FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Bękarty wojny
Autor Wiadomość
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-13, 20:43   Bękarty wojny

Bękarty wojny / Inglourious Basterds
reż. Quentin Tarantino (USA, Francja, Niemcy 2009)

Świat opanowała II Wojna Światowa. Grupa żydowsko-amerykańskich żołnierzy znanych jako "Bękarci", sieje zgrozę w szeregach wojsk Trzeciej Rzeszy. Zgodnie z rozkazami mają mordować wroga w najbardziej bestialski sposób jaki tylko będzie możliwy. "Bękarci" pod dowództwem porucznika Aldo Raine'a stawią czoła żołnierzom dowodzonym przez oficera SS - Hansa Landa. [opis Marcin_Moszyk]

Dałem się dziś wyciągnąć na to do kina i nie żałuję. A przyznam, że obawy były spore. Z jednej strony dosyć chłodne przyjęcie krytyków, z drugiej jakieś niezrozumiałe zarzuty o próby ogłupiania ludzi i fałszowania historii. No cóż... pozostaje mi tylko powiedzieć, że wszystko to o kant dupy rozbić, a filmik jest naprawdę soczysty, zabawny i zgrabny. Hitler równie dobrze mógł tu biegać w przebraniu myszki miki i robić laskę Elvisowi. Też by pasowało. Od początku do końca wiemy, że to wszystko to wielkie jaja w wojennych kostiumach. Zabawa pistoletami dla dużych chłopców mojego pokroju. Do tego bardzo pikantnie przyprawiona dawką odpowiedniego humoru. Film nie jest tak znowu typowo amerykański. Raczej jest bardzo Quentin'owski. Do tego dobrzy europejscy aktorzy nadają mu dodatkowego smaczku (Austriak Christoph Waltz w roli agenta Hansa Landy ścigającego Żydów po prostu niszczy obiekty). Ogólnie ludzie giną, akcja często nas zaskakuje - jak to u Tarantino, wszyscy są dziwni, a trup ściele się gęsto. Ledwo zdążyliśmy pomyśleć "acha, to teraz pewnie będzie już miło i fajnie", a tu ciach i znowu jakieś pato. Lubię takie kino. Podobało mi się. I jeszcze świetne zdjęcia na dokładkę. Dobre, wojenne jaja w mistrzowskim nadzieniu. Polecam. :fingerok:
 
 
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-13, 21:30   

"We're gonna be doing one thing and one thing only. Killing nazis." - i ten cytat w zasadzie zgrabnie podsumowuje najnowsze dzieło Tarantino. Szybko, prosto, na temat i z jajem. Krew się leje, grupka amerykańskich żydów skalpuje nazistów masowo, piękna żydówka przyjmuje w swoim kinie absolutnie wszystkich najwyższych rangą przywódców III Rzeszy a Hans Landa jest naprawdę bezkonkurencyjny. Zdecydowanie jego postać zagrana jest co najmniej wybitnie. :fingerok:

Z tego co czytałam, Quentin celowo dobrał aktorów tak, żeby każdy był z kraju, z którego pochodzi grana przez niego postać. I tak Landa to Austriak, Raine to Amerykanin, Shosanna to Francuzka, a panna von Hammersmark to rodowita Niemka. Może to taki drobny szczegół, ale dla mnie to właśnie dodaje kolejnego smaczku całemu obrazowi. Lubię takie "dopracowane" filmy.

No a tekst "No, chyba wyszło mi arcydzieło" Pitt'a równie dobrze mógłby w stronę widzów wypowiedzieć sam Tarantino. I też by pasowało. :klaszcze:
 
 
 
Mia Wallace 
kinomaniak



Wiek: 67
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 248
Skąd: ąd
Wysłany: 2009-09-13, 21:40   

Ja chciałam założyć ten wątek!!!!!!!!!!! :plaskacz: ;-(

Co ja się będę pierdolić, no profesjonalna miazga po prostu. A otwierająca sekwencja to przejdzie do historii kina, zobaczycie. Półgodzinna gadanka nad szklanką mleka to centralnie Tarantino, który sam siebie na łeb bije. Nawet Honey Bunny i śniadaniowe planowanie rabowania knajp mogą się przy tym schować. :wyglodnialy:

Walz - przyćmił wszystkich, no bez dwóch zdań. Jeżeli Akademia go w przyszłym roku nie nominuje, to obrażam się na kino i już nigdy nic nie obejrzę.
Co dalej - Diane Kruger - cieszę się, że wreszcie pokazała, co umie. Ja już od jakiegoś czasu przeczuwałam, że to zdolna pani, ale zawsze mnie ostatecznie czymś irytowała. Teraz pełna klasa.

