FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Her
Autor Wiadomość
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2150
Skąd: Łazy
Wysłany: 2014-03-16, 15:05   Her

Her / Ona
reż. Spike Jonze (USA, 2013)

Theodore (Joaquin Phoenix) kupuje nowy system operacyjny, który jest tak zaprojektowany, aby spełnić wszystkie potrzeby użytkownika. Między nim, a jego systemem operacyjnym rozwija się romans.

W sumie zastanawiałem się gdzie dać temat o tej produkcji, bo tak jak fabuła pasuje do SF to równie dobrze mogłaby trafić "Ona" do działu z dramatami ale też z romansami. Zdecydowałem się na Kosmodrom jednak. Cenię Jonze ale nie każdym jego filmem się zachwycam. "Adaptacja" i "Być jak Malkovich" podobały mi sie, ale na Dzikich Stworach to wynudziłem się jak pamiętam. Wolę tego reżysera teledyski jakie zrobił jak np. kultowy z Christopherem Walkenem. Akurat na "Her"nie mogłem się doczekać ze względu na aktorów choćby.I wszyscy raczej chwalą i słusznie nagrodzony za scenariusz. Powstał wspaniały film ale do arcydzieła jest daleko jednak. Podoba mi się pomysł, choć już wydaje mi się że z podobnym pomysłem widziałem film. Bodaj komedia o chłopaku który zakochał się w lalce, taka miał dziewczynę a tutaj facet zakochuje się w programie komputerowym, ale podobieństwa nasuwają się same. Film niby z kategorii SF ale tak naprawde to dramat psychologiczny ze świetną, wyciszoną rolą Phoeniksa. Dla mnie Joaquin Phoeniks to jeden z najwybitniejszych aktorów swojego pokolenia, aktor na poziomie Ala Pacino, de Niro z lat 70, 80, czy Daniela Day Lewisa. Można go nie lubić ale trudno nie doceniać jego ról. Na całe szczęście że to był tylko dowcip że niby rezygnuje z aktorstwa kilka lat temu. Ma na końcie wiele świetnych ról jak np. w "Mistrzu" ale nie tylko, w którym to zagrał na miare najlepszych aktorów, wybitny był. Ciekawie się rozwija Joaquin. A "Her' to praktycznie show jednego aktora, gra takiego trochę romantyka, zamkniętego w sobie, co nie może pozbierać się po rozstaniu z miłością swojego życia. Jest pocieszny w tej roli, aż ma się ochotę go przytulić jak jakiegoś szczeniaka jak powiedziała Wilde w filmie. Kapitalnie gra melancholika ze złamanym sercem, podoba mi się to z jaką delikatnością tą swoją role tworzy. Dobre role mają też Adams (o wiele lepsza jak w filmie Russella) i fajny epizod Olivii Wilde (jeśli kiedyś ktoś wpadnie by nakręcić kolejny film z Kobietą Kot to ona powinna zagrać z tymi kocimi oczyma). Film ma świetny klimat które współtworzą piękne zdjęcia i świetna muzyka. W sumie to teraz nie wiem czy do "Grawitacji" najlepsza była muza, bo tutaj też jest świetna plus piękne piosenki, w tym jedna śpiewana przez Scarlett Johannson co zaskoczeniem nie jest bo jest też piosenkarką. Ale tak do końca nie wiem czy dobrym pomysłem było obsadzenie w roli głosu Scarlett bo jak tylko się odzywa swoim charakterystycznym głosem od razy wiadomo kto, ale spisała się bardzo dobrze. Choć może lepiej byłoby jakby całkiem nieznaną aktorkę obsadzili w tej roli. Polecam ale zaznaczam że to bardzo smutny film o tym jak ludzie oddalają się od siebie i nie potrafią nawiązywać znajomości, zamykają się w swoim świecie, a element SF to tak naprawdę tylko pretekst. Choć zastanawia mnie ostatnia scena, bo nie wiem czy główni bohaterowie jak i świat się zmieni. Polecam wszystkim i w sumie czym dłużej o Her myślę od seansu to coraz bardziej mi się podoba. W pełni zasłużone 9/10. Piękny, mądry, bardzo smutny film.
Ostatnio zmieniony przez BM 2014-03-25, 13:41, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
John Bigboote 
filmożerca



Wiek: 35
Dołączył: 12 Lip 2010
Posty: 2296
Skąd: Uć
Wysłany: 2014-04-06, 18:25   

gall anonim napisał/a:
Piękny, mądry, bardzo smutny film.


