd.
Jednym slowem, niezłe jaja z apokalipsy XX wieku. Ale dlaczegóż by nie? czasem trzeba dystansu. Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrego humoru po filmie wojennym.
Postać Landy - jedna z najlepszych. Pitt jako amerykański bucowaty chłopiec z kijem baseballowym - świetny, choć tę jego minę z wydętą dolna wargą poznaliśmy już wcześniej - u Coenów w "Tajne przez poufne". Dziewczyny - Niemka i Francuzka - kapitalne. Co tu dużo gadać, bawiłam się dobrze. :)
  
 
 
Nuz 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączyła: 24 Sty 2010
Posty: 4324
Skąd: ,,
Wysłany: 2010-03-06, 21:19   

Doberman-ka napisał/a:
Dziewczyny - Niemka i Francuska - kapitalne. Co tu dużo gadać, bawiłam się dobrze


Bridget Von Hammersmark: "I know this is a silly question before I ask it, but can you American's speak any other language then English?"

Landa: "As Stanley said to Livingstone: Lieutenant Aldo Raine, I presume?" :hahaha:

Doberman-ka napisał/a:
Ale dlaczegóż by nie? Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrego humoru po filmie wojennym.
Jedyne co mnie wkurzyło to tekst w trailerze, że niby jeśli ktoś tego filmu nie widział - nie wie co to wojna. Jest chyba kilka osób, które nie zgodziłoby się z taką tezą :P
 
 
Doberman-ka 
świeżak



Dołączyła: 15 Lut 2010
Posty: 21
Skąd: stamtąd
Wysłany: 2010-03-06, 21:27   

Na szczęście, dla Tarantino także, nie oglądam trailerów. Są głupie, często zdradzają najlpesze sceny z filmu, i jak widać - nieuczciwe. Oj, jakby takie coś uslyszała, to bym też sie wkurzyła i kto wie czy bym popatrzyła na Bękartów.
Jasne, że ten film najlepiej oglądać znając mnóstwo innych, bardziej prawdziwych, o wojnie, można wtedy nabrać dystansu i odpocząć w tym temacie nieco.
 
 
Thief 
użytkownik zbanowany


Dołączył: 01 Wrz 2011
Posty: 93
Skąd: Skądinąd
Wysłany: 2011-10-26, 17:01   

Moim skromnym zdaniem, Tarantino robi w tym filmie coś bardzo fajnego. On tak naprawdę wręcz szydzi z amerykańskich chłopców, nabija się, celowo przerysowuje, vide kapitalna scena z "Aliwederczi", za to uszlachetnia niemieckiego żołnierza. Ten naprawdę świetny film to swego rodzaju bardzo inteligentna prowokacja.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1984
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2011-10-27, 22:23   

O, Dobermanka, jaki ładny nick, a jeszcze ładniejszy avatar. :)
Ja bym nie powiedziała, że szydzi, raczej bawi się ich wizerunkiem, dzielnych amerykańskich prostych kowbojów, tym razem w mundurach, którym tym razem, zamiast Indian, przyszło wybijać Niemców Europie.
To raczej z niemieckiego żołnierza szydzi, z jakąż elegancją i szarmem potrafi on zabijać, a już tym bardziej stara się być uprzejmy (ta słynna niemiecka kindersztuba!), gdy przyjdzie mu zabić piekną kobietę.
 
 
hudson008 
świeżak



Dołączył: 15 Maj 2012
Posty: 17
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-05-16, 12:07   

Świetny film Quentina Tarrantino. W moim odczuciu jeden z jego najlepszych. Świetna, zaskakująca fabuła. Aktorzy jak to zwykle u Tarrantino bywa z najwyższej półki. Genialna rola Christopha Waltza wcielającego się w Hansa Landę, za którą otrzymał zasłużonego Oscara. Film jest również moim zdaniem świetnie zmontowany oraz posiada bardzo udany soundtrack. Dodatkowo wszystko podlane jest nietypowym poczuciem humoru Quentina. Jeżeli ktoś chce obejrzeć alternatywną historię z czasów II wojny światowej, to ewidentnie powinien zapoznać się z tym filmem. Ode mnie ocena 9,5/10
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1092
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2012-09-30, 22:45   

Jako wielki fan talentu Q.T ,coś skrobnę.Pamiętam jakąś pierwszą recenzje, pisaną jeszcze chyba po pokazach - ogólnie wydźwięk był taki że nuda.
Czytając to , zacierałem ręce - nuda w recenzji jakiegoś tam krytyka, szczególnie jeśli chodzi o kino made in Tarantino, musiała dla mnie zwiastować kolejny genialny film.