Co jeszcze, co jeszcze. Kilka tygodni przed premierą, jaraliśmy się - ja i mój kumpel - że ach ach jeszcze 21dni! I kumpel mówi "Ach ach, Brad!!", na co ja że "Aj tam Brad! Martin Wuttke to dopiero! <3", na co kumpel "E, no proszę Cię, co on niby takiego zrobił?", na co ja zapragnęłam w reakcji zakopać się trzy metry pod ziemią i czekać na śmierć. Jednak po kilku przemyśleniach doszłam do wniosku, że faktycznie - mało kto dzisiaj kojarzy to nazwisko i powinnam bogom jakąś ofiarę złożyć w podzięce, że miałam szanse oglądać Mistrza na żywo. A drugą ofiarę należy złożyć Kłentinowi, że Mistrza pokazał kinowej_mejnstrimowej publiczności. :kult:

No i co mądrego powiedzieć? Dobre wojenne jaja to za mało. Z Tarantino jest trochę tak, że jest ta warstwa bawienia się kinem, ale zawsze mam ostatecznie wrażenie, że pod tą warstwą jest jeszcze upchane jakieś hermetyczne przemyślenie.
I tak, przy IB, nie mogę z siebie zrzucić takiego poczucia, że to u podstaw film o kinie. O kinie jako heterotopii, o kinie jako pojęciu abstrakcyjnym, o kinie jako o sile, narzędziu, formie, treści i historii.

Aaa, no i mię zdziwiło, że Pitt i reszta jego oddziału mieli w gruncie rzeczy tak mało skrintajmu. A przynajmniej w stosunku do tego, czego się spodziewałam po skoncentrowanych na Bardzie zajawkach. Ale luzik, jak już się pojawiali, to była moc! Brad napierdalający po włosku, myślałam, że tam zejdę! :lolokopter:

Bardzo dojrzałe kino, bez stwarzania pozorów dotykania metafizyki i wzdychania do historii IIWŚ. Bez polityki i ideologii. I tak właśnie powinno się już od teraz mówić o wojnie. Plus miks parodii najbardziej chwytliwych zagrywek holiłódzkiego kina wojennego (scena przy mapie :lolokopter: ), no i mamy arcydzieło. :kult:

BM napisał/a:
dosyć chłodne przyjęcie krytyków

To chyba czytamy innych krytyków. ;-|
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-13, 21:56   

Mia Wallace napisał/a:
Półgodzinna gadanka nad szklanką mleka to centralnie Tarantino, który sam siebie na łeb bije

Ano fakt - to był naprawdę świetne (wszystko tu zagrało - aktorzy, zdjęcia, po prostu całość). Człowiek siedzi i sam się sobie dziwi, że jest oczarowany po sam czubek głowy taką pozornie banalną sceną. Zresztą w filmie jest więcej takich smakowitych fragmentów. Np. to kiedy nasza urocza Shoshanna maluje się przed wyjściem do nazistów lub sławetna scena pałaszowania ciastka z bitą śmietaną.

Moim zdaniem jednak nie będzie to nigdy kult pokroju Pulp Fiction. Sam do końca nie wiem dlaczego. Może jak sobie to przemyślę na spokojnie, poczekam kilka dni, spojrzę z dystansu to się dowiem.

Mia Wallace napisał/a:
To chyba czytamy innych krytyków. ;-|

Oj, naprawdę sporo było tych krytycznych opinii (zaraz po Cannes szczególnie).
Przykłady: http://film.onet.pl/0,0,1975000,wiadomosci.html
 
 
Mia Wallace 
kinomaniak



Wiek: 67
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 248
Skąd: ąd
Wysłany: 2009-09-13, 22:02   

BM napisał/a:
Sam do końca nie wiem dlaczego.