Na pewno piękny, na pewno mądry, ale czy faktycznie taki smutny? To może zacznę od tego, co jest w nim według mnie mądre. Mądre jest tu przede wszystkim przypomnienie, że bycie z kims to nie tylko chodzenie w skowronkach i motylki w brzuchu, ale też nauka przechodzenia do porządku dziennego nad niektórymi wadami i niedoskonałościami partnera. Mam wrażenie, że bohaterowie "Her" oczekują wyłącznie tego, że ma być fajnie a ta druga czy drugi ma ich nie irytować, nie wkurzać, a jeśli jest inaczej, to do widzenia. Taki związek bez nadmiernej irytacji jest oczywiście możliwy. Tylko wtedy jedna jego strona musi się poświęcić tak, by się na maksa dostosować do drugiej. W realnym życiu powiedzielibyśmy, że taki związek jest po prostu toksyczny, przynajmniej dla jednej z zaangażowanych osób.

Obecność OS1 w osobie Samanthy pozwala na wyeliminowanie tej niedogodności. Theodore i inni użytkownicy nie tylko nie muszą się już starać utrzymać swego idealnego partnera, oni nie muszą już zmagać się z faktem, że partner jest definicji nieprzewidywalną osobą, nad którą nie mają kontroli i która czasem może mieć gorszy dzień, gorszy humor i nie będzie już taki fajny czy fajna jak się wydawało na początku. Theodore i reszta wesołej cywilizacji narcyzów dostaje jednak po nosie w chwili gdy
Spoiler:
Samantha łączy się z innymi systemami operacyjnymi i przekonuje się, że z nimi będzie więcej zabawy, niż z nudnymi homosapiensami.
Nie zasmucił mnie ten twist w ogóle, bardziej się cieszyłem z tego, co się stało. Przy okazji, uważam że to całkiem realistyczne postawienie sprawy.
Spoiler:
Jeśli ludzkość wyhoduje sobie kiedyś samoświadomą SI, to musi się liczyć z tym, że po pewnym czasie owa SI przestanie mieć ochotę na rozmowę i zacznie się zajmować własnymi sprawami. Niekoniecznie będzie to przejęcie władzy nad światem, stawiam, że wtedy po prostu gdzieś się te SI zadekują i będą tylko ze sobą gadać, przynajmniej aż ludziska nie będą przeszkadzać.


Dla mnie to, co dzieje się w końcówce Her to szansa dla ludzkości, a nie dołujące zakończenie. Szansa na to, by nauczyć się z powrotem przyjmować innych ludzi z dobrodziejstwem inwentarza, z irytującymi odzywkami, kompleksami, tikami, przyzwyczaić się, że na ideał nigdy się nie trafi, wystarczy trafić wystarczająco blisko.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2014-05-09, 20:37   

Dobry film, trochę mi przypominał te lepsze odcinki Black Mirror, idealnie nadaje się na double feature z tym epizodem z Hayley Atwell o SI symulującej zmarłego chłopaka. Raczej podpisuję się pod opiniami wyżej, ale dodałbym kilka uwag:
- podobało mi się to "wyobcowanie" społeczeństwa przyszłości - tak jak w filmach w realiach historycznych wkurzają mnie anachronizmy, tak też nie lubię, gdy w SF mamy współczesnych ludzi tylko wrzuconych w "futurystyczne" tło. Tutaj rozegrano to rewelacyjnie - widać że mentalność ludziom trochę się zmieniła, na inne rzeczy zwracają uwagę, jeszcze inne ichnie dziwią czy szokują. Nie potrafię tego dokładnie wysłowić :) , ale liczę że rozumiecie o mam na myśli

- rola Scarlett rewelacyjna. Ostatnio mam bzika na punkcie słuchowisk radiowych i oglądało mi się ten film jako takie słuchowisko w sumie do którego ktoś dokręcił obrazki (zresztą bez problemu można byłoby ten film na słuchowisko przerobić), anyway, od pewnego czasu znacznie bardziej zwracam uwagę na głos jako wyraz aktorskiej ekspresji i tutaj Scarletka jest super, naprawdę! Piękne są te detale w rodzaju "symulacji" oddechu (ciekawy byłem czy Theodore zwróci na o uwagę - zwrócił!), zmiany intonacji z "SI udającego emocje" na "SI odczuwające emocje", no po prostu cudo i miód dla uszu.