Ja uwielbiam Tarantino za wiele rzeczy ale taką jedną z pierwszych 10;), to są te jego 'gadki o niczym'. Wściekłe psy, Pulp fiction, Death Proof(w szczególności), czy nawet uwielbiany przeze mnie KillBill(vol tak 1 jak i 2)..mnóstwo luźnych rozmów, nie mających żadnego wpływu na losy bohaterów ale tak naturalnych jak mało kto potrafi.

Tak więc czytając że nuda że przegadanie , byłem pewien że to będzie idealny film dla mnie...byłem tego pewien do czasu jak go obejrzałem.
Nie że bękarty są chujowe, bo nie są, ale są(co nie podobne do T), po prostu mdłe i...nudne.
Jedyne dwie sceny i rozmowy dają radę.Pierwsza i ta w knajpie.Reszta kiepściutko.Postacie, gdzie Tarantino jest w stanie wycisnąć 120% normy z ról które trwają minutę cz 2, tu oprócz Landy, francuza z pierwszej sceny i Zuzanny(ale tu bardziej względy estetyczne;))..też są mdłe.Same bękarty(jako ekipa) też są kompletnie mdłe.

Mam takie wrażenie że Tarantino, przekonany o swoim geniuszu(i słusznie), po prostu podszedł do bękartów w sposób zbyt luźny, w sensie że nie przemęczył się
Tak na prawdę zabrakło w tym filmie wszystkiego czym od lat mnie urzekał, do tego nie było też niczego nowego.
to jest też paradoks że pierwszy oskar , który zdobył(nie osobiście ale wiadomo o co chodzi) zdobył za jeden ze słabszych filmów, ale to akurat bardziej paradoks samej nagrody , gdzie rzadko dostają ją filmy wybitne a najczęściej po prostu solidne.
I tak oceniam Bękartów wojny.Solidne kino(nie patrząc na postać reżysera), a jeden ze słabszych filmów Q.T.

6/10 - czyli lekko wyżej niż ocena bazowa i 4/10 jeśli chodzi o filmy zrobione przez Tarantino.
 
 
Cat_woman 
bywalec



Dołączyła: 17 Lut 2012
Posty: 166
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-10-01, 15:57   

shpongled napisał/a:
Jako wielki fan talentu Q.T ,coś skrobnę.Pamiętam jakąś pierwszą recenzje, pisaną jeszcze chyba po pokazach - ogólnie wydźwięk był taki że nuda.
Czytając to , zacierałem ręce - nuda w recenzji jakiegoś tam krytyka, szczególnie jeśli chodzi o kino made in Tarantino, musiała dla mnie zwiastować kolejny genialny film.
Nie pamiętam takich ;)
Cytat:

Tak więc czytając że nuda że przegadanie , byłem pewien że to będzie idealny film dla mnie...byłem tego pewien do czasu jak go obejrzałem.
Nie że bękarty są chujowe, bo nie są, ale są(co nie podobne do T), po prostu mdłe i...nudne.
a może różne wersje są? Ja się zastanawiałam kiedy minęły te 2 godziny z konkretnym hakiem! Oczu na moment nie mogłam oderwać.

Cytat:
Jedyne dwie sceny i rozmowy dają radę.Pierwsza i ta w knajpie.Reszta kiepściutko.Postacie, gdzie Tarantino jest w stanie wycisnąć 120% normy z ról które trwają minutę cz 2, tu oprócz Landy, francuza z pierwszej sceny i Zuzanny(ale tu bardziej względy estetyczne;))..też są mdłe.Same bękarty(jako ekipa) też są kompletnie mdłe.

Mam takie wrażenie że Tarantino, przekonany o swoim geniuszu(i słusznie), po prostu podszedł do bękartów w sposób zbyt luźny, w sensie że nie przemęczył się
Tak na prawdę zabrakło w tym filmie wszystkiego czym od lat mnie urzekał, do tego nie było też niczego nowego.
to jest też paradoks że pierwszy oskar , który zdobył(nie osobiście ale wiadomo o co chodzi) zdobył za jeden ze słabszych filmów, ale to akurat bardziej paradoks samej nagrody , gdzie rzadko dostają ją filmy wybitne a najczęściej po prostu solidne.
I tak oceniam Bękartów wojny.Solidne kino(nie patrząc na postać reżysera), a jeden ze słabszych filmów Q.T.

