FF - Forum Filmowe

Poprzedni temat «» Następny temat
Outlander
Autor Wiadomość
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-01-16, 20:43   Outlander

Outlander (USA 2014)

Produkcja: Starz, długość odcinka: 60 min.
Gatunek: Historyczny / Kostiumowy / Dramat / Romans / Sci-Fi

W serialu "Outlander" podążamy za losami Claire Randall, zamężnej sanitariuszki wojennej, która w 1945 roku w tajemniczy sposób zostaje przeniesiona do roku 1743. Asymilacja w nowym otoczeniu nie jest dla Claire łatwa. Zostaje zmuszona do poślubienia Jamiego Frasera, młodego, szlachetnego i romantycznego szkockiego wojownika. Pomiędzy dwójką bohaterów rodzi się jednak uczucie, co sprawia, że Claire czuje się rozdarta pomiędzy dwóch całkowicie odmiennych mężczyzn w dwóch różnych światach. [opis filmweb]

Jest to de facto serial kostiumowo-historyczny. Wątek sci-fi (cofnięcie w czasie) posłużył jedynie jako pretekst do "wystartowania" fabuły i nie przewija się już na jej dalszych etapach. Do samego serialu z początku podszedłem bardzo sceptycznie i wręcz zmusiłem się żeby się do niego zabrać ale po 5 odcinkach pierwszego sezonu muszę powiedzieć, że ogląda się go wcale nie najgorzej. Nie powiem żebym oszalał na jego punkcie ale póki co śledzę dalej. Lubię klimat Szkocji, górskich klanów, etc. więc ta estetyka jak najbardziej mi leży. Do tego bardzo dobre aktorstwo i świetne zdjęcia. Fabuła raczej niczego nie urywa ale też nie leży na łopatkach. Jakąś bardziej miarodajną opinie wyrobię sobie zapewne po obejrzeniu całego sezonu. Póki co umiarkowanie polecam. Niektórych z was naprawdę może wciągnąć i zaciekawić (fani klimatów celtyckich, Szkockich, górskich, druidycznych, itd.).
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2172
Skąd: Łazy
Wysłany: 2015-01-16, 21:46   

Sam zacząłem oglądać głównie na klimaty celtycko szkockie który jest współtworzony za pomocą zdjęć jak i przede wszystkim muzyki Bear McCreary GENIALNEJ ale pomimo tego KLIMATU porzuciłem przynajmniej na razie bo to jednak taki trochę romans. A coś kompoytor ten jakoś od czasu Batlestar Galactica za bardzo wykazać się jakoś nie mógł, może poza serialem Black sails. Choć akurat Claire dość urodziwa i fajnie zawsze zobaczyć Tobiasa Menziesa, który gra tutaj dwie role.
 
 
BM 
prezes



Wiek: 36
Dołączył: 17 Lis 2008
Posty: 5903
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-01-17, 23:04   

Odcinek 6 pierwszego sezonu - wreszcie trochę konkretnej chamówy. Zaczyna się robić ciekawie. Zobaczymy jak będzie dalej.
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2172
Skąd: Łazy
Wysłany: 2016-10-09, 22:06   

Cóż za dziwna mieszanka fantastyki, romansu, dramatu z klimatami rodem z seriali Gra o Tron czy Spartakusa, ale zaskakująco udana mieszanka. Serial nazywany kobiecą wersją Gry o Tron i coś w tym jest, bo niby to romans, ale dużo chamów i scen mocnych, które miejscami biją to co pokazano w Grze o Tron czy Spartakusie. Jest to adaptacja powieści, której przyznaję że nie znam zrealizowana przez twórcę Battlestar Galactica Rolanda D. Moore. Podobnie jak w najbardziej znanym serialu Moore'a za muzykę genialną odpowiada Bear McCreary, którego to soundtrack przypomina muzykę z Braveheart Gibsona. Muzyka tworzy jedyny w swoim rodzaju klimat razem z przepięknymi zdjęciami Szkocji, trochę przypominał mi się w czasie oglądania Outlander klimat serialu Robin Hood z muzyką Clannad.