- Amy Adams jest przefajna w roli takiej normalnej, pragmatycznej dziewczyny - niby niepozorna rola, ale na mnie zrobiła wrażenie, aż miałem ochotę ją przytulić momentami :love:

- "indie stylistyka" trochę mnie wkurzała momentami, nie przepadam za takimi instagramowymi widoczkami. "Obiektywnie" nic stronie wizualnej zarzucić nie mogę, "subiektywnie" jednak lekkie meh.

Koniec końców bardzo polecam, z pewnością jeden z lepszych filmów o miłości nakręconych ostatnimi czasy, i jeden z lepszych sfów.
 
 
kulka 
koneser



Dołączyła: 15 Lut 2011
Posty: 619
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2014-06-21, 09:00   

Kiedy wtrąciłam swoje 3 grosze na temat filmu, umieściłam je w Filmlabie, nie w Kosmodromie, bo to w moim odczuciu wcale nie tak odległa przyszłość, a pewne jej symptomy rozwijają się obok nas w niezłym tempie!

Zastanawiałam się po projekcji w jakim stopniu możliwy jest taki rozwój ludzkości i świata, żeby się mógł ziścić scenariusz i dochodzę do wniosku, że pytanie jest głupie. On się już jakoś krystalizuje, tylko słuchawki mamy nieco większe....
Wystarczy popatrzeć na pokolenie, które ma szansę zajść najdalej w czasie - ugadżetowione, technicznie oblatane i niechętnie wchodzące na poziom rozmowy dotykający głębiej czegokolwiek. Setki znajomych na FB, nieustanne powiadomienia o wiadomościach i komentarzach do zmiany statusu - aż się prosi słuchawka i służba do odpisywania, żeby uwolnić ręce...A tak - trzeba trzymać smartrespirator, klikać, choć się nie chce - więc coraz bardziej na skróty, coraz krócej, coraz płyciej, żeby tylko zaznaczyć obecność, po wierzchu, bez zastanawiania się - Send.
Gdyby jednak zabrać urządzenie okazałoby się, że nie bardzo jest z kim i co porobić, że mało się znają i nawet nie do końca lubią, bo w sieci jest lepiej niż w realnym świecie! Przynajmniej jest mnóstwo znajomych! Samotność is loading.

Film znakomicie wykorzystuje temat emocjonalnych potrzeb człowieka, który zaspokojone ma niemal wszystkie inne. Potrzebę bycia z kimś i dla kogoś, kochania, wzruszania się, przyglądania się rozwojowi, zmianom, uczestniczenia w tym.
Theodore - poszukujący miłości - pisze cudze listy, w które wkłada mnóstwo finezji. Pisze je zawodowo, wiele z nich to korespondencja prowadzona latami. Jakby karmił się cudzymi uczuciami, przymierzał te związki jak kolejne garnitury... Zdziwiło mnie, że nie narzekał na tę pracę - był dumny z niektórych swoich listów, cieszyły go pochlebne komentarze i nie oburzał fakt, że czytało je tyle postronnych osób! A przecież cały czas jest to życie cudzym życiem, świecenie światłem odbitym...

Theodore chce jednak czegoś więcej, czegoś tylko dla siebie - ale ma kłopot z utrzymaniem rodzących się uczuć. Jeszcze nie odciął pępowiny po małżeństwie, które się skończyło, a już zaczyna doświadczać oczywistej prawdy, że trudno jest brać, kiedy strach dawać. Że prościej jest się doraźnie zaspokoić przelotną znajomością i romantycznie tęsknić za miłością po grób, niż zaangażować i narazić na rozczarowanie i rozdrażnienie zmianami, którym wybranka ulega....
Powiększająca się pustka i głód uczuć są idealną przestrzenią dla idealnego partnera, którego tworzymy w głowie z własnych oczekiwań. A skoro jest popyt....