Z prostej przyczyny. Bo jest rok 2009 i już Kłetina razem z jego stylem znamy itede.. Przed PF natomiast nikt nigdy nic takiego nie widział, był element zaskoczenia i plaska po twarzy (-;
  
 
 
Mia Wallace 
kinomaniak



Wiek: 67
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 248
Skąd: ąd
Wysłany: 2009-09-13, 22:10   

It's just possible that Tarantino, having played a trick on history, is also fooling his fans. They think they're in for a Hollywood-style war movie starring Brad Pitt. What they're really getting is the cagiest, craziest, grandest European film of the year. /TIME/

It's not enough to say that Inglourious Basterds is Quentin Tarantino's best movie. It's the first movie of his artistic maturity, the film his talent has been promising for more than 15 years. /SAN FRANCISCO CHRONICLE/

Basterds isn't so revolutionary or so finely crafted as "Pulp Fiction" was, but it crackles with the same energy and imagination and chutzpah. /MIAMI HERALD/

A violent fairy tale, an increasingly entertaining fantasia in which the history of World War II is wildly reimagined so that the cinema can play the decisive role in destroying the Third Reich. /VARIETY/
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-13, 22:25   

Pozwolę sobie wkleić dosyć ciekawy wywiad z Tarantino, którego udzielił dla niemieckiego Spiegel'a w związku z premierą bękartów (uwaga - zawiera spoilery).

film.onet.pl napisał/a:
Świat według Tarantino
Philipp Oehmke, Martin Wolf

Spiegel: "Bękarty wojny" to grupa żydowsko-amerykańskich żołnierzy, którzy doprowadzają do masakry Niemców w okupowanej Francji. Chciał pan opowiedzieć przygodową historię czy też nagle zainteresowały pana czasy Trzeciej Rzeszy?

Quentin Tarantino: Nagle? Pracowałem nad tym scenariuszem ponad dziesięć lat i podczas przygotowań do kręcenia filmu omal nie utonąłem w faktach. Najpierw rzeczywiście chciałem zaszokować widzów historycznymi szczegółami, w ostatecznej wersji porzuciłem jednak to dążenie do autentyczności. Kiedy w czasie pisania docierałem do miejsca, w którym nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi prawdziwej pod względem historycznym, wymyślałem własną.

Chciał pan nakręcić film historyczny, lecz gdy rzeczywistość nie całkiem pasowała, po prostu ją pan zmieniał?

Właśnie. Uważam, że najnowsza historia ogranicza moich bohaterów, staje się dla nich gorsetem. Dlatego w moim filmie są miejsca, w których moja opowieść z niej zbacza.

Film zaczyna się zdaniem jak z bajki: "Działo się to kiedyś w okupowanej przez nazistów Francji...".

Jeśli ktoś chciałby czytać "Bękarty wojny" jak bajkę o II wojnie światowej, nie ma problemu, mnie to nie przeszkadza. Ale mój pomysł był inny: bohaterowie tej opowieści zmienili zakończenie wojny, nazistowscy przywódcy w Paryżu w 1944 roku zostają wysadzeni w powietrze i wojna się kończy. W rzeczywistości, co prawda, nigdy się to nie wydarzyło, ale jedynie dlatego, że nie było tam moich bohaterów. Gdyby byli, moja historia stałaby się przekonująca.

Nie przecenia pan zdolności widzów do odróżniania prawdy od fikcji? Zaledwie jedna czwarta amerykańskich absolwentów szkół średnich słyszała kiedykolwiek o tym, że Hitler rządził Niemcami w czasach II wojny. Nie zdziwi ich więc pewnie, że w pańskim filmie zamach na Hitlera ma zostać dokonany w jednym z francuskich kin.

Skąd pan wziął te liczby? Ja tego nie kupuję, to tylko wiejąca grozą propaganda. Dzieciaki pewnie zrobiły w konia ludzi przeprowadzających te ankiety.

W każdym razie w filmie miesza pan zręcznie realizm – wszyscy aktorzy na przykład mówią w swoim ojczystym języku – z fikcją, która jest równie wyrafinowana, co absurdalna. Zrozumienie owej ironii może przekraczać możliwości niemałej części widzów.

Proszę podać mi jakiś przykład niewiarygodnej sceny!

Ten film pokazuje przede wszystkim pański własny świat. Świat Quentina Tarantino.

Ach tak. Okay. Cool. Ale przecież wszystkie moje filmy rozgrywają się we własnym świecie. W końcu to właśnie chce pan oglądać. Nie chciałby pan chyba, żebym przestał?