Ogólnie fabuła może odstraszyć początkowo odstraszyć ale serial tandetny nie jest - idealnie balansuje między klimatami jak z romansu a klimatami poważniejszymi, scenami przemocy, chamówami, polityką, spiskami i jest też sporo humoru. A serial nakręcony w Szkocji, więc w połączeniu z muzyką genialną ogląda się bardzo dobrze.

Można się zakochać w niektórych obrazach plus szkocki klimat. Jest świetnie zagrany przez wszystkich, w tym na drugim planie (np. Simon Callow w roli księcia Sandrighama czy Graham McTavish jako Dougal MacKenzie, lepiej znany jako krasnolud Dwalin z Hobbita, podobnie aktor wcielający się w jego brata), ale zwłaszcza słowa uznania należą się nieznanym mi Caitrionie Balfe w roli Claire oraz Samowi Heughan w roli Jamiego. No i oczywiście trzeba wspomnieć o Tobiasu Menzies w roli męża z 1945 roku Claire i w roli przodka jej męża a jednocześnie wroga jej i Jamiego czyli Jacka Randalla.

Dawno nie widziałem takiego za przeproszeniem skurwiela na ekranie i jednocześnie nie przerysowana rola. Co on wyprawia w serialu to dosłownie głowa mała, brawa za odwagę dla Menziesa w tej roli. Nie wie jak to Menzies robi, że jest równie wiarygodny jako drań, ale też tak samo wiarygodny jest jako czuły, idealny mąż próbujący się pogodzić ze stratą żony. Na drugim planie sporo fajnych też bohaterów.

Serial STARZ więc są też sceny erotyczne, a to niby nic nowego we współczesnych serialach, ale warto o tym wspomnieć, bo w przeciwieństwie do innych seriali z kablówek nie odnosi się wrażenia że pokazywanie seksu niczemu nie służy i nic nie wnosi do fabuły. Nie dość że sceny są ładnie nakręcone (jak zresztą cały serial) to na dodatek każda scena seksu ma jakiś cel, służy rozwojowi postaci jak np. epizod poświęcony w całości nocy poślubnej. Oczywiście serial ma wady jak np. czasami fabuła pędzi za szybko do przodu, albo nagłe przeskakiwanie ze scen komediowych, zabawnych do chamów lub czasami bohaterowie podejmują zbyt szybko decyzje i musimy się domyślać dlaczego tak a nie inaczej, ale nie przeszkadza to w oglądaniu. Bardzo fajna rozrywka w której nawet odcinki zapychacze, w których nie wiele się dzieje ogląda się dobrze. Tak mnie wciągnął serial, że nadrobiłem w ciągu tygodnia całą 1 serię.

Sezon 2 to jednak inna seria jak pierwsza, przynajmniej pierwszych 7 z 13 odcinków, ale wciąż równie dobre co pierwszy sezon.
Spoiler:
Fabuła przenosi się do Francji gdzie Claire i Jamie próbują odwrócić losy historii i nie dopuścić do porażki w bitwie pod Culloden.
Pojawia się kilka nowych fajnie zagranych postaci drugoplanowych jak np. książę Karol Edward Stuart czy król Francji albo chłopak którego Jamie wynajmuje do czarnej roboty czy sprzedawca eliksirów grany przez Dominique Pinona .

Zupełnie inny klimat jak w 1 serii ale równie ciekawy. Serial może nie ma tak ogromnego budżetu jak Gra o Tron, ale wizualnie jeśli chodzi o scenografię i kostiumy to robi wrażenie. Przez to że Francuzi zachowują się zupełnie inaczej jak Szkoci, nie są tak prostolinijni jak Claire tylko noszą różne maski, więc bohaterowie nie mają łatwo w kraju peruk i pudru. Spora część akcji rozgrywa się też w XX wieku, zwłaszcza końcówka serii jak i początek co było dobrym pomysłem biorąc pod uwagę cały sezon. Sprytnie sobie scenarzyści wymyślili zaczynając serię najnowszą od tego, że historii się nie da zmienić, a później akcja cofa się do XVIII wieku i obserwujemy walkę na dworze oraz spiski wszelkiego rodzaju w celu zebrania funduszy na walkę z Anglikami. I jakimś cudem ogląda się w napięciu i z ciekawością mimo tego że wiadomo od początku jak się historia potoczy. A poza tym wracają stare wątki i stare postacie też. Fabuła lawiruje idealnie między poważnymi wątkami (jak cały odcinek Faith o ciąży Claire ze świetną grą Balfe), romansem (wydaje się że żadna tragedia ani różnica zdań, nic nie zniszczy miłości bohaterów), akcją, komedią.