6/10 - czyli lekko wyżej niż ocena bazowa i 4/10 jeśli chodzi o filmy zrobione przez Tarantino.


Może mam odwrotnie, bo nie jestem fanką Tarantino, a jedynie niektórych jego filmów. Ja jednak lubię kiedy coś się dzieje z jakiegoś powodu, albo dla jakiegoś skutku i w tym filmem Tarantino pokazuje, że jest geniuszem kina, przemoc nie jest bezcelowa i bezsensowna, nie jest uciechą samą w sobie, a właśnie czemuś służy. Dla mnie the best of Q.T.!
 
 
Lukas 
kinomaniak



Wiek: 30
Dołączył: 07 Sty 2012
Posty: 378
Skąd: ...
Wysłany: 2012-10-01, 18:00   

Zgadzam się z Kocią Kobietą :) Jak dla mnie jeden z najlepszych filmów Quentina i nie nudził mnie nawet przez chwilę.
 
 
Tintin 
świeżak



Dołączył: 23 Wrz 2012
Posty: 28
Skąd: polska
Wysłany: 2012-10-06, 23:20   

Lukas napisał/a:
Zgadzam się z Kocią Kobietą :) Jak dla mnie jeden z najlepszych filmów Quentina i nie nudził mnie nawet przez chwilę.


Zgadzam się z obojgiem! Mistrzowski film, własnie nabrałem ochotę by znów obejrzeć :)
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1092
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2012-10-06, 23:45   

Cat_woman napisał/a:
Może mam odwrotnie, bo nie jestem fanką Tarantino, a jedynie niektórych jego filmów

Ja też nie jestem fanem Tarantino a (tu różnica), większości jego filmów.Ale coś w tym jest że ludziom których Tarantino zbytnio nie rusza, ten film akurat się podoba
 
 
Marybeth 
świeżak



Dołączyła: 09 Lis 2012
Posty: 6
Skąd: K-staw
Wysłany: 2012-11-09, 22:01   

shpongled napisał/a:
Ja też nie jestem fanem Tarantino a (tu różnica), większości jego filmów.Ale coś w tym jest że ludziom których Tarantino zbytnio nie rusza, ten film akurat się podoba

Również doszłam do takowego wniosku i sama jestem jego przykładem. Mimo że "Bękarty wojny" posiadają momenty, które potrafią zanudzić, to jednak jest to film godny uwagi, choćby z tego względu, by obejrzeć i samemu wyrobić sobie opinię na jego temat.
Podobnie ma się sprawa z moim zniechęceniem do Brada Pitta. Nie wielbię go jak połowa kobiet na całym świecie, jego gra aktorska wcale do mnie nie przemawia. W tymże jednak filmie było całkiem znośnie.
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-04-08, 22:33   

Kiedyś średnio mi podszedł, ale się muszę z tym filmem przeprosić. Trochę zacząłem ostatnio odkurzać Tarantino. Wiem, że jakoś na poziomie Kill Billa zaczął mnie wkurzać czy nudzić. I od Kill Billa vol. 1 zacząłem powtórki. I Kill Bill vol. 1 jest fatalny moim zdaniem. Bardzo nie wyszedł mu ten film. Nie wiem, jak vol. 2. Z tego, co pamiętam, był chyba lepszy - mniej nudnej sieki, więcej dialogów, treści. Ale o ile kiedyś stwierdziłem, że Q. zaczął tonąć na Kill Billu i że już będzie szedł w dół i się już z dna nie odbije (jego Grindhouse też nie był przecież jakiś super), tak po "Bękartach" muszę wnieść korektę do tego, co kiedyś stwierdziłem. Nie jest może genialnie, ale jest naprawdę znakomicie. Film wypełniony świetnymi scenami (zwłaszcza pierwsza), z jajem, rozrywkowy i - co dla mnie tym razem najciekawsze - gdzieś tam pod spodem tego wszystkiego jest coś, nad czym można pomyśleć. Nie jest to może nic szczególnie poważnego i głębokiego, ale Q. ciekawie podszedł do sprawy nazizmu, relacji niemiecko-żydowsko-amerykańskich i motywacjami stron w II W. Ś., film żyje sceną, a parę metafor jest szczególnie udanych. Rozumiem, że komuś może nie podejść tak lekkie potraktowanie tematu, ale ja bawiłem się świetnie. ;)

9/10

Może "Django" też mi jednak podejdzie? :hmm:
  
 
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2013-04-08, 23:08   

jaz napisał/a:
Może "Django" też mi jednak podejdzie?