Inni hollywoodzcy reżyserzy są dumni z tego, że tak wiernie ich zdaniem odtworzyli czasy Trzeciej Rzeszy, jak na przykład ostatnio w "Walkirii" z Tomem Cruise'em grającym Clausa von Stauffenberga, sprawcę zamachu na Hitlera. "Bękarty wojny" zdają się naśmiewać z owych filmów.

Nie widziałem "Walkirii", ale czy nie jest to coś w rodzaju przedstawienia Royal Shakespeare Academy o Trzeciej Rzeszy?

Co ma pan na myśli?

Nie chcę powątpiewać w jakość tego filmu, ale dziwnie jest oglądać brytyjskich aktorów poprzebieranych w niemieckie mundury.

Pytanie brzmi, czy ten temat może być używany jako materiał filmowy w sposób równie swobodny jak walki kowbojów i Indian na Dzikim Zachodzie.

Ja nie mam z tym żadnego problemu. Wprost przeciwnie – bojownicy ruchu oporu w moim filmie zachowują się tak samo jak Indianie na wojennej ścieżce: wytropić, zabić, oskalpować. Chodzi mi o to, by opowiedzieć przygodową historię. Pasjonującą, jak w filmach z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kiedy nikt nie miał wyrzutów sumienia tylko dlatego, że sprawiało mu przyjemność oglądanie w kinie wojennych opowieści.

W którym miejscu dla pana kończy się zabawa? Przy temacie holokaustu?

Są również filmy z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, które pokazują holokaust. Prawdziwy szok! Widział pan "Operację Eichmann" z 1961 roku? Całkiem niezłe. I ten wspaniały Werner Klemperer, sam Żyd, który grał Reichmanna. To był chyba pierwszy film fabularny pokazujący ludziom komory gazowe – czego nie zrobił nawet sam Steven Spielberg w swojej "Liście Schindlera".

Spielberg cofał się przed taką skrajnością.

Ja jestem wielkim fanem "Listy Schindlera", ale w ostatnich dwudziestu, trzydziestu latach kręcono niemal tylko filmy wojenne koncentrujące się na tragedii i ofiarach, niemieckiej winie i tak dalej. Zawsze podmalowane muzyką skrzypiec, która jeszcze bardziej podkreślała bijącą z nich straszliwą beznadziejność. Na dłuższą metę stawało się to okropnie monotonne.

To w końcu poważny temat.

Mnie wiele tych poważnych w zamiarze filmów doprowadza raczej do śmiechu.

Czy do nakręcenia swego ostatniego dzieła przygotowywał się pan tylko z pomocą filmów?

Nie, przeczytałem na przykład ponownie pamiętniki Josepha Goebbelsa. Interesuje mnie on głównie jako naczelny producent filmowy nazistów. Wiele książek popularnonaukowych poświęconych tej tematyce koncentruje się jedynie na złych filmach – to jednak byłby fałszywy obraz owych ponad 800 filmów, jakie nakręcono w tamtych latach. Gdybyśmy nie wiedzieli zupełnie nic o tamtych czasach, moglibyśmy przypuszczać, że każdy z nich był dziełem propagandowym, także "Wieczny Żyd" czy "Żyd Süß". Ale to nieprawda! Większość z nich to były komedie, operetki, historie miłosne, melodramaty...

Chce pan przez to powiedzieć, że nazistowskie Niemcy za czasów ministra propagandy Josepha Goebbelsa tworzyły dobre filmy?

O, tak, niektóre były naprawdę całkiem niezłe. "Dzieci szczęścia" na przykład to jeden z moich ulubionych filmów. Jest bardzo wesoły. Jeśli spojrzeć tylko na to, co kręcono do 1945 roku w Niemczech, trudno domyślić się, że był to czas wojny.

Sztuka propagandy polega właśnie na udawaniu i czarowaniu. Mamy nadzieję, że pan temu nie uległ?

Nie, specjalnie po to przeczytałem jeszcze raz wspomnienia Leni Riefenstahl.

To też jest średnio wiarygodne źródło.

Jasne, że w połowę tego, co się tam czyta, nie należy wierzyć. W tej książce fascynujące są fragmenty, w których Riefenstahl przytacza słowo w słowo swoje całkiem banalne rozmowy z Hitlerem. Jedną z nich wykorzystałem nawet do dialogu w moim filmie, tyle że to, co mówił führer, włożyłem w usta Goebbelsowi.

