FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
The Lords of Salem
Autor Wiadomość
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-04-28, 20:41   The Lords of Salem

The Lords of Salem
reż. Rob Zombie (Kanada, USA, Wielka Brytania 2012)

Heidi (Sheri Moon Zombie) jest DJ-ką w rockowej stacji radiowej w Salem. Pewnego dnia, dostaje płytę tajemniczego zespołu Lords, którą puszcza w rozgłośni. Uwalnia tym samym klątwę ciążącą nad miasteczkiem. Mówi ona, że trzysta lat temu, niewinni ludzie zostali skazani na śmierć za praktykowanie czarnej magii w Salem. Były wśród nich jednak cztery prawdziwe czarownice, które poddawane torturom, a następnie brutalnie zabite, poprzysięgły zemstę. Teraz powracają, aby ją spełnić...


Nowy Rob Zombie niekoniecznie jest tym czego się spodziewałem. Miał być horror, miały być czarownice i fajne kreatury. No i w sumie wszystko jest tylko, że nie w formie slashera, ani też pulpy w stylu dwóch pierwszych filmów reżysera. „Lords of Salem” najbliżej ze wszystkich horrorów chyba do „Antychrysta” von Triera. Cały film jedzie na mocnym, gęstym i cieżkawym klimacie. Jest sporo patologii, kupa dobrej muzyki i świetnie skompletowana obsada (ale to u Zombiego już standard), ale mimo wszystko czegoś mi brakuje i nie wiem czy brakuje mi czegoś w tej historii czy po prostu żałuję, że nie dostałem ostro pojechanego slashera na miarę „Bękartów Diabła”.

Historia skupia się na Heidi (standardowo Sheri Moon Zombie), która dostaje tajemniczy winyl, o którym wiadomo tylko, że jest dziełem zespołu o nazwie Lords. Heidi płytkę oczywiście odpala i zaczyna się cała akcja. Można zaryzykować stwierdzenie, że fabuła toczy się dwubiegunowo, z jednej strony jest Heidi i jej wizje, a z drugiej Francis, który stara się dociec o co tak naprawdę tutaj chodzi. Pierszy wątek kradnie cały klimat filmu, oniryzm, symbolika, pato i muzyka, a drugi mimo, że już spokojniejszy w fajny sposób pokazuje mini śledztwo Francisa w sposób, który podobał mi się do tego stopnia, że obgryzałem paznokcie ze zniecierpliwienia żeby zobaczyć co mu się uda odkryć. Francis to teoria, Heidi praktyka.

Rozwala mnie też charakteryzacja kreatur, maski, kozy i czarownice, scenografia też rozdaje, a pierwsze skrzypce i tak gra wspomniana już wyżej muzyka. Nie ważne czy cieżka czy lajtowa, dopasowana jest perfekcyjnie w każdej chwili, w której się odzywa.

Warsztatowo nowy film Zombiego jest perfekcyjny, takiego sugestywnego klimatu też już dawno nie było i chyba największym minusem będzie lekko odstawiona na drugi plan fabuła, bo reżyser zdecydowanie przedstawił formę nad treść, ale też bez przesady, tragedii nie ma.

8/10

PS tak jak przy Hannibalu upraszam o wstawienie plakatu gdyż nie mam możliwości.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2013-04-28, 21:44   

Orange napisał/a:
Jest sporo patologii, kupa dobrej muzyki i świetnie skompletowana obsada (ale to u Zombiego już standard), ale mimo wszystko czegoś mi brakuje i nie wiem czy brakuje mi czegoś w tej historii czy po prostu żałuję, że nie dostałem ostro pojechanego slashera na miarę „Bękartów Diabła”.