Nie podejdzie. Role nie są , aż tak dobre, nie ma tylu mocnych postaci, nie ma tylu pamiętnych scen, choć tego wszystkiego i tak jest stosunkowo niewiele. Piszę to jako człowiek, który jakoś szczególnie za IB nie przepadał (bodaj dałem coś w ok 7) i uważa, że wspomnianych elementów w IB jest mało
  
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2013-04-08, 23:29   

W pierwszej scenie IB jest więcej westernowego klimatu niż w całym Django.
 
 
gohanzgr 
świeżak



Wiek: 29
Dołączył: 07 Kwi 2013
Posty: 12
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2013-04-09, 09:56   

Django nie jest wśród najlepszych filmów Tarantino, ale też nie jest wśród najgorszych. Chociaż jednak przyznam, że w kinie zasnąłem na 40 min przed końcem... Ale Bękarty to klasa sama w sobie, pierwsza trójka filmów Quentina! Świetna gra aktorska, rewerlacyjna muzyka oraz alternatywna wersja historii. Sam film też pokazuje, że Tarantino dojrzewa jako reżyser i zaczyna poruszać co raz trudniejsze tematy w swoich filmach.

"Dlaczego nie organizuje się akcji w piwnicy?! Bo to jest pie***na piwnica!"
 
 
jaz 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6027
Skąd: Mariany Północne
Wysłany: 2013-04-09, 12:57   

To ja się pod tym podpiszę. Zarówno pod tym, że topowy film Tarantino, jak i pod tym, że dojrzewa i porusza lub - może bardziej - obraca się wokół trudniejszych tematów. ;)
 
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-04-09, 17:35   

A ja się podpisywał nie będę bo nie wiem o co Wam chodzi? Gdzie on dojrzewa i w jaki sposób to się przejawia? Jazu, jak nie oglądałeś Kill Billa dawno to może też powinieneś spróbować jeszcze raz bo dla mnie oba to są zajebiaszcze filmy. Oba to zupełnie inny gatunek kina, inne nawiązania, inne elementy, inne hołdy i inne kulty, ja na przykład zdecydowanie kiedyś wolałem 1 część niż 2, ale ostatnio sobie powtórzyłem i już taki pewien nie jestem, za to pewien jestem, że oba są zajebiste :fingerok:

gohanzgr napisał/a:
Django nie jest wśród najlepszych filmów Tarantino, ale też nie jest wśród najgorszych. Chociaż jednak przyznam, że w kinie zasnąłem na 40 min przed końcem...


Ja właśnie uważam, że jest wśród najgorszych. Jakie filmy w takim razie Ty w jego najsłabszej trójce widzisz? Bo ja tam położę Django i Deathproofa na pierwszych dwóch miejscach.

Cytat:
W pierwszej scenie IB jest więcej westernowego klimatu niż w całym Django.


Ale tutaj to już się obiema podpiszę bo nie dość, że kipi tam klimatem prosto z Leone to jeszcze jest to prawdopodobnie jedna z najlepszych scen w dorobku Tarantino, konkurencję robi jej jeszcze może spotkanie Marsellusa z Butchem na przejściu dla pieszych i ucinanie ucha z RD.
 
 
gohanzgr 
świeżak



Wiek: 29
Dołączył: 07 Kwi 2013
Posty: 12
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2013-04-10, 10:30   

Orange napisał/a:


Ja właśnie uważam, że jest wśród najgorszych. Jakie filmy w takim razie Ty w jego najsłabszej trójce widzisz? Bo ja tam położę Django i Deathproofa na pierwszych dwóch miejscach.



Akurat dwa Kill Bille są dla mnie w pierwszej trójce najgorszych filmów QT, do tego dorzucam Deathproofa chociaż nie do końca to jest jego film.
 
 
Ostatni Surfer 
ostatni surfer kali jugi



Wiek: 36
Dołączył: 18 Lis 2008
Posty: 5371
Skąd: CARCOSA
Wysłany: 2013-04-10, 22:12   

gohanzgr napisał/a:
Deathproofa chociaż nie do końca to jest jego film.

:nigga:
Jak najbardziej do końca. W końcu po coś Tarantino z Rodriguezem podzielili film by każdy odpowiadał za segment.
 
 
gohanzgr 
świeżak



Wiek: 29
Dołączył: 07 Kwi 2013
Posty: 12
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2013-04-10, 23:42   

Tak samo jak 4 pokoje, tylko tam chociaż widać rękę Tarantino w ostatnim pokoju.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u