Co mianowicie?

Riefenstahl opowiada, że Hitler z początku nie był zbytnio zainteresowany igrzyskami olimpijskimi. Powiedział jej ponoć coś takiego: najchętniej w ogóle bym tego nie oglądał. Niemcy i tak nie mają żadnych szans na medale, wszystko zgarną Amerykanie, zwłaszcza czarni, a tego on nie chce widzieć.

Pana ocena jako kolegi po fachu – czy Riefenstahl była właściwie dobrą reżyserką?

Najlepszą, jaka kiedykolwiek chodziła po tym świecie. Aby się o tym przekonać, wystarczy obejrzeć jej filmy o olimpiadzie w Niemczech.

Dla nas, Niemców, jest ona głównie pozbawioną jakichkolwiek skrupułów propagandystką nazistowskiej ideologii. Czy pana ostrzegał ktoś, że kręcąc taki film jak "Bękarty wojny", wchodzi pan na pole minowe?

Każdy niemiecki aktor, jakiego znalem, mówił mi: scenariusz bardzo mi się podoba, ale nie potrafię wyobrazić sobie, by coś takiego mógł napisać Niemiec. (...)

No właśnie. Najbardziej charyzmatyczną postacią w pańskim filmie jest esesman Hans Landa, którego gra Christoph Waltz. Jest wykształcony, szarmancki i zawsze pozostaje panem sytuacji. Z drugiej strony Żydzi pokazani są w większości jako łobuzy niczym nieustępujące w brutalności nazistom. U pana ofiary stają się także sprawcami.

Landa jest tu rzeczywiście wstrząsająco charyzmatyczny. Ale to nie przypadek, główne przesłanie filmu brzmi bowiem: Everybody is everybody.

To znaczy?

W tym filmie nikt nie jest jednoznacznie dobry ani jednoznacznie zły.

Czy nie na tym właśnie polega cały problem? W Trzeciej Rzeszy granice między ofiarą a katem były wyraźnie określone.

Jest taka scena, w której „Bękarty” przesłuchują niemieckiego feldfebla. Jej okrucieństwo ma w sobie komiczne rysy...

Ta scena jest nie do zniesienia.

Ale Brad Pitt z tym południowym akcentem, jakby miał w ustach gumę do żucia, jest naprawdę śmieszny. A potem następuje coś w rodzaju katharsis, kiedy jeden z „Bękartów” ma zatłuc Niemca za pomocą kija bejsbolowego. Jeśli w tej scenie chciałbym osiągnąć tylko tyle, by publiczność wołała: „Tak jest! Zabij tego hitlerowca!”, zrobiłbym z niemieckiego feldfebla żałosnego tchórza. On jednak się nie boi, to dzielny, uczciwy żołnierz.

I czego ma nas to nauczyć?

Że wojenna rzeczywistość nie zawsze była biało-czarna.
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-15, 19:25   

Już wiem czemu nie będzie z tego wielkiego kultu (czyli refleksja na chłodno). ;)

1. Dwie najciekawsze postacie męskie w tym filmie to nazista Landa i były nazista walczący dla oddziału Apaczo-Żydów Stiglitz (co oczywiście wywołuje spory, wewnętrzny dysonans u widza). Przy czym sierżant Hugo Stiglitz ma jeszcze jakąś prezencje i potencjał ale jego postać została okrojona do nieprzyzwoitego minimum (zresztą jest to zarzut do większej ilości postaci występujących w tym filmie).

2. Za mało przegiętych akcji w warstwie fabularnej (mam nawet wrażenie, że sporo z tego filmu wycięto na potrzeby masowej widowni). Nawet te brutalne sceny są podane w dawce nie przekraczającej patologicznych standartów.

3. Najlepiej zagrana postać to pedałkowaty nazista, który mimo niesamowitego kunsztu aktorskiego wygląda po prostu jak pedantyczny kalafior (dlatego też widz oddaje mu podziw ale z trudem się z nim identyfikuje).