Pojawia się też Czarny Randall, który znowu funduje bohaterom oraz widzom sceny po których człowiek najlepiej by go udusił i przyznam, że po pewnej chamówie jaką zaserwował w jednym z odcinków, to można by uznać że przesadzili z jego okrucieństwem, aż za dużo, ale później pojawia się wątek związany z jego rodziną i możemy zobaczyć trochę inne oblicze Randalla.

Kolejny raz bije brawa dla Menziesa, którego postać czasami jest bliska przesadzenia jeśli chodzi o jego chore zapędy, wydaje się że scenarzyści przesadzają, ale aktorowi jakoś się udaje stworzyć postać prawdziwą, a nie komiksową w swym okrucieństwie.

W drugiej połowie czyli od 8 odcinka wracamy do Szkocji razem z bohaterami i powraca też klimat jak z 1 serii, ale co ciekawe początkowo nie jest tak ciekawie jak w pierwszej połowie 2 serii i jak w 1 serii, ale od 10 odcinka do samego końca serial wraca na typowy bardzo dobry poziom swój.

Co ciekawe Claire i Jamie czym bliżej końca sezonu drugiego nie są aż tak idealni jak wcześniej w końcówce serii, serwują widzom kilka momentów wątpliwych moralnie i gdy trudno pogodzić się z ich postępkami nawet biorąc pod uwagę okoliczności jakie oni znają i widzowie (zwłaszcza mam na myśli co zrobił Jamie w finale 2 serii).

A co do finału to bardzo ładnie zamyka całą serię ale też wprowadza serial na zupełnie nowe rejony. Jedyny zarzut jaki mam do serialu to taki, że czasami zbyt szybko i po skrótach pędzą z niektórymi wątkami przez co niektóre wydarzenia są po łebkach potraktowane
Spoiler:
(jak np. trauma chłopaka którego krzywda spotkała nie wnosi nic do fabuły poza popchnięciem akcji do przodu). Druga uwaga to, że za szybko ci co poznają prawdę o Claire zaczynają wierzyć w jej opowieść (choć fajny jest pomysł, iż uważają Claire w XVIII wieku przez jej zachowanie za czarownicę).

Uważam Outlander za bardzo miłą niespodziankę i nie mogę się doczekać powrotu serialu za rok.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2016-12-04, 01:05   

Cytat:
wydaje się że żadna tragedia ani różnica zdań, nic nie zniszczy miłości bohaterów


I KURDE BARDZO DOBRZE. Nienawidzę tej kliszy, że gdy w jakimś seriau czy filmie scenarzyści pozwalają w końcu bohaterom się spiknąć, to od razu po odcinku - dwóch mamy jakieś kłamstwa, sekrety, wielkie dhramy - coby tylko ich znowu rozdzielić i tak w kółko Macieju. W Outlanderze w końcu mogę zobaczyć sceny w których bohaterowie są po prostu ze sobą szczęśliwi, nawet pomimo różnic wynikających z czasopochodzenia (bo charakterologicznie to są całkiem podobne do siebie uparte osły :D ) i tego że ciągle muszą coś kombinować czy przed czymś uciekać.