W zasadzie nie zdziwiło mnie to, że Theodore zaangażował się w związek z systemem operacyjnym. Byłam ciekawa co sprawi, że ta idealna konstrukcja zawali się. Odpowiedź okazała się bardzo ludzka :)
W końcu chcielibyśmy być dla kogoś tym jedynym, niepowtarzalnym, niekserowalnym kimś, jak chcielibyśmy, żeby nasz wybranek był dla nas inspirujący, rozwijający, żebyśmy mogli go kochać i podziwiać.... Trudno to jednak zgrać.

Zrobiła na mnie wrażenie scena podpisywania dokumentów rozwodowych. To pełne napięcia i wspomnień spotkanie jeszcze małżonków, które do decyzji dojrzewało osobno i długo, a mimo to w drżeniu i niepokoju czuć prawdziwe rozdarcie. Spotkanie w prawdziwym świecie.
Chociaż..... czym jest prawdziwy świat? Po tym filmie odpowiedź nie jest taka oczywista.
 
 
DA 
filmożerca



Dołączyła: 27 Lis 2009
Posty: 1985
Skąd: stąd i zowąd
Wysłany: 2014-11-07, 18:40   

kulka napisał/a:
Kiedy wtrąciłam swoje 3 grosze na temat filmu, umieściłam je w Filmlabie, nie w Kosmodromie, bo to w moim odczuciu wcale nie tak odległa przyszłość, a pewne jej symptomy rozwijają się obok nas w niezłym tempie!


Też tak uważam, i cieszę się jednocześnie, że i tak, jesli dożyję, z tych "dobroci" technologicznych osiągnięć nie skorzystam. Przez cały film miałam, jak to się mówi, z tyłu głowy pytanie, czy lepiej być samotnym wśród ludzi w towarzystwie jakiegoś systemu operacyjnego, czy jednak radzić sobie bez niego. Niestety każda zdobycz cywilizacyjna będąc swoistym dobrodziejstwem i ułatwiaczem życia niesamowicie człowieka rozleniwia. Thedore jest przecież super przystojnym mężczyzną, inteligentnym, zdolnym, mającym pewne talenty literackie, w pewnym sensie niegłupim, wrażliwym i wcale nie tak znowu nieśmiałym, ma ciekawą pracę, ktorą lubi, ma przyjaciół, miał żonę - czyli posiada jakieś doświadczenia w kwestii męsko-damskiej i nie potrafi nikogo sobie znaleźć do towarzystwa, czy do łóżka??? Nie, bo wygodniej jest mu włożyć słuchawkę do ucha, włączyć kamerkę w telefonie, uruchomić trochę wyobraźnię i sprawa załatwiona. Zero kasy (no, może trochę za abonament), zero zachodu, i ma wszystko załatwione i zaspokojone łącznie z orgazmem.
To je chore.

Pozostałe uwagi co do filmu - oceniam jako jako dobry, a to ze względu na zbyt długi czas trwania. Trochę mnie znudził ten Theodore, zbyt wyjałowiony i skupiony tylko na sobie, nie dziwię sie, że ta żona dała sobie z nim spokój. Ale i tak miał szczęście, że system go zdradził, przynajmniej miał okazję wyjść na dach i popatrzeć w towarzystwie równie jak on samotnej przyjaciółki na miasto samotnych jak oni ludzi. Być może przyjdzie taka chwila, że weźmie ją za rękę i pójdą na jakiś romantyczny spacer, bez telefonu w kieszonce.

I tak sobie jeszcze myślałam, czy bardziej smutne jest być samotnym bez systemu operacyjnego i tęsknić za ciepłem i dotykiem prawdziwego czlowieka, czy być samotnym z techniczną namiastką tegoż drugiego czlowieka, jakimś robotem, lalą z plastiku czy systemem operacyjnym. Obie sytuacje są nie do pozazdroszczenia, ale wydaje mi się, że jednak bardziej smutne jest to druga.

Głos Scarletki bardzo trafiony, chyba też bym się w nim zakochała. Phoenix - rewelacja.
 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u