4. No i jeszcze fabuła. Budzący postrach wśród wykutych w nazistowskich pralniach mózgu Niemców Żyd-Niedźwiedź? Cały niemiecki sztab trzęsący portkami przed grupką leśnych zabójców? Litości. To jest tak absurdalne, że ciężko za tym nadążyć. Indianie, Żydzi, zestrachani Niemcy. Za dużo tego i zbyt niedorzecznie jest to zaprezentowane. To taka pulpa gwałcąca głęboko zakodowany archetyp drugiej wojny światowej zakorzeniony w głowie przeciętnego Europejczyka. Wiem, że to Tarantino i nawet mi się to podobało ale moim zdaniem znacznie lepiej by mu wyszło zrobienie kultowego filmu w realiach pioniersko-indiańskich. Indianie sami w sobie są kultowi, do tego te czasy kojarzą nam się w jednoznacznie przygodowy sposób, nie mielibyśmy zatem ciągłego wrażenia, że ktoś nas na przemian polewa zimną i ciepłą wodą jak to reżyser z lubością w swym obrazie czyni.

5. Film stoi troszkę w rozkroku - z jednej strony bawi, z drugiej straszy. Z jednej strony bajdurzy, z drugiej serwuje nam troszkę historycznej groteski. Śmiech i dreszcze. Dramat miesza się z kiczem. Ogólnie kociokwik taki. Pyszny i w miarę lekkostrawny ale jednak kociokwik.


Podsumowując - absolutny max dla tego filmu to 9/10 (a może i 8.5/10). Sporo świetnych dialogów, sporo rozkładających na łopatki scen, jedna genialna kreacja oraz momentami rewelacyjne zdjęcia to jednak ciut mało by określić film mianem kultowego. Zdecydowanie nie jest to coś na miarę Pulp Fiction, gdzie kultowe było absolutnie wszystko (z jebanym kangurkiem na nocnej szafce włącznie). Mimo to każdemu Bękarty polecam bo to naprawdę kawał niezłego, tarantinowskiego kina (i absolutnie nie żałuję tych 20PLN wydanych na bilet).
 
 
Simpson 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączył: 01 Kwi 2009
Posty: 2851
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-15, 19:54   

BM napisał/a:
Zdecydowanie nie jest to coś na miarę Pulp Fiction


Oczywiście że nie i myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach na to nie liczył. Tarantino po prostu nie zrobi juz lepszego filmu niż PF, moge sie o to załozyc.
Właśnie wrócilem z kina i też nie żałuję. Oczywiście film ma swoje wady, przez jakieś 25 minut z leksza się nudziłem, jednak każda scena jest tu istotna. W filmie jest sporo swietnych rzeczy - cała scena w piwnicy-knajpie, Pitt udający Włocha, "twarz żydowskiej zemsty" :-), oczywiście końcówka, no i kilka innych. Osoba Hansa Landy, to zdecydowanie najciekawsza postać. Gość od razu wzbudza sympatię, dlatego mam nadzieję że stać go było na operację plastyczną ;-) Zgadzam się z BM co do Stiglitza, który zasługiwał na szersze przestawienie jego osoby i wyjaśnienie motywów jego działania.
Wiadomo że film jest absurdalny, ale mi to zwisa. Dla mnie to miała być zajebista rozrywka w tarantinowskim stylu, a nie realistyczny film wojenny. I taką rozrywkę otrzymałem, po prostu kolejny bardzo dobry film Tarantino. 8,5/10 to sprawiedliwa ocena.

BM napisał/a:
Najlepiej zagrana postać to pedałkowaty nazista


Który?

A wywiadzik bardzo fajny. Faktem jest że nie ma tu tak naprawdę nikogo tak do końca pozytywnego, a żydzi są brutalniejsi od nazistów. Podobało mi się takie postawienie sprawy.
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-15, 20:19   

O.J. Simpson napisał/a:
Który?

Hans Landa (zwany potocznie łowcą Żydów). :nigga:
 
 
Simpson 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączył: 01 Kwi 2009
Posty: 2851
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-15, 20:24   

Pff, nie załapałem, bo jakiś pedałkowaty to mi się on nie wydawał. :nigga:
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-09-15, 20:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-15, 20:42   

Nie? :hmm:


...że już o jego wyglądzie w trakcie niemieckiego wieczorku kulturalnego nie wspomnę. ;)
 
 
Simpson 
filmożerca



Wiek: 33
Dołączył: 01 Kwi 2009
Posty: 2851
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-15, 20:48   

Hahaha, wiedziałem że wkleisz tą scenę :-) No tutaj faktycznie nie za dobrze wyglądał :-)
 
 
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-15, 22:22   

Dla mnie Landa w ogóle nie był pedałkowaty, a jego "that's a bingo" raczej przebiega widzowi dreszczem po plecach. Zresztą, ta postać w ogóle jest przerażająca w swojej pedanterii i całym sposobie bycia. Brr. :(
 
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-15, 23:14   

Eva napisał/a:
Zresztą, ta postać w ogóle jest przerażająca w swojej pedanterii i całym sposobie bycia. Brr.