A samym serialem jestem absolutnie zachwycony. Wikingowie i GoT już się tak spieprzyli że szukałem zastępstwa, i chyba nie mogłem znaleźć niczego lepszego. Co prawda pierwsze odcinki są raczej takie se i irytują tandetnymi monologami głównej bohaterki z offu oraz łopatologicznymi... To są flashbacki czy flashforwardy bo trudno wyczuć? :D Ale. Od szóstego odcinka następuje poprawa i później już rzadko serial schodzi poniżej co najmniej dobrego poziomu (jestem na 2x04 jakby co więc nie odpowiadam za poziom dalszych). Do gallowej wyliczanki gatunków dodałbym jeszcze serial medyczny, może nie było tego specjalnie dużo w pierwszym sezonie ale drugi na razie zdaje się kłaść na to całkiem spory nacisk. W każdym razie jestem pod wrażeniem jak oni umiejętnie ogarniają to wszystko - książka jest absolutnie mierna (próbowałem ostatnio czytać ale się kurna nie da), serial niby kopiuje fabułę gdzieś w 70 procentach ale dodaje do tego zajebiste postacie oraz dialogi i interakcje. Tutaj często ludki wpadające na 5 minut są ciekawe i godne zapamiętania, co jeszcze bardziej podkreśla jaka bieda postaciowa jest w Westworldzie oglądanym równolegle. No i serial nie stoi w miejscu - w pierwszym sezonie mielismy szkocki romans przygodowy a w tym intrygi w stylu Dumasa + Niebezpieczne Związki + Terminator :) Bawię sie wyśmienicie i polecam każdemu, dla mnie jedno z odkrć roku.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2016-12-18, 04:22   

W drugiej połowie drugiego sezonu akcja wraca do Szkocji i mamy dla odmiany serial, powiedzmy, wojenny - ale widać wyraźnie że piniondz poszedł głównie na Parzyż i tutaj oszczędzają jak mogą. To jest pierwszy meh. Drugi jest taki że jakoś momentami straszna łopatologia się wkrada - taka choćby zajebista relacja między braćmi McKenzie była umiejętnie budowana przez pierwszy sezon a tutaj nagle Dougal dopieprza łopatologiczny monolog wyjaśniający wszystko niekumatym. A to tylko jeden przykład, było tego więcej. Ale nadal trzyma to w większości czasu poziom 7-8/10 więc jakieś biedy nie ma. Brawa też za umiejętne ogarnianie fabuły i żonglowanie pierdyliardem postaci powracających które się przez te dwa sezony nazbierały - co prawda widać że w końcowych odcinkach MOCNO gonią by wszystko pozamykać ale ciągle całość fabularnie jest w granicach normy i na poziomie nieosiągalnym dla sporej części "dużych" seriali (khe khe, Penny Dreadful, khe khe).

A finał pozamiatał - podchodziłem nieufnie bo wracający czasami wątek, nazwijmy to, współczesny, zawsze mnie w tym serialu nudził a tutaj tak amiła niespodzianka. Młodzież która niby ma stopniowo przejmować serię wypada zajebiście (castingowcom tego serialu w ogóle wręczyłbym jakśś dużą, błyszczącą nagrodę), od pierwszych scen łapią chemię no i laska jest prześlicznym rudzielcem co u mnie zawsze idzie na dodatkowy plus. Klimacik sixtisów bardzo, bardzo zacny, powrót pewnej postaci mistrzowski chociaż okupiony pieruńsko naciąganym zbiegiem okoliczności. No i mamy timey wimey niczym w Doctorze w wersji light, szkoda że nie poszli na całość i nie sprawdziła się moja teoria że
Spoiler:
Geilies jest córką Claire
ale z drugiej strony nie wiadomo czy by to nie wykoleiło całego serialu, poza tym domyślny target mógłby nie ogarnąć :D Ogólnie podoba mi się właśnie to, ze ten czasopierdolnik i elementy okultyzmu sa wprowadzane dość lajtowo choć na tyle wyraźnie, że czynią serial bardzo oryginalny w porównaniu do tych wszystkich innych kostiumowców. Zresztą sam napędzający drugi sezon motyw prób zmian historii jest strasznie ciekawy i prowadzi do kilka niezłych dylematów moralnych u bohaterów, znajdźcie mi drugi serial kostiumowy w którym by coś takiego było.
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1097
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2016-12-28, 09:25   

Ja tu za dużo do dodania nie mam(po pierwszym sezonie i 3 odcinkach drugiego).
Niby karkołomne wyzwanie ale wszystko tu gra.
Są tu słabsze momenty, są zapychacze ale chyba niemożliwością jest, by przez 16 godzin a tyle mniej więcej trwa pierwszy sezon wszystko było idealne.
Mnogość wątków, postaci - faktycznie, nawet jak ktoś się pojawia na chwilę to jest to barwna postać i nie chodzi mi tu tylko o same 'mordy', gdzie tu to mamy mistrzostwo.