Ja się akurat spodziewałem z grubsza tego, co dostałem - powolnego, niezbyt strasznego horroru z rzetelnie odrobionym klimatem i niezłym aktorstwem. Oglądanie było strasznie fajne, bo się cieszyłem jak głupi z tego, że Zombie robi swoją wariację na temat "Dziecka Rosemary". Podobała mi się też nakreślona nazwijmy to, teologia i tu niestety pierwszy zgrzyt, bo okazało się, że Zombie ostatecznie nie zrobił z tym nic ciekawego. Tak samo obiecujący był motyw osamotnienia Heidi i jej niechęci do nawiązywania bliższych kontaktów
Spoiler:
co mogłoby ją uratować, albo chociaż wyrwać z wpływów Władczyń Salem,
znowu nie wykorzystany. I wreszcie klątwa której nośnikiem jest muzyka - ponownie Zombie nic ciekawego z tym nie zrobił. Zamiast porozwijać te wszystkie obiecujące motywy i ładnie je zakończyć w finale, wolał pojechać w wizje. Bardzo zresztą ładne, ale ja Zombiego po "Halloweenach" uważam za pełnowymiarowego reżysera, a przy "Lords of Salem" miał zagwarantowaną totalną kontrolę. Toteż jestem trochę surowy. Rezultat nie jest tak dobry, jak mógłby być, ale w sumie warto obejrzeć.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-04-28, 22:26   

John Bigboote napisał/a:
Podobała mi się też nakreślona nazwijmy to, teologia i tu niestety pierwszy zgrzyt, bo okazało się, że Zombie ostatecznie nie zrobił z tym nic ciekawego. Tak samo obiecujący był motyw osamotnienia Heidi i jej niechęci do nawiązywania bliższych kontaktów


Zapomniałem o tym napisać. Niewykorzystany potencjał wielu wątków i postaci.
Spoiler:
Żona Francisa miałem nadzieję, że koniec końców też okaże się złą wiedźmą i to ona go uśmierci, a pokazali ją w kilku scenach i koniec. Z radiowego tria też dało się więcej wyciągnąć.
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2013-04-29, 00:37   

Powinienem chyba uściślić o co mi chodziło w tym spojlerze z Heidi. Otóż widać, że ona i jej współpracownik Herman mają się ku sobie, tylko Heidi z pewnych (ale jakich?) powodów trzyma go na dystans.
Spoiler:
A biorąc pod uwagę rozwój wydarzeń, chyba nie było to dobrym pomysłem z jej strony. To w ogóle ciekawe, że Herman jest urobiony na Jezusa, co wprowadza ideę, że w tym świecie jednak działają siły dobra, tylko po prostu są zbyt słabe. Ale fajnie to może zaprzeczać temu, co mówily Władczynie o Bogu i Jezusie jako oszustach i opresorach. Bo z początku byłem nawet gotowy im uwierzyć i wręcz się cieszyłem jak głupi, że dostałem wreszcie prawdziwie satanistyczny film.
Ale nic, idea sił dobra jako skrytych i niezbyt potężnych też jest interesująca (można spotkać w wielu książkach Philipa K. Dicka), tylko znowu Zombie niezbyt porządnie ją rozwinął.

Co do żony Francisa
Spoiler:
też się zdziwiłem, że zupełnie nic z nią nie zrobili. A na samym finałowym koncercie to ile było osób, z pięć na krzyż? Byłem pewien, ze cała żeńska populacja Salem przyjdzie i się zrobi niezła sieka.
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-04-29, 08:52   

John Bigboote napisał/a:
Otóż widać, że ona i jej współpracownik Herman mają się ku sobie, tylko Heidi z pewnych (ale jakich?) powodów trzyma go na dystans.


Jak dla mnie to było spoko, jako relacja międzyludzka się dla mnie sprawdza bo ja lubię takie niedopowiedzenia do których widz po prostu nie ma prawa. Nie ta historia. Niezła jest też Twoja interpretacja z Dżizasem :fingerok:
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2150
Skąd: Łazy
Wysłany: 2013-05-28, 19:05   