Jak najbardziej. Nie zmienia to jednak faktu, że jego aparycja jest raczej mocno niemęska. ;)
 
 
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-16, 00:31   

To, że ma mięsiste wargi, jeszcze nie czyni go pedałkiem. ;)


 
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-16, 01:04   

No dobrze - jest przerażającym, wywołującym ciarki hermafrodytą z dużą głową. Co oczywiście nie zmienia faktu, że swoją genialną kreacją w bękartach powalił mnie na łopatki. :fingerok:


A tak przy okazji:
FilmWeb napisał/a:
Ponad 100 tysięcy widzów obejrzało w weekend "Bękarty wojny"

Quentin Tarantino w duecie z Bradem Pittem okazali się nie do pokonania w polskich kinach. "Bękarty wojny" obejrzało w premierowy weekend aż 101 026 widzów.
 
 
Eva 
filmożerca



Wiek: 31
Dołączyła: 17 Lis 2008
Posty: 2070
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-16, 02:36   

Oto, co daje świetny trailer. :klaszcze:
 
 
 
Vault Boy 
świeżak



Wiek: 29
Dołączył: 29 Sie 2009
Posty: 15
Skąd: Jastrzębie Zdrój
Wysłany: 2009-09-21, 01:18   

Byłem dzisiaj w kinie i niestety musze powiedzieć,że sie zawiodłem.Oprócz kilku naprawde śmiesznych dialogów i naprawde dobrej muzyki niema w tym filmie nic. Niespodziewam sie po Tarantino jakiś ambitnych filmów,ale ten był wręcz żenujący i bardzo amerykański co jest szczególnie irytujące.
Spoiler:
Na plusy zaś muzyka i scena strzelaniny w piwnicy,gdzie wszyscy giną i niewiadomo kto kogo zabija:)
Jeżeli miałbym wystawić ocene byłaby 3/10
Ostatnio zmieniony przez BM 2009-09-21, 01:43, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-09-21, 01:45   

Vault Boy napisał/a:
Oprócz kilku naprawde śmiesznych dialogów i naprawde dobrej muzyki niema w tym filmie nic.

:tomato: :tomato: :tomato:

Vault Boy napisał/a:
Niespodziewam sie po Tarantino jakiś ambitnych filmów,ale ten był wręcz żenujący

:tomato: :tomato:

Vault Boy napisał/a:
Jeżeli miałbym wystawić ocene byłaby 3/10

:eee?: :tomato:
 
 
Mia Wallace 
kinomaniak



Wiek: 67
Dołączyła: 27 Cze 2009
Posty: 248
Skąd: ąd
Wysłany: 2009-09-21, 02:25   

:zalamka
 
 
deus ex 
użytkownik zbanowany


Dołączyła: 18 Lis 2008
Posty: 38
Skąd: Sala kinowa
Wysłany: 2009-09-21, 10:06   

Vault Boy napisał/a:
Byłem dzisiaj w kinie i niestety musze powiedzieć,że sie zawiodłem.Oprócz kilku naprawde śmiesznych dialogów i naprawde dobrej muzyki niema w tym filmie nic. Niespodziewam sie po Tarantino jakiś ambitnych filmów,ale ten był wręcz żenujący i bardzo amerykański co jest szczególnie irytujące.
Spoiler:
Na plusy zaś muzyka i scena strzelaniny w piwnicy,gdzie wszyscy giną i niewiadomo kto kogo zabija:)
Jeżeli miałbym wystawić ocene byłaby 3/10


W zasadzie mogę się podpisać. Można dodać, że krzywa poziomu Tarantino opada od czasów Pulp Fiction oraz, że smutny jest fakt, że dzisiaj aby sobie przyczepić plakietkę kinomana czy "filmofila" wystarczy bić brawo produkcjom Tarantino niezależnie od tego jaką kupę on wypuści. Symptomatyczne jest to, że prawie wszędzie opinie osób o dwoch filmach: District9 i Inglorious Bastards są przeciwstawne. To smutne, że dzisiaj widz to półgłowek zajadający się popcornem i klaszczący kiedy wybuchają samochody na ekranie.
Beksiński w swoim ostatnim przed śmiercią felietonie, 10 lat temu napisał Skończyło się kino (filmy durne i wtórne, publiczność chamska i nienażarta). Miał rację, a film Tarantino wpisuje się doskonale w tę regułę.