Ten serial ma duszę i idzie pod prąd.Nie do końca się zgodzę z gallem że chamówą przebija Spartakusa czy GoT.W tych serialach chamówa to motor napędowy, cel nadrzędny.Tutaj to tylko środek by cała historia była ciekawsza.W zasadzie w pierwszym sezonie mamy tylko jeden na prawdę gruby motyw, wiadomo jaki ale nie jest on wrzucony tak od czapy żeby tylko wywołać szok, bądź podziw u zwyroli;), tylko to przychodzi naturalnie, powoli.

No i ta zajebista chemia między wiadomymi dwoma postaciami. Tak dużo ich dzieli, począwszy od, nazwijmy to, różnic kulturowych, traktowania kobiet itp, kończąc na języku.Ten idealny angielski firmowany przez Claire(autentycznie gdybym się postarał to zrozumiał bym większość bez żadnych napisów) i ten bełkot Jamiego.
Akurat to, to chyba nawet dziś za bardzo nie zmieniło się.

Z jednej strony szkoda że to taki niszowy serial, z drugiej, może to dobrze bo nie ma ciągot by zrobić 'dobrze' masowej publice.
Ogólnie perełka.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2016-12-28, 22:31   

shpongled napisał/a:
tylko to przychodzi naturalnie, powoli.


To po części zasługa tego że książkowy cykl ma już 8 tomów, więc mają rozpisaną fabułę i mogą elegancko naprawiać to co Gabaldon spierdoliła (czyli prawie wszystko, na czele z postaciami, które w książce są kartonowymi dyktami i mało mają wspólnego z serialowymi odpowiednikami. No ale jak pisałem wcześniej - książka to GÓWNO, zdołałem przetrwać jakieś 40 procent a ja naprawdę rzadko nie kończę książek które zacząłem). Ale ogólnie foreshadowing i wordbuilding bardzo zacny, niczym w serialach Nolana, aczkolwiek jedną rzecz nieco spierdolili -
Spoiler:
w książce od początku sugerowano że Geillis się seksi z Dougalem, a tutaj ten twist wchodzi trochę z czapy jednak. No ale w książkach Geillis to zwykłą laska bez cech wyróżniających, ZDECYDOWANIE wolę tego pierdolniętego rudzielca z serialu :love:


Co do zapychaczy - ja tego tak nie odczułem, w sumie każdy odcinek jakoś tam rozwijał postacie i relacje, no i nie było to tak jak w GoT gdzie połowa obsady przez cały sezon idzie z punktu A do punktu B. Tutaj w jednym odcinku mamy przysięgę klanową, w innym zbieranie rentu, w jeszcze innym wędrowny teatrzyk :D czy próbę ogarnięcia rodowej posiadłości. W drugim sezonie niestety fabuła jak dla mnie zapierdala za bardzo, zwłaszcza w drugiej połowie gdzie przeskoki czasowe są już po prostu łatane narracją z offu. Choć chyba i tak drugi sezon lepszy ze względu na oryginalność i finał <3
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1097
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2017-01-05, 11:07   

W zasadzie mam tylko jeden zarzut.Mamy ten 1968, jesteśmy przy tych kamieniach i na pytanie córki
Spoiler:
czy ostatnim miejscem gdzie widziano Franka były te kamienie - Claire jak by nigdy nic odpowiada - Tak.Zero wyjaśnień...Polazł w kamienie i tyle go widzieli;) i tu też taki problem się pojawia - To co? Każdy tam się może przenieść? Tak patrząc w przyszłość, to czy nie zrobią się z tego hurtowe podróże?Bo i Claire chce wrócić, córka też pragnęła by poznać prawdziwego ojca, syn Pastora pewnie też by się chciał załapać. Tak jak genialnie zachowano równowagę, to w przyszłym sezonie może się z tego zrobić niezły burdel.

Postawią budkę z napisem 1000 funtów za jedną podróż :hahaha: ?
Natomiast w odróżnieniu od galla , podobały mi się te motywy z przyznaniem się Claire, co jej się tak na prawdę wydarzyło bo mamy tu niezły kontrast między reakcjami osób z XVIII wieku(od razu to kupili bo to takie czasy były) a reakcja w wieku XX, gdzie na początku wszyscy traktowali Claire jako wariatkę.
.