W temacie o serialach Americans i Gra o tron Jarod wspomniał o pewnej modzie w obsadzanu pań w starszym wieku w ważnych rolach i ten film idealnie w tą modę sie wpisuje, bo najlepsze aktorsko są babcie co tu grają trzy wiedzmy na czele ze świetną Judy Geeson. Piszę to bez ironii bo naprawdę grają dobrze przynajmniej a żona reżysera przyzwoicie a reszta też całkiem dobrze wypadła. A na drugim planie pojawiają się Meg Foster (aktorka znana w latach 80 o bardzo ładnych oczach, zawsze wydawało mi się że soczewki nosi) która postanowiła się rozebrać i Marian Conchita Alonso, też dość znana aktorka, kojarzę ją bodaj z Predatora 2. Nie poznałem ich i dopiero na napisach zauważyłem że to one. Ale swoją drogą mają te aktorki odwagę, bo raczej nie spotyka się w filmach by babcie się rozbierały. ja przynajmniej z takim przypadkiem mało kiedy się spotkałem. No jedynie chyba Kathy Bates w filmie Schmidt z Nicholsonem jak mnie pamięć nie myli rozebrała się. Zombie postanowił nakręcić bardziej ambitny film i spotkał się z krytyką, że nudny i wogóle, a mnie się podobał. Choć fanem jego nie jestem ale doceniam to że potrafi kręcić dobre horrory i bez ironii, humoru, ale na poważnie, a tym razem zamiast na krew i zarzynanie to postawił na długo rozwijającą się akcję, a film mu się udał, bo ma KLIMAT niesamowity i napewno nie jest nudny. Jak to u Zombie mamy muzykę świetną i zdjęcia niezłe. Nakręcił dobry horror choć spodziewałem się bardziej odjechanego, schizowego, bardziej w stylu Domu 1000 trupów, a w sumie chyba jedynie poszedł po całości w końcówce. Choć nie obyło sie bez kiczowatych scen. Miałem skojarzenia z Dzieckiem Rosemary, Lśnieniem, ale i filmami Fulciego czy Dario Argento. Za facetem nie przepadam ale podoba mi się to co robi dla gatunku horror, bo to chyba jeden z niewielu reżyserów, który wie o co chodzi w tym gatunku i potrafi nakręcic dobre horrory, na dodatek w jego filmach aktorzy graja dobrze albo odpowiednio obsadzeni są. Pamiętam że jego debiut to jeden z najbardziej chorych, odjechanych filmów jakie widziałem ale czy mi się podobał to nie powiem, bo zwyczajnie nie pamiętam. Choć utkwił mi w pamięci. Z drugiej części pamiętam że podobała mi się rola Forsythe'a. Remake Halloween podobał mi sie bo próbował zrobić coś nowego ale też nie zachwycam się nim, ale za to kontynuację, zwłaszcza w wersji directors cut uważam za jeden z najlepszych horrorów ostatnich lat. W filmach Zombie jak np. w Halloween to jak ktoś ginie to są emocje np. nigdy nie zapomnę sceny jak szeryf wpada na miejsce makabry i dowiaduje się o śmierci swojej córki a przeważnie w tym gatunku horrorów czyli gdy psychol morduje małolatów to jak bohaterowie giną to raczej spływa to po mnie, ogląda się bez emocji, a w przypadku jego filmów tak nie jest. Trzeba docenić wkład jaki wnosi do gatunku horroru i widać że z filmu na film lepszy ma warsztat, są technicznie jego filmy lepsze. Ciekawie się rozwija jego kariera i w sumie nie zdziwię się jak za pare lat jego horrory będą kultowe i oceniane równie wysoko jak w latach 80, 70 poprzedniego wieku filmy np. Carpentera, Cravena, Fulciego, Argento. Zamiast o filmie to i o reżyserze się rozpisałem, a podsumowując jak dla mnie film dobry.
  
 
 
Orange 
filmożerca



Dołączył: 07 Mar 2009
Posty: 3412
Skąd: South
Wysłany: 2013-05-28, 19:40   

gall anonim napisał/a:
Trzeba docenić wkład jaki wnosi do gatunku horroru i widać że z filmu na film lepszy ma warsztat, są technicznie jego filmy lepsze. Ciekawie się rozwija jego kariera i w sumie nie zdziwię się jak za pare lat jego horrory będą kultowe i oceniane równie wysoko jak w latach 80, 70 poprzedniego wieku filmy np. Carpentera, Cravena, Fulciego, Argento.


Ja tam nawet jestem tego pewien, szczególnie, że niektóre kręgi już obwołują filmy kultami. Ja osobiście bym się wstrzymał z takimi zapędami, ale "Bękarty diabła" czy choćby "Lords of Salem" to dla mnie świetne filmy. Rewelacyjna rozrywka (ten pierwszy) i rzadko dziś spotykany klimat w horrorze (ten drugi). Do tej pory za mną łazi motyw z płyty Władców :kult:
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u