PS.Pitt z jedną miną przez cały film nudny jak flaki z olejem. Stać go na więcej.
 
 
Vault Boy 
świeżak



Wiek: 29
Dołączył: 29 Sie 2009
Posty: 15
Skąd: Jastrzębie Zdrój
Wysłany: 2009-09-21, 10:26   

deus ex napisał/a:
W zasadzie mogę się podpisać. Można dodać, że krzywa poziomu Tarantino opada od czasów Pulp Fiction oraz, że smutny jest fakt, że dzisiaj aby sobie przyczepić plakietkę kinomana czy "filmofila" wystarczy bić brawo produkcjom Tarantino niezależnie od tego jaką kupę on wypuści. Symptomatyczne jest to, że prawie wszędzie opinie osób o dwoch filmach: District9 i Inglorious Bastards są przeciwstawne. To smutne, że dzisiaj widz to półgłowek zajadający się popcornem i klaszczący kiedy wybuchają samochody na ekranie.
Beksiński w swoim ostatnim przed śmiercią felietonie, 10 lat temu napisał Skończyło się kino (filmy durne i wtórne, publiczność chamska i nienażarta). Miał rację, a film Tarantino wpisuje się doskonale w tę regułę.


PS.Pitt z jedną miną przez cały film nudny jak flaki z olejem. Stać go na więcej.
Dokładnie zagadzam sie od Pulp Fiction było już coraz gorzej.Teraz wystarczy dać kilka scen z wybuchami i strzelaniem i popkornożercy mają co oglądać.Niestety kino to już nie to samo choć zdarzą się perełki (np Gran Torino).

PS felietony Beksińskiego były świetne :)
 
 
Arbuz 
filmożerca



Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 1072
Skąd: K-rz G.
Wysłany: 2009-10-02, 22:46   

Fajna jest scena, gdy jeden z Bękartów pyta Niemca:
- Ten order masz za zabijanie Żydów?
Spoiler:
- Nie, za odwagę.
 
 
Medea 
bywalec



Wiek: 28
Dołączyła: 18 Gru 2008
Posty: 142
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: 2009-10-06, 11:09   

jestem popkornożercą! :popcorn: :fingerok: nie powaliło mnie na kolana,ale uważam,że jest kilka spraw,które warto by zaznaczyć. mam zresztą chyba troszke inne spojrzenie na ten film i pewnie większość z was się ze mną nie zgodzi. Popieram,że Pulp Fiction rzuca ten film na kolana,ale bez przesady. Nie jest to dla mnie typowa amerykańska produkcja o wojnie bo i nie w tym rzecz. Dla mnie to raczej pastisz na właśnie tego typu produkcje, oczywiście amerykanie jak zawsze wygrywają wojnę [jak w każdym ich filmie], robią to oczywiście w wielkim stylu,jak wszyscy bohaterowie,którzy zawsze z usa pochodzą,ubrani w eleganckie stroje i niezbyt zabrudzają samych siebie,za to niszczą z pasją wszystko co wokół. poza tym postać grana przez Brada Pitta to symbol "prawdziwego amerykanina" z teksańskim akcentem i pałająca arogancją,dla mnie postać dość zabawna i zagrana na poziomie, jak na Pitta oczywiście. Motyw wyrzynania swastyk na czole też był dość zabawny. Scena końcowa jest dla mnie też przykładem drobnych ironii,jakich w filmie jest sporo. Apacz doszedł do wprawy w zdobieniu ciała,ale przemówić mógł w tym momencie nie tylko on,ale i reżyser,podsumowujący swoje dzieło,[z ironią oczywiście,tak dla porządku]. Plusem są dla mnie też efekty, np.papieros upadający na stos klisz czy rozbryzgujące się kawałki ciała Shosanny,ale to już tylko kwestie estetyki. Muzyka też niezgorsza. Ogólnie dla mnie na pewno nie jest to filmowe dno.
 
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u