Cała reszta po prostu świetna.Szczególnie Francja wypadła tu znakomicie ale nawet do Szkocji nie mam się za bardzo do czego przyczepić.
 
 
gall anonim 
filmożerca



Wiek: 39
Dołączył: 19 Sie 2012
Posty: 2172
Skąd: Łazy
Wysłany: 2017-01-05, 12:41   

Spoiler:
Odpowiadając na Twoje pytanie czy zrobią się hurtowe podróźe z czasem to łatwo sprawdzić bo można przeczytać streszczenie następnych powieści. A co do tego że nie podoba mi się do końca motywy z przyznaniem się Claire co wydarzyło się jej to z jednej strony wkurza to jak jej wierzą z miejsca w XVIII wieku, ale z drugiej strony podoba mi się to jak to wykorzystali np. jak powiedziała Randallowi kiedy umrze był świetny wątek oraz że za czarownicę ją biorą co też fajnym wątkiem było. A pewnie wcześniej pisałem że czym dalej to coraz bardziej przypomina Doktora Who serial i jakby to był serial BBC nie zdziwiłbym się jakby zrobili crossover obu seriali.
 
 
Jarod 
wiceprezes



Wiek: 31
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 5406
Skąd: Borne Sulinowo
Wysłany: 2017-01-05, 19:21   

Spoiler:
Łaaat? Jaki Frank w kamieniach? Przecież on sobie umarł w Bostonie z tego co pamiętam. A przechodzą tylko niektórzy, którzy "słyszą kamienie" czyli Claire, Brianna i Roger. Z Geillies to cholera wie, bo równie dobrze ta jej ofiara mogła zadziałać. Dowiemy sie moze za sezon jak wroci :) Młodzież będzie się bujała w przyszłych sezonach między czasami no i Claire ale chyba tylko oni ( będą zresztą stopniowo przejmować historię, taka saga rodzinna ) bo juz np Jaime nie słyszy. Chcesz się czepiać to czepiaj się tego ze Claire była na miejscu AKURAT WTEDY kiedy Ruda zdecydowała się na podróż
 
 
shpongled 
filmożerca



Wiek: 17
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 1097
Skąd: Alpha Centauri
Wysłany: 2017-01-05, 22:23   

Jarod, zwracam honor!
Spoiler:
Córka zwraca się do Claire - czy to ostatnie miejsce gdzie widziałaś mojego ojca?- Tak.Głupim zinterpretowałem to że chodzi o Franka.
W tym serialu w ogóle było sporo zbiegów okoliczności więc o ten końcowy się nie czepiam.

gallu -ale ona powiedziała to tylko 3 osobom jak pamiętam.Należy też pamiętać w jakich czasach to jest=zabobon ogromny więc łatwiej im było w to uwierzyć niż w wieku XX.
Do tego pierwszą z nich był Jaime który był trochę sceptyczny na początku, drugą ten szef klasztoru;) a trzecią Murtagh, gdzie z nim mogło by pójść najgorzej więc mam takie wrażenie że Jaimie dobrze to rozegrał, nazywając ją czarownicą, Murtagh łatwiej mógł to przełknąć. Potem po pijaku żeby panie lekkich obyczajów się od niego odtegowały, wyjechał z tą Biała Damą, co się trochę rozniosło.
No nic...jak Franka nie ma w kamieniach to wszystko gra :hahaha: bo to była jedyna rzecz która mi zupełnie nie pasowała do całości
btw. Jak też nie przepadałem ze scenami z teraźniejszości/przyszłości, jak zwał tak zwał(oprócz ost. odcinka gdzie było OK.), to z chęcią bym się dowiedział jak wyglądało ich życie w Bostonie.Czy to był temat tabu, czy jednak rozmawiali o tym, czy Frank przynajmniej wziął pod uwagę fakt iż mogło się tak zdarzyć no i jaką by miał minę wiedząc jakim bestialskim skurwielem był jego przodek;)

 
 
 
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group SiteMap
Template NoseBleed2 v 0.2 modified by Nasedo & BM, downloaded from theme4u website

forum filmowe FORUM FILMOWE forum filmowe



Page Ranking Tool stat4u